english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Żyć właściwie i niewłaściwie

Czasami spotyka się ludzi, którzy zachowują się tak, jak gdyby sądzili, że istnieje tylko jeden człowiek na ziemi: tylko ja jestem tym jedynym prawdziwym człowiekiem, wszyscy inni są bladymi, nierzeczywistymi cieniami. Tylko mnie jest ciężko, tylko ja mam osobiste poważne problemy.


Wszyscy ludzie mają problemy. Wszyscy jesteśmy wtrącani w sytuacje naładowane trudnymi do rozwiązania konfliktami i przykrościami. Nie tylko ja muszę czuwać nad moim nędznym prestiżem. Wszyscy inni są w takim samym położeniu. I chyba właśnie w kontaktach z innymi ludźmi powstaje większość konfliktów. Najgorzej jest wtedy, gdy zaczynamy ulegać nowoczesnemu obłędowi, że życie jest moją własnością, że mogę czynić, co mi się podoba. Wielu mówi: Żyję tak, jak chcę, jestem wolny, nikt nie może mi rozkazywać, przestałem wierzyć w reguły życia, które nie wytrzymują próby i których nie mogę respektować. Rezygnuję z tego, aby żyć właściwie. Najważniejsze, abym mógł się wyżyć.


Ponieważ Bóg stworzył życie, On także wie najlepiej, jak ma ono funkcjonować. Natomiast naczelnym celem szatana jest wmówienie nam, że wszystko to jest błędne, a więc Bóg się myli.


Bóg jest Dawcą norm. Nie jest to może dobre określenie, ale użyjmy go z braku lepszego. Czyń to, a nie czyń tego. Bóg mówi tak nie dlatego, gdyż jest drobiazgowy i pragnie trapić ludzi całą masą niewygodnych nakazów i zakazów, lecz dlatego, ponieważ wie, że Jego normy i reguły służą sprawom życia, życia prawego, właściwego.


Mamy więc dziesięcioro przykazań Bożych, które obowiązują nie tylko Żydów, lecz wszystkich ludzi. Nakazują one, aby nie mieć innych bogów obok jedynego Boga, aby święcić dzień odpoczynku, aby nie nadużywać imienia Bożego.


Pan życia chce być ze względu na nas naszym najwyższym autorytetem, ucieczką i pociechą. Nie można zatem mieć dwóch albo więcej najwyższych autorytetów, jak na przykład prestiż, zysk, standard życiowy, seks. Jest bowiem ktoś - jedyny, kto zajmuje najwyższe miejsce. Jeśli to nie jest Bóg, będzie to ktoś inny.


A dokąd te inne autorytety prowadzą, mogą codziennie stwierdzać duszpasterze i lekarze. Życie ulega rozdwojeniu od wewnątrz.


Nie należy nadużywać imienia Bożego. Jest chyba dość oczywiste, że nie należy nadużywać tego, co się otrzymało jako najdroższą i najpiękniejszą rzecz. Bóg ofiarował nam samego siebie ze wszystkim, co posiada. Jakaż radość! Mamy używać Jego imienia, ale nie nadużywać!


Mamy święcić dzień odpoczynku. Cóż to znaczy? Odpoczywanie to odmiana. Także odpoczywanie w ręku Bożym. Niedziela jest szczególnym dniem Bożym, dlatego Bóg pragnie, abyśmy w kościele słuchali Jego słów. Niebezpiecznie jest znaleźć się poza zasięgiem Słowa Bożego. O Jezusie słowa Ewangelii Łukasza (4,16) tak mówią: "I wszedł według zwyczaju swego w dzień sabatu do synagogi". W niedzielę powinno panować światło i radosny ton. Przez ustanowienie niedzieli otrzymaliśmy bowiem piękny dar, a nie dzień utrapienia.


Następnych siedem przykazań mówi o tym, jak powinniśmy się zachowywać wobec naszych bliźnich.


Czcij ojca i matkę. Wielu młodych ludzi powiada: Łatwo jest tak mówić, ale niech ktoś przyjdzie i zajrzy do mego domu. Mam tylko matkę. Ojca nigdy nie widziałem. Albo: Ojciec wraca do domu pijany, w żałosnym stanie, matka płacze. Albo: Ojciec "wybył" i ugania się za dziewczętami, wiele mogę na ten temat powiedzieć. I o matce też sporo wiem takich rzeczy, które nie lubią światła dziennego. Albo: Oni stale się kłócą. W takim domu nikt nie może wytrzymać. I takich rodziców mam "czcić"?


W podobnych sytuacjach rzeczywiście nie jest łatwo udzielić odpowiedzi. Można wręcz zapłakać, gdy się widzi, jak wielu rodziców zawodzi pod względem wychowywania dzieci. Dzieci nie znajdują dość ciepła i zrozumienia w domu, nie otrzymują żadnych wskazówek dla późniejszego życia. Wychowanie nie zmierza do żadnego celu. Jak można wtedy czcić rodziców i za co?


Czcić - znaczy: sprawiać radość. Na ogół każdy młody człowiek wie, jak ma sprawiać rodzicom radość. Nawet gdy stało się modą spoglądać z góry na swych arcykonserwatywnych rodziców. Nie jest łatwo dopomóc dzieciom do otwartości wobec rodziców. I niełatwo jest dopomóc dziecku, aby zaakceptowało rodziców na swój sposób, odpowiadający jego szczególnemu usposobieniu. Ale jest to możliwe poprzez obustronną otwartość, ciepło, zrozumienie, afirmację. Czy nie powinniśmy wszyscy poświęcać więcej czasu - dużo więcej czasu - dla tej sprawy? Dyktatorscy rodzice i niewolnicze dzieci są czymś strasznym, podobnie jak niewolniczy rodzice i dyktatorskie dzieci. Ale wzajemna obojętność jest chyba jeszcze gorsza.


W trudnym wypadku "cześć" powinna polegać na tym, aby młody człowiek chciał stać się innym aniżeli rodzice, by starał się ich nie potępiać. Któż bowiem wie, jakie ciężary ich przygniatają? I w jakie kłopoty zostali uwikłani? Może ja sam nie będę ani trochę lepszy.


Niełatwa to sprawa. Ale jest sporo przykładów, kiedy dzieci z biednych i rozbitych domów wyrastają na dzielnych i wybitnych ludzi. Pomocą może być wejście do kręgu młodocianych kolegów, którzy polubią swego kolegę z rozbitego domu. Będą go rozumieli i wspierali, i ostrożnie prowadzili wzwyż, z radością, modlitwą i śpiewem, - aż znajdzie cichą przystań, gdzie będzie dojrzewał, aby stać się samodzielnym i pożytecznym człowiekiem. Takie koło koleżeńskie może stanowić młodzież Kościoła. Dlatego Kościół powinien być otwarty, powinien sam szukać tych, którym "ciężko na duszy", a jednocześnie zamykają się na świat zewnętrzny.


Jeśli to się uda, uważam, że nawet rodzice "rozbitkowie życiowi" odczują w swoim wnętrzu, że dziecko je "czciło", sprawi im to radość.


Przykazanie, aby nie zabijać, zaopatrywane jest dzisiaj w liczne znaki zapytania.


Większość przyznaje rację Bogu, że nie należy zabijać człowieka. Większość jest zapewne rada z tego, że w Szwecji zniesiono karę śmierci. Również tortury i okrucieństwa poruszają nas do głębi. To samo dotyczy wzrastającej liczby gwałtów, między innymi i wśród młodzieży. Bezsensowna brutalność wobec starych ludzi lub kobiet, które spodziewają się dziecka, oburza uczucia nas wszystkich.


Rozmiękczanie i osłabianie wymowy tych faktów niewiele tu pomoże. Sprawcy takich wyczynów nie staną się lepsi, jeśli będziemy pomijać pytanie, w jaki sposób stali się takimi, i jeśli będziemy się tylko domagać surowszych kar. Chrześcijanin musi również w tej kwestii dać pierwszeństwo miłości. I chociaż są to na pewno złe czyny, musimy jednak wierzyć w możliwość zrozumienia, w uczciwość, w możliwość poprawy. Żadna policja na świecie nie będzie w stanie powstrzymać fali gwałtów, jeśli dom i szkoła zawiodą. Wychowanie do współżycia z innymi ludźmi i wpojenie respektu dla Bożego przykazania wymagają czasu. Właśnie w domu i w szkole mamy czas do naszej dyspozycji. Potem jest już za późno. O tym Kościół zawsze wiedział.


Wykolejeni - tzw. bandy czy gangi, gdzie młodzież uczy się powolnego zabijania samej siebie za pomocą narkotyków oraz maltretowania innych - nie powinni stanowić wzoru dla młodych. Związki ideowe i grupy młodzieży chrześcijańskiej istnieją po to, aby stworzyć alternatywę, inną możliwość. Poza tym mamy także poparcie ze strony przeważającej większości młodzieży w całym kraju.


Jeśli chodzi o przerywanie ciąży - zdania są podzielone. Zdarzają się jednak wypadki i sytuacje, kiedy taki zabieg jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Co do tego wszyscy chyba są zgodni, nawet chrześcijanie. Z chrześcijańskiego punktu widzenia nie powinniśmy jednak zaprzestawać krytyki obecnie obowiązującej i praktykowanej ustawy, dotyczącej przerywania ciąży, gdyż powoduje ona, że rocznie zabija się około 30 000 do 40 000 nie narodzonych bezbronnych istot ludzkich w Szwecji. Czy sądzisz, że to może być wolą Bożą?


Wszyscy normalni ludzie sprzeciwiają się wojnie. Dotyczy to również wyścigu zbrojeń wielkich mocarstw, który pochłania olbrzymie sumy pieniędzy. Mimo iż dzisiaj pokój wisi na włosku, wydaje się, że żadne z wielkich mocarstw nie odważy się rozpocząć wojny. Ale co się stanie, gdy coś "zawiedzie"?


A co z obowiązującą służbą wojskową, w czasie której szkoli się młodzież w posługiwaniu się bronią? Nie szkolimy młodzieży, aby napadała, lecz aby umiała się bronić. Pewnego rodzaju obrona - samoobrona --jest konieczna. Pierwszą sprawą nie jest wtedy zabijanie, lecz obrona tego wszystkiego, co miłujemy w naszym kraju i czego nie chcemy oddać żadnemu najeźdźcy. Ponadto silna obrona może podziałać na wroga odstraszająco. Jest to cena i ofiara, jaką warto złożyć na świecie pełnym zła. Ale jednocześnie ważne jest, aby uczynić wszystko, co pojedynczy obywatel może uczynić, dla sprawy pokoju. Dotyczy to zarówno polityki, jak też osobistego zaangażowania chrześcijanina. Bóg nie pragnie wojny.


Nie cudzołóż. Może jeszcze wielu stawia tu znak Zapytania. Czy należy mieszać Boga do spraw seksualnych? Tak, Boga powinno się brać pod uwagę przy wszelkich sprawach ludzkiego postępowania.


Uważa się dzisiaj, że Szwecja przesycona jest seksualizmem. Być może dawniej byliśmy zbyt surowi. Tak zwane wyemancypowanie się spod opieki Kościoła zostało potraktowane jak wyzwolenie. I w wyniku tego wahadło przechyliło się całkowicie w drugą stronę, tak iż czasami odnosi się wrażenie, jak gdyby jedynie rola ciała stała się dla ludzi ważna.


Kościół obstaje zdecydowanie przy małżeństwie. Kościół trwa mocno przy tym, aby nie rozbijać małżeństwa przez niewierność. Kościół również twierdzi stanowczo, że przypadkowe, luźne związki są niewłaściwe.


Dzisiaj nazbyt często ludzie uważają stanowisko Kościoła za nieco konserwatywne. Jest jednak prawdą, że badania opinii publicznej wykazały, iż spora część naszego narodu podziela poglądy Kościoła na temat luźnych związków między mężczyzną a kobietą. Ludzie chcą żyć w wierności. Lecz nie powinniśmy odwracać oczu także od innych zjawisk. Zbyt wielu młodych ludzi w wieku czternastu lat ma już za sobą stosunki płciowe pozbawione miłości, przyjaźni i widoków na dalszą wspólną przyszłość, polegające jedynie na przyjemności trwającej kilka minut. Potężne tendencje widoczne w społeczeństwie popychają ku "wyzwoleniu". A gdy Kościół mówi o panowaniu nad sobą i wierności, budzi to tu i ówdzie jedynie uśmiech, nawet u tak zwanych dorosłych, którzy chętnie dają się wciągać w tryby ogólnego radykalizmu.


Popęd płciowy jest nam dany przez Stwórcę. Również małżeństwo. I tutaj seks wraz z głębokim osobistym zaangażowaniem może stać się najwyższym szczęściem, cudownym przeżyciem, prowadzącym do całkowitego zespolenia się.


Problem ten w przypadku ludzi nie zaślubionych powinien znajdować największe ludzkie zrozumienie. Niełatwo jest czekać, gdy popęd domaga się zaspokojenia. Nie jest sprawą prostą wyrzec się łatwo dostępnego szczęścia. Ale zrozumienie nie może być identyczne ze zgodą na wykorzystywanie każdej okazji, choć nikogo nie można kamienować ani potępiać. Wszędzie zdarza się naruszenie porządku, jednakże jakiś porządek musi być ustalony także w kwestiach seksualnych. Z Bożym przykazaniem jako punktem wyjścia możemy nadal działać przeciwko wszelkim apostołom seksu. Popęd płciowy jest częścią ludzkiego istnienia, ale tylko częścią. Życie ludzkie zawiera bowiem tak niesłychanie wiele innych wartości. I bez przekonania, że niewłaściwe jest wykorzystywanie bliźniego dla celów własnej rozkoszy, bez poczucia odpowiedzialności i woli dotrzymania wierności - życie ludzkie zostaje zwulgaryzowane. Jasno określone reguły i przykazania nie przyniosły nikomu cierpienia, jeśli były związane z uczuciem, zrozumieniem i człowieczeństwem. Czy nie tak właśnie chcielibyśmy układać nasze wzajemne stosunki? Także w dziedzinie erotyki?


Siódme przykazanie brzmi: Nie kradnij. Twoje nie jest moim. Moje nie jest twoim. Zabierać sobie wzajemnie - znaczy naruszać prawo innego człowieka i własne. Zamiast tego powinniśmy się raczej między sobą dzielić. Obowiązkiem chrześcijanina jest, aby ten, kto ma, dzielił się z tym, który nie posiada.


Brzmi to może zbyt pięknie i uprzejmie. Gdy się pomyśli o stałym wzroście włamań, wyrywaniu torebek, rabunkach i innych rodzajach kradzieży, dochodzi się do wniosku, że Boże przykazanie dalekie jest w społeczeństwie od respektowania. Większość obywateli przeżywa to jako coś wstrząsającego i rzeczywiście niebagatelnego. Wydaje się, że żadne dociekania nie docierają do korzeni zła. Także z chrześcijańskiego punktu widzenia nie nasuwa się inne rozwiązanie, jak tylko to, że w dzisiejszym społeczeństwie coraz większa odpowiedzialność spoczywa na domu i szkole. Wychowanie w poszanowaniu dla własności innych nie będzie miało żadnej szansy powodzenia, jeśli dom i szkoła - a także Kościół - nie okażą się dość zdecydowane.


Musimy jednak dodać, że za falą kradzieży kryje się również niesprawiedliwość społeczna. Gdy jedni rodzą się w bogactwie, a inni muszą harować i mozolić się dla niewielkiego dochodu, wtedy pokusa do kradzieży jest bardzo bliska. Chrześcijanie powinni dążyć do stałej zmiany niesprawiedliwego systemu ekonomicznego.


Dotyczy to również naszego stosunku wobec innych krajów. Nie jest wolą Bożą, aby jedne kraje były bogate, a inne bardzo biedne. Jeszcze gorzej jest, gdy bogate kraje wyzyskują biedne, aby się ekonomicznie wzbogacić na ich naturalnych zasobach albo przez wykorzystywanie ich siły roboczej za mniejsze wynagrodzenie. To także jest kradzież. Bogate kraje mają długi rejestr grzechów za sobą. Ale obecnie niektóre oznaki wskazują na to, że następuje pewne przebudzenie. Jedzenie nie smakuje, gdy się wie, że inni głodują.


Następne przykazanie mówi o tym, aby" nie składać fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Zwykłe, codzienne życie mogłoby zostać uwolnione od skradającego się jadowitego węża, gdyby przykazanie to było traktowane na serio. Dlaczego zniesławianie, oczernianie osoby, która może bardzo tęskni za tym, aby być zrozumianą, przychodzi nam tak łatwo? Szatan potrafi również tutaj działać i zatruwa nasz język oraz nasze pióro. Złośliwe insynuacje albo bezpośrednie prześladowanie jakiejś osoby - przez telefon lub za pomocą innych form presji - może nieraz sprowadzić na nią śmierć. Kto tak czyni, jest nieodpowiedzialny.


Marcin Luter powiada w swoim katechizmie, jak inaczej powinno się dziać. Powinniśmy usprawiedliwiać naszych bliźnich, myśleć i mówić o nich dobrze, tłumaczyć wszystko jak najlepiej. Przecież tak właśnie my sami chcemy być traktowani przez innych! Trzeba więc wniknąć w samego siebie. Jak często zaszkodziłem komuś bezpośrednio moim słowem? Jeśli miłość chrześcijańska miałaby zakwitnąć w naszym sercu, ileż to wówczas słów musiałoby zostać nie wypowiedzianych, ile czasopism i książek nie napisanych. Czy jest to Więc tylko pobożna paplanina, że można wierzyć i oczekiwać na taką miłość? Ja w każdym razie nie znam innej drogi.


Ostatnie dwa z dziesięciorga przykazań mówią o tym, że nie wolno pożądać rzeczy, które należą do bliźniego. Przykazanie zakazujące kradzieży kieruje się teraz w stronę "wewnętrznego człowieka", naszych myśli, naszego serca. Oznacza to, że każde działanie - złe czy dobre - poprzedza proces wewnętrzny. To, czy ja wezmę coś, co nie jest moje, zależy od złej żądzy wewnątrz mnie. Zawiść nie jest oczywiście i tylko szwedzkim fenomenem.


Wkraczamy tu w dziedzinę, która jest niezwykle trudna. Można bowiem nieraz przestrzegać przykazań od strony zewnętrznej, lecz o wiele trudniej jest uporać się ze swoim wnętrzem. Za stroną zewnętrzną mogą ukrywać się liczne złe myśli i pożądania. "Jeśli nie będziesz czynił dobrze, u drzwi czyha grzech... lecz ty masz nad nim panować" (I Mojż. 4,7). Trzeba tu osiągnąć "wewnętrzną higienę". Wymaga ona codziennego treningu poprzez modlitwę i przezwyciężanie siebie, jak również gotowości do zdobywania się na wspaniałomyślność chrześcijańską, aby człowiek umiał się cieszyć z sukcesu swego bliźniego i życzył mu tego z całego serca.


Boże reguły i przykazania mówiące o tym, jak mamy wieść nasze życie, podsumował Jezus w słowach: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, a bliźniego swego jak siebie samego". Jak siebie samego. Istnieje niewłaściwy sposób miłowania siebie. Samolubstwo. Ale istnieje też właściwy: zaakceptowanie siebie takim, jakim się jest teraz, ze wszystkimi błędami i brakami, z ograniczeniami i darami, przekonanie, że Bóg pragnie się ku nam zwrócić niezależnie od tego, jacy jesteśmy. Bez tego zdrowego i radosnego samopoczucia trudno jest znajdować naszych bliźnich, zbliżać się do nich i zdobywać ich. Swoimi przykazaniami Bóg stawia nam wysokie wymagania. Dlaczego to czyni? Dlaczego nie można żyć tak, jak się chce? Wynika to z faktu, że Bóg tak bardzo wywyższył człowieka, iż stworzył go na swój obraz. Wynika to z Jego miłości, która pragnie nam dopomóc, abyśmy znaleźli właściwą drogę. Z tego, że On nas dobrze rozumie - wie, że jesteśmy ułomnymi stworzeniami, które pozostają w ciągłej walce między dobrem a złem.


Łamanie przykazań Bożych nazywamy grzechem. Większość szczerych ludzi, którzy usilnie walczą z grzechem, stoi - jak się wydaje - przed niewykonalnym zadaniem. Człowiek się trudzi, aby na zewnątrz żyć właściwie, ale stwierdza, że wewnętrznie dzieje się z nim bardzo źle. I wiadomo, że wcale nie jest w tym osamotniony. Wszyscy znajdują się w takiej samej sytuacji, bo mają udział w dziedzictwie grzechu całego rodu ludzkiego, w samym centrum niewiary. Rodzi się stąd uczucie zagubienia, które duszpasterze i psycholodzy coraz częściej odkrywają. Uwidacznia się ono w licznych konfliktach między ludźmi, kiedy się rozchodzą i mają poczucie winy. Świadomość winy zżera i przygniata nas tak, iż po wielu latach może doprowadzić do zaburzeń psychicznych, nieraz nawet bardzo poważnych.


Musimy więc ostatecznie skonstatować, że my sami na własną rękę nie jesteśmy w stanie żyć tak, jak tego Bóg od nas oczekuje. Nie potrafimy też usunąć świadomości winy. Odkrycie, że zawiodłem jako człowiek, może wyrażać się w różny sposób. Zależy to od indywidualnych naszych skłonności. Może to być litowanie się nad sobą albo najgłębsza rozpacz, lub cichy rzeczywisty żal i tęsknota za tym, aby zacząć wszystko od nowa. W tym ostatnim przypadku zaczynamy szukać pomocy poza sobą i poza innymi ludźmi, którzy nam dobrze życzą. Pytamy: Jak to jest właściwie z Jezusem? Z Tym, od którego tak wielu otrzymało pomoc? Kościół mówi, ze On jest tą ciepłą, silną dłonią, pomocną w naszej sytuacji. Przykazanie Boże skierowało nas więc ku Jezusowi.


Wielu ludzi wyznało mi: Gdyby ktoś powiedział mi dziesięć lat temu, że mam zacząć pytać o Jezusa, wtedy zaśmiałbym się mu prosto w twarz. Bóg nieraz, w przypadku różnych ludzi, nie spieszy się.