english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

2. Niedziela Adwentu

Materiały liturgiczno-homiletyczne

Rok kościelny   w życiu ewangelika 

 

W ADWENCIE KU PRZEZNACZENIU 
   

Kazanie na 2. Niedzielę Adwentu - 10 grudnia 2006 r.   
   
ks. dr Marek Jerzy UglorzNiebieski Ojcze, spójrz ze swojego świętego przybytku na adwentowy Kościół i zwróć ku nam swoje łaskawe oblicze. Dlaczego dopuszczasz do tego, że chodzimy własnymi drogami i nie słuchamy Ewangelii? Gdzie jest Twoja żarliwość i nawał Twojej miłości? Proszę, przyjdź do nas w słowie adwentowej Ewangelii, którą mam zwiastować w Twoim imieniu i nawróć nas do siebie. Niechaj Chrystus będzie naszą drogą na życiowych bezdrożach. Amen.

 
Łaska niech będzie ze wszystkimi, którzy miłują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, miłością niezniszczalną. Amen.
 

Wzmocnijcie opadłe ręce i zasilcie omdlałe kolana! Mówcie do zaniepokojonych w sercu: Bądźcie mocni, nie bójcie się! Oto wasz Bóg! Nadchodzi pomsta, odpłata Boża! Sam On przychodzi i wybawi was! Wtedy otworzą się oczy ślepych, otworzą się też uszy głuchych. Wtedy chromy będzie skakał jak jeleń i radośnie odezwie się język niemych, gdyż wody wytrysną na pustyni i potoki na stepie. Rozpalona ziemia piaszczysta zmieni się w staw, a teren bezwodny w ruczaje; w legowisku szakali będzie miejsce na trzcinę i sitowie. I będzie tam droga bita, nazwana Drogą Świętą. Nie będzie nią chodził nieczysty; będzie ona tylko dla jego pielgrzymów. Nawet głupi na niej nie zbłądzi. Nie będzie tam lwa i zwierz drapieżny nie będzie po niej chodził, tam się go nie spotka. Lecz pójdą nią wybawieni. I wrócą odkupieni przez Pana, a pójdą na Syjon z radosnym śpiewem. Wieczna radość owionie ich głowę, dostąpią wesela i radości, a troska i wzdychanie znikną.

  

Księga proroka Izajasza 35,3-10

 
Ustawione w centrach miast adwentowe kramiki i oszalały handel, wspaniałomyślnie oferujący już 2 listopada niezwykłej postury Mikołaja, którego po nadmuchaniu mogę sobie przymocować do balustrady balkonu, wydzierają mnie samemu sobie; zniewalają moje serce strachem pustej karty kredytowej; dmuchają małoduszną pustką; mocują przy balustradzie rzeki życia, którą mogę obserwować z handlowej galeryjki, sącząc z wolna sok, wyciśnięty z zamorskich owoców.

 
Siedząc tak nad ludzkim mrowiem, troszczącym się o wiele spraw, chwilami mogę nawet mieć złudzenie, że pojąłem sens; że uczestniczę w życiu; że jestem na dobrej drodze; że w samym środku tej społeczności nic złego mi nie grozi.

 
Rzeka życia płynie tymczasem coraz dalej ode mnie. Jakimś dziwnym trafem meandruje wokół mnie, a nie ku mnie. Chciałbym płynąć! Zacumowałem. Chciałbym żyć! Uśmierciłem swego ducha! Chciałbym błogosławić tym, którzy pędzą w dole, żeby radośnie i spokojnie przeżyli zbliżające się święta! Opadłych rąk nie potrafię podnieść. Chciałbym pójść dalej z podniesioną głową! Omdlałych ze zmęczenia kolan nie mogę zmusić do kolejnego kroku. Chciałbym sensownie żyć! Straciłem cel. Zapomniałem o przeznaczeniu.
  
ADWENT NIE JEST ZWYKŁYM CZASEM

Nabrzmiały znaczeniami, często przeciwstawnymi, zachęca do innego sposobu bycia. Czy tylko do pokuty? Może tak, tylko ilu pojmuje jeszcze jej sens? Ilu z nas ze zdziwieniem odkrywa, że zamiast w środku życia, znaleźli się w samym środku pustyni?
 

Pustynia bez wątpienia jest adwentowym miejscem. Nie dlatego, że kojarzy się z pokutą. Pustynia jest miejscem oglądania. Na pustyni, także tej, którą zwiemy pustynią życia, trzeba siebie zobaczyć. I to właśnie jest pokuta, żeby zobaczyć siebie we właściwej perspektywie, mocno skróconej przez grzech! Ale też zobaczyć siebie w odpowiednim świetle, to znaczy w blasku ognia, z którego objawia się Bóg naszego zbawienia. Bóg naszego przeznaczenia.

  
Nikt sam siebie zobaczyć nie może. Gdyby było inaczej, kupujący dmuchanego Mikołaja nie zostawialiby go w torbie przed drzwiami psychoanalityka, aby tuż przed świętami uratować resztki życia w sobie. Na pustyni mogę przyjrzeć się sobie tylko dlatego, że patrzy na mnie Bóg. Jego spojrzenie jest oczyszczające i wybawiające. Jego oczy znajdują mnie zmęczonego i omdlałego, wystraszonego i ślepego. Patrzy na mnie z miłością i ocala, kierując na drogę życia. Patrzy na mnie, jak na Hagar, niewolnicę Abrahama (zob. 1 Mż 16,1-9). Patrzy i pyta: „Niewolniku ludzkich spraw, małoduszny i wylękniony: Skąd przychodzisz i dokąd idziesz?”.
 

Adwent nie jest zwykłym czasem.
 

Adwent jest czasem zbawienia; odnajdywania sensu i powracania w sam środek życia. Dzięki Bogu Adwent jest czasem, w którym rozpoczynam swoją ludzką wędrówkę ku przeznaczeniu.
  
KU PRZEZNACZENIU OD NIEMOŻLIWOŚCI
 

W niezwykłym czasie Adwentu, między innymi dzięki obietnicy, którą prorok wypowiada do zniewolonego Izraela: „Oto wasz Bóg! Nadchodzi pomsta, odpłata Boża! Sam On przychodzi i wybawi was!” rozpoznaję, że moim przeznaczeniem nie jest zniewolenie.

  
Sam Bóg nadchodzi, zbliża się do mnie, żebym całą egzystencją skierował się ku innemu przeznaczeniu. Bóg wydobył mnie z płodowych wód stworzenia, wydostał z wody chrztu, zrodził ze swojego Ducha, abym ze zdziwieniem odkrył, że od samego początku jestem umiłowanym dzieckiem. Bóg zrodził mnie z siebie, to jest z wnętrza własnego miłosierdzia, ponieważ mam żyć w obiecanej ziemi, nieustającego wesela i radości. 
 

Szczęśliwie, chociaż sam zaprzeczam swemu przeznaczeniu i wyrzekam się wolności, Bóg nie przekreśla swojego miłosierdzia i nie wyrzeka się mnie. Przychodzi, staje przede mną, w Chrystusie staje w samym środku mego bycia, abym poszedł Drogą Świętą, którą nieczysty pójść nie może i dotarł do przeznaczenia. Jeśli w jakiś sposób mam albo mogę wyobrazić sobie zbawienie, to przede wszystkim rozpoznaję je jako osiągnięcie przeznaczenia.
 
Niebieski Ojciec nie stworzył mnie, ani nikogo z ludzkich pokoleń, dla śmierci. Jeśli daje mi cząstkę swojego tchnienia, a w Chrystusie, ukrzyżowanym już od twardego żłobu narodzenia, wypowiada obietnicę pójścia na Syjon drogą czystą i świętą, to czas, abym w adwentowym doświadczeniu pustyni, rozpoznał swoje przeznaczenie do wolności od .... . 
 
  

Od czego? Od strachu, boleści, głuchoty, ślepoty, okaleczonego kroku i niemoty. Czyli od czego? Od niemożliwości! Bóg, który w Chrystusie nadchodzi do mnie w takim samym stopniu, w jakim przychodzi do każdego innego, ratuje mnie od niemocy bycia sobą; niemocy spełniania sensu swojego bycia i osiągnięcia celu!
  

Otóż Bóg, wcale nie tak, jak sądzi wielu, nie ratuje człowieka przed samym sobą, ponieważ nikt z nas nie jest z natury zły i podejrzanie od Boga inny jakby z piekła rodem, ale zbawia od tego, co człowiekowi przeszkadza być sobą. W Chrystusie, który jest drogą człowieczego spełnienia, Bóg ratuje człowieka od pozostania istotą niedokończoną. Bo człowiek ma pójść drogą czystą, nazwaną Drogą Świętą, którą jest Chrystus, aby osiągnąć swoje przeznaczenie.

 
Zbawienie to ratunek od niemożliwości bycia, a jednocześnie kres stwarzania człowieka do wolności Bożego dziecka. Zbawienie to kres wiary (zob. 1 P 1,9n), który trzeba doprowadzić do końca, aby każdy osiągnął swoje przeznaczenie!

 
Adwent jest czasem niezwykłym. Jest czasem nieograniczonych możliwości człowieka, bo jest czasem Chrystusa!
  
W CHRYSTUSIE WSZYSTKO JEST MOŻLIWE
 

„Wtedy otworzą się oczy ślepych, otworzą się też uszy głuchych. Wtedy chromy będzie skakał jak jeleń i radośnie odezwie się język niemych, gdyż wody wytrysną na pustyni i potoki na stepie. Rozpalona ziemia piaszczysta zmieni się w staw, a teren bezwodny w ruczaje; w legowisku szakali będzie miejsce na trzcinę i sitowie” - oto treść adwentowej Ewangelii, która nikogo nawet na pustyni nie pozostawia bez ratunku.
 

Na pustyni jest możliwa odnowa. Co z perspektywy człowieka jest bezpowrotnie stracone i nieurodzajne, zamarło i stało się miejscem unicestwienia, dzięki Bogu, który w Chrystusie kieruje nas ku przeznaczeniu, odradza się do życia i owocowania.
 

Siedząc zatem na galeryjce handlowego centrum, w adwentowym czasie przedświątecznych trosk i patrząc na ludzkie mrowie, troszczące się o wiele spraw, chwilami rzeczywiście możemy mieć złudzenie, że pojęliśmy sens; że uczestniczymy w życiu; że jesteśmy na dobrej drodze; że w samym środku tej społeczności nic złego nikomu nie grozi.
 

Rozumiejąc jednak, że chociaż wszyscy gdzieś pędzimy nie dochodzimy nigdzie, ważne abyśmy weszli na właściwą drogę życia. Chciejmy iść! Chciejmy żyć! Ożywiajmy swego ducha! Błogosławmy wszystkim, żeby radośnie i spokojnie przeżyli zbliżające się święta! Kroczmy przez życie z podniesioną głową! Żyjmy sensownie do końca i nie traćmy celu!
 

Nie zapominajmy o Chrystusie, w którym zostaliśmy zbawieni od niemożliwości!
  

Opadłe dłonie, które dotąd nie potrafiły błogosławić innych - racz mi podnieść Chrystusie, który jesteś Bożym błogosławieństwem dla człowieka przedświątecznego zagubienia.
 

Omdlałe kolana, które nie są zdolne mnie podnieść z prochu życia - racz wyprostować Chrystusie, który mnie dźwigasz, abym z godnością poszedł przed siebie.

 
Małoduszne serce, które troszczy się o wiele małych spraw - racz napełnić swoim duchem Chrystusie, który jesteś wybawicielem od niemocy bycia.
 

Ślepe oczy, które nie potrafią zadziwić się bogactwem życia - racz otworzyć Chrystusie, który jesteś drogocenną perłą człowieczeństwa.
 

Głuche uszy, które nie słyszą lamentu potrzebujących - racz otworzyć Chrystusie, który jesteś głosem, zachęcającym do czynienia rzeczy niemożliwych.
 

Chrome nogi, które dotąd nie poniosły mnie we właściwym kierunku - racz wzmocnić Chrystusie, który jesteś Drogą Świętą ku mojemu przeznaczeniu.  Amen.

 

ks. dr Marek Jerzy Uglorz, pracownik naukowy Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie i Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach