
![]()
|
|
[Był wśród nas...] red. Barbara Żyszkowska (fragmenty) W 25. rocznicę śmierci ks. bpa Andrzeja Wantuły Wydawnictwo Interfon z Cieszyna oraz Towarzystwo Ewangelickie w Cieszynie wydało zbiór tekstów i wspomnień związanych z ks. bp A. Wantułą, Zwierzchnikiem Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP w latach 1959-1975. Autorami tekstów są m.in. Julia Wantułowa, Barbara Żyszkowska, ks. Włodzimierz Nast, ks. Henryk Czembor ("Odszedł duchowny"). Zamieszczono także fragmenty postylli i notatek bp Wantuły. |
Koleje życia
Mija właśnie 25 lat od śmierci ks. bpa Andrzeja Wantuły. Rocznica ta napełnia nas smutkiem, bo Go już wśród nas nie ma, a zarazem wdzięcznością za wszelkie dobro, jakim nas Bóg przez Niego obdarzył. Przyjrzyjmy się po latach temu bogatemu, pracowitemu życiu, poświęconemu bez reszty sprawie Bożej.
Urodził się 26 listopada 1905 roku w Ustroniu jako syn Jana i Anny ze Szczepańskich. Ojciec był hutnikiem. Pracował najpierw w fabryce w Ustroniu, a potem przeniósł się do Trzyńca z powodu działalności na niwie narodowej. Od wczesnego dzieciństwa syn pomagał rodzicom w pracy na czterohektarowym gospodarstwie. Spędzenie dzieciństwa i wczesnej młodości w takich warunkach wywarło wpływ na dalsze życie, zarówno w dziedzinie praktycznej jak i kaznodziejskiej. Był bowiem pełnym inicjatywy gospodarzem parafii, potem całego Kościoła, a jego kazania związane były z życiem.
Jan Wantuła poświęcał się nie tylko pracy na roli i w hucie, ale przede wszystkim działalności społecznej i publicystycznej. Był wielkim miłośnikiem książek, zgromadził wielotysięczny księgozbiór, napisał kilkaset publikacji i utrzymywał kontakty z wieloma wybitnymi ludźmi - Bolesławem Prusem, Julianem Ochorowiczem, Władysławem Orkanem, Andrzejem Strugiem, Andrzejem Niemojewskim, Janem Hemplem, Pawłem Hulką-Laskowskim, Tadeuszem Mikulskim i in. Korespondencję z tym ostatnim można prześledzić, gdyż została opublikowana w "Zaraniu Ślaskim" (2/71). Jaka rozległość zainteresowań, wiedza, dar jasnego formułowania myśli ustrońskiego bibliofila! Synowi dane więc było wzrastać w wyjątkowej atmosferze. Rozmowy z ojcem, dostęp do mądrych książek, uczestniczenie w spotkaniach z interesującymi ludźmi - to dobry kapitał na przyszłość. (...)
Ks. dr Andrzej Wantuła spędzał bardzo pracowicie czas na Obczyźnie. Wygłaszał kazania, również co najmniej raz w miesiącu krótkie przemówienia w BBC. Jako naczelny kapelan ewangelicki wizytował na początku 1946 roku II Korpus we Włoszech, w którym przebywało ok. 3000 żołnierzy ewangelików. W czasie sześciotygodniowej podróży odprawił wiele nabożeństw, rozmawiał z żołnierzami, odwiedził chorych w szpitalach, ochrzcił i konfirmował pewnego żołnierza. W Ankonie został przyjęty w Dowództwie II Korpusu, najpierw przez szefa sztabu gen. Wiśniewskiego, a następnie przez dowódcę II Korpusu gen. Władysława Andersa, który podjął go oraz ks. kapelana Władysława Fierlę obiadem. W Londynie ks. Wantuła zajmował się też sprawami wydawniczymi, odpowiadał na niezliczone listy, jakie napływały ze wszystkich stron świata z przeróżnymi prośbami, które starał się spełniać. Pracował gorliwie na rzecz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce, by zjednać mu przyjaciół i pomoc finansową, co przecież w warunkach powojennych było niezmiernie ważne, przekazywał informacje. Reagował na próby dyskredytowania wyznań niekatolickich. (...)
Przeżyciom obozowym dał ks. Wantuła wyraz w trzech opowiadaniach napisanych i wydanych w Londynie w roku 1947, a zatytułowanych "W dolinie cienia śmierci". Jest to wstrząsający i autentyczny opis ostatnich chwil życia wiślańskiego organisty, a zarazem wielce obiecującego kompozytora Jana Sztwiertni, wikariusza Władysława Pawlasa i pedagoga, kierownika szkoły w Wiśle, Michała Cieślara. Pastorem z ostatniego opowiadania jest jego autor, który z powodu duszpasterskiego charakteru swej wizyty w obcym bloku został zmasakrowany przez blokowego pisarza "Bóg uznał go godnym cierpienia w swojej służbie i wynagradzał mu to stokrotnie ową nieznaną dotychczas szczęśliwością i najsłodszym pokojem"... - wyznaje o sobie z radością autor.
Pobyt w Londynie obfitował w różne miłe spotkania.
Z prof. Stanisławom Kotem, historykiem kultury i działaczem politycznym, przedwojennym redaktorem kwartalnika "Reformacja w Polsce" spotkał się kilkakrotnie. Sprawił on ks. drowi Wantule ogromną radość. "Podaje mi paczkę - czytamy w "Pamiętniku" - a kiedy ją rozwinąłem, miałem w ręce ostatni Rocznik Reformacjo w Polsce z moim artykułem o ks. Trzanowskim - Słowiańskim Lutrze. Udało mu się uratować jeden egzemplarz i tu fotograficznie dał sporządzić egzemplarze. To była naprawdę miła niespodzianka".
Kontaktował się z wojewodą Grażyńskim, odnowił nawiązaną przed wojną przyjaźń z prof. Williamem Johnem Rose, kanadyjskim historykiem, polonistą, który przebywał w czasie I wojny światowej i w okresie międzywojennym na Śląsku Cieszyńskim i w Krakowie, a w latach 1933-1950 był dyrektorem Instytutu Badań Słowiańskich i Europy Wschodniej przy Uniwersytecie Londyńskim. (...)
W miarę upływu czasu topniały szeregi luteran na Obczyźnie, organizowanie pomocy dla Kraju również przestało być tak niezbędne. Nadszedł czas podjęcia decyzji co do przyszłości. Z jednej strony zastępca biskupa ks. prof. Jan Szeruda stale ponawiał propozycję pracy naukowej na Wydziale Teologii Ewangelickiej UW (objęcia Katedry Historii), z drugiej - przedstawiciele Synodu Missouri widzieli ks. Wantułę w USA, gdzie zamierzano stworzyć polski instytut, by wydawać na potrzeby Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce i luteran na Obczyźnie książki, w głównej mierze podręczniki. Ks. Wantułę chciano mianować kierownikiem planowanego ośrodka.
Sytuacja polityczna w Polsce zmieniła się od czasów przedwojennych bardzo. Do Anglii dochodziły przeróżne wieści, często sprzeczne, więc przebywającym tam Polakom trudno było cokolwiek postanowić o swym dalszym losie. Ogromna większość żyła myślą o powrocie, ale wahaniom nie było końca. Biskupi prawosławni ostrzegali: "Rok - dwa będzie pozornie lepiej i wolniej, ale potem, gdy się wszyscy znajdą w kraju, zostanie przyciśnięta śruba i zamknie się wieko trumny" - czytamy w "Pamiętniku", a dalej: "Nie idzie o to, czy biały chleb czy też czarny jadacie, nie o to, czy zamieszanie w urzędach, na kolei itd. Idzie o to, czy Polska jest którąś tam z rzędu republiką sowiecką, czy też niezależnym państwem".
(...)
Jeszcze jako kandydat na stanowisko Biskupa ks. Wantuła żalił się w liście do przyjaciela: "Ilu nas pozostanie? Hm, może sto tysięcy, rozrzuconych, zbiedniałych. Ileż problemów! I to nowych! Sam Karol (ustępujący bp Karol Kotula - przyp. red.) powiedział, iż go to boli, iż takie będzie musiał przekazać dziedzictwo. Ileż spraw nie załatwionych! Ile ognisk nie ugaszonych i wrzodów ropiejących. (...) Urząd ten, jeśli mnie przypadnie, traktować będę nie tylko jako zaszczyt, lecz przede wszystkim jako największy w mym życiu dopust Boży, doświadczanie mnie i próbę. Wydaje mi się, że w tej ocenie nie ma wcale przesady" (27.03.1959). (...)
Urzędowanie biskupie objął, kiedy byliśmy jeszcze dla katolików heretykami, wkrótce potem staliśmy się braćmi odłączonymi. Szczytna, piękna idea jedności chrześcijan i szara rzeczywistość wzajemnych stosunków, zwłaszcza na szczeblu parafialnym, bardzo się od siebie różniły. Ks. Biskup ubolewał, iż z powodu naszej małej liczebności jesteśmy uzależnieni od polityki państwa, któremu w owych czasach, niestety, nie zależało na dobrych stosunkach między Kościołami zrzeszonymi w Polskiej Radzie Ekumenicznej a Kościołem Rzymskokatolickim. (...)
Jak oceniał ks. bp Wantuła dążenia ekumeniczne za pontyfikatu Jana XXIII? W wywiadzie udzielonym Redakcji Tygodnika Powszechnego (13/1960) na pytanie: "Czy pojednanie Kościołów jest pożądane" - odpowiada m.in. "Na pytanie można dać łatwo odpowiedź, cytując św. Pawła: Katalagate to Teo (Pojednajcie się z Bogiem). Oznaką pojednania się z Bogiem jest chęć pojednania się z człowiekiem. Kościół w rozumieniu naszego wyznania jest ludem Bożym na ziemi. Dlatego też pojednanie się tego ludu Bożego między sobą jest świadectwem wobec świata, że nastąpiło pojednanie z Bogiem".
"Co powinno być uczynione, aby pojednanie stało się możliwe?" - to jedno z kolejnych pytań. Odpowiedź brzmiała:
"Sądzę, że przede wszystkim powinniśmy wkroczyć na drogę miłości. Nie dyskusje teologiczne będą nas zbliżały w pierwszym rzędzie, lecz braterskie czyny, wzajemna pomoc, usługiwanie sobie wzajemne, życzliwość. Na drugim miejscu wymieniłbym modlitwę. Musimy się wzajemnie nauczyć za siebie modlić. Spróbujmy spojrzeć na siebie jako na ludzi sobie bliskich, pragnących służyć jednemu wspólnemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Musimy sobie uświadomić, że On, pomimo wszelkich różnic jest przecie naszą wspólną Prawdą, Drogą i Życiem". (...)
Ostatnie w życiu kazanie wygłosił w Londynie 21 września 1975 roku, przebywając tam krótko na zaproszenie parafii, którą sam założył, z okazji jej trzydziestolecia. Właśnie tam, gdzie wygłosił swe pierwsze po wojnie...
Gasł w oczach. Do ogólnej słabości, charakterystycznej dla chorób nieuleczalnych, dołączył się ból związany z zawałem serca. Cieszył się na spotkanie z Panem, mówił mi o tym ze wzruszeniem i błogim uśmiechem, wyrażając zarazem zdziwienie, że Go wszyscy tak bardzo zapewniamy o powrocie do zdrowia, jakby to miało być cenniejsze... Odszedł do Pana o świcie 15 czerwca 1975 roku.
Ks. Martin Niemoller tak kiedyś do Niego napisał:
"Zawsze się cieszę, ilekroć Cię spostrzegam pomiędzy wieloma. Wiem bowiem wtedy na pewno, że mamy tu człowieka, który jest świadom swego życia tylko w odpowiedzialności wobec Boga, który myśli, mówi i działa w kategoriach takiej odpowiedzialności oraz który jako jeden ze zbawionych jest pełen radości i życia w wierze".
Dziękujmy Bogu, że był wśród nas i pamiętajmy o Nim.
Barbara Żyszkowska
Wspomnienie żony
(...) W dniu swoich siedemdziesiątych urodzin, będąc już chorym, na spotkaniu z władzami kościelnymi i seniorami w Konsystorzu, przemawiał streszczając swoje życie jako - budowniczego, pisarza i kaznodziei. Mówił: "Z tych trzech czynności najbliższa jest mi ambona. Miałem zawsze tyle do powiedzenia, że nie mogłem się nieraz doczekać niedzieli, by stanąć na ambonie i podzielić się ze zborownikami moimi myślami. (...)
Jego działalność jako pedagoga? Lubił dzieci, a dzieci pomimo jego surowego wyglądu, nie bały się, ale go lubiły. I tu znowu był wymagający wobec dzieci zdolnych, a dla dzieci mniej zdolnych i upośledzonych bywał wyrozumiały i nieraz z humorem do nich podchodził. Szczególnie bliski bywał kontakt z konfirmantami. Nauka trwała cały rok, raz w tygodniu, a w czasie wakacji dwa razy w tygodniu. Lekcja trwała dwie godziny, a w wakacje i dłużej. Czasem dzieci prosiły o przedłużenie lekcji. Ostatnia lekcja konfirmacyjna bywała wzruszająca. Nieraz wracał po takim ostatnim spotkaniu zadumany i smutny, bo coś się skończyło. Oto odchodzili ci, do których się przywiązał i którzy byli mu bliscy. Raz zdarzyło się, że na takiej ostatniej lekcji dzieci uprosiły, żeby to nie była ostatnia lekcja i że jeszcze raz przyjdą.
Julia Wantułowa (1902-1987)
Niezapomniany nauczyciel
"Katecheta powinien podchodzić do dzieci z miłością. Jeśli dzieci go nie interesują, to nauczanie staje się męczarnią dla niego i dla dzieci. Największym wrogiem nauczania kościelnego jest nuda. Najlepiej wychowuje miłość. Z miłości do dzieci i powagi sprawy winna wypływać sumienność katechety. Powinien się on starannie przygotować do lekcji. Bez solidnej pracy nad sobą nie może być mowy o owocnym nauczaniu..." ("Zarys katechetyki ewangelickiej", s. 47).
Jak z kolei określa ks. bp Wantuła rolę kaznodziei:
"Rola kaznodziei nie polega ... na mechanicznym, obiektywnym przekazaniu jakichś religijnych prawd, jakiegoś poselstwa od Boga.
Kaznodzieja nie jest listonoszem. On jest twórcą swojego kazania i nie można go z tego wyłączyć. Kazanie jest zebraniem i wykładem tego, co kaznodzieja sam usłyszał w tekście. Odzwierciedla się w nim osobowość kaznodziei, typ jego religijności, intelektu, jego doznania, doświadczenia i przeżycia, jego stosunek do ludzi i świata. Jeżeli duchowy dorobek kaznodziei jest bogaty, ujawni się to w kazaniu, jeżeli jest ubogi, ubogie będzie kazanie.
ks. Włodzimierz Nast
Okruchy z "Okruchów..." - Wybrane fragmenty z postylli ks. bpa Wantuły.
Książka została wydana przez Interfon Sp. z o.o., Cieszyn, u. Olszaka 5, tel. (033) 85-10-543; fax (033) 85-11-643 przy współpracy z Towarzystwem Ewangelickim w Cieszynie, 43-400 Cieszyn, ul. Sienkiewicza 2, tel. (033) 85-21-237. ISBN 83-87308-14-5 - Ustroń 2001, ss. 104. Zachęcamy do nabycia!
[Biblioteka - Pisma Wyznaniowe Luteranizmu]
E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.