![]() |
|
[Tajemnica Zmartwychwstania] ks. bp Zygmunt Michelis "A gdy minął sabat, Maria Magdalena i Maria Jakubowa, i Salome nakupiły wonności, aby pójść i namaścić go. I bardzo rano, skoro wzeszło słońce, pierwszego dnia tygodnia, przyszły do grobu. I mówiły do siebie: Któż nam odwali kamień od drzwi grobu? Ale gdy spojrzały, zauważyły, że kamień był odwalony, był bowiem bardzo wielki. A gdy weszły do grobu, ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej strome, odzianego w białą szatę i zdumiały się bardzo. On zaś rzekł do nich: Nie trwóżcie się! Jezusa szukacie Nazareńskiego, ukrzyżowanego; wstał z martwych, nie ma go tu, oto miejsce, gdzie go złożono. Ale idźcie i powiedzcie uczniom Jego i Piotrowi, że was poprzedza do Galilei; tam go ujrzycie, jak wam powiedział. A wyszedłszy, uciekły od grobu, ogarnął je bowiem lęk i zdumienie, i nic nikomu nie mówiły, bo się bały". - Ew. Mar. 16,1-8. CHRYSTUS zmartwychwstał, Chrystus prawdziwie zmartwychwstał! A to znaczy: naprawdę zmartwychwstał! Ta korekta w powtórzeniu zwiastowania świadczy, że już na początku ery chrześcijańskiej zdawano sobie sprawę z tego cudu i z trudności jego zrozumienia, a może nawet i uwierzenia weń. Dlatego też z wielką pokorą i czcią spróbuję w najbardziej prostych słowach powiedzieć coś o tej niepojętej i niewytłumaczalnej tajemnicy. Jest to bowiem jedyny, niepowtarzalny fakt, jaki zaistniał w dziejach tego świata. Chodzi o jedną sprawę, która ma dwa aspekty: o zmartwychwstanie Chrystusa i nasze życie pozagrobowe, czyli żywot wieczny. Jedno z drugim się łączy, ale jedno od drugiego niekoniecznie jest uzależnione. Nie ma żadnej religii na świecie, nawet najprymitywniejszej, która nie łączyłaby się z tą wiarą. Czy to będzie reinkarnacja hinduska, czy nirwana buddyjska, czy też soczyste niebo mahometańskie, czy nawet prymitywne wyobrażenia ludzi półdzikich w dżunglach afrykańskich, którzy wierzą, że duchy ich przodków są i pozostają wśród nich, a oni muszą im oddawać cześć. Te wszystkie, mniej czy więcej prymitywne obrazy są wyrazem wiary w życie pozagrobowe, która stanowi nieukojoną tęsknotę i nieprzezwyciężone pragnienie każdego człowieka. Bo przecież czujemy wszyscy, że od tej wiary zależy nie tylko wartość człowieka, ale także wartość jego życia i wszystkich jego poczynań. Jeżeli by tego nie było, to ziemia prędzej, czy później stałaby się tym, czym już dziś w pewnych swoich częściach jest: wielką pustynią i cmentarzyskiem. Dlatego nie wierzę w niewiarę w życie pozagrobowe żadnego człowieka, a co najmniej w brak pragnienia takiego życia. Czy różne filozofie natury społecznej, patriotycznej, narodowej, stawianie pomników wielkim ludziom, wspominanie o nich w setną, a nawet w pięćsetną rocznicę ich śmierci, czy ideały, nawet doczesne, ziemskie', którym ludzie - często szlachetni - poświęcają cały trud swego życia, czy nie jest to jakiś surogat tej wiary, która rodzi się z tęsknoty, że: nie jestem tylko jednodniowym motylem i nie stoję na równi z każdym zwierzęciem, które dziś istnieje, a jutro ginie bez śladu? Nie to jest jedyną treścią dzisiejszego święta, bo ta tęsknota jest tak dawna, jak człowiek na ziemi, jest tak powszechna, jak ludzkość. Może jednak uwierzylibyśmy w Chrystusa, w Jego świętość, w Jego wielkość, że był największym prorokiem, że przyniósł nam najświętsze prawdy, nawet gdyby nie był zmartwychwstał? Czy sądzicie, że gdyby pozostał w grobie zostałaby z Nim pochowana prawda, którą głosił i którą przyniósł od Boga, a także i Ewangelia, która stała się światłością dla całego świata? Fakt Jego zmartwychwstania ma bezgraniczne znaczenie! On bowiem nadaje naszej chrześcijańskiej wierze w życie pozagrobowe i w żywot wieczny nie tylko szczególnie bogatą treść, ale i daje jej to, czego nie ma żadna inna, nawet najbardziej wysublimowana religia. Daje historyczny dowód prawdziwości naszej tęsknoty i naszej wiary. A wiadomo, że ludzie we wszystkim szukają dowodu, albo chcą się przekonać o słuszności tego, w co uwierzyli. W naszej religii mamy właśnie ten dowód: historyczny fakt, który potwierdza prawdziwość naszej wiary, że ze śmiercią nie kończy się wszystko, że to, co po nas pozostaje w postaci garści ziemi cmentarnej, to nie jestem ja, który tam zostałem pogrzebany. Moje "ja", mój duch nie mieści się w trumiennych deskach i nie zamienią się w garść ziemi i popiołu. Dopiero fakt zmartwychwstania Chrystusa nadaje religii chrześcijańskiej charakter absolutności, ponad wszystkie inne religie, a naszej wierze stygmat wieczności, której nikt i nic z niej usunąć nie zdoła. Chrystus zmartwychwstał! Może właśnie dlatego, że jest to coś niezwykłego, po ludzku mówiąc: niewiarygodnego, tak trudno uwierzyć w to, co On powiedział: "Ja żyję i wy żyć będziecie". Przyjrzyjmy się temu faktowi w świetle dzisiejszej opowieści ewangelicznej. Powstaje szereg wątpliwości i pytań, na które nie znajdujemy odpowiedzi. To przyzna każdy uczciwy teolog, a i wierzący ludzie, słysząc Ewangelię o zmartwychwstaniu Jezusa pytają: Skoro to jest historyczny fakt i ma takie zasadnicze znaczenie dla naszej religii i czyni ją religią posiadającą absolutną prawdę Bożą, to dlaczego nie było żadnego naocznego świadka tego wydarzenia? Dlaczego niewiasty, jak mówią inne ewangelie, usłyszawszy Jezusa nie poznały Go od razu? Dlaczego od czasu, do czasu tylko pokazywał się swoim uczniom i zawsze w jakiejś postaci niepoznawalnej, a gdy Go rozpoznawali, znikał sprzed ich oczu? Rozumiemy Tomasza, który przeszedł do tradycji z przydomkiem "niewiernego" i który mógł powiedzieć: Jeśli nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę". Znam i dziś ludzi wierzących i pobożnych, którzy stawiają te same pytania Tomaszowe: Dlaczego tajemnica nie staje przed nami tak, byśmy nie tylko mogli, ale i musieli w nią uwierzyć? Nie potępiam tych ludzi, podobnie jak Jezus nie potępił "niewiernego" Tomasza, który chciał także namacalnego dowodu zmartwychwstania Jezusa, mimo świadectwa niewiast i innych apostołów, mimo obecności samego Chrystusa, który pozdrowił ich słowami: "Pokój wam!" Ale znam też innych ludzi, którzy przestali pytać. Zrozumieli, jak wielkie i święte są drogi i myśli Boże, zrozumieli, że rozwiązania tych tajemnic trzeba szukać na innej drodze. Nie chodzi przecież o to, żeby Bóg objawiał nam swoje wielkie i niepojęte prawdy na każdym etapie dziejów ludzkich. Chodzi wszak o to, abyśmy uwierzyli w te wielkie i święte prawdy Boże, które objawił nam przez proroków i przez Syna Swego. Nie jest tak, jak sądzą ludzie, że tu, na ziemi, wszystko jest pewnością, a pewność jest tam, gdzie jest wiedza, gdzie eksperyment. Wszystko wokoło nas jest tajemnicą - i rzeczy duchowe i materialne - a w każdej tajemnicy kryje się jakaś prawda, czy to naukowa czy psychologiczna czy religijna. I w miarę, jak prawdę odkrywamy, ewolucyjnie rośnie nasza wiara. Nie jest tak, że na ziemi jest tylko ciało, a duch jest gdzie indziej. A może jest tak, jak twierdzili pierwotni ludzie, że każde stworzenie, każda rzecz ma swego ducha, gdyż ciało nie jest tylko szatą ducha, ale jest jego tworem i jego funkcją? Wszystko bowiem powstało z Ducha Stwórcy i z Jego Słowa, które nie było wszak niczym innym, jak tylko duchem. Nie jest tak, że tu, na ziemi, jest tylko śmierć, a tam jest życie wieczne, tu jest tylko doczesność, a tam wieczność. Wieczność jest wszędzie, we wszystkim, a to, co nazywamy doczesnością jest tylko aktualnym sposobem i kształtem, w którym Bóg pozwala nam obcować z wiecznością. To nie po stronie Bożej leży przyczyna, że nie dostrzegamy cudów, które nas otaczają. Przyczyna leży po naszej stronie, że nam brak tej bystrości spojrzenia, że patrząc w niebo widzimy gwiazdy, a nie dostrzegamy niepojętej chwały Stwórcy! Chodzimy po ziemi i patrzymy codziennie na niezliczone tajemnice, poczynając od trawki, która rośnie w promieniach wiosennego słońca, a kończąc na największych geniuszach ducha ludzkiego. A więc jest to tylko wada naszej krótkowzroczności. Czy dlatego, że jestem pozbawiony słuchu i jestem amuzykalny śmiem twierdzić, że cudowne skarby, zaklęte w przepiękne dzieła sztuki muzycznej, czy poezji, którą się zachwycają inni, nie istnieją dlatego, że ja ich nie rozumiem i nie słyszę? Myśli Boże są wielkie i niepojęte i jeżeli to zrozumiemy, to nie będziemy się dziwić, że w wielkiej sprawie, jaką jest zmartwychwstanie są jeszcze niedomówienia i niejasności, że nie znajdujemy odpowiedzi na każde pytanie naszej słabości, czy ciekawości. Nie będziemy wołali: "Jeśli jesteś Synem Bożym, zstąp z krzyża!" Nie wierzyli, bo byli ślepi, nie widzieli Jego cudów i nie dostrzegli tego największego cudu, że Bóg w postaci Syna zstąpił na ziemię i żył wśród nich! Nie będziemy też pytali jak Piłat: "Co jest prawdą?" Jezus odpowiedział na to pytanie: "Jam jest droga, prawda i żywot". Nie pójdziemy w ślady tych, którzy domagali się od Jezusa więcej cudów, ani w ślady Tomasza, który chciał koniecznie wkładać palce do ran Chrystusowych. Nie będziemy także potępiali tych, którzy mają takie wątpliwości, tak jak Chrystus nie potępił swego Apostoła, mówiąc: "Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli". I nie będziemy się dziwili, że są jeszcze niedomówienia, że są jeszcze całe połacie życia doczesnego, które pozostają dla nas tajemnicą! Jeżeli Bóg jest Bogiem, a my tylko tym, czym jesteśmy naprawdę, to nie może być inaczej. Zawsze były i będą niedomówienia i niejasności między nami, a naszym Stwórcą. Ale nie mogą być tak wielkie, jak w życiu tych, którzy są ślepi i głusi na Jezusowe cuda na ziemi, w nauce i w religii. Wszystko bowiem, co nas otacza na tej ziemi świadczy o wielkiej tajemnicy, której na imię Bóg! Nie pójdziemy w ich ślady, tylko będziemy pokornie i ufnie prosić Zmartwychwstałego: Oświeć nasze oczy, daj nam bystre i czułe ucho, abyśmy usłyszeli i dostrzegli w tym, co mówi dzisiejsza Ewangelia, w tym, co zwiastuje dzisiejsze święto - wielki, niepojęty cud! Abyśmy tak, jak naoczni świadkowie dostrzegli wielką, świętą tajemnicę i z jej zwiastowaniem szli w życie, pełni radości, ale i wyrozumiałości dla siebie i innych. Chrystus zmartwychwstał, Chrystus prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja! Amen. bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988. (BA) (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r. |