"Ewangelik" 2006, nr 3, s. 61-64.

Dr Piotr Greiner
(Katowice)

A gdyby to w Katowicach urodziła się Maria Skłodowska-Curie?



[...]

Do katowickich miscellanea dodać trzeba, że Fryderyk Göppert położył wielkie zasługi w zwalczaniu epidemii zapalenia opon mózgowych wśród dzieci, która przetoczyła się w zimie 1905 roku przez Katowice i okoliczne miejscowości. Na podstawie przeprowadzonych wówczas studiów opublikował pracę naukową poświęconą nowej, fizjologiczno-chemicznej metodzie leczenia tej choroby. Przyniosła mu ona tzw. habilitację i powołanie na stanowisko profesora katedry pediatrii na jednym z najlepszych ówczesnych uniwersytetów europejskich Georg-August-Universität w Getyndze. Powiatowy lekarz z Katowic obejmuje profesorskie stanowisko na ówczesnym Harvardzie! Stąd Maria Göppert całą edukację szkolną i uniwersytecką odbyła w Getyndze. Tam uzyskała doktorat pod promotorstwem wielkiego Maxa Borna – skądinąd śląskiego noblisty, ale karierę naukową zrobiła w Stanach Zjednoczonych (w tym niestety w ramach Manhattan Project), gdzie osiedliła się w 1930 roku, po ślubie z amerykańskim naukowcem Joe Mayerem.
Czy te genealogiczne wywody mają jakieś znaczenie? Moim zdaniem mają, tak jak mają w przypadku Marii Skłodowskiej, która urodziła się w Warszawie, ale wyedukowała się na paryskiej Sorbonie, wyszła za mąż za francuskiego uczonego Pierre’a Curie i całą karierę naukową zrobiła we Francji.
Tak się złożyło, że jednym z honorowych gości, zaproszonych przez polskie władze państwowe na obchody 100. rocznicy urodzin Marii Skłodowskiej-Curie, które z wielką oprawą były obchodzone w 1967 roku w Warszawie, była Maria Göppert-Mayer. Do ówczesnej komunistycznej Polski przyjechała zresztą po pokonaniu sporych formalnych trudności, bowiem jako naukowiec zaangażowany w badania nad fizyką atomową, musiała na podróż do kraju „zza żelaznej kurtyny” uzyskać zezwolenie odpowiednich służb specjalnych USA. Jej udział w tych uroczystościach nie był przypadkowy, a wręcz symboliczny – była drugą kobietą po wielkiej Polce, która otrzymała Nagrodę Nobla z fizyki i zaledwie trzecią kobietą, która została do tej pory wyróżniona jedną z noblowskich nagród o charakterze naukowym (przed nią, w 1947 roku nagrodę otrzymała Amerykanka Gerty Cori z medycyny). Na pytanie ówczesnego prezesa Polskiej Akademii Nauk profesora Henryka Jabłońskiego, czy dostojny gość ma jakieś wyjątkowe życzenia, odpowiedziała bez wahania: „Chcę odwiedzić Katowice”.
A jak odpowiadają Katowice i dalej Górny Śląsk na przypadającą w tym roku 100. rocznicę urodzin Marii Göppert-Mayer i szerzej na tą postać, wielkiego naukowca o światowej renomie? Za Michałem Smolorzem „niepozorną tabliczką na brudnym murze”. Warto dodać, że ufundowaną w 1995 roku, z inicjatywy ówczesnego redaktora naczelnego „Dziennika Zachodniego” Marka Chylińskiego – za co mu chwała, przez tę gazetę w ramach akcji Noblistka z sąsiedztwa – dom urodzin katowickiej noblistki sąsiaduje bowiem z „Domem Prasy”. O przyczynach tej impotencji mam własną teorię, którą dobrze oddaje sławny bon mot wypowiadany przez mojego ulubionego aktora Jerzego Stuhra w kultowym filmie „Seksmisja”: „Skłodowska też była kobietą”. I o płeć w tym wszystkim na pewno nie chodzi.


Pełny tekst artykułu znajduje się w drukowanej wersji kwartalnika.