"Ewangelik" 2005, nr 3, s. 67-73.

Wielkość zawsze robi wrażenie!

- w rozmowie z Janem Szturcem o górnośląskich arystokratach, przyznaje

dr Arkadiusz Kuzio-Podrucki - historyk Górnego Śląska



"Ewangelik": Co pana fascynuje w dziejach tych rodów - bo to chyba fascynacja?
Arkadiusz Kuzio-Podrucki: Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego akurat ten gatunek historii - dzieje rodów - mnie zafascynował. Bo jest to moją fascynacją, to prawda. I chodzi chyba o ciągłość. O to, że przez kilkanaście, czasem nawet kilkadziesiąt pokoleń, wydarzenia związane z dziejami tej samej rodziny układają się w pewien spójny ciąg. Ciągłość ta tłumaczy wiele faktów, dlaczego akurat tak, a nie inaczej się działo. Dzięki temu można łatwiej zrozumieć historię. A druga rzecz, że nie ma lepszego scenarzysty niż życie. W żadnej bajce nie znajdzie się takich historii, jak w życiu. Na przykład znana bajka o Kopciuszku ma swój odpowiednik w historii - przygodach śląskiego Kopciuszka, czyli Joanny Gryczik, czy Waleski Winckler. Ja zajmuję się przeszłością śląskich rodów arystokratycznych, które już z samej definicji mają w siebie wpisaną wielkość. A wielkość zawsze robi wrażenie.
A. Kuzio-Podrucki (z prawej) z księciem Guidotto von Donnersmarck, głową rodu - pochodzi z jego ewangelickiej linii (z lewej)
Górny Śląsk był w XIX wieku terenem, gdzie na gruncie rozwoju przemysłu nagle wyrosło kilka ogromnych fortun - Wincklerowie, Donnersmarckowie, Hochbergowie, Godula... Jak w tej bajce o Kopciuszku. Czy był to przypadek?
- Nie, to nie był przypadek. Chyba można wręcz powiedzieć, że Górny Śląsk był skazany na wielkie fortuny. Pod ziemią było bogactwo - złoża kruszców, węgla. Te kruszce stały się podstawą rozwoju gospodarki. A więc była podaż, znalazł się popyt. I tak powstały te wielkie fortuny. Inwestorami byli oczywiście ci, którzy mieli pieniądze i mogli inwestować. Na początku byli nimi właściciele ziemscy: Donnersmarckowie, Hochbergowie, itd. Dysponowali oni kapitałem początkowym w postaci ziemi i w XIX wieku z feudałów stali się przemysłowcami. Inny mechanizm budowy fortuny widzimy w przypadku Franciszka Wincklera, czy Karola Goduli. Własną pracą, korzystając z dobrej koniunktury, zbudowali oni swoją pozycję finansową. Podsumowując można powtórzyć - Górny Śląsk był skazany na wielkie fortuny.
Wśród nich byli ewangelicy. Między innymi linie Tiele-Wincklerów i Donnermarcków. Czy to uwidaczniało się jakoś w ich poczynaniach?
- Górny Śląsk był wówczas nie tylko wielokulturowy, ale i wielonarodowy, a również wieloreligijny. Ewangelicy nie ograniczali z racji swego wyznania swej działalności tylko do ewangelików. I Tiele-Wincklerowie, i Donnersmarckowie, sprawowali sumiennie swoje funkcje kolatorów (patronów) kościołów również katolickich. Ewangelicyzm ich raczej nie wyróżniał. Zwłaszcza, że w momencie, gdy Śląsk został w XVIII wieku przejęty przez państwo pruskie, gdzie ewangelicyzm był wyznaniem państwowym, wówczas po raz pierwszy w dziejach Śląska zapanowała tu tolerancja religijna. Można by zgodnie z prawdą rzec, że dopiero wtedy stała się ona faktem.

[...]

Spotyka się pan z potomkami tych rodzin mieszkającymi na Zachodzie. Różnie im się wiedzie. Czy mają żal do Polski, że zabrano im majątek i nieraz środki do życia?
- Rok 1945 był dla nich szokiem. W ciągu zaledwie kilku tygodni, a dla wielu z nich kilku dni lub godzin, zawalił się świat budowany nieraz przez całe stulecia. Tiele-Wincklerowie byli "zaledwie" 200 lat na Śląsku, Donnersmarckowie ponad 300 lat, ale na przykład Strachwitzowie już 800 lat, od zarania dziejów Śląska. Był to zatem czas dla nich niezwykle tragiczny i byłoby zadziwiające, gdyby nie wiązała się z tym ogromna trauma. Wielu z nich nie zdążyło uratować nawet tego, co najcenniejsze - własnego życia. Niektórym wprawdzie udawało się uratować wiele z ich dawnych fortun, jedno jednak bezpowrotnie dla nich się skończyło: śląska część dziejów ich rodzin. Dzisiaj, jeśli wracają, to najczęściej do kraju dziecięcych wspomnień, a ten kraj jest zawsze najpiękniejszy. Niejednokrotnie szukają tutaj śladów korzeni swych przodków. Często nie są jednak pewni jak przyjmą ich dzisiejsi mieszkańcy Śląska. Mają świadomość, jak wielką tragedią był okres wojny dla mieszkańców Śląska i sąsiednich krain. Jest to więc spotkanie często związane z wieloma obawami po każdej ze stron. Najczęściej okazuje się, że i tu, i tam, są po prostu ludzie ze swoimi emocjami, radościami i smutkami.



Dr Arkadiusz Kuzio-Podrucki - dr nauk humanistycznych, historyk, publicysta, pracownik administracji samorządowej. Urodził się w 1968 r. Jest absolwentem Uniwersytetu Śląskiego, który ukończył z wyróżnieniem w 1993 r. Studia kontynuował na studium doktoranckim przy Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i w 1999 r. uzyskał stopień doktora. Jako historyk zajmuje się badaniem dziejów śląskiej szlachty i arystokracji oraz ich związków z europejskimi rodami. Od lat współpracuje z regionalnymi wydawnictwami, prasą, radiem i telewizją. Jest współautorem (z dr. D. Woźnickim) godeł dzielnic Miasteczka Śląskiego, przywróconego herbu i weksyliów Tarnowskich Gór oraz powiatu tarnogórskiego. Ich wspólne publikacje to Herbarz bytomski (2003, razem z P. Nadolskim), Sławni na Tarnogórskiej Ziemi (2003), Herb i barwy Tarnowskich Gór (2002), Herb i barwy Powiatu Tarnogórskiego (2002). Wspólnie z Jarosławem A. Krawczykiem opublikował album Zamki i pałace Donnersmarcków (2001; 2 wyd. 2003). Ostatnią jego publikacją jest monografia Henckel von Donnersmarckowie. Kariera i fortuna rodu (2003). To jedyna jak na razie publikacja przedstawiająca całość dziejów jednego ze znamienitszych rodów śląskiej arystokracji.


Pełny tekst rozmowy znajduje się w drukowanej wersji kwartalnika.