"Ewangelik" 2004, nr 4, s. 104.
Felieton
Szatan wyziera zza Harry'ego Pottera!
Chyba naprawdę czytanie książek u młodzieży jest w zaniku, choć - jak sięgam pamięcią - nigdy nie był ono duże, a już na pewno nie takie, jak oczekiwali nauczyciele i rodzice. Aż tu nagle pojawiły się kolejne części przygód młodocianego czarodzieja Harry'ego Pottera - popularność opasłych ksiąg Joanne Rowling zaprzecza wszelkim czarnym diagnozom. Jednak jest "ale": wiele opinii o książce i jej wpływie na małoletnich jest zdecydowanie negatywnych, także ze strony "czynników kościelnych" i to różnych wyznań. Dlaczego?
Przede wszystkim zarzuca się Rowling, że świat magii, w który tak sugestywnie wprowadziła młodych, łatwowiernych czytelników, jest nie do pogodzenia ze światopoglądem chrześcijańskim. No i trudno zaprzeczyć, chociaż dotyczy to tak samo niezmiernie popularnej od ponad półwiecza trylogii "Władca pierścieni", a co więcej: to samo możnaby zarzucić jednemu z czołowych apologetów chrześcijaństwa, C.L. Lewisowi za jego "Trylogię międzyplanetarną".
Rozumiem - małoletni są naiwni, zatem trzeba ich chronić. A tymczasem okazuje się, że dorosłych również. Otóż również wielkim przebojem ostatniego roku jest powieść Dana Browna "Kod Leonarda da Vinci" - dla starszych, utrzymana w duchu sensacyjnych thrillerów Ludluma. Książka nie ma już tak postmodernistycznego wydźwięku jak Potter, ale jej akcja toczy się w środowiskach wysoko-katolickich, dotykając niesławnej organizacji Opus Dei. To skłoniło wydawcę do dołączenia "słusznego" posłowia, które napisał znany eseista katolicki Zbigniew Mikołejko. Poczuwa się on do wyjaśnienia dorosłemu, naiwnemu polskiemu czytelnikowi, że większość faktów na temat rzymskiego Kościoła to nieprawda, u podstaw której leży "atawistyczny, nierozumny już dzisiaj lęk anglosaskich protestantów przed 'rzymską wiarą', przed 'papizmem'". W tym duchu otrzymaliśmy siedem stron tekstu, dla nas ciekawego, świetnie obrazującego mechanizm kreowania "oblężonej twierdzy" w sytuacji, gdy nie ma rzeczywistej potrzeby okopywania się. Przecież w anglosaskich krajach rzymski katolicyzm nie okopuje się wcale, a wychodzi na tym o wiele lepiej.
Czyżbyśmy mieli teraz my forsować umieszczenie naszego posłowia do najnowszej książki "Boży bojownicy", pióra najpoczytniejszego dziś polskiego pisarza Andrzeja Sapkowskiego, który z kolei przedstawia husytów nie w takim świetle, w jakim chcielibyśmy ich widzieć my, mający się po części za ich spadkobierców?
Jan Szturc