
![]()
|
bp Juliusz Bursche |
[Cośmy stracili?] ks. Feliks Gloeh Bp Juliusz Bursche (1862-1942), Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, przywódca polskich ewangelików. Członek wielu towarzystw naukowych, charytatywnych i patriotycznych. Doktor h.c. Wydziału Teologii Ewangelickiej UW. Więzień obozu koncentracyjnego w Schsenhausen-Oranienburg. Zmarł w szpitalu więziennym Moabit w Berlinie. |
Minęło dziesięć lat, kiedy w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu został na śmierć zamęczony ks. dr Juliusz
Bursche, Biskup Kościoła
Ewangelicko-Augsburskiego w Rzeczypospolite j Polskiej.
Nie trzeba dowodzić, jak wielką stratę przez tę śmierć poniósł nasz Kościół. Nie trzeba i nie będziemy mówić o tych nieopisanych okrucieństwach, jakich rząd hitlerowski dopuszczał się w czasie wojny nad duchownymi wszystkich wyznań chrześcijańskich.
Nie chcemy pisać, ani tego wspominać, aczkolwiek zadane nam naszemu Kościołowi rany są nie do uleczenia.
Ilekroć wspominamy o tym, co rządy Hitlera wyrządziły złego narodom Europy, ilekroć przychodzi poruszyć sprawy, które są powiązane z ludomorderstwem i ludobójstwem Hitlera, - tylekroć przychodzą nam na pamięć słowa drą Alfreda Joergensona, Duńczyka, który podczas Międzynarodowego Kongresu Kościoła Luterskiego w Lund w r. 1947, gdy jedna z delegatek amerykańskich z przekąsem oświadczyła, że trzeba wreszcie o haniebnych w czasie wojny wyczynach hitlerowskich "zapomnieć", - odpowiedział z naciskiem: "Ja mogę im to darować, ale nie mogę zapomnieć"
I my staramy się im wszystko wybaczyć, ale nie można żądać od ojca, by zapomniał o zamordowaniu mu syna, od dzieci, by zapomniały, że zamordowano im ojca.
Tego nikt nie zapomni, i żądać zapomnienia, byłoby obłudnym faryzeizmem.
To też śmierć ks. Biskupa Juliusza Burschego wspominamy nie po to, by obudzić w sobie uczucie jakiejś zemsty i przekleństwa, lecz by postać Umęczonego postawić sobie za wzór do naśladowania.
* * *
Ks. Biskup Juliusz Bursche -- to postąp historyczna w dziejach Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce.
Ród Burschów służy Kościołowi swemu w Polsce od przeszło lat stu. Wyszli z niego dzielni ludzie, którzy tak na stanowiskach duchownych, jak i świeckich, zasłużyli się niejednokrotnie całemu społeczeństwu polskiemu.
Ks. Biskup Juliusz Bursche był synem superintendenta, ks. Ernesta Burschego, pastora w Zgierzu. Z dwóch rodzonych jego braci jeden był dyrektorem wielkiej fabryki w
Twerze, drugi -- znany chirurg, naczelnym lekarzem naszego szpitala ewangelickiego
w Warszawie. Z pięciu braci przyrodnich -- jeden był pastorem i profesorem teologii ewangelickiej na Uniwersytecie Warszawskim, drugi adwokatem -- obaj zamęczeni w obozie koncentracyjnym w
Mauthausen; trzeci chemik, czwarty prawnik, piąty -- jedyny pozostały przy życiu po wieloletnim uwięzieniu w obozie koncentracyjnym w
Mauthaasem, zwolniony w roku 1945, wrócił do domu i pracuje w Warszawie, jako
architekt. Siostra ich -- wdowa po zacnym pastorze, której syn też jako pastor służy Kościołowi naszemu. Wnuk ks. Biskupa Juliusza Burschego -- pastor, redaktor "Strażnicy Ewangelicznej".
* * *
Ks. Juliusz Bursche bardzo wcześnie zajął stanowisko w Kościele naszym. Ordynowany był, mając lat 22, odbył krótki wikariat w Warszawie; a następnie został wybrany na pastora parafii w Wiskitkach w roku 1885.
Był to okres, kiedy w Kościele naszym w Polsce pracowali i kierowali jego losami wybitni mężowie: ks. Ludwig, ks. dr Otto, ks.
Boerner, ks. Fidler, ks. Manitius, ks. Bartsch i inni. Ich nazwiska złotymi głoskami zapisane są na kartach dziejów naszego Kościoła. Pozostawili po sobie wielkie dzieła, a potomkowie ich przyczyniali się i przyczyniają do odrodzenia Polski, a niektórych nazwiska figurują po dzień dzisiejszy wśród wybitnych postaci dzisiejszej Polski.
W ostatnich latach XIX stulecia zbór warszawski rozwijał się tak silnie, że trzeba było ustanowić trzeci urząd pastorski -- diakona. Spośród kandydatów, którzy się zgłosili na to stanowisko, Kolegium Kościelne wybrało trzech. Jednego z nich miało wybrać ogólne zebranie parafian. Wybrany został większością głosów w roku 1885 pastor
wiskitski, młody 26-letni ks. Juliusz Bursche.
Odtąd rozpoczyna się praca ks. Biskupa J. Burschego w stolicy kraju, w zborze, którzy zawsze nadawał kierunek całemu Kościołowi ewangelickiemu w Polsce.
Ks. Biskup J. Bursche, jako diakon, miał pod swoją opieką: szkoły, szkółkę niedzielną dla dzieci, diakonat, opiekę nad ubogimi i chorymi w szpitalach, nad uwięzionymi, i wiele innych sobie poruczonych spraw duszpasterskich. Specjalną opieką otoczył on szkoły
i diakonat. Za czasów jego kierownictwa diakonat stał się naszą chlubą. Mimo swojego młodego wieku ks. J.
Bursche, jako opiekun i nauczyciel młodych sióstr diakonis, umiał utrzymać godność swą i swego powołania na wysokim poziomie moralnym.
Szkolnictwo nasze, wyróżniało się zawsze, a szczególnie wówczas, na tle ogólnej oświaty w kraju pod rządami zaborczymi. Żądaniem ówczesnego ks. diakona było podnieść jeszcze wyżej ich poziom. Ks. J. Bursche dokonał doboru odpowiednich nauczycieli, rozwinął program nauczania, tak że nasze oficjalnie dwuklasowe szkoły programem nauk i poziomem nauczania przewyższały czteroklasowe. Umiał tego dokonać zawsze oględnie i ostrożnie, nie narażając nikogo na prześladowanie ówczesnych rosyjskich władz szkolnych. W ogóle me było dziedziny życia parafialnego, w której ks. Biskup Juliusz
Bursche, jako diakon, nie brałby czynnego udziału.
To też zrozumiałe było, że kiedy po śmierci Superintendenta Generalnego -- ks. Biskupa Everta na jego miejsce powołany został ks. Gustaw
Manitius, wówczas I-szy pastor zboru warszawskiego, na wakujące miejsce po nim w roku 1895 wybrany został II-gi pastor ks. Henryk
Bartsch, to na miejsce tego ostatniego, jako II pastor wybrany został diakon ks. Juliusz
Bursche. W tym też czasie ks. J. Bursche został radcą Konsystorza warszawskiego.
Z momentem powołania do Konsystorza działalność Jego zaczyna obejmować szersze kręgi, a wpływ jego na sprawy w naszym Kościele był zdecydowany. Już się nie odczuło wielkiej zmiany, gdy w roku 1899 po śmierci ks. H. Bartscha został I-ym pastorem zboru warszawskiego. Zaznacza się dopiero ten wpływ wyraźnie, gdy w roku 1904 po śmierci ks. Gustawa Manitiusa obejmuje jego stanowisko,.. jako Superintendent Generalny Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego Okręgu Konsystorskiego Warszawskiego, instalowany w kościele warszawskim dnia 22 stycznia 1905 roku. Pozostaje jednocześnie I-ym pastorem zboru warszawskiego.
Czasy, na które przypadł wybór i pierwsza działalność ks. Biskupa J. Burschego, jako
Superintendenta Generalnego, były nader krytyczne.
Był to okres dziesięciolecia, w którym rozegrały się doniosłe, często epokowe wydarzenia. Wojna japońska, rewolucja 1905 roku,
strajk szkolny, wystąpienia rewolucyjne przeciwko uciskowi gospodarczemu i politycznemu, sądy polowe, śmierć wielu patriotów, jako
ofiara krwawa za wielkie idee.
Wówczas to, wykorzystując swoje stanowisko i stosunki służbowe, niejednokrotnie skazańca ratował od kary śmierci. A zawsze czynił to dyskretnie, nikomu nic nie mówiąc, zawsze idąc za głosem swego sumienia i swego prawego, nieobłudnego powołania duszpasterskiego.
W tym to czasie doznał nieszczęśliwego wypadku: upadł z tramwaju, a koła obcięły mu stopę. Cierpliwie zniósł operację odjęcia nogi po kolano i odtąd chodził na protezie. Kiedy przebywał w obozie koncentracyjnym na tamtejszym wyżywieniu schudł tak, że proteza nie mogła się utrzymać na nodze.
I ten wypadek nieszczęśliwy w niczym nie poderwał jego niepożytej energii. Pracował nadal wytrwale i jako I-szy pastor zboru warszawskiego, który liczył wówczas 18000 dusz, i jako Superintendent Generalny, wizytując parafie, odbywając posiedzenia
w Konsystorzu i prowadząc redakcję wznowionego i wydawanego przez siebie
"Zwiastuna Ewangelicznego".
Miał zawsze czas i służył radą wszystkim, którzy się doń zwracali o pomoc w różnych dobrych i pożytecznych sprawach.
W tym też okresie wydał "Historię Reformacji w Polsce" Waleriana Krasińskiego w tłumaczeniu z angielskiego na polski, którą ewangelicy polscy szybko rozchwytali, i z której dowiedzieli się o dziejach przeszłości swego Kościoła w Polsce.
Nie ma największych ludzi, którzyby nie błądzili. Nie ma najlepszych ludzi, którzyby nie mieli nieprzyjaciół.
"Chcesz nie błądzić? Chcesz nie mieć nieprzyjaciół? -- To nic nie rób" -- mawiał często do skarżących się mu na różne przeciwności w swej pracy społecznej. -- "Masz przeciwników i nieprzyjaciół, ale takich, którzy sami nic, albo niewiele robią, a tobie
zazdroszczą. Masz na pewno i przyjaciół, którzy cię szanują i twoją pracę cenią. A nie chcesz błądzić, to nic nie rób, ten tylko nie błądzi, kto nic nie robi".-- I tu często wskazywał na ludzi, cieszących się popularnością i sympatią, ale nie interesujących się wcale, albo niewiele działalnością społeczną. "A co oni po sobie zostawią społeczeństwu? -- Nic!"
Ks. Biskup Juliusz Bursche miał też oponentów. Był wobec nich często bezwzględny. Szedł do celu prosto i wytrwale, nie oglądając się na niczyją pomoc i nie licząc się z żadnymi przeciwnościami.
Charakterystyczną cechą Jego chrześcijańskiego charakteru było to, że ujmował się za każdym pokrzywdzonym, choćby ten był Jego przeciwnikiem. Stał na stanowisku, że do Jego opieki i pomocy ma prawo każdy ewangelik w Polsce bez względu na narodowość, przekonania osobiste i osobisty stosunek do Niego. W czasach szalejącego, zwłaszcza w czasie 20-lecia międzywojennego, nacjonalizmu On stał na stanowisku, że Kościół musi być wyższy ponad te spory i łączyć w miłości i wspólnej wierze wszystkich ewangelików w Polsce. Gorący patriota polski, jakim był ks. Biskup, walczący o nadanie Kościołowi
ewang. w Polsce polskiego oblicza, postępował w swym życiu zawsze w myśl słowa
ap. Pawła Kor. 3, 11. Takie stanowisko Biskupa jednało mu opozycję wśród
nacjonalistów obu narodowości, a miłość i szacunek ludzi myślących kategoriami religijnymi i biblijnymi.
Nie znał Biskup fałszu. Był człowiekiem bezwzględnie czystych rąk, a przechodziły przez nie olbrzymie sumy i z całego kraju i zza granicy.
Gdy wewnątrz naszego Kościoła w okresie pierwszych lat jego superintendentury generalnej nie wszystko toczyło się po równej powierzchni; gdy powstały różne nieporozumienia na tle osobistym, ks. Biskup Juliusz
Bursche, jako pastor i jako
Superintendent Generalny wytrwał na swoim stanowisku.
Nastały czasy pierwszej wojny z jej nieubłaganymi skutkami. Wraz z wielu innymi księżmi pastorami i ks. biskup J. Bursche opuścić musiał kraj i udać się w głąb Rosji, wraz z tysiącami wysiedlonych kolonistów. Tam, podtrzymując rzesze wygnanych ewangelików na duchu, organizował dla nich jednocześnie pomoc. Niejedną chwilę smutną w życiu swoim musiał wówczas przeżyć i niejednego rozczarowania doświadczyć. Znosił wszystko z chrześcijańską pokorą. Nie narzekał i nie skarżył się na nic i na nikogo, aczkolwiek
odcięty był długie lata nie tylko setkami mil, ale i zasiekami drutów kolczastych od swych najdroższych, od swej najbliższej rodziny.
Po wybuchu Rewolucji Październikowej w Rosji otrzymał upragnioną wolność i powraca do Warszawy. Natychmiast silną dłonią obejmuje ster rządów w naszym Kościele.
Uproszony przez Rząd Polski, staje na czele Komitetu Plebiscytowego na Mazurach i prowadzi całą tę poważną, a tak dla Polski ważną akcję. W tymże czasie wraz delegacją polską udaje się do Paryża na Konferencję Wersalską, gdzie osobiście przedstawia
sprawę polskich ewangelików na Górnym Śląsku bezpośrednio samemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych,
Wilsonowi.
Po powrocie z Wersalu prowadzi w imieniu Rządu Polskiego rozmowy z zarządem niemieckiego Kościoła Unijnego --
"Oberkirchenratem" w Berlinie.
W Berlinie odbywał konferencję z przewodniczącym Oberkirchenratu, superintendentem generalnym
Dibeliusem. Dibelius oczekiwał od ks. biskupa J. Burschego zgody i poparcia u Rządu Polskiego na uzależnienie Ewangelickiego Kościoła Unijnego w Wielkopolsce, na Pomorzu i na Górnym Śląsku od władz kościelnych w Berlinie, by w ten sposób prowadzić akcję hakatystyczno-dywersyjną za pośrednictwem przez siebie nasłanych pastorów. Hakatyści niemieccy dążyli do umocnienia swoich wpływów na tych terenach i odseparowania się od wpływów władz polskich. -- Ks. Biskup J. Bursche na takie postawienie sprawy niemieckiego Kościoła w Polsce zgodzić się nie mógł i nie chciał. Po długotrwałych debatach i naleganiach, gdy nie udało się na swoją stronę nakłonić ks. Biskupa Burschego, Superintendent Generalny Dibelius użył różnych gróźb i oświadczył: Jeżeli Kościół niemiecki w Polsce będzie izolowany od Oberkirchenratu i pójdą sprawy tak, jak pan je stawia,
"dann wird Ihr Name der bestgehasste Name in der ganzen protestantischen Welt
sein".
("To pańskie nazwisko będzie najbardziej znienawidzonym w całym protestanckim świecie"). -- Na to ks. Biskup tylko odpowiedział: "Przynajmniej będę wiedział, skąd ta wroga akcja przeciwko mnie pochodzi" -- i konferencję opuścił.
Tak więc Kościół Ewangelicko-Unijny w Polsce pozostał niezależnym pod względem kościelno-prawnym od Berlina.
Ks. Biskup J. Bursche nie ustaje nadal w swoich zabiegach zabezpieczenia polskich ewangelików od obcych wpływów poprzez Kościoły, zależne dotychczas nie tylko od Berlina, ale i od Wiednia.
Po oswobodzeniu Śląska Cieszyńskiego obejmuje w zarząd i przyłącza do Konsystorza Warszawskiego tamtejsze zbory ewangelicko-augsburskie.
Ks. Biskup J. Bursche wprowadza Kościół nasz w stosunki międzynarodowe. Uczestniczy w Światowym Kongresie Kościoła Luterskiego w Eisenach w roku 1923. Przez usta jego luteranie całego świata dowiedzieli się na tym Kongresie o swych współwyznawcach w Polsce, o której mieli informacje błędne, a tendencyjne i złe, podawane przez jej wrogów.
Przy tej swojej intensywnej działalności na terenie międzynarodowym ks. Biskup J. Bursche nie zaniedbuje w niczym spraw swego Kościoła krajowego. Z jego to inicjatywy i za jego poparciem powstaje przy Uniwersytecie warszawskim fakultet Teologii
Ewangelickiej. On wybiera spośród duchownych kandydatów na profesorów, wysyła ich zagranicę dla uzupełnienia studiów, wyjednywa im stypendia, a potem tworzy bursę dla studentów teologii, i na te cele zawsze zdobywa odpowiednie fundusze.
W Wilnie w Konsystorzu ewangelicko-reformowanym powstaje myśl utworzenia stałej międzykościelnej organizacji ewangelickiej. Odbył się tam zjazd delegatów i przedstawicieli wszystkich Kościołów ewangelickich i wszystkich odłamów kościelnych i religijnych, prócz rzymskiego.
Na tym zjeździe wybierają ks. Biskupa J. Burschego na przewodniczącego tej organizacji i utworzonej przez nią Rady Kościołów Ewangelickich w Polsce. -- A gdy powstaje Międzynarodowy Związek Krzewienia Przyjaźni przez Kościoły między Narodami, -- Oddział w Polsce tego Związku wybiera na swego przewodniczącego ks. Biskupa J. Burschego.
Przy tym wszystkim ks. Biskup J. Bursche znajduje czas i dobre chęci dla naszego piśmienictwa
polsko-ewangelickiego. Od 1898 do 1914 r. redaguje i wydaje "Zwiastun Ewangeliczny", który w niczym nie różnił się od ducha i pracy Zwiastuna ks. dra L. Otto.
Prowadził to pismo samodzielnie i oryginalnie, skupiając dokoła niego najzdolniejsze pióra wśród duchowieństwa naszego. -- Był członkiem komisji, która opracowała i wydała nowy śpiewnik kościelny, dziś całkiem wyczerpany i czekający na nowe swe wydanie.
Jemu zawdzięcza, jak wspomniano, swe wydanie w polskim języku "Historia Reformacji w Polsce" Walerego Krasińskiego, on wydał też "Cztery Ewangelie i Dzieje Apostolskie" ilustrowane i w nowym tłumaczeniu.
W ogóle miał wielkie zrozumienie i uznanie dla wszystkich, którzy pracowali w
piśmiennictwie. Pomagał wtedy każdemu, kto się doń zwrócił, a gdy przychodzono do niego ze skargami lub nawet z jakimiś nieuzasadnionymi zarzutami pod adresem piszących,--
zwykł mawiać: To ty rób lepiej, a jemu nie przeszkadzaj.
* * *
Przychodzi druga wojna światowa. Hordy hitlerowskie przekraczają w różnych punktach granicę Polski. Robi się zamieszanie w całym społeczeństwie. Ówczesne sfery rządowe wprost tracą głowę. Wszyscy emigrują na Wschód i na Południe, a właściwie uciekają. W tydzień po rozpoczęciu przez Hitlera wojennej akcji napastniczej na Polskę w stolicy nie pozostał prócz prezydenta miasta żaden urząd ani żaden wyższy dygnitarz.
Ks. Biskup J. Bursche otrzymuje od rządu polskiego polecenie opuszczenia Warszawy, ale się temu opiera i pozostaje. Zostaje upomniany po raz drugi przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i po raz trzeci przez Ministerstwo Wyznań Religijnych. Wprost
jest zmuszony do ewakuacji. Szóstego dnia po rozpoczęciu wojny, gdy przez radio ogłoszony został Oficjalny komunikat, że wojska niemieckie przerwały front polski pod Tomaszowem Mazowieckim i idą na Warszawę, i że ci, którzy otrzymali rozkaz, muszą opuścić Warszawę, ks. Biskup J. Bursche, przynaglony przez dyrektora departamentu wyznań, Potockiego, otrzymuje rozkaz wyjazdu z Dowództwa Korpusu, i udaje się pieszo w nocy na dworzec wschodni, gdyż inne dworce były już nieczynne i dla cywilnych niedostępne.
Ks. Biskup J. Bursche, mając protezę, nie mógł wsiąść do wagonu towarowego, był więc wniesiony. Był to pociąg towarowy. Ewakuowano nim szpital
wojskowy z Łodzi. Ks. Biskup J. Bursche rzucił się na leżącą wiązkę słomy i tak w palcie zasnął. Było bowiem dawno po północy.
Przed południem dnia następnego pociąg zatrzymał się na dłuższy postój w Pilawie. Tymczasem nastąpił nalot samolotów niemieckich i bombardowanie pociągu, mimo że na dachach widniały znaki ochronne: krzyże czerwone i duże litery: P. C. K. (Polski Czerwony Krzyż). -- Wszyscy powyskakiwali z wagonów i ukryli się w krzakach i pod drzewami, pozostali ciężko ranni i ks. Biskup J. Bursche, który przez swe kalectwo nie mógł wyskoczyć z wagonu. Tak więc przetrwał i tę, graniczącą z momentem śmierci, godzinę nalotu.
Po 36 godzinach dojechaliśmy do Lublina. Widać było, że ks. Biskup J. Bursche był podniesiony na duchu. Serdecznie pożegnał się z towarzyszącym mu i opiekującym się nim pastorem i udał się na plebanię przy kościele ewangelickim. W najbliższą niedzielę stanął na ambonie, by głosić Stówo Boże i pokrzepić oczekujących pociechy religijnej strapionych wypadkami wojennymi swoich współwyznawców. Kazaniu jego przysłuchiwało się gestapo. Po nabożeństwie, gdy ks. Biskup J. Bursche siedział przy śniadaniu, wpadli gestapowcy do plebanii i uprowadzili go wraz z diakonem Szendlem. Z Lublina przewieziono go do Radomia, a stąd do Berlina. Ostatecznie osadzony został w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu, wraz z pastorem Niemoellerem i biskupem lubelskim,
ks. Gorałem. -- Tutaj przemęczył się w osobnej celi dwa lata.
* * *
Odszedł od nas na zawsze. Opuścił swoje stanowisko i swą pracę, kiedy był najbardziej potrzebny. Pozostawił po sobie wielki, niekłamany żal wśród tych, którzy umieją ocenić ideową, czystą, bezinteresowną, pełną poświęcenia pracę. Odszedł, jako szczery, czystych rąk wielki CZŁOWIEK.
Pozostawił po sobie pustkę, którą oby Bóg dozwolił jak najprędzej zapełnić. -- Pozostawił dobre, acz bardzo bolesne wspomnienie.
Wspomnienie -- to cicha nuta, wyjęta z tonów przeszłości...
Wspomnienie -- to pustka głucha, na której groby bieleją...
Za: "Strażnica Ewangeliczna" Nr 6/1952, s. 65-69.
e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2004 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP