
![]()
|
bp Juliusz Bursche |
[Ostatnie chwile śp. Biskupa Burschego] ks. Edward Szendel Bp Juliusz Bursche (1862-1942), Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, przywódca polskich ewangelików. Członek wielu towarzystw naukowych, charytatywnych i patriotycznych. Doktor h.c. Wydziału Teologii Ewangelickiej UW. Więzień obozu koncentracyjnego w Schsenhausen-Oranienburg. Zmarł w szpitalu więziennym Moabit w Berlinie. Więcej... |
Jestem tym, który jako naoczny świadek najwięcej może powiedzieć o ostatniej, krzyżowej drodze naszego drogiego Biskupa-Męczennika. Każde ważniejsze słowo, wypowiedziane do mnie przez Biskupa, u progu Jego śmierci, do dziś brzmi w moich uszach i uważam za najświętszy swój obowiązek wobec zmarłego, naszego Kościoła i historii skreślenie tych wspomnień.
W nocy z 6 na 7 września 1939 r. otrzymał Biskup telefoniczne wezwanie od władz ówczesnych opuszczenia Warszawy. Napastnik
hitlerowski zbliżał się do stolicy... Biskup zwrócił się do mnie, abym Mu towarzyszył. Dojechaliśmy do Lublina, tu pozostaliśmy. Wiedząc jakie niebezpieczeństwo zagraża Biskupowi w razie dostania się w ręce hitlerowskie, namawiałem Biskupa, by kierował się ku granicy i szukał ocalenia poza krajem, jak to czyniło tysiące innych. Biskup odpowiadał na każde takie moje naleganie: "Ja z Polski nie ucieknę, ja chcę razem z Polską cierpieć."
Wreszcie wojsko hitlerowskie wkroczyło do Lublina. Już dnia 3 października o godz. 8.30 przyjechało do plebanii ewangelickiej w Lublinie, gdzie mieszkaliśmy, dwóch oficerów gestapo z rozkazem w lęku aresztowania Biskupa. Aresztowali nas oni i zawieźli do Radomia. Tam osadzono nas w areszcie gestapo, odbierając złoty krzyż biskupa, zegarki, pieniądze itp. W ciągu 3 dni pozostawiono nas zupełnie bez jedzenia. Czas
urozmaicali nam gestapowcy ciągłym wpadaniem do celi, wymysłami, grożeniem, że nas powieszą lub rozstrzelają. Po różnego rodzaju szykanach, zaczęły się badania, które trwały nieomal tygodnie. Że badania te były pełne krzyków, złorzeczeń, wymyślań, że do Biskupa mówiono "ty" lub obrzucano Go wyzwiskami -- o tym każdy wie, kto przeszedł hitlerowskie więzienie. Biskupowi stawiano najrozmaitsze zarzuty, które właściwie streszczały się w jednym: Biskup winien jest temu,
że władze Kościoła ewangelickiego w Polsce kierowały Kościołem w duchu polskim, że Kościół
ewang. w Polsce zwalczał hitleryzm,
a Biskup był jednym z największych wrogów hitleryzmu w Polsce. Początkowo byliśmy badani razem, po dwóch tygodniach zaczęto
badać nas osobno; Biskupowi wmawiano, że ja oskarżam Jego i denuncjuję, we mnie wmawiano, że Biskup mnie obciąża. Oczywiście taktyka ta nie osiągnęła żadnego celu. Podczas tych badań gestapowcy uderzyli Go kilkakrotnie w twarz. Mnie bito tak, że z biegiem czasu straciłem słuch na jedno ucho.
Wieczorami i w nocy podczas tych ciężkich tygodni pełnych udręk Biskup modlił się gorąco, a szczególnie często modlił się za przyszłość naszego Kościoła. W areszcie gestapo Biskup opowiadał mi dzieje całego swego życia. Nieraz powtarzał: "Gdy patrzę wstecz na te długie lata mej pracy w Kościele, mam czyste sumienie wobec Boga i Kościoła, którym służyłem według mych sił, według mego najlepszego zrozumienia. Kościół nasz przejdzie teraz przez cierniową drogę. Dużo księży i wiernych cierpieć będzie prześladowanie, straci życie. Ale bramy piekielne nie przemogą Kościoła, przyszłość Kościoła naszego jest jasna i pewna." Powiadał też do mnie: "Żal mi bardzo ciebie bracie, że za mnie musisz tak ciężko cierpieć, ale módl się, wierz, bądź wierny Bogu, a Bóg
cię nie opuści i Kościół nasz o tobie nie zapomni".
Raz takich wypowiedzi Biskupa podsłuchali gestapowcy, wpadli do celi i zbili nas dotkliwie.
Dnia 14 listopada 1939 r. wieczorem gestapowcy wpadli do naszej celi i powiedzieli Biskupowi, że będzie wywieziony do Berlina.
Biskup prosił gestapowców, abym mógł pojechać razem z Nim. Ci zaś odpowiedzieli:
"Tak, chcieliśmy to zrobić, ponieważ jednak ty o to "prosisz, on pozostanie tutaj i będzie powieszony, ty zaś będziesz rozstrzelany w Berlinie". Biskup zwrócił się przy gestapowcach do mnie: "Nie lękaj się! sumienie mamy czyste. Bóg z nami!". Słowa te doprowadziły gestapowców do wściekłości...
Nazajutrz 15 listopada o godz. 8,30 rano Biskup po spożyciu suchego kawałeczka chleba i kubka czarnej gorzkiej kawy -- zwykłego naszego śniadania -- pożegnał się ze mną ze łzami w oczach, prosząc, abym pozdrowił małżonkę Jego, dzieci, krewnych i znajomych. To były ostatnie Jego słowa skierowane do mnie. Dwóch oficerów gestapo zaprowadziło Biskupa do otwartego samochodu, którym wyjechał w drogę, aby już nigdy nie wrócić.
Mnie osadzono w więzieniu w Radomiu a potem wywieziono do obozu koncentracyjnego w
Oranienburgu. Tam znaleźli się też trzej
bracia i wnuk Biskupa, -- wszyscy mężczyźni z Jego najbliższej rodziny (syn Jego został rozstrzelany).
Zebrało się też w obozie kilkunastu polskich księży ewangelickich. Braci Biskupa wywieziono później do obozu
konc. w Gusen, nas pozostawiono jeszcze w Oranienburgu. Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że w więzieniu obozowym znajduje się ponoć jakiś polski Biskup. Polscy więźniowie -- katolicy -- pewni byli, że to katolicki Biskup. Nie wiedzieli, o tym, że katoliccy biskupi z nielicznymi wyjątkami, z prymasem Polski na czele, przetrwali wojnę z dala od hitlerowskich obozów. Dopiero, gdy dotarła do nas pogłoska, że Biskup ten, który na silnym mrozie musiał po przyjściu do obozu stać kilka dni przed bramą obozową w cienkim płóciennym
"pasiaku", jest siwowłosym starcem o jednej nodze, pewni byliśmy już niemal, że to nasz Biskup.
Zacząłem przemyśliwać nad tym, w jaki sposób mógłbym zbliżyć się do Biskupa. Był to trudny problem: nawet do drogi, wiodącej do
odizolowanego od obozu więzienia, nie było wolno zbliżać się więźniom. Gdy jednak dowiedziałem się, o jakiej porze dnia "mieszkańcy" więzienia odbywają swoje codzienne przechadzki po podwórzu więzienia obozowego, nie wahałem się dłużej. Pracowałem wtedy w
"Strassenkommando", czyli miałem zajęcie zamiatacza ulic obozowych, którego zazdroszczono mi powszechnie. Z kubełkiem i miotłą w ręku wkradłem się około południa na uliczkę prowadzącą do więzienia. Wśród obchodzących
wokoło podwórze więźniów ujrzałem przez sztachety bramy naszego Biskupa. Gdy zakręcił i znalazł się twarzą w twarz ze mną, poznał mnie. Musiało Nim to wstrząsnąć niewątpliwie, gdy po długim okresie cierpienia w berlińskim Moabicie (gdzie zetknął się z Nim przelotnie ks. pastor
Friszke) i po męce więzienia obozowego w Oranienburgu, gdy po długim czasie przebywania wśród samych katów i naśmiewców, a w najlepszym wypadku w samotności, ujrzał znów przyjaznego i oddanego Mu człowieka. Ale Biskup musiał już zdobyć nie jedno doświadczenie obozowe, bo twarz Mu się na mój widok nie zmieniła. Spojrzał tylko spokojnie na wszystkie strony i dopiero upewniwszy się, że nikt nie zwraca Nań uwagi, przesłał mi lekki, nieznaczny uśmiech i porozumiewawczo mrugnął oczami.
W najbliższych dniach kilku księży pastorów, a wśród nich wnuk Biskupa, wypożyczyli ode mnie fachowe narzędzia zamiatacza ulic
i kryjąc się przed kapem mego komanda, znaleźli sposobność pozdrowienia bez słów Biskupa. -- W kilka dni później wszyscy księża skierowani zostali z transportem z Oranienburga do
Dachau. Biskupa już więcej nie ujrzeliśmy.
Potem doszła nas wieść, że zmarł on w szpitalu osmańskim w Berlinie dobity zastrzykami. Nie mogli się już doczekać gestapowcy Jego śmierci, bo ciało Jego było równie, jak i duch Jego, hartowne i mocne, sięgnęli więc po morderczy zastrzyk.
Tak zginął wierny aż do śmierci i to śmierci męczeńskiej Biskup naszego Kościoła. W chwili śmierci dnia 20 lutego 1942 r. miał prawie 80 lat.
Od Redakcji: Do gestapo w Warszawie wezwano kilka dni. po śmierci Biskupa rodzinę Jego i podano zgon do wiadomości. Wydania
prochów odmówiono. Córka Biskupa, Helena, wykrzyknęła wtedy: "Cóż to i prochów jego jeszcze się boicie?!", co wywołało zrozumiałą wściekłość gestapowca.
Za: "Strażnica Ewangeliczna" Nr 6/1952, s. 63-64.
e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2001-2002 Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP