
![]()
|
|
[Prawdziwy sens życia] Ewa von Tiele-Winckler Ewa Tiele-Winckler (1866-1930), twórczyni największych zakładów diakonijnych w Europie (Miechowice), diakonisa Kościoła Luterańskiego. Córka bogatego magnata węglowego, która poświęciła się całkowicie służbie ludziom chorym, ubogim, bezdomnym. Więcej... |
Każdy człowiek rozmyśla nad życiem. Kiedy byłam dzieckiem, miałam dużego psa, prawdziwego bernarda o
białożółtej sierści. Żyje dotąd jeszcze w mojej pamięci jego dobrotliwy pysk, wierne oczy i takie wymowne merdanie ogonem. To był mój prawdziwy przyjaciel. Mogłam mu się zwierzyć ze wszystkiego wierząc, że mnie zrozumie. Życie często nasuwało mi ciężkie myśli. Nie mogłam pojąć, dlaczego niektórym ludziom jest tak dobrze, a innym źle, dlaczego jedni żyją w przesycie i marnotrawią dobra, a inni muszą się wyrzekać najniezbędniejszych potrzeb. Wtedy wszystko w życiu wydawało mi się zupełnie pozbawione sensu i myślałam, albo nawet głośno pytałam: co by powiedział na to mój Tor. Wydawało mi się, że ludzie są tak przyzwyczajeni do utartych ścieżek, tak upierają się przy swych raz powziętych poglądach, że chciałam trapiące mnie myśli i pytania wyjawić komuś, kto stałby obiektywnie poza całością i bez uprzedzenia rozpatrywał ludzkie życie i stosunki w otaczającym nas świecie. Zwracałam się więc do psa -- przyjaciela. Możliwe, że niewielu jest tak naiwnych, aby psa obierać za sędziego ludzkich spraw, na pewno jednak pozorny bezsens życia niejednemu daje wiele do myślenia. Znałam pewną staruszkę, która przez długi czas żyła z żebraniny. Kiedy zmarła, znalazłam w jej sienniku kilka starych pończoch, pełnych drobnych monet -- razem ponad
sto marek. Staruszka musiała oszczędzać, zbierać, może głodować -- wreszcie zostawiła wszystko w sienniku. Oto jest przykład bezsensownego postępowania. Inny przykład: pewien możny, bogaty i mądry człowiek zbudował potężny zamek i zgromadził w nim najcenniejsze dzieła sztuki. Człowiek, który zwiedzał komnaty zamkowe, odnosił wrażenia że jest w muzeum; wszędzie można było zobaczyć i podziwiać coś pięknego. Za szeregiem wspaniałych pomieszczeń znajdował się jednak zwykły, skromny pokój, typowo mieszczański, nawet tapeta była gdzie niegdzie popękana. Nie było nic tu z przepychu zamkowych komnat. Oprowadzający nas kasztelan spostrzegł nasze zdziwienie -- kontrast bowiem był zbyt uderzający. "Tutaj państwo przebywali najchętniej" -- wyjaśnił lakonicznie. Po śmierci bogacza piękny zamek ze wszystkimi skarbami przypadł w udziale synowi. Spadkobierca z powodu ciężkich niedomagań
wzroku nie mógł rozkoszować się pięknem dziedzictwa ani nawet w części zużytkować bogactw. Opuścił ojcowski zamek i ruszył w świat. Czyż i w tych stosunkach i ich rozwoju nie było pewnej bezsensowności życia? Człowiek dąży, tworzy, buduje i zakłada, zdobywa znaczenie, zaszczyty i wpływy, używa rozkoszy życia, a jednak w głębi duszy nie jest szczęśliwy ani zadowolony. Ten i ów znudzony przesytem, albo dążący naprzód w pogoni za urojonym szczęściem, które -- zaledwie zdobyte -- znowu znika, ugina się beznadziejnie ku ziemi i woła: Czy to jest warte życia? Jeszcze inny buduje sobie miłe, ziemskie szczęście. Pokłada nadzieję we własnym domu, a w dzieciach pragnie znaleźć spełnienie życzeń i zaspokojenie pragnień swego serca. Lata biegną, szczęście znika, w dom wkracza niedola, przychodzą trudności, rozczarowania, choroby. Błękitne niegdyś niebo ciemnieje, błękit zasnuwa złowroga chmura, dusza jest pełna niepokoju i złych przeczuć. Człowiek staje przed zagadką życia i pyta: Czy to jest wszystko, czego możemy się spodziewać od życia? Inni znowu już od dzieciństwa żyją w nędzy. Wychowam bez miłości, wcześnie zdani na trudy walki o byt, rzuceni na pastwę losu i grę przypadków, które ujemnie wpływają na kształtowanie się ich charakterów,
w rozmaity sposób kosztują goryczy życia. Walka o byt, o chleb powszedni gna ich bezlitośnie z jednego dnia niepokoju, wyczerpania i beznadziejności w następny, aż wreszcie siły ich się załamują. Nie zaznawszy, ile miłości i piękna może dać życie, znajdują miejsce w szpitalu, a w ostateczności maleńkie pomieszczenie na cmentarzu jest zakończeniem ich bytowania. I tu jeszcze raz nasuwa się pytanie: po co to wszystko? Kto rozwiąże zagadkę sensu życia? -- Co właściwie jest jego sensem?
Na to pytanie szukali ludzie odpowiedzi w ciągu tysięcy lat. Pytali własnych serc, zamęczali swoje umysły, tworzyli systemy filozoficzne, ale nie znaleźli żadnej odpowiedzi, żadnego zadowalającego rozwiązania tej zagadki! Jeden tylko może nam udzielić odpowiedzi -- to jest Ten, który kiedyś w zaraniu dziejów wielkie dzieło stworzenia ukoronował Słowem Swej Wszechpotęgi: "Uczyńmy człowieka na wyobrażenie nasze według podobieństwa naszego". Życie człowieka, stworzone według woli Bożej i przeznaczone do jej wykonywania, dojrzewałoby w świętej harmonii, pełne sensu, rozwoju wszystkich sił i darów dla wielkiego, Bożego celu. Wtedy jednak między Boga i człowieka wdarł się grzech, który jak najgorsza .katastrofa wyrzucił człowieka z jego pierwotnych torów. Od tej chwili życie człowieka jego działalność, praca, cierpienia i śmierć zostały oderwane od planu Boga, stały się bezplanowe, pozbawione celu i sensu, stały się zagadką nie do rozwiązania. Jednak miłość Boga znalazła środki, aby przeciwdziałać tej katastrofie i wskazać drogę wyjścia z chaosu i bezsensowności. Przez tę drogę upadła oddalona od Boga i zabłąkana w ciemnościach i błędzie istota mogłaby znowu odnaleźć pierwotne przeznaczenie i odzyskać cel podobieństwa. Pomińmy przygotowanie setek i tysięcy lat i stwierdźmy w objawieniu Syna Bożego zapoczątkowanie nowego rodowodu -- rodowodu dzieci Bożych. Grzeszni z natury, przez łaskę wstąpili w nowy stosunek do Ojca, przez wiarę w Chrystusa
otrzymali siły do nowego życia w duchu według woli Bożej.
Życie ludzkie, stworzone na podobieństwo Boże, a na nowo stworzone w Chrystusie przez Ducha Świętego, może więc
służyć pierwotnemu przeznaczeniu, w którym jedynie znajduje ono swój sens i wewnętrzne rozwiązanie wszystkich swych zagadek. Spoczywa ono mianowicie w uwielbianiu Boga, co jest najwyższym celem każdego stworzenia, a przede wszystkim szczytnym powołaniem i celem człowieka, stworzonego na podobieństwo Boże, -- wielbić Go docześnie i wiecznie. Zadziwiające, jak zupełnie inne staje się życie człowieka z chwilą gdy łaska zbawienia skieruje je na drogę woli Bożej! Znika bezradność, życie ma jasny plan, nie ma już miejsca na bezcelowość -- jest natomiast wyraźny obraz i niewzruszalne wytyczne. Jeżeli przedtem wydawało się, że życie to jeden łańcuch niezrozumiałych przypadków -- teraz widać, że jest uporządkowane przez wyższą wolę, że prowadzi je dłoń pełna miłości. Życie staje się pasmem objawień opieki Bożej i dowodów wszechpotężnej, pełnej współczucia miłości. Droga, która przedtem wydawała się tak skomplikowana, staje się nagle dla człowieka przebudzonego do nowego życia -- wolna i jasna. Wszystko, zarówno te najważniejsze, jak i te najbłahsze sprawy, zostają wydźwignięte z bezsensowności i otrzymują głęboki sens, wieczne znaczenie, nieprzemijającą wartość. Kiedy ci, którzy jeszcze wzdychają pod ciężarem bezsensu życia, pytają: Czy warto żyć? -- wówczas szczęśliwi, którzy w objawieniu Bożym znaleźli rozwiązanie tej zagadki, mogą tylko świadczyć o bezcennej wartości życia, którego najmniejszy ułamek daje im szerokie pole do wykorzystania go do wieczności. Wszystko, każdy drobiazg, otrzymuje w tym nowym stosunku do Boga -- stanie łaski, inne oblicze, wyższe znaczenie. Wszystkie siły ducha, duszy i ciała zostają wyzwolone z pęt egoizmu, znikomości i świadomie oddane Temu, który ma do tego odwieczne prawo. Każda radość, każde powodzenie, każde zewnętrzne i wewnętrzne zadowolenie, staje się darem miłości Bożej, z którego możemy z wdzięcznością korzystać, ale nie egoistycznie i nie samowolnie, lecz zawsze i w każdej chwili z gotowością oddania go do dyspozycji Dawcy. Stosunek do ludzi staje się w tym świetle na nowo uszlachetniony i promienny. Tak, pryzmat światłości Bożej wyzwala nawet cierpienie z pozornej bezsensowności, podnosząc je do roli potężnego
czynnika dopomagającego do zdobycia wiecznej chwały. Człowiek, który wstąpił na drogę woli Bożej, ma jeszcze tylko jedno pragnienie -- osiągnąć cel, wyznaczony mu przez Boga. We wszystkim tym co Bóg dopuszcza i jak twierdzi -- prowadzi działanie Jego miłości i łaski; On dla swego wybawionego człowieka pragnie tego, co najszlachetniejsze i wszystko, bez wyjątku wszystko, temu najwyższemu celowi musi służyć.
Sens życia nie polega więc na tym, aby posiadać, używać i osiągać cele, które człowiek sam sobie wytknął, ale na wykorzystaniu w możliwie jak najlepszy sposób -- wszystkich otrzymanych sił, darów i sposobności, aby osiągnąć w ramach woli Bożej wspaniały cel. Naturalne stosunki rodzinne i więzy miłości przestają być z tego punktu widzenia celem samym w sobie, lecz jak wszystkie inne ziemskie zdobycze i przeżycia, zostają poddane woli i służbie Bożej, przez Niego przyjęte, Jemu podporządkowane i uzależnione Jego kierownictwu. Zdawać by się mogło, że w ten sposób zmniejsza się wartość życia i jego treść, ale tak nie jest: pomnaża
się w niespodziewany, cudowny wprost sposób i spod panowania znikomości zostaje wzniesiona do królestwa wieczności. Zamiast bezcelowości ziemskich rozkoszy i ludzkich cierpień -- wszystko w życiu poddaje się woli Bożej nabiera treści, staje się ważne i wartościowe, zarówno radość jak cierpienie. U wierzących można wyczuć, że osiągnęli wewnętrzny spokój, że mimo pracy, trudów i bólów życie ich stało się bogate i wartościowe, służy bowiem najwyższym celom.
Tak więc pomimo wszystkich cierpień nierozwiązanych jeszcze problemów pielgrzymuje przez tę ziemię cicha, do głębi uszczęśliwiona garstka ludu Bożego. Myślę w tej chwili o pewnej starej babuni, którą widziałam dawno na poddaszu wielkomiejskich kamienic. Co za cicha, wewnętrzna harmonia malowała się na twarzy staruszki! Jej ręce nie mogły już podołać trudom wielkiego prania, teraz zdolne były tylko do lżejszych prac. Renta wystarczała jednak aż nadto na jej skromne potrzeby. Mogła jeszcze podzielić się z innymi. Wystarczyło też sił, aby w skrytości służyć jeszcze miłością tu i tam. Nie ma w jej życiu miejsca na wyrzekania z
powodu straconych oszczędności, wzdychania z powodu rozłąki z kochanymi, którzy odeszli pierwsi; głęboka radość, świetlany spokój i siła promieniowały ze wszystkiego. Życie staruszki jest pełne treści -- jest wielkie i wspaniałe w swojej skromności i prostocie.
Istnieje lud, rozproszony po wszystkich krajach, między wszystkimi narodami, żyjący w różnych warunkach bytowania i w różnych warstwach społecznych, stanach i zawodach. Naród wieczności, który kroczy przez ten ziemski czas ze wzrokiem skierowanym ku wielkiemu celowi, naród wyposażony mocą, płynącą ze świętości. To są zwycięzcy, nosiciele światłości, pośrednicy życia, którzy pojęli prawdziwy jego sens. Biedni są, a jednak bogaci, słabi, a jednak silni, mali, a jednak wielcy, wdzięczni za wszystko, radośni, nawet w cierpieniu, niezwyciężeni -- bo pozwolili się zwyciężyć wiecznej miłości Bożej, która z bezsensu naturalnego bytu pozwoliła im wydobyć prawdziwy sens życia.
Czy ty, który czytasz te słowa, należysz do tych szczęśliwych? Jeżeli nie, to życzę ci, aby ten rok wyprowadził cię z życia skrępowanego doczesnością i wprowadził w całkowite poznanie, zrozumienie i doświadczenie tego, na czym też i dla ciebie polega istotny sens życia.
[Biblioteka - Kazania i rozważania]
E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.