![]() |
|
[Na drodze do Emaus] ks. bp Zygmunt Michelis "I oto tego samego dnia dwaj z nich szli do miasteczka zwanego Emaus, które było oddalone o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. I rozmawiali z sobą o tych wszystkich wydarzeniach. A gdy tak rozmawiali i nawzajem się pytali, sam Jezus, przybliżywszy się, szedł z nimi. Lecz oczy ich byty zasłonięte, tak ze go poznać nie mogli. I rzekł do nich: Cóż, to za rozmowy, idąc, prowadzicie z sobą? l przystanęli przygnębieni. A odpowiadając jeden, imieniem Kleopas, rzekł do niego: Czyś Ty jedyny pątnik w Jerozolimie, który nie wie, co się w niej w tych dniach stało? Rzekł im: Co? Oni zaś odpowiedzieli mu: Z Jezusem Nazareńskim, który byt mężem, prorokiem mocarnym w czynie i w słowie przed Bogiem i wszystkim ludem, jak arcykapłani i zwierzchnicy nasi wydali na niego wyrok Śmierci i ukrzyżowali go. A myśmy się spodziewali, ze On odkupi Izraela, lecz po tym wszystkim już dziś trzeci dzień, jak się to stało. Lecz i niektóre niewiasty, które były wczesnym rankiem u grobu, wprawiły nas w zdumienie, bo nie znalazłszy jego ciała, przyszły mówiąc, że miały widzenie aniołów, powiadających, że On żyje. Toteż niektórzy z tych, którzy byli z nami, poszli do grobu i zastali to tak, jak mówiły niewiasty, lecz jego nie widzieli. A On rzeki: O głupi i gnuśnego serca, by uwierzyć we wszystko, co powiedzieli prorocy. Czyż Chrystus nie musiał tego wycierpieć, by wejść do swojej chwaty? l począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładam im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach, l zbliżyli się do miasteczka, do którego zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. I przymusili go, by został, mówiąc. Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił, i wstąpił, by zostać z nimi. A gdy zasiadł z nimi przy stole, wziąwszy chleb, pobłogosławił i rozłamawszy, podawał im. Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali go. Lecz On znikł sprzed ich oczu. I rzekli do siebie: Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze i Pisma przed nami otwierał?"- Ew. Łuk. 24,13-32. CHRYSTUS zmartwychwstał! Alleluja! Wielkanoc jest zwrotnym i decydującym momentem w życiu Kościoła Chrystusowego na ziemi. Bez Wielkiej Nocy, bez zmartwychwstania Jezusa z grobu nie byłoby dzisiaj chrześcijaństwa, nie byłoby Kościoła, nie byłoby nas w tej świątyni. Może by tam gdzieś na Wschodzie pokutowała legenda, że był kiedyś szlachetny prorok - cudotwórca, którego później uznano za złoczyńcę i bluźniercę, i którego powieszono na krzyżu. A może i tego śladu by nie było! Ale jeżeli to jest taki decydujący i przełomowy moment w dziejach Kościoła, to z tego przecież logicznie wynika, że to musi być także przełomowy i decydujący moment w naszym życiu. Niekoniecznie dzień dzisiejszy, kalendarzowy, ale to, co się tego dnia wydarzyło. Bez wiary w Zmartwychwstałego nie ma chrześcijaństwa! Ale musi to być wiara tego gatunku, żeby przeobraziła naszą psychikę i nasz stosunek do Chrystusa, do Jego sprawy. Chrystus zmartwychwstał, Chrystus naprawdę zmartwychwstał! A jeżeli tak jest, to fakt ten pociąga za sobą niesłychane konsekwencje. Wtedy wszystkie nasze wątpliwości tracą wszelką podstawę. Wtedy wszelka antyreligijna propaganda traci dla nas wszelką wartość i wpływ. Będzie się ona odbijała o pancerz wiary w Chrystusa zmartwychwstałego! I jeżeli dzisiejsze chrześcijaństwo, to kościelne i to osobiste jest takie słabe, jeżeli wśród nas jest tylu grzeszników, a nawet zaprzańców, którzy nie biorą poważnie tego, co niby wyznają, jeżeli wiara chrześcijańska, a przynajmniej życie chrześcijan słusznie stało się pośmiewiskiem niewierzących, jeżeli w życiu publicznym i w opinii publicznej tak wielu nawet poważnych ludzi nie liczy się z chrześcijaństwem i z Kościołem, to jest to nasza wina, gdyż nie mamy wiary wielkanocnej. Jeżeli niczym się nie różnimy, stojąc nad grobami naszych zmarłych, jeżeli nie potrafimy inaczej żyć i postępować w życiu codziennym, także w tych drobnych, codziennych sprawach, w których nie wymaga się wielkiego bohaterstwa, jeżeli nie potrafimy mówić prawdy, jeżeli wolimy kłamać tylko dlatego, że komuś się to podoba, albo milczymy, gdy ktoś bluźni przeciwko naszej wierze, to znaczy to, że nie wierzymy, albo że nasza wiara podobna jest do wiary apostołów sprzed Wielkiej Nocy, tych apostołów, którzy także okazali się tchórzami, mimo to, że oglądali na własne oczy cuda Jezusa, które my znamy tylko z opowiadania. Taki jest człowiek ulepiony z gliny! Prośmy więc Boga, abyśmy raz w swoim życiu przeżyli Wielkanoc, to znaczy abyśmy uwierzyli, że On naprawdę zmartwychwstał! Wtedy przekonamy się, jaki to będzie miało wpływ na cały nasz charakter, na całe nasze postępowanie. Jak w świetle tej wiary, niby w słońcu wiosennym, spłynie brud naszych słabości i skłonności, a wiosenny deszcz Ducha Świętego omyje nasze dusze, uszlachetni nasz charakter i nasze postępowanie. Religię zawsze zwalczano; mamy na to dowody w historii, ale czyniły to jednostki, a w najgorszym razie nieliczne grupy. Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj czynią to potężne państwa i rządy. Dzisiaj toczy się walka na śmierć i życie. Dzisiaj nie potrzebujemy przesiewać ludu kościelnego, nie potrzebujemy paragrafów, aby wprowadzić karność kościelną. Dzisiaj Bóg sam przeprowadza karność kościelną przez wichurę dziejową, która przesiewa nie tylko plewy, ale niestety i słabsze ziarna. Z naszą tradycyjną wiarą można było trwać przy Kościele i religii w poprzednich wiekach, ale dzisiaj trzeba takiej wiary, jaką mieli apostołowie po Wielkiej Nocy, jaką mieli Ojcowie Reformacji. Dzisiaj trzeba wiary wielkanocnej, która przeistacza i przeobraża człowieka, jego charakter, krzepi go mocą do wytrwania. A to może uczynić tylko zmartwychwstały Chrystus. Tego nie da człowiekowi żaden dogmat, ani wyznaniowa tradycja. Ale jak dojść do takiej wiary? Na to pytanie daje nam odpowiedź dzisiejsza Ewangelia, o tych dwóch uczniach, którzy idą do Emaus. Oni wierzyli w Chrystusa, byli z Nim w Wieczerniku, słyszeli o Jego zmartwychwstaniu. Przecież rozmawiali właśnie o tym z przygodnym podróżnym, którego spotkali w drodze do Emaus, opowiadając mu o tym, jak niewiasty były u grobu Jezusa z Nazaretu, jak widziały że ten grób jest pusty i opowiadały, że Pan zmartwychwstał! Szli i biadali: ,,A myśmy się spodziewali, że On odkupi Izraela". Oni mieli swoje myśli o Mesjaszu i oczekiwali, że On zrobi to, czego pragnęli. I w tym jesteśmy podobni do tych uczniów z Emaus. Przecież nasze myśli i teorie, nasza apologetyka nie przekonają ludzi, że Chrystus zmartwychwstał, jeżeli nas samych o tym nie przekonają. Jak więc dojść do tej prawdziwej wiary? Powtarzam: żadne argumenty, żadne kazania, żadna apologetyka nie pomogą. Jest tylko jeden sposób, ten o którym czytamy w dzisiejszej przypowieści ewangelicznej: "I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o Nim było napisane we wszystkich Pismach", udowadniając im, że Chrystus musiał cierpieć i zmartwychwstać, abyśmy zrozumieli prawdę Bożą o Bogu i człowieku. Nie jest tak w Królestwie Bożym, że ludzie z ziemi budują drabinę do Boga argumentami filozofii i teologii. Tak się buduje wieżę Babel, która powstaje nie z wiary, lecz z pychy i próżności. Biblia mówi co innego. To z nieba Bóg spuścił drabinę, po której schodzili aniołowie z nieba i przynieśli Jakubowi błogosławieństwo. Dziś tą drabiną jest krzyż Jezusa i Jego zmartwychwstanie! To jest z góry budowana prawda, królestwo i miłosierdzie Boże! I to trzeba zrozumieć i przeżyć pod krzyżem i przy otwartym grobie! A wtedy zrozumiemy, że chodzi o to, abyśmy w religii i przez religię osiągnęli coś, co daje pociechę przy łożach śmierci, przy grobach najbliższych, co daje pociechę w cierpieniu i nieszczęściu! Abyśmy poznali cel i sens naszej egzystencji na świecie. A póki tego nie znamy, życie nasze nie będzie miało istotnej wartości. Nasz cel wyraża Modlitwa Pańska: "Przyjdź Królestwo Twoje!" I to jest ten jedyny cel naszego życia: budować Królestwo Boże, choćby własnym cierpieniem, a nawet męczeństwem! To są wszak kamienie pod budowę Królestwa Bożego. A kamieniem węgielnym, na którym wszystko stoi jest Jego śmierć na krzyżu i Jego zmartwychwstanie. Ale w to trzeba uwierzyć, to trzeba brać poważnie. To nie są katechizmowe frazesy, to jest rzeczywistość! I tym muszą być przesiąknięte nasze serca, tym musimy żyć dzisiaj więcej, niż kiedykolwiek! Czy uczniowie z Emaus to zrozumieli? Nie! Poczuli sympatię do nieznanego podróżnego, zainteresował ich tak dalece, że tego obcego człowieka zaprosili na kolację, ale nic więcej. A co Jezus na to? Został i wieczerzał z nimi. Dopiero, gdy usiadł do stołu, wziąwszy chleb, błogosławił i łamiąc podawał im - otworzyły się ich oczy i poznali w Nim swego Mistrza. Ale wtedy On zniknął z ich oczu. Został z nimi w świętym sakramencie Komunii. I dlatego oni po Jego odejściu codziennie obchodzili wieczorem Komunię Świętą. A więc słowo i Sakrament! Teraz rozumiecie, dlaczego tak często o tym mówię! U mnie się też ma ku wieczorowi i może już niedługo będę z tej kazalnicy do was przemawiał. Chciałbym wam coś po sobie zostawić. Pod koniec życia zrozumiałem i poznałem najświętszą i najbardziej błogosławioną prawdę biblijną: Słowo Boże i Sakrament! Przez 50 lat służę Kościołowi i nieraz przemawiałem na ten tekst i dopiero teraz zrozumiałem, że najważniejsze w tym opowiadaniu biblijnym są ostatnie słowa, które mówią o łamaniu chleba. Toć gdyby Pan Jezus nie usiadł z uczniami do stołu, nadal trwaliby w swoim zwątpieniu. Dopiero to łamanie chleba otworzyło im oczy duszy, że uwierzyli w Jego zmartwychwstanie. Bardzo się cieszę, że moje świadectwo o ważności Komunii Świętej jest przez was przychylnie przyjmowane. Mówią o tym cyfry i fakty. Przez okres pasyjny i świąteczny przystąpiło w naszym zborze bardzo wielu do Komunii Świętej, za co wam serdecznie dziękuję. Proszę jeszcze raz usilnie, pomóżcie mi przełamać tę fatalną, zresztą nie biblijną tradycję w naszym ewangelickim kościele, dziwnej niechęci, a może i obawy przed Komunią Świętą. Może znajdą się tacy, którzy nie tylko w czasie pasyjnym, ale i w każdą niedzielę zapragną zasiąść z Chrystusem przy wspólnym Stole, a zapewniam was, że znajdą przy nim ukojenie pocieszenie i przedziwną moc do walki ze złem i grzechem. Oby Bóg tę Wielkanoc pobłogosławił w naszych sercach ku pożytkowi Kościoła. To jest nasza wielkanocna prośba. Amen! bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988. (BA) (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r. |