
![]()
|
bp Juliusz Bursche |
[Trzy spotkania z Biskupem] Zofia Paprocka Bp Juliusz Bursche (1862-1942), Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, przywódca polskich ewangelików. Członek wielu towarzystw naukowych, charytatywnych i patriotycznych. Doktor h.c. Wydziału Teologii Ewangelickiej UW. Więzień obozu koncentracyjnego w Schsenhausen-Oranienburg. Zmarł w szpitalu więziennym Moabit w Berlinie. |
Z Parafią Ewangelicko-Augsburską Św. Trójcy w Lublinie byłam
związana jako parafianka i członek ewangelickiej organizacji młodzieżowej.
Rodzina moja była zaprzyjaźniona z ówczesnym ks. diakonem Froelichem i jego
rodziną. Z tego też powodu często bywałam w domu pastorostwa. We wrześniu 1939
roku przechodziła przez Lublin ogromna liczba uchodźców ewakuujących się wraz z
rządem polskim. Tędy bowiem wiódł szlak z Warszawy na Lwów. Ta fala nie ominęła
także naszej parafii. Od pastorowej dowiedziałam się że na polecenie władz
państwowych opuścił Warszawę zwierzchnik naszego Kościoła ks. bp Juliusz Bursche,
który wraz z rządem przyjechał do Lublina i zatrzymał się na naszej plebani.
BOMBARDOWANIE
Było to 9 września 1939 roku. Nasze miasto przeżyło wtedy kolejny nalot
niemieckich bombowców, który pochłonął wiele ofiar. Najbardziej ucierpiały
budynki przy ulicy Krakowskie Przedmieście, nieopodal której stoi nasz kościół i
plebania. Nalot ten przebyłam w mieszkaniu pastorostwa Froelichów wraz z
nieżyjącą już moją siostrą. Pamiętam jak schroniliśmy się w środkowej części
domu, gdzie znajdował się wtedy przestronny hol, był tam z nami także ks.
biskup. Baliśmy się bardzo bo bomby spadały bardzo blisko, huk był tak ogromny,
że cały dom trząsł się w posadach. Jako pracownica Lubelskiej Fabryki Samolotów
przeżyłam już wcześniejszy nalot na tę fabrykę i widziałam naocznie jego skutki.
Widziałam dom, który na moich oczach zmienił się w stertę gruzu, oraz wielu
zabitych i rannych. Zginęło wtedy wielu moich kolegów. Dlatego też podczas
nalotu, gdy przebywaliśmy na plebani bardzo się bałam, czego starałam się nie
okazywać. Zwróciłam się wtedy z prośbą do ks. biskupa aby nie podchodził do
okna, gdyż jest to niebezpieczne. Na to ks. biskup Bursche bardzo spokojnie i z
powagą, oraz z niezrozumiałym dla mnie wtedy uduchowieniem powiedział: "Ja
jestem stary a wszystko jest w ręku naszego Boga." Lekko zgarbiony ze złożonymi
rękami spokojnie spacerował wzdłuż całego hollu, tam i z powrotem. Pamiętam, że
po tych słowach przylgnęliśmy do ścian, a żona któregoś z pastorów otuliła
główki dwojga z dzieci w zdjęte z wieszaka palta. I tak w milczeniu trwaliśmy
przez cały czas trwania nalotu. Po bombardowaniu tłum uciekinierów opuszczał w
pośpiechu parafię. Byłam świadkiem rozmowy prowadzonej na podwórku przed
plebanią, gdzie nieznany mi mężczyzna proponował ks. biskupowi wspólny wyjazd z
Lublina, odpowiedzi nie usłyszałam, ale widziałam jak odjechał sam. Od
pastorowej dowiedziałam się, że ks. bp Bursche nie chce wyjeżdżać z miasta.
Oboje z mężem namawiali go, aby schronił się w innej miejscowości, ponieważ
nasze miasto, ze względu na fabrykę samolotów zapewne w dalszym ciągu będzie
celem nalotów, jednakże jak się okazało bezskutecznie.
ŚLUB
Po raz drugi zetknęłam się z ks. biskupem, gdy zwróciłam się do niego z prośbą o
udzielenie mi i mojemu narzeczonemu ślubu, ponieważ był on porucznikiem Wojska
Polskiego i walcząc w kampanii wrześniowej znalazł się wraz z wycofującymi się
oddziałami w Lublinie. Ksiądz biskup przyjął mnie bardzo życzliwie i tylko się
uśmiechnął, gdy tłumaczyłam się, iż nie posiadamy wszystkich koniecznych
dokumentów. Tłumaczyłam się także z tego, że przyszłam sama, ponieważ narzeczony
mój organizuje obronę miasta i zgłosi się jak tylko będzie mógł z zezwoleniem
swego dowódcy, jednak nie mogę powiedzieć o której to będzie godzinie. Ks.
Biskup Bursche uspokoił moje obawy i powiedział, że udzieli nam ślubu bez
względu na porę dnia czy nocy.
Ksiądz bp. czekał na nas, a ja w domu czekałam na narzeczonego. Z obawy przed
nalotem schroniliśmy się z całą rodziną w piwnicy, gdzie przesiedzieliśmy noc. W
piątek nad ranem mój narzeczony wbiegł do piwnicy w zakrwawionym mundurze,
oznajmiając nam, że się wycofują z Lublina. Kilka godzin później miasto zajęte
zostało przez Niemców. Było to 18 września 1939 roku. Nazajutrz w sobotę poszłam
na parafię, aby przeprosić ks. biskupa za zamieszanie, pani pastorowa nie
pozwoliła mi jednak zobaczyć się biskupem Bursche, mówiąc abym się lepiej nie
plątała po plebani, gdyż w budynku urzęduje już Gestapo. Radziła mi być ostrożną
i przeczekać.
NABOŻEŃSTWO
Na niedzielne nabożeństwo do naszego kościoła przy ulicy Ewangelickiej, z całej
naszej rodziny wybrała się tylko moja ciotka i ja. Ludzi było bardzo mało, a
nabożeństwo odprawiał ks. biskup Juliusz Bursche. W ostatnich ławkach siedziało
dwóch umundurowanych Niemców, którzy po skończonym nabożeństwie udali się za
Księdzem Biskupem na plebanię.
W poniedziałek pastorowa powiedziała mi, że ks. Biskupa aresztowano i już
osadzono w więzieniu na Zamku. Dodała także, ażebym była ostrożna i ograniczyła
wizyty u nich. Niemniej po kilku dniach odwiedziłam pastorostwo raz jeszcze, aby
dowiedzieć się los ks. Biskupa. Wtedy to, dowiedziałam się, że ks. bp Bursche
jest w rękach Gestapo i w niczym nie można mu pomóc. Pani pastorowej udało się
jedynie podać do więzienia trochę odzieży i małą paczkę z żywnością. W kilka dni
później od ludzi na mieście i pod więzieniem dowiedziałam się, że pierwsi
aresztowani zostali już wywiezieni z Lublina, oraz że był wśród nich ksiądz
ewangelicki.
e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2001-2002 Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP