Witryna Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP


Wnętrze kościoła św. Trójcy w Warszawie po odbudowie[Zniszczenie i odbudowa kościoła św. Trójcy w Warszawie]

siostra Regina Witt

W czwartą niedzielę października 1981 roku, obchodziliśmy 200-lecie poświęcenia Kościoła Świętej Trójcy w Warszawie, na placu Małachowskiego. W związku z powyższym jubileuszem, postaram się, chociaż z ciężkim sercem i nie bez emocji, sięgnąć do czasów II wojny światowej, a także do powojennej historii naszej stołecznej parafii.

Przedwojenne społeczeństwo ewangelickie, cechowała szczególnie wielka ofiarność, przywiązanie do kościoła, patriotyzm wybitny zmysł społeczny. Toteż parafia warszawska, jak żadna inna, miała liczne zakłady charytatywne oraz prowadziła szeroko zakrojoną działalność oświatową i kulturalną na terenie naszego kraju. Wychowała wiele pokoleń i stąd właśnie - aż do nią dzisiejszego - to wielkie przywiązanie do umiłowanej „matki zborów polskich".

Najazd hitlerowskich Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku był początkiem zniszczenia tego wielkiego dorobku, a także wielką katastrofą dla ewangelicyzmu polskiego. Już w pierwszych dniach wojny spadły pobliski na nasz kościół, monumentalne dzieło Zuga w kształcie rotundy, krytej potężną kopułą z drzewa modrzewiowego, zwieńczonej wysmukłą latarnią na szczycie, z portykiem wejściowym o doryckich kolumnach. Dnia 16 września od bomb zapalających, świątynia, która była dumą polskich ewangelików, stanęła w ogniu. Płonęła jak potężna pochodnia, a niszczycielskie języki ognia spaliły doszczętnie misterne wiązania kopuły oraz cały wystrój kościoła.

Dnia 3 października, został aresztowany Lublinie ks. bp Juliusz Bursche, (I proboszcz parafii warszawskiej w latach 1898-1920), następnie- wywieziony do obozu koncentracyjnego. Za swoją działalność i patriotyczną postawę zapłacił męczeńską śmiercią.

W kilka dni później, dnia 8 października, zostali uwięzieni księża z parafii ewangelicko-augsburskiej w Warszawie: ks. August Loth - I proboszcz, ks. Zygmunt Michelis - proboszcz, ks. Stanisław Kożusznik, ks. Otton Krenz, i inni. Parafia została podzielona na polską i niemiecką - najeźdźcy korzystając z okazji, zagarnęli prawie cały majątek zboru warszawskiego.

Ciemne dni okupacji hitlerowskiej ciągnęły się w nieskończoność. Była ona brzemienna nie tylko w ciężkie doświadczenia, ale stała się także wielką próbą dla ewangelicyzmu polskiego. Niemcy w sposób przebiegły starali się wmówić, że ewangelik musi być narodowości niemieckiej i wywierali presję o przyjmowanie volkslisty. Natrafili jednak na zdecydowany opór patriotycznego społeczeństwa ewangelickiego. Wobec takiej postawy, hitlerowcy tym bardziej znęcali się nad polskimi ewangelikami, masowo zsyłając ich do obozów zagłady. Starali się również poniżyć ewangelików.

W czasie transportu Polaków do obozu koncentracyjnego, wyznaczano specjalnie naszych duchownych do wynoszenia z wagonów ekskrementów po wszystkich innych więźniach. Niemcom chodziło o to, żeby ich upokorzyć i zdeptać. Im więcej nasi księża wykazywali hartu ducha i głębokiej wiary, tym bardziej byli prześladowani przez oprawców hitlerowskich.

Ewangelicy warszawscy, głęboko odczuli swą bezdomność, z powodu zupełnej utraty kościoła Świętej Trójcy. Wobec powstałej sytuacji, nabożeństwa zostały przeniesione do sali konfirmacyjnej, którą niestety trzeba było dzielić z Niemcami. Ci zaś zachowywali się jak gdyby byli jedynymi właścicielami, utrudniając nam użytkowanie sali i nie licząc się z nami zupełnie. Gdy czekaliśmy przy wejściu do sali na nasze nabożeństwo, byliśmy często przez Niemców popychani i obrzucani pogardliwymi epitetami, chociaż łączyła nas jedna wiara. Była to dla nas dodatkowa udręka duchowa. Do dziś jeszcze pamiętam bezbrzeżny smutek, a nawet łzy w oczach naszych wyznawców i przygnębiającą atmosferę przedłużającego się nieraz wyczekiwania, zanim mogliśmy rozpocząć polskie nabożeństwo ewangelickie.

W czasie II wojny światowej parafia ewangelicka poniosła olbrzymie straty materialne. Zniszczone zostały wszystkie zakłady charytatywne oraz plebania, zborownicy warszawscy potracili swoich bliskich, swoje mienie, warsztaty pracy i wreszcie zostali rozproszeni po całym kraju, a nawet poza jego granicami.

W roku 1945, wkrótce po Powstaniu Warszawskim, ewangelicy - którzy powrócili z tułaczki - przystąpili nieomal natychmiast ze swoim proboszczem, ks. Zygmuntem Michelisem, do odgruzowywania i zabezpieczenia zburzonej świątyni. Mimo wielkiego ubóstwa, ale z głęboką wiarą w cudowną pomoc Bożą, podjęli trud rekonstrukcji kościoła. Odbudowa była w tych warunkach wyjątkowo trudna i wymagała olbrzymich funduszów, na które absolutnie sami nie mogli się zdobyć. Toteż w krótkim czasie powstał przy Parafii Świętej Trójcy Komitet Odbudowy Kościoła, który koordynował wszystkie prace - a na czele jego stanął ks. proboszcz Zygmunt Michelis. Zasłużonym i ofiarnym współinicjatorem odbudowy był kurator parafii, inż. Henryk Martens. Plany sporządził aren. inż. Teodor Bursche, kopułę stalową zaprojektował inż. Jan Hempel, a konstrukcję stalową wykonał „Mostostal" w Zabrzu.

Parafianie warszawscy jeszcze raz - tak jak przed laty - złożyli dowody serdecznego przywiązania do swojej świątyni i okazali gotowość do składania ofiar na jej rekonstrukcję.

Tym razem niestety, stać ich było tylko na „wdowie grosze", ale przynosili je gorącym i ufnym sercem w Opatrzność Bożą, że ona je rozmnoży. Bywały też nieraz wzruszające momenty, jak np. niektórzy zborownicy zdejmowali w naszej obecności z palców swoje obrączki ślubne, przeznaczając je na pozłocenie krzyża, żeby mógł znowu błyszczeć jak dawniej na chwałę Bożą i dawać świadectwo chrześcijańskie.

Pracowałam wtedy w kancelarii parafialnej, do mnie należało między innymi przyjmowanie ofiar na odbudowę kościoła - byłam więc często świadkiem takich wymownych gestów. W tym okresie najważniejszą jednak sprawą było doprowadzenie kościoła Świętej Trójcy do stanu używalności. Był on przedmiotem naszych gorących modlitw, ale i olbrzymich wysiłków połączonych z żelazną wytrwałością.

Nagle, spadł na nas straszliwy cios. W roku 1951, kiedy została już ustawiona konstrukcja stalowa kopuły z krzyżem, władze państwowe przejęły kościół Świętej Trójcy w Warszawie, przeznaczając go na cele świeckie. W roku 1953, kopułę kościoła pokryto blachą miedzianą a gloriettę zakończono iglicą. Cały sakralny obiekt przejęło Ministerstwo Kultury i Sztuki z przeznaczeniem na salę koncertową.

Można sobie wyobrazić, jak byliśmy wszyscy wstrząśnięci tym, co się stało. Ten dramat, ks. Zygmunt Michelis przeżywał razem z nami, ale się nie załamał. Zebrał wszystkie swoje siły i całą energię, żeby tylko odzyskać z powrotem naszą ukochaną świątynię. Setki podań - pióra naszego proboszcza - wychodziło z kancelarii parafialnej, a głównym ich argumentem było to, że kościół Świętej Trójcy jest zabytkiem sakralnym wysokiej klasy historycznej i musi służyć celom sakralnym. Walka była ciężka i długa. Na szczęście, znaleźliśmy poparcie u naszego społeczeństwa. Instytucje, którym oferowano świątynię, odmawiały przyjęcia, twierdząc, że się nie nadaje do proponowanych funkcji. Ostatnia oferta, została także odrzucona z powodu złej akustyki. W międzyczasie, odbudowano Filharmonię, a więc miejsce na koncerty zostało już zapewnione.

W końcu października 1956 roku, parafia odzyskała z powrotem swoją świątynię i na latarnię kopuły powrócił krzyż. Pierwsze nabożeństwo odbyło się w miesiąc później, 18 listopada, w prowizorycznie przygotowanej części kościoła. Ołtarz umieszczono w bocznym oknie, po prawej stronie, natomiast pośrodku kościoła znajdował się las rusztowań. W tej' sytuacji nie wszyscy wierni mogli się zmieścić wewnątrz, lecz tłumnie zebrani przed kościołem, dali wyraz swojej wielkiej wdzięczności, Bogu i ludziom.

Od tej pory, parafia w szybkim tempie kontynuowała dzieło odbudowy, przy jednoczesnym używaniu kościoła na regularne nabożeństwa niedzielne. Wobec powyższego, trzeba było za każdym razem likwidować ołtarz, a sprzęt, naczynia komunijne i szaty liturgiczne wynosić do kancelarii parafialnej. Funkcję tę wykonywała ówczesna zakrystianka i była organistka s. Ewelina Krygiel, której pomagałam, ponieważ praca ta była trudna i uciążliwa, zwłaszcza w okresie zimowym.

W dniu wigilijnym następnego roku, mogliśmy już oglądać wspaniałe sklepienie kopuły, ozdobione kasetonami, wykonanymi w tynku ciągnionym - wykonała je firma Bronisława Matulki, ołtarz wrócił na właściwe miejsce i zniknęły już rusztowania wypełniające środek kościoła.

Jednocześnie z posuwającymi się pracami, zaczęły napływać liczne ofiary z całego kraju. Pomocy finansowej udzieliły także ponownie liczne instytucje zagraniczne:. Zjednoczony Kościół Luterański w USA, Światowa Federacja Luterańska (LWF), Szwajcarska Pomoc Kościelna (HEKS), oraz w naturze - organy używane, Niemiecka Pomoc Kościelna (EKD), oraz Polski Kościół Ewangelicki na emigracji.

Na wspomnienie zasługują także gesty ekumeniczne ze strony Kościoła Rzymskokatolickiego. Pierwsza ofiara, jaka wpłynęła na odbudowę naszej świątyni, pochodziła od księży z parafii Narodzenia NMP na Lesznie (dzisiaj Solidarności). Innym razem, gdy rozeszła się wiadomość, że otrzymaliśmy z powrotem kościół Świętej Trójcy, odwiedzili nas między innymi i duchowni katoliccy, żeby okazać nam swoją radość i solidarność chrześcijańską.

W trakcie rekonstrukcji kościoła ambonę przesunięto na lewą stroną, koło prezbiterium. Przed wojną znajdowała się ona nad ołtarzem. Wymagała tego koniecznego zabiegu monumentalna architektura kościoła w stylu klasycznym. Ołtarz, który powinien być w kościele punktem centralnym, po tej zmianie, prezentuje się teraz bardziej okazale. Inicjatorem tej zasadniczej zmiany, był ks. proboszcz Zygmunt Michelis, w porozumieniu z inż. T. Bursche i Urzędem Konserwatorskim.

Nadszedł wreszcie długo oczekiwany dzień. Uroczystość poświęcenia odbudowanego kościoła Świętej Trójcy w Warszawie, odbyła się dnia 22 czerwca 1958 roku. Było to wielkie i radosne święto nie tylko dla ewangelików warszawskich, ale także dla wszystkich naszych współwyznawców w Polsce, jak również dla całej rodziny luterańskiej poza jej granicami. Już w godzinach porannych, na placu Małachowskiego, otworzyły się podwoje- pięknej „katedry" przed ludem Bożym. Zapraszała ona przybyłych na tę uroczystość konsekracyjną, aby złożyli dziękczynienie Panu i Dawcy rozlicznych łask Bożych.

O ważności tego dnia, świadczą setki przyjezdnych z wielu miast i miasteczek, około 100 księży z kościoła luterańskiego i innych kościołów chrześcijańskich, poza tym 50 delegatów duchownych i świeckich z kilkunastu krajów. Spośród wielu gości i zagranicznych należy wymienić: dr. Franklina C. Fry'a - prezydenta Światowej Federacji Luterańskiej, Bp J. Lilje, dr. W. Visser't Hooft'a - sekretarza Światowej Rady Kościołów, dr. H. Hellsterna - dyrektora Szwajcarskiej Pomocy Kościelnej i dr. C. Lund-Quist'a - sekretarza Światowej Federacji Luterańskiej.

Odbudowaną świątynię wypełniło po brzegi przeszło 5 000 wiernych.

Uroczyste nabożeństwo konsekracyjne rozpoczęło się procesjonalnym pochodem duchowieństwa i delegatów parafialnych przed wejściem do świątyni, wiceprzewodniczący Komitetu Odbudowy Kościoła Świętej Trójcy, inż. Andrzej Wiediger, wręczył ks. bp Karolowi Kotuli klucze od kościoła. Uroczystego otwarcia dokonał ks. proboszcz Zygmunt Michelis. Następnie, ks. bp K. Kotula dokonał poświęcenia kościoła, prosząc Boga o błogosławieństwo świątyni.

Pierwszy przemówił dr Fry. Czcigodny mówca wyraził wielką radość, że mógł wziąć udział w tym nabożeństwie i powiedział między innymi: ...Jak Salomon z wyciągniętymi rękami poświęcamy tę odbudowaną świątynię i prosimy, aby ją Bóg uczynił miejscem ciszy, modlitwy i pokoju. U was jednak jest inaczej, niż było za czasów Salomona. Bóg jest w tych murach od wielu pokoleń i zawsze pokrzepiał serca wasze. Niech więc i nadal będzie wasza radością i ukojeniem w dniach ciężkich i beznadziejnych waszego życia".

Następnie kazanie wygłosił ks. dr H. Hellstern z Zurichu, na temat: „Wszakże ja nie zapomnę o tobie" - Iz. 49,15. Ks. H. Hellstern mówił: ...Drodzy bracia i siostry. Bóg nie zapomniał o was! Dzisiaj wszyscy się radujemy i składamy dzięki naszemu Panu, za Jego wielką dobroć i miłość. Wy, bo obchodzicie uroczystość poświęcenia waszego kościoła, my zaś, przyjechaliśmy specjalnie ze wszystkich stron świata i z różnych kościołów, żeby razem z wami dzielić tę wielką radość ".

"Dwanaście lat temu odprawiałem tu pierwsze nabożeństwo. Był to rok 1946, świątynia była w gruzach, na murach wokoło rosły brzózki, zamiast kopuły, widać było błękitne sklepienie nieba. Gdziekolwiek spojrzałem, wszędzie było widać zgliszcza i wielki smutek napawał wówczas serce moje. Dzisiaj dobrze wiemy, jakiej mocy nabierają słowa obietnicy Pańskiej: „Wszakże ja nie zapomnę o tobie". I nie zapomniał o was ten najlepszy Ojciec w niebiesiech".

„Umiłowani w Panu, dzień dzisiejszy ma poza tym swoja głęboką symbolikę. Stanowimy tu przecież prawdziwą rodzinę ekumeniczną, a więc jest to dla nas zachęta i przypomnienie, ze mamy się pojednać z wszystkimi kościołami chrześcijańskimi i z wszystkimi ludźmi dobrej woli".

Oprawą muzyczną tego uroczystego nabożeństwa, były pieśni śpiewane przez zborowników w wyjątkowo podniosłym nastroju. Na wyróżnienie zasługuje chór stołeczny przy parafii Świętej Trójcy, ale szczególnie należy podkreślić udział połączonych chórów ze Śląska Cieszyńskiego, w pięknych strojach regionalnych.

Po końcowej liturgii i modlitwie, cały lud Boży zaśpiewał uroczyście „Boże coś Polskę".

Był to wielki dzień dla nas wszystkich, ale szczególnie go przeżył nasz proboszcz, ks. Zygmunt Michelis. Był on głównym inicjatorem dzieła odbudowy kościoła Świętej Trójcy w Warszawie. Nie szczędził sił, energii, czasu, swego doświadczenia, nie zrażał się żadnymi trudnościami, ale je mężnie pokonywał. Jego zdolności organizacyjne i olbrzymi zmysł praktyczny były w pełni wykorzystane. Potrafił też nieraz przez długi czas trwać w skupieniu modlitewnym, wpatrując się — ze swego balkonu — w umiłowany przybytek Boży, dźwigający się ze zgliszcz i popiołów; stąd zapewne czerpał tę niespożytą moc i siłę do działania.

Po uroczystej konsekracji naszego kościoła, dzieło odbudowy było nadal kontynuowane. Zostało jeszcze bowiem wiele do wykonania, aby nasza stylowa świątynia mogła już odzyskać swoje pierwotne piękno.

Przede wszystkim jednak narzucała się konieczność poprawienia akustyki, która uległa znacznemu pogorszeniu z powodu zmiany dawnej kopuły modrzewiowej, na stalową. Dzięki więc ofiarnej pomocy dyr. L. Geissia, w roku 1960, zainstalowano urządzenie nagłaśniające, które wykonała firma Carla Strassera ze Stuttgartu prowizorycznie, ze względu na krótki pobyt w naszym kraju. Wobec powyższej sytuacji, pracę tę, prowadzili dalej kompetentni fachowcy z Warszawy: p. Wiesław Klinbajl i p. Kazimierz Słupski, którzy współpracują z parafią ewangelicką od wielu już lat.

W 1971 roku, ks. proboszcz Ryszard Trenkler przywrócił koncerty muzyki religijnej, które są mocno zakorzenione w tradycji kościoła Świętej Trójcy w Warszawie.

Poza tym, wielkim pragnieniem proboszcza, ks. Z. Michelisa, było także przywrócenie zniszczonych witraży - choćby na razie kilku - które stanowią ważny element dekoracyjny wystroju naszej świątyni. Życzenie to spełniła p. Michalina Wedlowa, przeznaczając na ten cel hojną ofiarę. Dzieło to zostało powierzone Adamowi Stalony-Dobrzańskiemu, prof. Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dwa piękne witraże zostały wykonane w 1961 roku. Przedstawiają one: narodzenie Pańskie i chrzest Jezusa.

Dalszym etapem odbudowy świątyni był portyk, który łącznie z kolumnami stanowi frontową część kościoła przed głównym wejściem. Został on wykonany za następnego proboszcza, ks. sen. Ryszarda Trenklera. Ważne to wydarzenie jest wpisane do kroniki parafialnej 9 czerwca 1963 roku.

W tym samym roku, ks. proboszcz R. Trenkler przystąpił do rekonstrukcji ołtarza, który dotąd był prowizoryczny. Białą carrarę na mensę i na stopnie ołtarza otrzymała parafia w darze z Federacji Luterańskiej. W niedzielę palmową, 22 marca 1964 roku nastąpiło uroczyste poświęcenie ołtarza, którego dokonał ks. bp Andrzej Wantuła w asyście ks. rek. Wiktora Niemczyka i ks. prób. R. Trenklera.

W związku z jubileuszem proboszcz, ks. sen. Jan Walter, przeprowadził remont części podziemi naszej świątyni, dokonując w niej adaptacji do wystawy pamiątek kościelnych i parafialnych. zorganizowanej przez Komisję Ochrony Pamiątek przy Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Warszawie. W ten sposób, podziemia stanowią cenne archiwum parafii, które będzie mogło ocalić przeszłość naszego kościoła od zapomnienia i pozostawić je potomnym.

„Panie, oddaję pokłon przybytkowi twemu świętemu i wysławiam imię twoje". Ps 138,2.


Tekst pochodzi z publikacji "Jubileusz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Świętej Trójcy w Warszawie 1581-1781-1981", Wyd. Komisja Ochrony Pamiątek przy Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Św. Trójcy w Warszawie, Warszawa 1982.


 e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2001-2002 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP