Niedziela Jubilate

[Nawrócenie]

ks. bp Zygmunt Michelis


"Umiłowani, napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy wstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy; prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia. Bądźcie poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana, czy to królowi jako najwyższemu władcy, czy to namiestnikom, jako przezeń wystanym dla karania złoczyńców, a, udzielania pochwały tym, którzy dobrze czynią. Albowiem taka jest wola Boża, abyście dobrze czyniąc, zamy­kali usta niewiedzy ludzi głupich, jako wolni, a nie jako ci, którzy wolności używają za osłonę zła, lecz jako słudzy Boga. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie. Boga się bójcie, króla czcijcie. Domownicy, bądźcie poddam z wszelką bojaźnią panom, nie tylko dobrym i ła­godnym, ale i przykrym. Albowiem to jest łaska, jeżeli ktoś związany w sumieniu przed Bogiem znosi utrapienie i cierpi niewinnie. Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga ". - I Piotra 2,11-20.


CHRZEŚCIJANIE są przychodniami na ziemi. Ta myśl stanowi motywa­cję św. Piotra dla podanych napomnień i przykazań. Ale fakt ten wywiera niewątpliwie bardziej decydujący wpływ na treść i kształt życia ludzkiego, aniżeli oparte na nim pouczenie apostolskie. Kryją się w nim zagadnienia i konflikty, z których doniosłości i skutków z pewnością nie zdawali sobie sprawy czytelnicy listu apostolskiego, a może nawet i jego autor. Wszystkie późniejsze konflikty moralne, prądy i zboczenia ascetyczne, dążenia i zaniedbania socjalne, wynikające z nich walki i przewroty, cały obraz z jego blaskami i cieniami tego, co nazywamy kulturą, to wszystko bierze początek, swoją chwałę i nędzę z tych właśnie słów.

Skupimy uwagę wyłącznie na przewodnich słowach odczytanego tekstu biblijnego: Chrześcijanie - przychodniami i gośćmi na ziemi. Słowa te wtedy, gdy zostały napisane odpowiadały w pełni nie tylko nastrojom, lecz i rzeczywistości życia. Jako nieliczna i nic w życiu publicznym nie znacząca garstka prostaków, w części niewolników, pierwsi chrześcijanie żyli pod władzą i urokiem potęgi, bogactwa i kultury dumnego Rzymu, jego władz i wyniosłych obywateli. Byli pozbawieni całkowicie udziału w chwale, potędze i rozkoszy świata. Ale rzecz dziwna: byli całkowicie wolni od wszelkiego uczucia zazdrości, czy pożądania w stosunku do tych skarbów. Z pełną obojętnością, a nawet z pogardą odwracali się nie tylko od ołtarzy pogańskich, lecz także od ołtarzy życiowych, z których ogół czerpał moc i chwałę, bogactwo i rozkosz. Nawet najszlachetniejsze owoce ówczesnego świata, sztuka i filozofia, były im obce i obojętne.

Ponieważ jednak żyli na świecie, więc obojętność i niechęć w stosunku do świata musiały rychło doprowadzić do nieporozumień i konfliktów. Wynikłe stąd krwawe prześladowania wyznawców Chrystusa tym bardziej pogłębiły przepaść pomiędzy nimi a światem. Czuli się przychodniami i gośćmi. I to właśnie dawało im ową niezależność od świata i jego skarbów, wolność i moc ducha, które tak podziwiamy u pierwszych chrześcijan.

Świat może się znęcać przez krótką chwilę nad ich ciałem i może stłumić na krótko ogień ich wiary. Ale nic mu to nie pomoże, podobnie jak im to nie zaszkodzi. Wszak nowe niebo i nowa ziemia powstaną niebawem wraz z chwalebnym wtórnym przyjściem Pana, a wtedy ich będzie zwycięstwo, chwała i moc!

Zrozumiałe jest więc, że Apostoł musiał uderzyć w ten głęboki eschatologiczny ton, jeżeli chciał wpłynąć na aktualną postawę wiernych w pewnych konkretnych i ważnych sprawach: "Napominam was, jako pielgrzymów i wychodźców"... Ta postawa frontem ku górze trwała przez wieki, a gdy przeminęła, przez liczniejsze jeszcze wieki trwały jej skutki. Punkt ciężkości życia, nadziei i dążeń chrześcijanina został przesunięty na tamtą stronę linii granicznej, którą nazywamy śmiercią.

Dopóki, lub wszędzie tam, gdzie tej zewnętrznej postawie odpowiadało uczucie serca, tworzyła ona bohaterskich męczenników lub świętych ofiarników. Dopiero Reformacja wprowadziła w tej sprawie zasadniczy przełom. A człowiek nowoczesny (i to nie dopiero od dziś) jest pełną twarzą zwrócony ku ziemi. Tu chce żyć i tworzyć, tu pragnie chwały, potęgi i szczęścia! Tu szuka takiej pełni uspokojenia ciała i ducha, aby móc nie szukać i nie pragnąć niczego poza linią, którą określa rozum, a znaczy materia. Oglądamy więc dziś historycznie zrozumiałą i psychologicznie uzasadnioną reakcję tak samo doskonałej jednostronności w kierunku ziemskim, jak nią była po­przednia postawa w kierunku niebiańskim. Gdzie leży prawda?

Oświecony umysł odpowie bez namysłu: w syntezie, w złotym środku. Tak, gdyby chodziło o sprawy i zagadnienia ziemskiej mądrości, o nasze ludzkie dzieje i cele. Ale tu chodzi przecież o rzeczy nie tylko tego świata, tu naprawdę chodzi o cele i sprawy Boże! A Słowo Boże mówi przez św. Piotra: "Napominam was jako pielgrzymów i wychodźców"; przez św. Pawła: "Myślcie o tym, co w górze, a nie o tym, co jest na ziemi" i przez św. Jana: "Nie miłujcie świata, ani rzeczy tego świata". A sam Zbawiciel potwierdza to mówiąc: "Kto się nie wyrzeknie wszystkiego, nie może być uczniem moim" i dlatego "nie skarbcie sobie skarbów na ziemi, lecz w niebie, gdzie bowiem skarb wasz, tam i serce wasze".

Pierwsi chrześcijanie niewątpliwie dobrze zrozumieli naukę Jezusa, gdy zajęli front przeciwko światu. Mogli się w tej postawie ostać tylko przez to, że wznieśli się ponad świat i ponad to wszystko, co na świecie wiąże i obezwładnia ducha ludzkiego. Jest to jedyny w dziejach ludzkości wypadek, aby ruch ideologiczny z hasłem: "niech przeminie świat", świat ten zdobył i przeistoczył!

W tym niezwykłym zwycięstwie, gdzie opanowanie cesarstwa Konstantyna było tylko epizodem, poznajemy i oglądamy zdrowy realizm Ducha Świętego, który jaskrawo przeczy niezdrowemu idealizmowi późniejszych ascetów, pustelników i teologów chrześcijańskich!

Chrześcijanin jest i musi pozostać na świecie przychodniem i gościem, ale jednocześnie musi światem władać i rządzić! A zdoła tego dokonać - i w tym leży paradoks metod Ducha Świętego - tylko wtedy i w takim zakresie, w jakim będzie i pozostanie na świecie gościem i przychodniem. To bowiem jedynie wynosi go ponad świat, daje mu niezależność i wolność, czyniąc go zwycięzcą i władcą!

Jeden z najbardziej natchnionych teologów Kościoła Ewangelickiego, jedyny bodaj duchowny ewangelicki w czasach nowożytnych, który był wyposażony w taką pełnię Ducha Świętego, że w mrożącej trzeźwości życia i kultu ewangelickiego potrafił czynić cuda na miarę apostolską, wyraził tę prawdę w sposób następujący: Człowiek musi się narodzić dwukrotnie: najpierw z naturalnego człowieka na duchowego, a następnie na nowo z duchowego człowieka na naturalnego.

W świetle naszego dzisiejszego tekstu biblijnego możemy także powiedzieć: Człowiek musi najpierw umiłować niebo, aby znienawidzić ziemię, a potem tę niebiańską miłością umiłować ziemię. Nawrócenie do nieba jest tylko połową nawrócenia chrześcijańskiego. I tą połowicznością duchowego życia tłumaczy się wiele nienaturalnych i nie pociągających osobliwości chrześcijańskiej pobożności.

Prawdziwie chrześcijańskim i pełnym nawróceniem staje się dopiero drugi akt: gdy ziemia staje się niebem, gdy Duch Święty staje się ciałem. Tym bowiem różni się Duch Święty od ducha ludzkiego, że szuka ucieleśnienia realnym życiu, a nie w filozoficznej lub słownej formułce. I dopiero ci dwukrotnie nawróceni chrześcijanie są ludźmi, których świat oczekuje, jako swoich prawowitych władców; którzy go przeistoczą i uszczęśliwią miłością Chrystusową.

Czy chcemy do nich należeć? Czy chcemy nimi być? A może wciąż jeszcze nie rozumiemy, o co tu chodzi? Przecież tu nie ma nic do rozumienia! Że Bóg jest Panem, wiemy od dawna, a nie zrozumiemy tego nigdy! Cóż więc znaczą nasze pojęcia i przekonania wobec jasno wyrażonej woli Bożej? Dziś stoi przed nami pytanie i wezwanie; Czy chcecie być pielgrzymami i gośćmi na świecie, a wtedy jego panami i współtwórcami, czy też chcecie tu być domownikami i posiadaczami, a wtedy jego niewolnikami i ofiarami?

Nie leży w mojej mocy wyjaśnienie znaczenia tej alternatywy, ani w naszej mocy zrozumienie jej skutków. Prawda jednak mówi sama przez siebie i sama przez się powoduje usłyszenie i usłuchanie. Prawda jest głosem, echem i światłem, albowiem Chrystus zmartwychwstały jest zarazem Bogiem i człowiekiem.

Niechże więc ta prawda stanie się dziś wśród nas, nie jako moje słowa, ani jako wezwanie zwrócone do was przeze mnie, lecz jako odwieczne, obowiązujące i decydujące o losie człowieka słowo Boga żywego. Chrześcijanie są pielgrzymami i gośćmi na ziemi. Amen.

bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988.

(BA)

[Do Głównej Strony Kościoła]


(c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r.