Kazanie pasyjne

[Zaparcie się Piotra]

ks. bp Zygmunt Michelis


"Pojmawszy tedy (Jezusa), zawiedli go i wprowadzili do pałacu arcykapłana, Piotr zaś szedł za nim z daleka. A gdy rozpalili ognisko na środku podwórza i usiedli wokoło, usiadł i Piotr wśród nich. A gdy pewna służąca zobaczyła go siedzącego w blasku ognia, przyjrzawszy się mu, rzekła: I ten był z nim. On zaś zaparł się, mówiąc: Niewiasto, nie znam go. A niedługo potem ktoś inny, zobaczywszy go, rzekł: I ty jesteś z nich. A Piotr rzekł: Człowieku, nie jestem. A po upływie mniej więcej jednej godziny ktoś inny zapewniał, mówiąc: Doprawdy. i ten był z nim, jest przecież Galilejczykiem. Piotr zaś odrzekł: Człowieku, nie wiem, co mówisz. I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, zapiał kur. A Pan, obróciwszy się, spojrzał na Piotra; i przypomniał sobie Piotr słowo Pana, jak do niego rzekł: Zanim kur dziś zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz. I wyszedłszy na zewnątrz, gorzko zapłakał". - Ew. Łuk. 22,54-62.


CZY MOŻEMY mieć pewność, że Ewangelie podają nam samą tylko historyczną prawdę? Że wydarzeń z życia Jezusa nie spowiła poezja i legenda a uwielbienie następnych pokoleń nie przydało Jezusowi chwały? Tak pytano wielokrotnie i wielokrotnie dawano odpowiedź. Gdyby potomnym zależało na wyolbrzymieniu postaci Chrystusa, nie opisywaliby z taką grozą jego poniżenia. I gdyby uczniowie nie umiłowali prawdy ponad wszystko, siebie staraliby się przedstawić w korzystniejszym świetle. Kto zna Ewangelię, ten wie, że autorzy bynajmniej nie oszczędzali samych siebie. Z rozbrajającą szczerością przyznawali się do swoich ułomności. Nie taili wcale, że przysparzali swemu Mistrzowi, któremu pragnęli przecież wiernie służyć, wielu trosk. Świadczą o tym liczne, łzami pisane wyznania. Świadczy o tym także historia zaparcia się Piotra.

Oto Piotr, należący do grona najwybitniejszych w otoczeniu Zbawiciela, uczeń o płomiennym sercu, gorący entuzjasta, zawiódł w chwili decydującej. Uległ prawie bez walki. Bywają niekiedy klęski zaszczytne, nawet pełne chwały, ale klęska Piotra była sromotna, haniebna. Nic mu na razie nie groziło. Uciekających uczniów po pojmaniu Zbawiciela nikt nie ścigał. Garstki wiernych, którzy z Janem na czele stali pod krzyżem, a potem złożyli ciało Jezusa do grobu, nikt nie prześladował.

Ale strach ma zawsze wielkie oczy. A gdy człowieka owładnie strach, serce truchleje i usta wypowiadają słowa, których wstydzić się trzeba do końca życia. Tak było i z Piotrem.

Czy Piotr był zawsze człowiekiem bojaźliwym? Otóż nie! Przecież nie bojaźń kazała mu towarzyszyć Jezusowi do arcykapłańskiego pałacu, aby być bliżej, widzieć i słyszeć co się dzieje i, gdy zajdzie potrzeba, brać udział w losach Pana. Dowiódł wszak czynem, że gotów jest walczyć w Jego obronie. Takim był zawsze. Gdy po zmartwychwstaniu Jezusa uczniowie w łodzi dostrzegli Pana, stojącego na brzegu. Piotr jeden rzucił się do wody, aby prędzej dopłynąć. Gdy ongiś, którejś nocy uczniowie zobaczyli Jezusa idącego po wodzie i wystraszeni krzyczeli, że widzą widmo, znowu Piotr postawił swoje życie na jedną kartę, opuszczając łódź i idąc do swego Mistrza. Wreszcie, gdy w dzień zesłania Ducha Świętego trzeba było stanąć przed zebranym w świątyni narodem i świadczyć, że Ten, którego starszyzna i cały lud potępili jako bluźniercę, jest Synem Boga, znowu Piotr zabrał głos i wygłosił płomienną mowę, która zakończyła się wielkim triumfem i nawróceniem kilku tysięcy ludzi.

Widzimy więc, że Piotr nie był człowiekiem bojaźliwym. I właśnie dlatego opowieść o jego zaparciu się, będzie zawsze nie wyczerpanym tematem studiów nad ludzką duszą, w której tak osobliwie łączy się męstwo z lękiem, wielkość z miłością, wierność z zaprzaństwem.

Historia zaparcia się Piotra jest naszą ogólnoludzką, bardzo smutną i bardzo powszechną historią. Kto nigdy nie załamał się i nie zawiódł, niech pierwszy rzuci w Piotra kamieniem.

Jeden z wielkich współczesnych pisarzy angielskich opisuje historię młodego Anglika, który wzięty do niewoli, dla ratowania życia przyjął mahometanizm. To była tragedia jego życia. Wszyscy go za to potępili. Ale gdy się czyta jego obronę, gdy ten mąż otwiera swoją duszę i mówi, co przeżywał, człowiek mimo woli wzdycha głęboko i woła: Panie ratuj nas w ciężkiej chwili, abyśmy nie popadali w pokuszenie, a gdy się to zdarzy, z Twoją pomocą zwyciężyli.

Na tle takich postaci, jak "sprawiedliwy" Piłat, który ogłosił "najsprawiedliwszy" wyrok na Chrystusa, jak pobożny Kajfasz, który stał się mordercą Zbawiciela, jak mężny, wierny i oddany Piotr, który się okrył hańbą tchórzostwa i zaprzaństwa, Zbawiciel urasta w naszych oczach do gigantycznych rozmiarów. Chrystus nigdy się nie uląkł i nie zwątpił, ale jedyny wśród nas wszystkich żyjących wiedział, kiedy milczeć, a kiedy mówić, kiedy podnosić rękę do walki, a kiedy znosić z bezprzykładną cierpliwością razy i obelgi. A gdy jedyny raz drżał i smucił się, powtarzał modlitwę: "Ojcze mój, jeśli można niech mię ten kielich minie, wszakże nie jako ja chcę, ale jak Ty". I dzięki tej modlitwie zwyciężył. Resztę niech każdy sam sobie dopowie w milczeniu, bijąc się kornie w piersi. Amen.

bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988.

(BA)

[Do Głównej Strony Kościoła]


(c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r.