![]() |
|
[Prawdziwy Pokój] ks. bp Zygmunt Michelis "A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie". - Filip. 4,7 SŁOWO bardzo dobrze nam wszystkim znane. Słyszymy je tak często bądź sprzed ołtarza, bądź z kazalnicy, a może jednak właśnie dlatego nie wnikamy w jego głęboką treść. Pokój! Jest to jedno z tych słów, które tak często powtarza się na kartach Starego i Nowego Testamentu, które zwłaszcza dzisiaj spotykamy we wszystkich gazetach i dla którego istnieje tyle zebrań i organizacji. Na cześć tego słowa wygłasza się niezliczoną ilość mów, organizuje się wiele zjazdów i zebrań. Pokój jest na ustach wszystkich ludzi: wielkich mężów Stanu i ludzi prostych. Jest dzisiaj najbardziej aktualnym tematem wszelkiej propagandy i wszystkich enuncjacji politycznych. Ale "pokój" a "pokój", to nie jest to samo. A już zupełnie czym innym jest "pokój", który ma na myśli ten świat, a "pokój", o którym mówi Pismo Święte. I dlatego zapragnąłem dzisiaj do was mówić o tym pokoju, o którym w dzisiejszej lekcji mówi apostoł Paweł. "Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum strzec będzie serc i myśli waszych w Chrystusie Jezusie. Wobec tego słowa trzeba się zatrzymać i zastanowić chwilę, o czym ono mówi. Są takie słowa w Biblii, które nas zatrzymują, które żądają od nas odpowiedzi, decyzji, wobec których nie wolno przejść bezmyślnie, bez zwrócenia na nie uwagi. Czegoś od nas żądają, bo coś nam ofiarowują. Przychodzimy do kościoła i słuchamy Słowa Bożego. Często bywa tak, że nas jakieś słowo uderzy i mamy uczucie, że ono wymaga od nas jakiejś decyzji, żąda abyśmy zawrócili z dotychczasowej drogi. Ale my chcemy zachować swobodę, chcemy sami decydować, czy usłuchamy tego słowa biblijnego, czy też nie. Zachowujemy się tak, jak w domu towarowym. Tam także chodzimy po wszystkich piętrach, oglądamy wszystkie towary, ale kupujemy tylko to, co się nam podoba. I zależnie od tego wychodzimy z mniejszym lub z większym sprawunkiem; albo bez. To samo czynimy i w kościele. Od nas zależy, czy coś ze sobą zabieramy, czy nie. Jedno słowo wydaje się nam zbyt staromodne, drugie zbyt nowoczesne, inne zbyt trudne, jeszcze inne wymaga od nas zbyt wielkiej ofiary. A my tego wszystkiego nie chcemy. My chcemy spokoju, my chcemy iść dalej dotychczasową, wygodną drogą, którą wydeptali nasi ojcowie i którą dotąd i my kroczyliśmy. To jest nasza wolność, to jest swoboda naszych decyzji i nikt i nic nie może nas zmusić do zmiany tej decyzji. A mnie wolno powiedzieć, więcej, jest moim obowiązkiem wam powiedzieć, że to nie jest prawdziwe chrześcijaństwo, że to wszystko znajduje się jeszcze w kruchcie, w przedsionku prawdziwego Kościoła, że wtedy nie stoicie jeszcze przed obliczem Boga, wtedy nie słyszeliście jeszcze Słowa Bożego. Owszem słyszeliście słowo waszego duszpasterza, słowo kaznodziei, ale ono nie stało się jeszcze dla was słowem od Boga. Gdyby ono tym było, to czulibyście się w sytuacji onego męża Starego Testamentu Abrahama, któremu Bóg powiedział: Wstań, wyjdź z tej ziemi ojców swoich i idź do ziemi, którą ci pokażę i dokąd cię zaprowadzę. Ale nie powiedział mu Bóg, jaka to jest ta nowa ziemia; żądał od niego zaufania i posłuszeństwa. To samo tyczy się każdego z nas. Gdy Bóg do nas mówi pozostaje nam wtedy tylko jedna droga: albo posłuszeństwo wobec woli Bożej, albo nieposłuszeństwo. I dopiero w tym momencie decyduje się coś o nas, czy przyjmiemy od Boga bezcenny dar, czy go też zmarnujemy i pozostaniemy na wydeptanej ścieżce, na której Boga się nie spotyka. Proszę mnie źle nie Zrozumieć. To wszystko, co jest przed tą chwilą na drodze kościelnej, na naszej drodze słuchania kazań, czy też Słowa Bożego, czy też czytania Biblii, jest niewątpliwie dobre, pożyteczne, pobożne, ale to nie jest wiara, to nie jest prawdziwe chrześcijaństwo. Bo temu naszemu chrześcijaństwu, chrześcijaństwu tradycji i przyzwyczajenia brak serca, brak tego, co stanowi duszę chrześcijaństwa, a mianowicie krzyża, tego krzyża na którym nastąpiła śmierć ziemskiego Jezusa. Ten krzyż musi się stać rzeczywistością w naszym życiu. Nasze własne "ja", nasze upodobania, przyzwyczajenia, przekonania, światopogląd i mądrość muszą umrzeć i być złożone w ofierze u stóp krzyża Chrystusowego. Bo dopiero wtedy, gdy to wszystko, co dotąd wypełniało nasz rozum i serce jesteśmy gotowi ofiarować Bogu, wtedy dopiero możemy zmartwychwstać do nowego życia, do życia w Bogu, do życia Chrystusowego. A człowiek boi się wszystkiego. Boi się śmierci, bez której nie może być zmartwychwstania. Nie chce umierać nie tylko fizycznie, ale nawet intelektualnie, duchowo, to znaczy: nie chce zaniechać, czy oderwać się od swoich starych, wygodnych przyzwyczajeń, także i w zakresie kościelnym i religijnym. I dlatego trzeba, aby Bóg stanął na naszej drodze. Jeżeli nasze nabożeństwa kościelne nie prowadzą do tego, żebyśmy stanęli na rozdrożu, żebyśmy świadomie byli postawieni wobec konieczności decyzji ofiarowania czegoś, wyrzeczenia się czegoś własnego dla Boga, a także uczynienia czegoś dla Boga, wtedy bez wielkiej szkody możemy zaniechać- naszych nabożeństw i zamknąć nasze kościoły. To wszystko wtedy nie jest wiarą i nie jest pełnym chrześcijaństwem. I dlatego ono jest takie mdłe, takie słabe, dlatego ma tak mało wpływu na nasze życie i nasze otoczenie, dlatego daje nam tak mało radości i mocy. Dzisiejsza niedziela woła: Cantate; śpiewajcie Panu pieśń nową. A to znaczy, że nasze nabożeństwa muszą nas nauczyć czegoś, co w życiu naszym jest najważniejszym: posłuszeństwa wobec woli Bożej, posłuszeństwa niewymuszonego, radosnego i dobrowolnego. I dopiero teraz może jesteśmy zdolni rozumieć, co nam Bóg przez usta Apostoła chce powiedzieć w dzisiejszym tekście, który jest przepięknym pozdrowieniem: "A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie". Zważcie! Apostoł nie mówi tak, jak świat, jak mówią ludzie: Chcemy pokoju, walczymy o pokój, dążymy do pokoju, ale: pokój Boży, nie ludzki, nie z tego świata; pokój, który przychodzi z góry od Boga: pokój Boży. A bliżej określa go jako pokój, który przewyższa wszelki rozum. A więc nie pokój płynący z naszego ludzkiego wyrachowania, nie pokój uczyniony przez naszą ludzką propagandę, ludzkie umowy, ludzkie konferencje i ludzkie prawa. Owszem, to wszystko ma także swoją wartość, ale to nie jest ten pokój, który przewyższa wszelki rozum; nie jest to pokój Boży. Pokój Boży zaczyna się tam, gdzie się kończy pokój ludzki, stworzony przez rozum. A gdzie zaczyna się Bóg, tam kończy się mądrość ludzka, tam nie chodzi o nasze wyrachowania, światopogląd, przekonania, ani o nasze zamierzenia. Tam, gdzie jest Bóg, tam jest dar, którego człowiek stworzyć nie może. To jest dar, który może ponad miarę naszą wzbogacić nasze życie. I dlatego Apostoł określa ten pokój bliżej, jako przewyższający nasz rozum. Co stwarza niepokój na ziemi, rozdarcia i walki? Apostoł wskazuje na to w swoim słowie, gdy mówi, że ten "pokój Boży będzie strzegł serc i myśli waszych", gdyż z serca płyną nasze odmienne uczucia, nasze światopoglądy, nasze zapatrywania. I właśnie to, co płynie z naszego serca chcemy narzucić innym, a to stanowi źródło niepokoju i rozdarcia, walki i wojen na świecie. Natomiast tam, gdzie jest Bóg, tam wszystko Jemu jest poddane. Tam nie ma rozdarcia, bo nie ma przeciwieństwa, ani różnic. Tam wszyscy jesteśmy równi, tam nie ma powodu walczyć ze swoimi myślami przeciwko innym myślom, bo w wierze i w pokorze poddajemy wszystko woli Bożej. Wszyscy jesteśmy zgodni w tym, że trzeba trzymać się woli Bożej, przykazań Bożych i iść po tej drodze, którą nas Bóg prowadzi. Tam są serca w Nim złączone, tam są myśli przez Niego uświęcone i ujednolicone. I dlatego tylko tam, gdzie jest Bóg, tam jest żywa wiara, tam gdzie jest powszechne poddanie się Bogu, jako najwyższemu autorytetowi, jako absolutnej prawdzie, absolutnej moralności, absolutnej sprawiedliwości; tam naród narodowi nie narzuca swoich planów, ani ustrojów, bo wszyscy są jedno w swojej miłości i w swoim posłuszeństwie i w swojej pokorze wobec wspólnego Pana, Boga i Ojca w niebiesiech. Właśnie o tym pokoju Bożym myślał Apostoł. Tego pokoju Bożego, prawdziwego, trwałego i uszczęśliwiającego życzy nam, gdy mówi: "Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum". Tego wam życzę, tego szukajcie, a znajdziecie spokój, zgodę, jedność i braterstwo na ziemi. Ale ten pokój On jeden tylko dać nam może. Ten, którego Bóg zesłał, który sam był i jest Księciem Pokoju. Ale o ten pokój można się tylko modlić i prosić o niego. Dlatego to apostolskie życzenie jest raczej modlitwą. I gdy odtąd będziecie słyszeć to słowo, przyjmijcie je jako modlitwę. I o tym myślcie, gdy tęsknić będzie serce i dusza wasza za pokojem, za zgodą, jednością, braterstwem i miłością. "Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie". Amen. bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988. (BA) (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r. |