Wielki Piątek

[Naśladować Ukrzyżowanego]

ks. bp Zygmunt Michelis


"Wtedy Jezus rzekł do uczniów swoich: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie swój krzyż, i niech idzie za mną". - Ew. Mat. 16,24.


NIECH będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bracia i Siostry, umiłowani w Panu! Zaiste, to tradycja nieomal dwudziestowiekowa. Wielki szmat czasu i drogi Kościoła Chrystusowego; ciężkiego "zmagania się" Ewangelii Chrystusowej z tym światem. A jednocześnie ogrom cierpienia i grzechu, łączący się z tą drogą, przyczyniający się do tego, że dzisiejszy dzień, dzień śmierci Pańskiej, sprowadza na wszystkich wierzących jakiś rzewny, ciężki smutek, obarcza nasze myśli uczuciami żalu, skruchy i pokory, gdy mamy iść w tym dniu, jak co roku, na miejsce męki Pańskiej, świętej i niewinnej; do źródła łaski i zmiłowania, ratunku i zbawienia dla wszystkich, którzy tę drogę przez krzyż Jezusa wskazaną widzą i po niej usiłują iść.

Nie jest tak jak to wielu ludziom się zdaje: nie należy obchodzić tego świętego dnia, robiąc z tej tragedii widowisko w postaci mniej lub bardziej pięknie ubranych grobów. Owszem, nie mam nic przeciwko temu zwyczajowi. I to może przynieść jakiś pożytek, może być źródłem pokrzepienia i błogosławieństwa; ale przecież nie o to chodzi. Chodzi zupełnie o coś innego: o wpatrzenie się całą istotą naszej duszy i wiary w tę świętą i niepojętą tajemnicę, że oto święty, sprawiedliwy i niewinny człowiek idzie na krzyż.

Chrystus przybiera postać człowieka, żeby zbliżyć się do nas i żeby umożliwić nam zbliżenie się do Niego, aby nam ułatwić zrozumienie Jego słów, Jego życia. Jego postępowania. Mówi do nas: Oto przyszedłem wydeptać ścieżkę, wyznaczyć drogę, jakże tragicznie, kroplami swojej świętej krwi, abyście nie zabłądzili, abyście nie tylko pragnęli, ale i potrafili iść tą drogą. Ja szedłem pierwszy po tej drodze i wciąż jeszcze idę przed wami, wciąż jestem waszą ostoją, gdyż jest to droga straszliwie ciężka, pnąca się wzwyż, tak, że nieraz człowiekowi brak sił, a potem i ochoty, żeby iść naprzód! Ja was podczas tej drogi podnoszę i wspieram, jeżeli tylko szukacie Mnie w modlitwie przez wiarę, w ofierze i w mojej śmierci oraz w pamiątce, którą wam zostawiłem, żeby w sposób widzialny i rzeczywisty pozostać pod postacią chleba i wina.

Chcemy się przygotować do przeżywania męki, ofiary i śmierci Chrystusa. Jak to uczynić? Tylko w taki sam sposób, w jaki On nas tego nauczył; weźcie swój krzyż i idźcie za mną, a wtedy stanę się dla was tym, kim stać się pra­gnąłem. Przyjmiecie to, czego dokonałem i co uczyniłem przez tę wielką ofiarę na krzyżu.

Kochani! Pan Jezus złożył ofiarę, bo trzeba było dać Panu Bogu zadośćuczynienie za nasze grzechy, i tą drogą wykupić nas od gniewu Bożego. Zadośćuczynienie było potrzebne, podobnie jak przyjęcie na siebie kary, ale to nie było potrzebne Panu Bogu, to jest potrzebne nam, żebyśmy zrozumieli i odczuli ogrom swego grzechu i jedyny sposób naprawienia tego grzechu i tego zła, które uczyniliśmy i stale czynimy i czynić będziemy, w swojej słabości, mimo najlepszych chęci do końca życia. Grzeszymy wszyscy - wierzący i niewierzący, jedni więcej, drudzy mniej, ale przecież to jest tylko złudzenie, gdy się mówi o kimś, że jest święty. Wszyscy jesteśmy święci, bo świętość nas dotknęła, Jego kropla krwi to uczyniła, ale to nie znaczy, że jesteśmy bezgrzeszni, lecz że jesteśmy uświęceni, obmyci i oczyszczeni. Tak jak Pan Jezus zwrócił się do Piotra, gdy mu umywał nogi, a on odpowiedział: Panie umyj mnie całego, jeżeli to potrzebne do społeczności z Tobą. Święci jesteśmy także przez Chrzest, przez naszą wiarę w Chrystusa, ale przez to nie staliśmy się bezgrzesznymi. Owszem, Pan Jezus wykupił nas z mocy szatana, z przekleństwa grzechu, ale przecież ten szatan nie odstępuje od nas nadal, on wciąż na nowo nas kusi. Jeszcze nie jesteśmy podobni do Jezusa, naszego Zbawiciela i prawzoru, żebyśmy potrafili wszystkie pokusy zwalczyć. Nawet przy swojej wierze, wciąż jednak chodząc po ziemi brudzimy sobie nogi duszy naszej i potrzebujemy oczyszczenia w spowiedzi. Bo czymże jest spowiedź? Jest tym, co Pan Jezus uczynił uczniom swoim, obmywając im nogi przed wieczerzą w Wieczerniku. Tym jest nasza spowiedź.

Ale Jezus nie tylko umył nogi uczniom, ale chciał w ten sposób wzmocnić ich wiarę, ich wzajemną społeczność, żeby potrafili skuteczniej walczyć z pokusami grzechu i własnymi słabościami. Skuteczniej, ale niestety nie zawsze zwycięsko! Wiemy przecież, co się stało z uczniami na Golgocie. Przestraszyli się, pouciekali od Niego, zostawili Go samego - nawet już wcześniej w Ogrójcu, w czasie Jego śmiertelnej walki z ostatnią pokusą. Wtedy też Jezus wypowiedział skargę pod adresem uczniów: "I jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną w modlitwie, tacyście jeszcze słabi?"

Takimi byli apostołowie po pierwszej Komunii Świętej. A jeżeli tak było z nimi, to nie dziwmy się i my, nie upadajmy na duchu i nie traćmy nadziei w nasze zbawienie. Pomimo że jest z nami pod wieloma względami gorzej! Nie tylko uciekamy ze strachu, ale się Go często zapieramy, jak Szymon Piotr. Pokusa fałszu i niewiary chodzi po świecie: szatan, jak lew ryczący krąży, ażeby oderwać nas od Chrystusa. Jakże często zapieramy się i dziś Pana, choćby przez milczenie tam, gdzie powinniśmy mówić i przyznawać się do naszego Zbawiciela. A ileż jest takich, którzy jak Judasz za srebrniki w jakiejkolwiek postaci, niekoniecznie pieniężnej, sprzedają i zapierają się swego Zbawiciela? To wszystko musi stanąć przed oczyma duszy naszej, gdy spowiadamy się w Wielki Piątek bezpośrednio przed ofiarą krzyżową; spowiadamy się za siebie a także za braci i siostry nasze, którzy dziś nie znajdują jeszcze drogi na Golgotę. Spowiadamy się i za tych, którzy ze strachu uciekli od Kościoła, spowiadamy się za tych, którzy się sprzedali za srebrniki Judaszowe światu i jego mocom, zaprzedając Chrystusa za cenę swojej duszy, przyjmując to, czym ten świat ich nęci. Przed tym wszystkim przestrzega nas Pan Jezus. Nie chodzi Mu o wspaniałe pałace, które Mu budujemy w postaci pięknych kościołów, nie chodzi Mu o wspaniałe pieśni, którymi Go uwielbiamy, nie chodzi Mu wyłącznie o uczynki, którymi staramy się podobać Bogu. Jemu chodzi o coś innego, ale niepomiernie trudniejszego: "Weź krzyż swój na siebie i idź za mną". On nie przyszedł na ziemię, żeby nam urządzić wygodne życie, wolne od trosk i cierpień, wolne od ucisku tego świata, od choroby. Nie, nie po to przyszedł, bo póki ten świat jest światem, a nie Królestwem Bożym, to wciąż jest jeszcze polem działania także i szatana. Chociaż szatan przegrał już decydującą bitwę, jeszcze się broni, jeszcze atakuje, tak jak atakuje wróg w ostatniej rozpaczy, gdy widzi swoją zgubę: jeszcze stara się przynajmniej zaszkodzić swojemu przeciwnikowi. I dlatego każdy z nas ma swój krzyż i musimy znosić to, co jest z tym krzyżem w przenośnym tego słowa znaczeniu związane: nasze krzywdy, smutki, choroby, kalectwa... Od tego nie jesteśmy wolni, bo wciąż grzech ma nad nami władzę, wciąż jesteśmy chorzy, chociaż już nie śmiertelnie. Po to On przyszedł na ziemię żebyśmy nauczyli znosić się tak, jak On znosił wszystkie przeciwności życia. Jak powiedziano: był kuszony we wszystkim, przeszedł wszelkie cierpienia duszy i ciała, wszelkie krzywdy i rozczarowania, jakie człowieka na ziemi mogą dotknąć, a w końcu przyjął śmierć haniebną na krzyżu, śmierć niezasłużoną, niewinną, bo był bez grzechu!

"Ojcze, zmiłuj się. Jeżeli to możliwe, niech mnie ten kielich minie, ale nie jak ja chcę, ale jak Ty chcesz, niech się stanie". Modlił się w tym przeświadczeniu, że Ojciec zawsze wie lepiej, co służy ku pożytkowi. I do tego samego wzywa nas dziś Zbawiciel: Weź krzyż swój, owszem, wzywaj pomocy Bożej, aby cię ratował w chorobie, przed śmiercią, ale dodawaj zawsze: Ale nie jako ja, ale jak Ty chcesz, niech się stanie. I to jest to, czego Pan Jezus od nas oczekuje. Jego pragnienie wyrażone na krzyżu wciąż nie jest zaspokojone, póki jest na ziemi przynajmniej jedna dusza, która choć wierzy, buntuje się, grzeszy, nie ufa w posłuszeństwie woli Bożej. "Kto chce iść za mną, niech weźmie krzyż swój"? Nie krzyż Jego, ale swój. Nie chodzi o to żebyśmy się stali męczennikami, żebyśmy poszli na zebranie ateistów i tam z nimi wadzili się o prawdy Boże. Nie o to chodzi. Weź swój krzyż. A ty masz swój krzyż i ja mam swój krzyż. Wydaje nam się nieraz (a kto z nas nie miał takich chwil), że to jest wielka krzywda, ciężar ponad siły, że to jest niesprawiedliwe, że Bóg dopuszcza do tego. Kto z nas tak nie mówił? A Pan Jezus ci dzisiaj mówi: Twój krzyż nigdy nie jest ponad twoje siły i nigdy nie jest ponad twoją wiarę. A jeżeli jest ponad twoje siły; to ja już go wziąłem na siebie. A więc krzyż twój nie jest ponad twoje siły, może być tylko ponad twoją wiarę, ponad twoją ufność, ale to już jest tylko twoja wina, bo nie przychodzisz do Komunii Świętej, aby tę wiarę wzmocnić ciałem i krwią ofiarowanego na krzyżu Chrystusa. A to już jest wina chorego, jeżeli lekarz zapisuje lekarstwo, a chory go nie przyjmuje i nim gardzi, lekceważąc zalecenia lekarza. Z tego grzechu chcemy się dzisiaj spowiadać, żebyśmy potrafili ten swój krzyż nosić, tak jak Jezus go znosił, mężnie i odważnie. Powiecie: No tak, ale On był przecież Synem Bożym, a ja jestem słabym, ułomnym człowiekiem. Nie, kochani. On te ludzkie cierpienia na krzyżu znosił będąc także prawdziwym człowiekiem, znosił je tak, jak my. Jego rany na krzyżu tak samo Go bolały, jak gdyby ciebie lub mnie bolały, gdybyśmy wisieli na krzyżu na tych rozpalonych, broczących krwią ranach, gdybyśmy umierali opuszczeni przez wszystkich. On naprawdę cierpiał, to było cierpienie Syna Człowieczego. Dopiero, gdy się ono skończy na Golgocie, dopiero wówczas moc i jasność krzyża Syna Bożego zstąpi i uczyni Go zmartwychwstałym i w niebo wstępującym Synem Bożym.

A więc prośmy dziś pod krzyżem: Ty, który znosiłeś wszystkie krzyże, Ty który znosisz i mój krzyż, ten, który jest ponad moje siły, pomóż nam do tego, także i przez wzmocnienie i pokrzepienie w sakramencie Komunii Świętej, abym z wiarą i ufnością w pokorze i posłuszeństwie Twojej woli świętej nauczył się nosić swój krzyż. Amen.

bp Z. Michelis, "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1988.

(BA)

[Do Głównej Strony Kościoła]


(c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r.