"Ewangelik" 2003, nr 3, s. 97-98.
Felieton
Rywin i inni
O tak zwanej aferze Rywina przez ostatnie pół roku pisali wszyscy. Telewizyjny tasiemiec z transmisjami z posiedzeń sejmowej komisji śledczej pozwolił każdemu wejrzeć w otoczki władzy. Nie w jej sedno - bo tego nikt nam nigdy nie ukaże, ale w atmosferę otaczającą mechanizmy sprawowania władzy. Lekcja to momentami wcale interesująca, bo posiedzenia komisji bywają - jak to się mówi - medialne, ale w gruncie rzeczy niezbyt przyjemna.
Różni są ludzie, różni są też politycy. Prosta linia podziału polityków: uczciwi - złodzieje, porządni - dranie, zdaje się być nierealną - kolejni delegowani przez naród starają się nas przekonać, że uczciwych i porządnych pośród nich nie ma. Co gorsza wydaje się, że taki jest po prostu wynik mechanizmu demokratycznego sprawowania władzy. Mówiło się wprawdzie o premierze Jerzym Buzku, że owszem, porządny człowiek, ale co z tego, skoro nie potrafi poradzić sobie ze skłóconymi ministrami i frakcjami w AWS. Czy nie myślimy zatem: niech już sobie kradną, biorą łapówki, sprzedają ustawy, koncesje, no bo ile ograniczona w końcu grupa ludzi może nakraść w skali całego kraju, byleby przy okazji skutecznie zarządzali czy to gospodarką, czy finansami, czy przegłosowywali dobre ustawy. Hasła tych partii, które chcą zastąpić byłych i obecnych rządzących koncentrują się wokół zachęty to głosowania na nich - bo wszyscy poprzednicy się skompro-mitowali, a oni jeszcze nie rządzili, zatem wybierzmy ich. Niby logiczne, ale w 40-milionowym narodzie czekać, aż wszyscy spróbują swych sił w rządzeniu? Toż przecież starczy nam kandydatów na wiele tysiącleci naprzód!
Czy jednak tak być musi? Wieści dochodzące ze świata polityki Europy i spoza niej zdają się potwierdzać, że tak. A to prezydent, to jakiś premier czy minister jest oskarżany o korupcję, inny popisuje się skrajną głupotą, itd. Sądzę, że tak było i tak zawsze będzie. Żaden rządzący nie był wolny od słabości i błędów, nawet biblijny król Dawid. Do czego można dążyć, to do utrzymania zachłanności władzy w pewnych granicach - to zaś umożliwiają jedynie demokratyczne mechanizmy kontroli władzy. Prawda, że sejm składa się z ludzi w dużym stopniu niewłaściwych, a my mimo to finansujemy go z naszych pieniędzy, ale - jak to się mówi - nic lepszego nie wymyślono. Zawsze będą źli, skorumpowani politycy, jednak rzecz w tym, by przeważali uczciwi. Podobnie na każdym polu ludzkiej działalności chodzi o to, by na przykład byli nie tylko lekarze handlujący "skórami", ale też ofiarni, współczujący.
Do ideału państwa nie doprowadzimy nigdy, a Pismo Święte ostrzega, by nie szukać go na Ziemi, bo złudzenia w tym zakresie bywają niebezpieczne. Wszystkie dotychczasowe próby idealnego ułożenia świata skończyły się dla wielu narodów tragicznie. Może moje podejście jest zbyt minimalistyczne, ale sądzę, że chodzi tylko o to, by w miarę możliwości ustawić mechanizmy sprawowania władzy tak, by jak najmniejsze pole pozostawić karierowiczom, oszustom, jak i zaślepionym przez żądzę władzy czy pieniądza, bo niestety jedno nadto wiąże się z drugim. To wymaga przede wszystkim kontrolowania władzy. Kontrolę taką sprawują przede wszystkim media i wyborcy. To zaś wymaga od nas wszystkich zainteresowania się polityką, jakkolwiek wydaje nam się, że jest odpychająca. Bo inaczej oddamy pole do działania Rywinowi, stowarzyszeniu ordynacka, bez względu na to, pod jakim szyldem będą się ukrywać.
Jan Szturc