![]() |
|
[Duch pocieszyciel] ks. bp Zygmunt Michelis "Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie. Ja prosić będę Ojca i da wam innego Po cieszy cielą, aby był z wami na wieki - Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie. Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy". - Ew. Jana 14,15-17.23 WYDARZENIE dnia dzisiejszego, zesłanie Ducha Świętego na apostołów i pierwociny Kościoła Chrystusowego na ziemi jest niewątpliwie zwrotnym momentem w życiu apostołów i decydującą chwilą dla przyszłości Kościoła Bożego na ziemi. Wierzyli w Chrystusa, byli świadkami Jego zmartwychwstania, a jednak jakaż ta ich wiara była niedoskonała, ileż jeszcze było w ich sercach zwątpienia i lęku. Nie umieli i nie potrafili tej wielkiej Nowiny głosić światu i w swoim narodzie. Gromadzili się codziennie potajemnie za zamkniętymi drzwiami, bojąc się wyznawać swego Zbawiciela publicznie. I tak by może pozostało do końca ich życia, gdyby nie nastąpiło to niepojęte, cudowne, najbardziej sensacyjne wydarzenie w dziejach Kościoła: zesłanie Ducha Świętego. Było ono nie tylko cudownym, wspaniałym zakończeniem działalności Jezusa-na ziemi, ale i ukoronowaniem Jego obcowania z uczniami. To, co się stało w tym dniu zelektryzowało ich serca, rozwaliło drzwi Wieczernika, kazało im wyjść na ulice miasta, na place publiczne i nieustraszenie głosić całemu światu Dobrą Nowinę o Chrystusie. Ci, dotąd jeszcze pełni lęku i zwątpienia ludzie będą odtąd nieustraszenie głosić światu, że narodził się Zbawiciel, i że Jemu jedynemu należy się cześć, posłuszeństwo i miłość, że bez Niego nie będzie pokoju na ziemi ani szczęścia dla serca ludzkiego, ani zbawienia dla ludzkiej duszy. Czyżby to nie było pozbawione wszelkiego sensu, gdyby ktoś chciał twierdzić, że tych dwunastu prostych ludzi, rybaków i rzemieślników potrafiło zwyciężyć świat starożytny, usunąć religie ówczesnego świata i zaprowadzić narody na Golgotę do stóp ukrzyżowanego Chrystusa - potępionego "zwodziciela"? Ale to sam Chrystus w postaci Ducha Świętego, zesłany od Ojca z nieba do serc tych ludzi, Chrystus w postaci uniwersalnej i niczym nieograniczonej stał się motorem i mocą apostołów, źródłem zwycięstwa Ewangelii. Wyłącznie Chrystus stał się fundamentem, na którym został zbudowany rękoma tych prostych, nieuczonych ludzi Kościół Boży, ten, o którym co niedziela mówimy: "Wierzę w jeden, święty Kościół Powszechny; to znaczy dla wszystkich i wszędzie, gdziekolwiek zginają kolana przed Chrystusem, założycielem i głową tego Kościoła, l póki była pełnia Ducha, poty Kościół rósł i dojrzewał, tak jak rosną i dojrzewają drzewa i kwiaty w naszych ogrodach. Gdy słońce chowa się za chmurami, smuci się serce człowieka i każdego stworzenia. Nawet rośliny i kwiaty więdną, bo brak im życiodajnych promieni słońca... Takimi życiodajnymi promieniami dla duszy i życia ludzkiego jest Duch Święty. Ale kto to jest Duch Święty i czy my go dziś posiadamy? Każdy chrześcijanin musi go mieć, bo przecież Duch Święty nie stał się własnością kolektywną zgromadzenia apostolskiego, lecz zstąpił na każdego apostoła i z każdego z nich uczynił nieustraszonego świadka prawdy Chrystusowej. A jednak mało musi być dzisiaj Ducha Świętego w chrześcijaństwie, skoro Jego narodziny obchodzimy w murach ochronnych, oddzielających nas od świata oraz innych wyznawców Chrystusa. A przecież Chrystus nie mówi: Pobudujcie mi wspaniałe świątynie, chrońcie się za tymi murami przed światem i w tych wspaniałych kościelnych pałacach postawcie mi trony ołtarzowe i odgrodźcie te trony od ludu Bożego balustradami, aby się zbyt poufale do mnie nie zbliżał... Nakaz Chrystusa brzmi: "Idźcie na cały świat i czyńcie uczniami moimi wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem". Gdybyśmy mieli więcej Ducha Świętego, to byśmy dziś po nabożeństwie wyszli wszyscy, ze wszystkich Kościołów - ewangelickich, prawosławnych i katolickich na największy plac Warszawy, i na publicznym zebraniu nieustraszenie świadczyli, że Duch Święty od Boga zstąpił do naszych serc i natchnął nas uczuciem braterstwa, które, obejmuje ramionami cały świat i wszystkich ludzi, bo wszyscy przecież jesteśmy dziećmi jednego Ojca w niebiesiech a pomiędzy sobą braćmi i siostrami. Czytamy na kartach Nowego Testamentu, że apostoł Paweł przybył do jakiejś małej gminy chrześcijańskiej, gdzie głosił Chrystusa i zapytał swoich słuchaczy; czy otrzymali Ducha Świętego? A oni mu odpowiedzieli, że nie wiedzą nawet, kto to jest Duch Święty. A gdybym ja was zapytał, czy jesteście chrześcijanami i posiadacie Ducha Świętego? Jaka byłaby wasza odpowiedź? Dopomogę wam do odpowiedzi na to pytanie pytaniem pomocniczym. Czy jesteście Polakami? Zdziwi was to, a może i oburzy. Odpowiecie pewnie: Przecież urodziliśmy się na polskiej ziemi, tu żyjemy i pracujemy. Ale czy poza granicami naszego kraju nie ma Polaków? Czy nie są oni rozproszeni nieomal po całym świecie? I czy tym Polakom odmawiacie polskości i braterstwa? A więc i to nie oznacza jeszcze, że jesteśmy Polakami. Ja bym na to pytanie odpowiedział na podstawie dzisiejszej Ewangelii, w której Chrystus mówi: "Kto mnie miłuje, ten przestrzega moich przykazań". Jestem Polakiem nie dlatego, że się w Polsce urodziłem i w niej mieszkam, ale dlatego, że kocham Polskę, że dla niej cierpiałem, poświęcałem się dla braci moich i dla Polski byłem gotów ofiarować wolność, szczęście i życie. Po tym naprowadzeniu spróbujemy odpowiedzieć na to pierwsze pytanie: Czy jesteś chrześcijaninem? Czy tylko dlatego, że jesteś ochrzczony? Chrystus mówi: "Kto mnie miłuje, ten słowa mojego przestrzegać będzie..." Nie miłujesz Chrystusa, gdy nie wypełniasz Jego słów, gdy nie wypełniasz Jego testamentu; "Idźcie na cały świat, do wszystkich ludzi i tam świadczcie, że jesteście moimi wyznawcami i apostołami". Każda miłość wymaga ofiar, bo bez ofiary miłość nie przynosi owoców. Dopiero w ogniu ofiary miłość się hartuje, dojrzewa i przynosi owoc. Dlatego Chrystus powiedział: Ześlę wam Ducha Świętego, który będzie waszym pocieszycielem. On będzie was wspierał w walkach i głoszeniu Ewangelii, będzie wlewał do serc pełnych bólu, lęku, nienawiści i zwątpienia pokój, którego świat wam dać nie może. Czy więc mamy Ducha Świętego? Czy przeżyliśmy już Zielone Świątki? Niekoniecznie z ognistymi językami i poszumem wichru; i mówieniem innymi językami? Takie rewolucyjne eksplozje są nieraz potrzebne na początku jakiegoś wielkiego dzieła, gdy trzeba rozsadzić jakąś ciężką skałę czy przegrodę. Ale gdy się to już stało, to po eksplozji droga już jest otwarta, może jeszcze niewygodna, nie ocieniona drzewami, ale już można nią iść i iść nią trzeba. A więc, gdy was tak pytam, nie myślę o tamtych Zielonych Świętach, lecz myślę o dzisiejszych. Czy masz Ducha Świętego? Gdybyśmy byli szczerzy wobec siebie i wobec pytającego, musielibyśmy odpowiedzieć: My właściwie nie wiemy, kim jest Duch Święty i jak się On dziś objawia. Chrystus mówi: "Pocieszyciel - Duch Święty przypomni wam słowa moje, które wam powiedziałem i nauczy was wszystkiego, co wam przykazałem". A więc Słowo Boże toruje drogę Duchowi Świętemu do naszego serca. Kaznodzieja, który wam Jego Słowo głosi jest tylko, jeśli tak się można wyrazić, przewodnikiem, w którym świeci i grzeje niewidzialna "elektryczność", która przez ten "drut" przenika do naszych serc z niebiańskiej "elektrowni", z tego niewyczerpanego źródła świętości, miłości i mocy, któremu na imię Chrystus, Syn Boży, siedzący po prawicy Ojca w niebiesiech. Jeżeli więc kiedyś serce wasze zagrzało się pod działaniem Słowa Bożego czy przy Stole Pańskim, to było to spotkanie z Duchem Świętym. Zatem i na nabożeństwach
przemawia do nas Duch Święty. Przekonuję się o tym często, gdy po
nabożeństwie przychodzi do zakrystii ktoś i mówi: Dziękuję księdzu za
dzisiejsze Słowo Boże. Ciężko mi było na sercu, nie widziałem już Boga na
drodze mego życia, a ksiądz dziś powiedział w kazaniu, że my możemy
czasami Boga nie widzieć, możemy Go stracić sprzed oczu, ale Bóg nas
zawsze widzi i na nas patrzy. I ta pewność, że Bóg zawsze widzi nas, nasze
zmartwienia, upadki, naszą drogę życiową, napełniło mnie nową nadzieją,
wlało otuchę do serca. Prośmy zatem dla siebie i
dla innych z jeszcze większą ufnością i radością o Ducha Świętego; prośba
nasza będzie wysłuchana. Amen. (BA) (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r. |