"Ewangelik" 2004, nr 2, s. 111-112.
Felieton
Larum grają!
Kryzys w naszym kraju nie tyle ekonomiczny, co raczej kryzys wartości, nie ulega wątpliwości. Kryzys dotknął nie tylko nasz kraj, pozostający w końcu nieco na uboczu, ale cały znany nam świat. W szczególności tę cześć świata, którą określamy mianem cywilizacji Zachodu. Po raz pierwszy od wieków zaczynamy mieć obawy o to, czy nasz krąg kulturowy, ciągłość naszego dorobku, nie zostanie przerwana. W ten sposób padłby bowiem jeden z najbardziej niezachwianych dotąd pewników cywilizacji "białego człowieka". A wraz z nim chrześcijaństwo. Uświadomił nam to zagrożenie wybuch terroryzmu, który sięga i ku nam. Terroryzmu nie pozbędziemy się na drodze negocjacji, a tym bardziej walki zbrojnej. Bowiem stoi za nim ugruntowana przez wieki nienawiść.
Traktowaliśmy przez te wieki inne cywilizacje, inne kultury, w sposób protekcjonalny, niekiedy z zainteresowaniem, później zaś z żalem za czymś, co bezpowrotnie minęło, tak jak cywilizacje starożytnych Sumerów, Egipcjan, Inków... W międzyczasie zaś doprowadziliśmy do zagłady północnoamerykańskich Indian. Coś się jednak zmieniło w ostatnich latach: już nie patrzymy na nich jak na przedstawicieli zapóźnionych, choć szlachetnych narodów, jak w powieściach Coopera, ale zaczynamy przyjmować ich punkt widzenia, jak w filmach rodzaju "Tańczący z Wilkami".
Proces ten idzie jednak o wiele dalej. Pozbywszy się poczucia wyższości w obcowaniu z nimi, coraz częściej dostrzega się wyższość światopoglądów, które niedawno jeszcze określaliśmy jako pogańskie - symptomatyczne, że słowo to jest coraz rzadziej używane. Popularność zdobywają religie magiczne, jak voodoo, ale również skrajnie uduchowione religie Wschodu. Ich rozwój jest coraz wyraźniejszy, i nie widać, by trend ten miał zostać zatrzymany. Sprzyja temu tolerancja ze strony społeczeństw Zachodu, którą się szczycimy jako jedną z ważniejszych wartości wynikających z praw człowieka.
Nie towarzyszy temu jednak tolerancja po drugiej stronie. W wielu krajach, np. muzułmańskich, chrześcijaństwo jest zakazane. To nie przeszkadza, by muzułmanie z tych krajów u nas korzystali nawet z przywilejów. Niedorzecznością jednak z naszej strony byłoby oczekiwać wzajemności czy wdzięczności. Jesteśmy postrzegani jako wrogowie, jako śmiertelne zagrożenie dla ich wartości.
Chrześcijaństwo stanęło wobec jednej z najważniejszych prób w swej historii, obok wszystkich innych wyzwań związanych z postmodernizmem, globalizacją, nauką wymykającą się spod kontroli itd. Pytanie teraz brzmi, czy chrześcijaństwo poradzi sobie z nieskutecznością misji miłości wobec innych światów. Światów, które nas nie rozumieją i nienawidzą. Od tego zależy nasza przyszłość i naszych dzieci.
Pytanie: co w tej sytuacji robić? Czy zamknąć drzwi przed Unią, Europą, światem? Przed wszystkimi "obcymi"? To już w naszej historii przerabialiśmy. Czy może wyekwipować nowego Sobieskiego na odsiecz naszej cywilizacji? Gdyby nawet, to jedna bitwa już nie wystarczy, gdy świat stał się jedną, wspólna wioską. Być może znowu doszliśmy do miejsca, gdy nie pozostaje nic innego, jak zawierzyć, że choć "My Złego nie zdołamy zmóc, nam zginąć wnet by trzeba; lecz walczy za nas chrobry Wódz anielskich hufców z nieba".
Jan Szturc