"Ewangelik" 2004, nr 3, s. 92.

Felieton

Wszystko ma swój czas



Przyzwyczailiśmy się od dawna, że postęp w nauce i technice następuje w zawrotnym tempie. I jak wstecz sięgam pamięcią, było tak od zawsze. A właściwie to od polowy XIX wieku, chociaż niewątpliwie rewolucję w tym procesie stanowiła komputeryzacja, a raczej zastosowania mikroprocesorów we wszystkich prawie dziedzinach życia.
Nikt nie chce być outsiderem. Jakoś sobie radzę z tym postępem, chociaż obserwuję, że starsi ode mnie już mniej, pomijając ludzi, nawet młodych, którzy już na starcie rezygnują z "włączenia się". Nie chodzi tu tylko o to, by być - jak to się teraz mówi - trendy, lecz właśnie: włączonym w otaczający nas świat. Niektórzy jednak nie są - z niedostatków finansowych, intelektualnych, lub po prostu odrobiny samozaparcia, którym te braki można wyrównać.
Wiem o moich ograniczeniach, i że może już niebawem zostanę poddany procesowi "odłączania". Po prostu już nie będę nadążał, nawet w jakimś jednym wąskim wycinku. "Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoja porę". Taka jest po prostu biologia, starzeję się - jak wszyscy. Wiem też, że w następnej kolejności zostaną "odłączeni" ci, którzy dzisiaj są trendy, przedgonili mnie, choć jeszcze wczoraj ledwo stołu sięgali. Żadna to dla mnie pociecha, a raczej konstatacja tak znana, że banalna: "Marność nad marnościami, mówi Kaznodzieja, wszystko marność".
No i cóż z tego? Cykl biologiczny jest nieubłagany, moje możliwości będą z czasem coraz mniejsze, aż przyjdą po mnie inni, po nich znowu inni, etc. "Czy jest coś, o czym można by powiedzieć: Oto jest coś nowego? Dawno to już było...". Nawet moje jakieś tam doświadczenie (bardziej zawodowe niż życiowe), nie ma większego znaczenia, bo każdy musi je zdobywać dla siebie na nowo, najczęściej na własnych błędach. Nawet to, niby proste i raczej oczywiste pouczenie: "Pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie swojego wieku, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: Nie podobają mi się", dotrze w całej istocie dopiero, gdy "dobre lata" już bezpowrotnie przeminą.

Jan Szturc