english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

17. Niedziela po Trójcy Św.

8 października 2017 r.

Wtedy odpowiedział [Jezusowi] jeden z ludu: Nauczycielu, przyprowadziłem do ciebie syna mego, który ma ducha niemego. A ten, gdziekolwiek go pochwyci, szarpie nim, a on pieni się i zgrzyta zębami i drętwieje; i mówiłem uczniom twoim, aby go wygnali, ale nie mogli. A On im odrzekł, mówiąc: O rodzie bez wiary! Jak długo będę z wami? Dokąd będę was znosił? Przywiedźcie go do mnie! I przywiedli go do niego. A gdy go duch ujrzał, zaraz zaczął nim szarpać, a on upadłszy na ziemię, tarzał się z pianą na ustach. I za­pytał ojca jego: Od jak dawna to się z nim dzieje? A on powiedział: Od dzieciństwa. I często go rzucał nawet w ogień i wodę, żeby go zgubić; ale jeżeli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam. A Jezus rzekł do niego: Co się tyczy tego: Jeżeli coś możesz, to: Wszystko jest możliwe dla wierzącego. Zaraz zawołał ojciec chłopca: Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu. A Jezus, widząc, że tłum się zbiega, zgromił ducha nieczystego i rzekł mu: Duchu niemy i głuchy! Nakazuję ci: Wyjdź z niego i już nigdy do niego nie wracaj. I krzyknął, i szarpnął nim gwałtownie, po czym wyszedł; a chłopiec wyglądał jak martwy, tak iż wielu mówiło, że umarł. A Jezus ujął go za rękę i podniósł go, a on powstał.
 

Ewangelia Marka 9,17-27


Pomóż niedowiarstwu memu!

 

Ks. Alfred StaniekDrogie Siostry, drodzy Bracia w Jezusie Chrystusie!

Historia ewangeliczna o uzdrowieniu epileptyka pokazuje w jakiejś części nasze zmagania i nasz stosunek do sytuacji niemożliwych, beznadziejnych. Może zdarzyło się, że matka lub ojciec stali bezradni wobec choroby swojego dziecka. Może szukali za wszelką cenę ratunku, aby tylko ich dziecko wyzdrowiało.

Szukamy pomocy u ludzi, lekarzy. Szukamy skutecznego lekarstwa. Pamiętam sytuację, kiedy zachorował mój tato. Diagnoza była bardzo bolesna – nowotwór płuca. Oczywiście zaufaliśmy lekarzom, kiedy oznajmili nam, że istnieje możliwość leczenia chemią, a następnie naświetlaniem. Mimo to szukaliśmy innych możliwości, które mogłyby pomóc ojcu wyzdrowieć. Pamiętam, że rodzina znalazła roślinę, która miała walczyć z komórkami rakowymi. Niestety mój tato od 12 lat nie żyje...

Chcę jednak pokazać, że człowiek zrobi naprawdę wiele, aby ratować życie bliskiej osoby. Kiedy jednak słyszy się słowa: zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, nic więcej nie da się zrobić; medycyna jest bezsilna i nie widzimy już, jak moglibyśmy pomóc czujemy się fatalnie i bezradnie. Czasami wpadamy w panikę. Niestety, często zdarza się, że niemoc zwycięża, że jesteśmy bezsilni w danej sytuacji. Jedyne o czym zaczynamy wtedy myśleć prowadzi nas do Boga, do którego w takich sytuacjach, często w rozpaczy i rezygnacji wołamy: Jeśli jesteś, jeśli coś możesz pomóż nam, zlituj się nad nami!

Taką sytuację opisuje nam dzisiejsza Ewangelia. Ojciec chorego chłopca szukał pomocy u uczniów, ale oni nie byli w stanie mu pomóc.

Zastanawiam się czy my, ludzie wierzący, w myśl słów Pana Jezusa o ziarnie gorczycy i wierze, potrafilibyśmy pomóc tym, którzy w beznadziejnej sytuacji szukają pomocy? Czy też musielibyśmy wysłuchać słów Pana Jezusa i przyjąć je do siebie: O rodzie bez wiary! Jak długo będę z wami? Dokąd będę was znosił?

 
Myślę, że warto zastanowić się nad tym problemem, problemem mojej wiary i mojego działania w imię Jezusa Chrystusa. I wcale nie ma tu na myśli uzdrawiania, zmartwychwskrzeszania. Myślę tu raczej o naszym stosunku do drugiego człowieka, do bliźniego w imię Jezusa Chrystusa. Myślę tu o niesieniu pomocy potrzebującym. Myślę tu o potrzebie wysłuchania. Myślę tu o codziennych sytuacjach, w których się znajdziemy z naszym bliźnim. Czy moja wiara w Jezusa jest na tyle duża, że napotkany będzie się czuł w mojej obecności bezpiecznie i zobaczy we mnie kogoś, kto kocha Pana Boga i dlatego kocha także bliźniego? Czy moja wiara jest na tyle silna i mocna, że moje działania, moje życie opieram na ewangelicznej zasadzie złotej reguły: Wszystko, cobyście chcieli, aby ludzie wam czynili, to i wy im czyńcie (Mt 7,12)?

Wiara. Czym jest wiara? Aby nie komplikować odpowiedzi na postawione pytanie odpowiemy: Wiara jest zaufaniem Bogu. W Liście do Hebrajczyków czytamy: Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy (Hb 11,1).

 

Kiedy mieszkałem w Świętochłowicach byłem świadkiem fantastycznego wydarzenia, które idealnie obrazuje nam biblijną definicję wiary. Przed naszym kościołem był przystanek tramwajowy, z którego w kierunku Katowic i Chorzowa odjeżdżał między inymi tramwaj nr 7. Pewnego dnia na przystanek przyszedł niewidomy człowiek. Słysząc, że nadjeżdża tramwaj zapytał się stojącego obok mężczyznę - Jaki numer jedzie? Zapytany odpowiedział, że jedzie siódemka. Ów niewidomy nie pytając o nic więcej wsiadł do tramwaju i pojechał. Człowiek ten był pewny, że zapytany nie okłamał go i był przekonany, że tramwaj, którego nie widzi jest siódemką.

Oto jest wiara, kiedy apostoł Piotr na rozkaz Pana Jezusa zarzuca sieci. Nie pyta się dlaczego? Nie rozprawia o logice łowienia w dzień. Słyszymy jedynie: Na słowo Twoje zarzucę sieci. To jest wiara!

Nasza wiara przypomina niestety często zachowanie się ojca chorego chłopca, który przychodzi do Jezusa i mówi: Jeżeli coś możesz, zlituj się nad nami. Przypomina mi to myślenie: I tak nic to nie da, ale może warto poprosić, czy Warto pomodlić się. To nie jest prawdziwa wiara. Dlatego jest w nas tak wiele niemocy, dlatego jesteśmy tacy słabi. Dlatego nie tylko nie potrafimy nikomu pomóc, ale też nie potrafimy udzielać innym naszej dobroci, cierpliwości, miłości. Dlatego, że brakuje nam wiary, a przez to i motywacji do działania według woli Boga. Może warto to zmienić!

Z dalszej wypowiedzi Pan Jezusa słyszymy, że wypowiedź ojca poirytowała Jezusa. My zapewne byśmy się obrazili na kogoś, kto kwestionowałby naszą wiarę czy inne zalety. Ewangeliczny ojciec zasłużył sobie na reprymendę, zasłużył na burę. Pomimo takiej postawy Pan Jezus postanawia działać i sprowadzić tok jego myślenia na prawdziwe tory. Jezus odpowiada i naucza zarazem: Wszystko jest możliwe dla wierzącego! Słowa Jezusa zapewne przeszyły ojca, który w odpowiedzi stwierdza, zapewnia i prosi: Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu.

To wyznanie było zwycięstwem ojca, ponieważ nie tylko uzdrowiony został jego syn, ale wiara, która zrodziła się w nim przez Jezusa Chrystusa spowodowała, że on sam stał się prawdziwym uczniem Pana Jezusa.

Umiłowani!

Dzisiejszy tekst oprócz pięknej historii uzdrowienia pokazuje nam także, że w naszym codziennym życiu nie jesteśmy sami, że jest przy nas Jezus Chrystus. Nasze problemy, które dotykają nas, możemy zwyciężyć dzięki wierze w Jezusa Chrystusa i modlitwie: Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu. Pan Jezus na pewno nie zostawi na samych, ale ulituje się nad nami, tak jak to uczynił wobec ojca i syna. Zapamiętajmy, że zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza. Amen.

ks. Alfred Staniek