
![]()
|
bp Juliusz Bursche |
[Mąż Boży] Zborowniczka Bp Juliusz Bursche (1862-1942), Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, przywódca polskich ewangelików. Członek wielu towarzystw naukowych, charytatywnych i patriotycznych. Doktor h.c. Wydziału Teologii Ewangelickiej UW. Więzień obozu koncentracyjnego w Schsenhausen-Oranienburg. Zmarł w szpitalu więziennym Moabit w Berlinie. |
"Nawet w sędziowości przyniosą owoc, czerstwymi i zielonymi będą."
Psalm 92, 15.
Tajemnicę życia i służby mężów Bożych kryją w sobie częstokroć skromne ustronia wiejskie i zacisza górskie, z dala od rozgwaru
wielkich miast, gdzie duszą przebywa sam na sam ze swym Bogiem. Tam jest często kuźnia najwspanialej lśniących narzędzi sprawy Bożej, przekutych i przetopionych ręką Mistrza na kowadle Słowa Bożego w ogniu Jego miłości.
Gdy patrzyliśmy na sędziwą postać pierwszego Biskupa naszego drogiego Kościoła, śp. dra Juliusza Burschego, to niejeden z nas pytał, skąd taka czerstwosć Jego postaci i zieloność służby w Winnicy Pańskiej? Wspaniale wypełniały się na Nim słowa obietnicy dla ludzi, usprawiedliwionych łaską Chrystusa, do których należał i nasz sp. Biskup-Męczennik. Zawsze czynny, trwający w gotowości swego powołania, mimo wieku zapalony dla spraw pracy Królestwa Bożego na ziemi, szukający społeczności sług Słowa Bożego całego świata w zjazdach pokoju i miłości Chrystusowej, czerstwy i zielony, przynoszący owoc i w sędziwości.
A oto gdy przed wielu laty stanęłam przed górskim "Zaciszem" w Wiśle śląskiej, gdy zachwycałam się pięknie i troskliwie pielęgnowanymi krzakami róż i barwnych krzaków, odbijającymi się jaskrawo od ciemnego kolorytu otaczającego lasu; gdy zeszłam po skalistych, stromych stopniach do kryształowej rzeki, to zrozumiałam, czym to "Zacisze" było dla Sługi Kościoła, śp. Biskupa Burschego.
Tam był sam z Bogiem, stawał przed Nim, jakim był grzesznym, słabym -- tam, słyszał głos łaski, otrzymywał nowe rozkazy od swego Pana. Tam, nie tylko obmywał swe zmęczone ciało w orzeźwiającym nurcie rzeki, do której schodziło się skaliście stromo, ale duszę swą obmywał też krwią Zbawiciela i stawał znów czerstwym i zielonym do dalszej pracy. Tam w owym samotnym "Zaciszu" pracował od świtu nad plewieniem ostrych chwastów w ulubionym ogrodzie i parku, obcinał kolące krzaki pięknych róż, szczepił, podlewał -- tam radował się serdecznie ze swojej pracy, gdy owoc jej radował i drugich.
Jakże roześmiane były wówczas oczy Ogrodnika Czcigodnego, zwykle tak surowe i poważne.
Zrozumiałam tajemnicę siły zwiastowania mocy Ewangelii zbawienia, jaką usłyszałam w swej młodości z ust Sługi sprzed ołtarza drogiego macierzystego Kościoła: "Mając tedy, bracia, śmiałość wejść do miejsca świętego przez krew Jezusową, drogą nową i żywą, którą nam poświęcił przez zasłonę, to jest przez ciało swoje, i mając kapłana wielkiego nad domem Bożym, przystąpmyż ze szczerym sercem, w pełności wiary, mając oczyszczone serce od sumienia złego i ciało omyte wodą czystą".
A teraz wiem, że Pan Winnicy kazał Swemu słudze iść ciernistą, stromo skalistą ścieżką cierpień dla sprawy, którą ukochał -- aby i tam, gdzie rada bezbożnych szydziła z Boga, widziano moc Wszechobecnego w mężu-męczenniku, który "nawet i w sędziwości przyniósł owoc, czerstwym i zielonym będąc."
Zaiste: "Droga jest przed oczyma Pańskimi śmierć świętych Jego" (Ps. 116, 15).
Za: "Strażnica Ewangeliczna" Nr 6/1952, s. 78-79.
e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2001-2002 Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP