4. Niedziela Postu (Laetare)

[Życie w wolności]

ks. bp Zygmunt Michelis


"Powiedzcie mi wy, którzy chcecie być pod zakonem, czy nie słyszycie, co zakon mówi? Napisane jest bowiem, ze Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten, który był z niewolnicy, według ciała się urodził, ten zaś, który był z wolnej, na podstawie obietnicy. A to jest powiedziane obrazowo: oznaczają one dwa przymierza, jedno z góry Synaj, które rodzi niewolę, a jest nim Hagar. Hagar jest to góra Synaj w Arabii; odpowiada ona teraźniejszemu Jeruzalem, gdyż jest w niewoli razem z dziećmi swymi. Jeruzalem zaś. które jest w górze, jest wolne i ono jest matką naszą. Jest bowiem napisane: Raduj się, niepłodna, która nie rodzisz, wydaj okrzyk radości i wesel się głośno, ty, która nie znasz bólów porodowych, bo więcej dzieci ma opuszczona niż ta, która ma męża. Wy zaś, bracia, podobnie jak Izaak, dziećmi obietnicy jesteście. Lecz jak ongiś ten, który się według ciała narodził, prześladował urodzonego według Ducha, tak i teraz. Lecz co mówi Pismo ? Wypędź niewolnicę i syna jej; nie będzie bowiem dziedziczył syn niewolnicy z synem wolnej. Przeto, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, lecz wolnej" - Gal. 4,21-31.


SĄ TO dla nas zamierzchłe czasy i obce obrazy. Ale sama sprawa jest dziś nie mniej aktualna niż za czasów apostoła Pawła. Izaak czy Ismael niewiele nas wprawdzie mogą dziś obchodzić, Synaj czy Jerozolima nie są to żywe symbole, ale kogóż nie obchodzi dylemat: zakon czy ewangelia, przymus czy swoboda, jeżeli w tym zestawieniu widzieć - a tak to należy rozumieć - ujęcie całokształtu życia człowieka oraz jego stosunku do Boga i bliźnich, do wieczności i doczesności. A że to jest zagadnienie zasadnicze, nie tylko religijne, lecz i moralne, a także w znacznym stopniu socjalne, przeto należy szukać jego rozwiązania u podstawy życia ludzkiego, którym wbrew wszelkim przeciwnym twierdzeniom jest i pozostanie religia.

Jeżeli istnieje, jako żywa, aktywna przyczyna bytu, owo nieznane, które człowiek nazywa Bogiem, to Bóg jest osią dziejów i przeznaczeniem ludzi i ludów. I nic nie potwierdza lepiej tej prawdy, jak chaos, niepewność i niepokój, jakie ogarniają serce człowieka i wypełniają życie ludzi zawsze i wszędzie, gdy Bóg zostaje wyeliminowany z pobudek i celów działania. Jeżeli Bóg jest absolutnym władcą, to życie "pod" Bogiem musi wydawać się niewolą. Tak też było przez liczne wieki, aż się wypełnił czas i poddany dojrzał do godności obywatela a dziecko osiągnęło pełnoletność. I wtedy Bóg, powodowany jedynie swą naturą, proklamował wolność człowieka. Stało się to wówczas, gdy nad Synem Człowieczym, w którym Bóg znalazł pełne upodobanie, rozległo się z tajemnych wyżyn niebieskich niezwykłe słowo: "Oto Syn mój umiłowany!" Wszystko, co nastąpiło potem, a co oznaczamy wyrazem "Ewangelia", jest realizacją owej Boskiej proklamacji. Proces ten trwa i trwać będzie do końca tego eonu.

Przykład starotestamentowy w dzisiejszej nauce apostolskiej mówi o dwóch synach jednego ojca: jeden został zrodzony z niewolnicy, drugi z wolnej. Ci dwaj synowie tkwią teraz w każdym ochrzczonym człowieku: jeden, zrodzony z ciała - drugi, poczęty z Ducha Świętego. "Ale jak wówczas ten, który się urodził według ciała prześladował tego, który był poczęty według Ducha, tak dzieje się i teraz" - pisze apostoł Paweł.

Słowa jego są aktualne. Upodobało się Stwórcy wszczepić człowiekowi dwa odmienne pierwiastki, dwie przeciwne siły, między którymi toczy się nieustanna walka, l ta walka stanowi istotę życia ludzkiego, jest źródłem jego energii i mocy, zmuszając człowieka do ciągłej pracy nad sobą i nad światem. Zakon i Ewangelia! Obydwa pochodzą od Boga, a jednak toczy się między nimi walka na życie i śmierć. Zakon usiłuje autorytetem Słowa Bożego ujarzmić ducha wolności. Ewangelia zaś broni się dobrowolnym wypełnieniem Zakonu. Jaskrawym przykładem tej walki jest kuszenie Jezusa na pustyni. "Napisano", mówi kusiciel, usiłując pętami martwych liter Zakonu związać Duchowi Świętemu skrzydła wolności.

To powoływanie się na Słowo Boże, celem ujarzmienia Syna Bożego jest najchytrzejszym podstępem szatańskim i najgroźniejszym niebezpieczeństwem dla dzieci Bożych. Tej pokusie, odpartej zwycięsko przez Pana Jezusa, często ulegał i ulega Kościół, twierdząc, że jest oparty na fundamencie Słowa Bożego. Ale Słowo Boże może być dwojakie: Słowo żywe, które jest oddźwiękiem i przewodnikiem prawdy i słowo martwe, które jest więzieniem ducha, a które ludzie może nazbyt śmiało nazywają Słowem Bożym. Trzeba więc umieć odróżnić te dwa elementy: materię, która ujarzmia i ducha, który wyzwala.

Martwe słowo, bezduszna formułka w żadnym wypadku nie może stanowić o stosunku człowieka do Boga. Stary Testament był i pozostanie na zawsze z zakonem, sformułowanym ściśle i wyraźnie w Dekalogu. Nowy Testament natomiast nie powinien nigdy stać się Pismem Świętym w znaczeniu starotestamentowym. Ewangelia bowiem, to ustne zwiastowanie, żywe słowo, natchniony głos, który wypełnia świat, aby go wszędzie słyszano. Tak mówi Reformator - ks. dr Marcin Luter.

Nie wolno więc doszukiwać się w Nowym Testamencie prawnych formułek i ścisłych przepisów dla naszego stosunku do Boga we wszystkich sprawach i sytuacjach życiowych. Obowiązkiem naszym jest nieustanne szukanie tych rozwiązań i samodzielne kształtowanie przy pomocy Ducha Świętego życia i jego spraw na chwałę Bożą i pożytek Jego. .Królestwa. Zadanie to jest dzisiaj nie mniej aktualne, niż za czasów Reformacji. Stare formy i formułki życia kościelnego leżą w gruzach. Pozostałe są częstokroć martwe, nie budząc życia, a nawet go nie chroniąc! Kurczowe trzymanie się tych gruzów tylko dlatego, że są stare i że kiedyś służyły ojcom naszym za przybytek życia duchowego, uchodzi u wielu ludzi za wyraz pobożności, za objaw wiary i deskę ratunku. A jest to raczej objaw małowierności, że Boga, który tak liczne i wielkie czynił cuda w Kościele i nad Kościołem, nie stać już więcej na to, aby go znów jak ongiś przybrać w nowe, wspaniałe szaty. Jest to objaw nieposłuszeństwa wobec Chrystusa Pana, który wszak nie kazał łatać starych bukłaków z przeznaczeniem dla młodego wina. Jest to bowiem objaw niewiary w Ducha Świętego, który jako święta i twórcza moc żyje i działa bez przestanku w Kościele i w każdej wierzącej duszy.

Jeżeli nie jesteśmy synami niewolnicy, jeżeli czujemy się dziećmi Bożymi, jeżeli mamy śmiałość przez Ducha Świętego do Przedwiecznego, Przenajświętszego i wszechmocnego wołać: Abba, Ojcze! to musimy chcieć i mieć śmiałość (skoro taki jest wyraźny nakaz chwili dziejowej) śpiewać pieśń nową i budować nowy dom duchowy na chwałę Bożą i na pożytek dusz. Potrafili to czynić prości rybacy galilejscy, potrafili to czynić Ojcowie Reformacji, potrafili, bo wierzyli w moc Ducha Świętego!

A my? Czy my mamy Ducha Świętego?

Potrafiłbym może odpowiedzieć na to pytanie, ale moja odpowiedź niewiele by pomogła. Idźcie raczej z tym pytaniem pod krzyż Chrystusa i tam szukajcie odpowiedzi. A jeśli jej tam całym sercem szukać będziecie, usłyszycie ją z ust zmartwychwstałego Pana. Amen.

bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988, s. 79-81.

 BA

[Do Głównej Strony Kościoła]


(c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r.