"Ewangelik" 2004, nr 3, s. 64-69.
Lata 1918-1939 okazały się najlepszymi w XX-wiecznych dziejach prasy protestanckiej w Polsce
- w rozmowie z Janem Szturcem mówi
dr Jarosław Kłaczkow - historyk Polski międzywojennej
Diecezja katowicka jest pod względem historycznym tworem dość sztucznym, gdyż obejmuje Górny Śląsk, bez Cieszyńskiego ale z Opolszczyzną, a z drugiej strony całą Małopolskę i dawne Częstochowskie. Obliczyłem na podstawie pańskiej książki, że na tym terenie w latach 1918-1939 wydawano łącznie 6 czasopism luterańskich i unijnych (a kilkanaście protestanckich w ogóle), w tym takie jak "Ewangelik Górnośląski", "Kirche und Heimat" i "Evangelisches Gemeindeblatt". Stosunkowo niewiele?
Jarosław Kłaczkow: Rzeczywiście stosunkowo niewiele, ale trzeba wziąć pod uwagę specyfikę tego obszaru w okresie międzywojennym. Na wspomnianym przez pana obszarze (poza niemieckim Górnym Śląskiem należącym wtedy do Rzeszy) działały trzy Kościoły: Ewangelicko-Augsburski (południowa część dawnego zaboru rosyjskiego), Ewangelicko-Unijny (Górny Śląsk) oraz Ewangelicki Augsburskiego i Helweckiego Wyznania w Małopolsce (dawny zabór austriacki). Każdy z nich działał generalnie w głębokiej diasporze, np. ostatni z wymienionych liczył tylko 32 tysiące członków. Podobnie wyglądała struktura ilościowa górnośląskiego Kościoła unijnego. Dlatego też wymienione przez pana tytuły zaspokajały w pełni potrzeby religijne swoich współwyznawców. Występował nawet, na przykład w przypadku wydawanego w Świętochłowicach "Kirche und Heimat", problem z jego dystrybucją.
Z kolei środowisko czytające "Ewangelika Górnośląskiego" rekrutowało się głównie z ewangelików cieszyńskich, którzy napłynęli po 1922 roku na te tereny przeważnie z Zaolzia. Ich celem była szybka polonizacja miejscowego Kościoła unijnego, w czym napotykali na zdecydowany opór miejscowego duchowieństwa narodowości niemieckiej. "Ewangelik
Górnośląski" pełnił więc także funkcję propagandową identyfikując się ze stworzoną jeszcze przez ks. Otto ideologią "polskiego ewangelicyzmu". Wszystkie pisma polsko-luterańskie tego okresu były wyrazicielami tych idei. Ich kwintesencją jest choćby mowa wygłoszona do młodzieży akademickiej przez ks. Zygmunta Michelisa w 1935 roku gdy powiedział, m.in. "Dmijcie w trąby i bijcie w bębny, werbując młodzież pod swoje sztandary, zajmijcie ich zabawą i sportem, ale niech to będzie wszystko środkiem do celu. Do jakiego celu? Macie go wyraźnie napisany na waszym sztandarze: "Polska" i "Ewangelicka" - zestawienie będące hasłem, a może naszym przyszłym programem, a na pewno nie rzeczywistością i życiem. "Polska" na pierwszym miejscu. Nie dlatego, aby to było zadaniem ważniejszym lecz dlatego, że jest łatwiejszym. Wszyscy wokoło jesteśmy i chcemy być Polakami. Dziś polskość nie jest walką, lecz chwałą. Ale dlatego dziś też do polskości nie wystarcza jej hasło i wyznanie, trzeba ją wypełnić treścią i to nie narodową, bo wszak jest już wolna, a więc świadomą, lecz treścią duchową i moralną. I dlatego przede wszystkim "Ewangelicka". A to jest zadanie trudne. Bo trzeba być innym, aniżeli otoczenie. A to znów w podwójnym znaczeniu wyznaniowym i moralnym. Nie brak Polsce Polaków, lecz brak jej Polaków szlachetnych, ofiarnych, uczciwych, chrześcijańskich z ducha i życia. Ach gdybyśmy mieli prawo powiedzieć: Polaków ewangelików".
Ostatnie z wymienionych przez pana pism "Evangelisches Gemeindeblatt" ukazywało się w peryferyjnie położonym Stanisławowie, skąd na pewno bliżej było do Czerniowiec czy też Chocimia (wchodzących do 1918 roku do wspólnej superintendentury małopolsko-bukowińskiej) niż do centralnej lub zachodniej Polski. Zasięg kolportażu obejmował jednak całą dawną Galicję. Tygodnik ten docierał w związku z tym również do Białej, gdyż miejscowa parafia działająca przy kościele Marcina Lutra należała do superintendentury w Stanisławowie.
[...]
Czy jest pan w stanie dokonać na tym tle oceny współczesnej aktywności wydawniczej polskiego ewangelicyzmu?
- Po 1945 roku wskutek masowego odpływu ludności niemieckiej wydawanie pism w języku niemieckim zamarło. Nowe władze komunistyczne i tak by zresztą nie wydały zgody na ich powstanie. Z dużym trudem udało się uruchomić, przez ks. Henryka Wegenera-Wojnowskiego, pismo luterańskie "Strażnica Ewangeliczna" (od początku lat 60. noszące tytuł "Zwiastun"). Z biegiem czasu swoje wydawnictwa wznowili również kalwiniści, metodyści oraz inne wspólnoty protestanckie. Były to jednak pisma zaspokajające jedynie podstawowe potrzeby wydawnicze swoich wyznawców. O rozwoju czasopiśmiennictwa protestanckiego w okresie PRL nie było poza tym mowy. Władze, reprezentujące ateistyczny punkt widzenia nie widziały żadnego interesu w zmianie tego typu sytuacji. W latach osiemdziesiątych udało się jedynie założyć i przez kilkanaście lat wydawać w Łodzi "Słowo i Myśl". Zmianę przyniósł dopiero upadek realnego socjalizmu. Lata 90. zaczęły przynosić powolną odbudowę wydawniczej działalności. Na terenie diecezji katowickiej jako pierwszy zadebiutował "Ewangelik Pszczyński". W Katowicach pojawiła się "Myśl Protestancka". Z kolei na Śląsku Cieszyńskim obok "Zwiastuna" od 1997 roku przez kilka lat ukazywała się "Gazeta Ewangelicka". Ta ostatnia z biegiem czasu zaczęła być kolportowana w pozostałych diecezjach luterańskich.
W porównaniu z sytuacją z okresu międzywojennego nasuwa się prosty wniosek. Wskutek komasacji polskiego protestantyzmu na południu Polski, tam też przeniosły się centra wydawnicze. Nie były one już jednak w stanie wydawać takiej liczby pism jak przez wojną. Zmieniła się przecież demografia. Przed 1939 rokiem na terenie Polski mieszkało ponad milion ewangelików, teraz około 100 tysięcy. Poza tym w polskim protestantyzmie nie ma w chwili obecnej znaczącej mniejszości niemieckiej. Jest to kolejny wyróżnik od tego, co miało miejsce przed wojną (ok. 70% wyznawców Kościołów ewangelickich stanowili Niemcy). Wszystkie pisma protestanckie drukowane są w języku polskim. Nie ma bowiem zapotrzebowania na inny ich rodzaj.
Podsumowując można dojść do przekonania, że podobnie jak przed 1939 rokiem, polski protestantyzm próbuje zaistnieć na rynku i docierać nie tylko do swoich wyznawców. Jest to na pewno ważny czynnik przybliżający otaczającej nas większości ewangelicki punkt widzenia. Trzeba jednak pamiętać, że zawsze będzie to stosunkowo wąski krąg odbiorców. Podobnie było przed wojną.
Na koniec pytanie o pańskie najbliższe prace w zakresie historii polskiego ewangelicyzmu?
- Niedawno opublikowałem artykuł na temat "Udziału młodzieży luterańskiej w życiu akademickim II RP". W tej chwili siadam do pisania monografii jednej z parafii luterańskich w centralnej Polsce. Ponadto rozpocząłem wstępną kwerendę do rozprawy poświęconej księdzu biskupowi Andrzejowi Wantule. Mam nadzieję, że nie napotkam na trudności w znalezieniu i udostępnieniu mi materiałów na temat tej jakże ważnej dla historii naszego Kościoła postaci.
Dr Jarosław Kłaczkow, urodzony w 1972 roku w Radomiu, studiował w latach 1992-1997 historię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Na tejże uczelni uzyskał w 2002 roku stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie historii. Obecnie pracuje jako adiunkt w Instytucie Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zajmuje się historią społeczno-polityczną okresu międzywojennego ze szczególnym uwzględnieniem spraw wyznaniowych. Jest autorem monografii Czasopiśmiennictwo protestanckie w Polsce w latach 1918-1939 (Toruń 2003) oraz kilku artykułów poświęconych dziejom protestantyzmu.
Pełny tekst rozmowy znajduje się w drukowanej wersji kwartalnika.