"Ewangelik" 2005, nr 1, s. 112.

Felieton

A jednak jest lepiej



"Ewangelik" wchodzi w trzeci rok swojego wydawniczego żywota. Nie jest to żaden szacowny jubileusz ani okazja do świętowania, ale zawsze do niewielkiej refleksji. Przeglądnąłem kiedyś roczniki większości czasopism ewangelickich, jakie ukazały się w Polsce od początków XX wieku. Dawniej wydawaliśmy czasopism o wiele więcej niż obecnie - wystarczy przejrzeć choćby pobieżnie książkę dr. Jarosława Kłaczkowa, który z benedyktyńską pracowitością wszystko to przejrzał i opisał; jego praca dotyczyła okresu międzywojennego. Po II wojnie światowej aktywność ta z oczywistych powodów przetrwała w stanie szczątkowym. Do 1989 roku ruch czasopiśmienniczy w Polsce był koncesjonowany, a ponadto - szczególnie w pierwszym okresie władzy komunistycznej - ściśle kontrolowany, a nawet sterowany.
Zmieniło się po 1989 roku: tytuły zaczęły się mnożyć, co rzecz jasna dotychczasowym redakcjom nie bardzo się spodobało. Czy jednak stan rynku czytelniczego w środowiskach protestanckich został przywrócony do stanu sprzed 1939 roku? Pod pewnymi względami tak, ale nie do końca. Mnogość tytułów kto wie, czy nawet nie jest dziś większa biorąc pod uwagę mniejszy rynek odbiorców. Może i teraz jest zbyt dużo tytułów, co odbija się na ich sprzedaży i kondycji finansowej, a może po prostu nie dostaje im jakości.
Jest jednak rzecz, która zdecydowanie odróżnia czasopisma obecne od tych międzywojennych, i to na korzyść współczesnych. Chodzi o styl prowadzonych polemik. Można założyć że i dzisiaj istnieją różnice poglądów w Kościele, są różne wizje Kościoła i różne zapatrywania na konkretne sprawy. Nie są one jednak artykułowane tak gwałtownie i zjadliwie jak wówczas. I chyba nie jest tak dlatego, że czasy są inne, że teraz inaczej się rozmawia, bo na przykład polemiki naszych polityków nie odstają poziomem kultury od tych przedwojennych. A jednak w czasopismach ewangelickich zdecydowanie tak. Może jednak czegoś się przez te minione dziesięciolecia nauczyliśmy.

Jan Szturc