Niedziela Jubilate

[Chrześcijańska radość]

ks. bp Zygmunt Michelis


"Jeszcze tylko krótki czas, a nie ujrzycie mnie, i znowu krótki czas, a ujrzycie mnie, bo idę do Ojca. Mówili tedy niektórzy z uczniów jego między sobą: Cóż to znaczy, co mówi do nas: Jeszcze tylko krótki czas, a nie ujrzycie mnie, i znowu krótki czas, a ujrzycie mnie, i to: Bo idę do Ojca? Mówili więc: Cóż to znaczy, co mówi: Jeszcze tylko krótki czas? Nie wiemy, co mówi. Poznał Jezus, że go chcieli zapytać, i rzekł im: Pytacie się nawzajem, o to, co powiedziałem: Jeszcze tylko krótki czas, a nie ujrzycie mnie, i znowu krótki czas, a ujrzycie mnie? Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wy płakać i narzekać będziecie, a świat się będzie weselił; wy smutni będziecie, ale smutek wasz w radość się zamieni. Kobieta, gdy rodzi, smuci się, bo nadeszła jej godzina; lecz gdy porodzi dzieciątko, już nie pamięta o udręce gwoli radości, że się człowiek na świat urodził, l wy teraz się smucicie, lecz znowu ujrzę was, i będzie się radowało serce wasze, a nikt nie odbierze wam radości waszej. A w owym dniu o nic mnie pytać nie będziecie". - Ew. Jana 16,16-23a.


KAŻDA niedziela roku kościelnego ma swoją nazwę w języku łacińskim. Dzisiejsza niedziela nazywa się Jubilate. Jest to łacińskie wezwanie do radości: radujcie się, płynące z pierwszego słowa psalmu niedzielnego: "Z radością wysławiajcie Pana". To jest proste i naturalne, bo wysławiać można tylko z radością, jeżeli to jest szczere i serdeczne wysławianie, a nie tylko zwyczajna ceremonia, czy świątobliwy obowiązek. Jubilate! - woła do nas dzisiejsza niedziela, a także dzisiejszy psalm i dzisiejsza Ewangelia, która także mówi o radości.

Kochani! Powiedział ktoś, może złośliwie, a może i trochę słusznie: Jeżeli patrzę na twarze chrześcijan, zwłaszcza tych pobożnych chrześcijan, jak idą do kościoła, jak wyglądają potem w kościele, a nawet jak przystępują do sakramentu Komunii Świętej, to mam wrażenie zawsze, że chrześcijaństwo w życiu tych ludzi jest czymś drugorzędnym, że jest jakimś welonem, który przysłania w ich oczach radość życia. Czy to jest prawdą? Czy to jest prawdą, że tak wyglądamy, i że takie wyobrażenie ma o nas świat? Jeżeli tak jest, to dzisiejsza niedziela mówi nam, że źle reprezentujemy to, co jest takie cudowne i błogosławione w chrześcijaństwie: Ewangelię, czyli Dobrą Nowinę! "Zwiastuję wam radość wielką" - śpiewali aniołowie onej Świętej Nocy. - "że się wam dziś narodził Zbawiciel". Z wielką radością szli ongiś Izraelici, ten starotestamentowy lud Boży, do świątyni w Jerozolimie na Wielkanoc, ciesząc się, że idą do świątyni swego Boga, jedynego, prawdziwego i żywego Boga Jahwe. A przecież i nasze pielgrzymki, celem których jest wysławianie Boga odbywają się co niedziela. Przecież nie przychodzimy do kościoła dlatego, że nam ktoś każe, że nas ktoś do tego zmusza, że chcemy coś od Boga wytargować. Idziemy wysławiać Pana. Dlatego zawsze mówię: Śpiewajmy na naszych nabożeństwach, śpiewajmy z całego serca, pełnym głosem, przy otwartych drzwiach kościelnych, aby wszyscy słyszeli z jaką radością wysławiamy swego Pana i Zbawiciela, który karmi nas manną z nieba, owym chlebem żywota przy Stole Eucharystycznym. Tak się zawsze cieszę ilekroć idąc na nabożeństwo spotykam uśmiechnięte i radosne twarze wiernych. To jest bowiem prawdziwe chrześcijaństwo, to jest ta radość, która płynie nie z tego, co świat daje i czym syci człowieka, ale z tego, co płynie z Boga, z czystego źródła błogosławieństwa Bożego. To jest radość z obcowania ze zmartwychwstałym Chrystusem.

Ale czy to jest jedyna radość, którą wolno się nam, chrześcijanom, rado­wać? Czy powinniśmy - jak twierdzą niektóre sekty - zaprzestać udziału we wszystkich ziemskich radościach? Przeciwnie! Jeżeli ktokolwiek może się radować radością ziemską, która płynie z życia - a więc z tego, że świeci słońce, że drzewa się zielenią, kwiaty kwitną i owoce dojrzewają - to powinien to czynić przede wszystkim chrześcijanin, bo on wie, że to wszystko (że mu się dobrze powodzi, że jest zdrów, że jest szczęśliwy w małżeństwie, czy rodzinie, że ma udane dzieci) jest darem od Boga i dlatego też może, jeżeli chce i potrafi, bardziej się z tego radować, aniżeli kto inny, który Boga w swym życiu nie widzi.

Ale wiemy wszyscy, że nie zawsze można się radować, nawet w kościele. Przecież przychodzą w życiu każdego człowieka takie okresy, gdy spotyka nas choroba, nieszczęście, a nawet śmierć. Czy i wtedy mamy z radością wysławiać Pana?! Czy wtedy stać na to człowieka i czy może to być naturalne i szczere w takich chwilach?

Są ludzie, którzy twierdzą, że każdy smutek, który nas nawiedza jest brakiem wiary. Nie sądzę, żeby ci ludzie mieli słuszność. Wszystkie te sprawy wyjaśnia nam prosto i jasno dzisiejsza Ewangelia. Przenieśmy się na chwilę do tamtej sytuacji. Jezus daje szczęście, które nie każdy potrafi dojrzeć; są to tylko wybrani. Myślę, że ci pierwsi, którzy poszli za Jezusem byli zdolni do takiego szczęścia i do takiej radości. Opuścili swoje zawody, więcej, opuścili swoje domy i rodziny, i poszli za Nim na tułaczkę i trwali przy Nim, choć jak On mówił: Ptaki mają swoje gniazda, a Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy skłonić. Stali się razem z Nim bezdomnymi tułaczami. Na razie witani tu i ówdzie z ciekawością, a nawet z uznaniem i szacunkiem, a potem coraz bardziej z niechęcią i wrogością, a nawet z nienawiścią. A jednak trwali przy Nim. Dlatego też Pan Jezus powiada do nich, gdy miała przyjść na nich czarna chmura Jego męki krzyżowej, noc cierpienia, mrok zwycięstwa grzechu. Jego straszliwa śmierć: ,,Teraz radość macie, ale przyjdzie chwila, że ta radość w wielką żałość i wielki smutek się zamieni". Ale zawsze dodawał: "Nie bójcie się, bo i te najciemniejsze chmury przemijają, i najboleśniejsze chwile i rany się zabliźniają, jeżeli posmarujemy je balsamem pokory i wystawimy na słońce łaski Bożej". Myślał o swoim zmartwychwstaniu i triumfalnym zwycięstwie! Dlatego powiada do nich: "Za chwilę minie ten wasz smutek i radość znowu wypełni wasze serca. Znowu mnie usłyszycie, znowu będę wśród was.

I właśnie w tym okresie stałego przebywania z uczniami, przed swoim odejściem do Ojca, Pan Jezus często przygotowuje swoich uczniów do tego, co ma nastąpić: Chwile smutku, po moim odejściu od Ojca, zamienią się w radość, gdy ześlę wam Ducha Świętego, który będzie waszym pocieszycielem i radością w ciężkich chwilach. Ja będę patrzył na was, będziecie czuli moją obecność i opiekę Ojca mojego w niebiesiech, chociaż cielesnymi oczami mnie oglądać nie będziecie. Ale i ta radość nie będzie stała. Będą także chwile smutku i zwątpienia i cierpienia, wywołanego nawet przez waszą wiarę, przez waszą wierność dla mnie. Myślał wtedy o prześladowaniach, które czekały Jego pierwszych uczniów i wyznawców, o krwawych ofiarach na arenach cyrkowych, w więzieniach i na szubienicach. Ale i to wszystko przeminie, pociesza ich Pan Jezus; znowu słońce społeczności ze mną zaświeci nad waszymi głowami. I znowu ja na was patrzeć będę, a wy będziecie to czuli, że jestem z wami.

To jest wytłumaczenie życia chrześcijańskiego. Zawsze tak jest, że i te radosne i .te smutne chwile w naszym życiu zaczynają się od Boga. l tak jest, jak mówi apostoł Paweł: Umiłujmy Go, bo On nas wpierw umiłował; uradował nas w noc betlejemską, abyśmy mogli się w Nim radować. Najwa­żniejsze jednak, abyśmy, gdy przyjdą na nas cierpienia i niepowodzenia, nie załamywali się i nie utracili wiary w Niego. Wtedy zawsze niech przypomną nam się słowa Pana Jezusa, które mówił do swoich uczniów: "Przyjdę do was i będę patrzył na was w waszych cierpieniach. Ja widzę wasze krzywdy, widzę wasze upadki, wasze słabości. A to, że ja jestem z wami znaczy: pomagam, to znaczy: wspieram, to znaczy: przynoszę na nowo to, co utraciliście w ciemnej nocy, a więc: radość".

To jest wytłumaczenie tego, co się stało po wniebowstąpieniu Pana Jezusa: zesłania Ducha Świętego. Duch Święty jest i dziś wśród nas. To jest Chrystus w nowym, duchowym ucieleśnieniu. On jest w każdym Słowie, w którym do nas przemawia, choć przez usta ludzkie, w każdym sakramencie Komunii Świętej, który otrzymujemy z ręki duchownego od samego Chrystusa. Przyjmujmy Go więc z radością. On jest wśród nas i z nami. Nie On nas opuścił, ale myśmy Go opuścili, nie On odwrócił oczy swoje od nas, ale myśmy to uczynili. To tylko ciemna chmura cierpienia, a może naszego zwątpienia, słabości, niewiary z powodu cierpień, trosk, choroby, z powodu śmierci bliskiego człowieka, zasłoniły przed naszymi oczyma Jego postać patrzącą na nas z miłością i błogosławiącą nas zawsze.

Ale jak postępować i co uczynić, w jaki sposób nawiązać taki kontakt z Jezusem, żeby tych ciemnych przerw w obcowaniu z Jezusem w naszej pielgrzymce życiowej, gdzie ciemne chmury zakrywają słońce łaski Bożej, było coraz mniej?

Pan Jezus daje i na to pytanie odpowiedź w swojej Ewangelii, gdy mówi: "Z tą radością, nigdy nie przemijającą jest tak, jak u niewiasty, która rodzi". W boleści przychodzi na świat nowe życie, rodzi się nowy człowiek. Ale potem boleść przemija i zostaje tylko radość, radość z nowo narodzonego dziecięcia, radość z daru od Stwórcy w małżeństwie; zwłaszcza po raz pierwszy.

Tak jest i z nami, ze zdobyciem tej wiary i nierozerwalnej łączności ze źródłem radości najdoskonalszej, której na imię: Jezus Chrystus - Duch Święty. To jest tak jak z dziecięciem: musimy się na nowo narodzić.

Nie jest zaś tak, że od czasu do czasu przychodzi jakiś promień radości, czy łaski. Nie! On musi w nas być! To źródło musi w nas istnieć i do tego trzeba się na nowo narodzić! Trzeba zerwać ze swoją naturą, trzeba sobie powiedzieć; Nie świat, nawet i to, co na świecie jest piękne, radosne i krzepiące, nie to jest źródłem mojej radości. To mogę wszystko utracić! I dlatego tyle smutku i goryczy na świecie. Ale to, co od Boga otrzymam przez nowe narodzenie, że zostanę przeniesiony jakby na inną płaszczyznę życia, do innego, duchowego bytu na ziemi, tak jak to było w życiu Chrystusa i w życiu apostołów, tego mi nikt odebrać nie może i to zawsze jest z nami. Nasze życie ziemskie z powodu grzechu ludzkiego jest jeszcze wciąż zmieniającym się pasmem: jasnym i ciemnym, aż zamieni się ono w jedną jasną drogę, już poza granicami naszego ziemskiego bytu. Ale to musi się już zacząć tu, na ziemi. Nie jest to łatwe. Nie jest łatwe powiedzieć sobie, że wierność dla Boga i sam Bóg będzie dla mnie ważniejszy od mojej kariery, mojego bogactwa, a nawet mojego szczęścia, szczęścia rodzinnego, bo radość niebiańska, która płynie do mojej duszy potrafi rozjaśnić każdą ciemność mojego życia. Nasze życie jest właściwie tylko jedną chwilą w porównaniu z wiecznością doskonałą i pełnią radości tam - w Królestwie Niebios. Dlatego: Jubilate! Dlatego z radością wysławiajmy Pana w każdej sytuacji, a nawet poprzez każdą udrękę lub cierpienie na ziemi. Z radością wysła­wiajcie Pana. Alleluja, Alleluja! Amen.

bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988.

(BA)

[Do Głównej Strony Kościoła]


(c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r.