Witryna Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP


ks. bp dr Juliusz Bursche[Maria - kazanie grudzień 1904 r.]

ks. bp dr Juliusz Bursche (1904)

Łuk. 1, 38: „Marja odrzekła: oto, ja służebnica Pańska!"

Kto śród śmiertelnych był mężem największym? Gdybyśmy z tem zapytaniem zwrócili" się do ludzi, jakże różnorodne odbieralibyśmy odpowiedzi! Jedni na pierwszym planie postawiliby mężów, którzy spełnili czyny wielkie lub olbrzymie zbudowali państwa: Aleksandra Macedońskiego, Cezara, Napoleona; inni wymieniliby wielkich poetów, w których utworach przejawia się cała przepastna głębia ducha ludzkiego: Homera, Dantego, Szekspira, Mickiewicza; jeszcze inni wskazaliby ludzi, obdarzonych twórczą mocą genjalności i prowadzących ludy na nowe tory: Lutra, Kanta. Nam się atoli zdaje, że pierwsze miejsce należy się bohaterom, których nam stawia przed oczy księga wszelkiej mądrości — Pismo Święte, a śród nich przedewszystkiem należałoby wyszczególnić Saula-Pawła, który o całą głowę przerasta innych, tego męża niezłomnej wiary, wielkiej miłości i niespożytej energji, który w dwóch częściach świata głosił chwałę Ukrzyżowanego, który dwa największe państwa, Grecję i Rzym, na wieki całe poddał pod berło krzyża Chrystusowego. Jakiekolwiek jednak byłyby odpowiedzi na postawione na wstępie pytanie, Chrystus Pan rozstrzyga kwestję, zaznaczając wyraźnie (Mat. 11, 11): „Zaprawdę, nie powstał z tych, którzy się z niewiast rodzą, większy nad Jana Chrzciciela." .A która z niewiast jest największa? Odpowiedź jest tylko jedna, jedyna: Marja, matka Chrystusowa. Podobieństwo wielkie zachodzi pomiędzy nią a Janem Chrzcicielem. I ona promienieje nie własną chwałą, lecz chwałą Syna swego; nie jest sama światłem, lecz świadczy o światłości świata; nie sama zbawia, lecz matką jest Zbawiciela; nie sama jest ucieczką naszą, lecz z niej zrodzony Ten, do którego uciekamy się we wszelkich niedolach doczesnych.

I my ewangelicy wysoko czcimy Marję, ale nie oddajemy jej czci boskiej, nie modlimy się do niej, nie wzywamy jej, nie szukamy u niej pomocy. Lecz i my wyznajemy, że ;jest „błogosławiona między niewiastami" i że szczególnej dostąpiła łaski Bożej.

Na czem zasadza się ewangelicka cześć Marji? Pismo Święte niechaj nam na to odpowie.

Jasny i piękny w niem znajdujemy obraz Marji, matki Chrystusowej. Wprawdzie nie mówi nam Biblja nic o rodzicach, nie o jej latach młodości i wychowaniu, jakie odebrała, nic o jej wyglądzie zewnętrznym. Ale jakże wyraziście w kilku charakterystycznych rysach kreśli nam Słowo Boże jej postać! Jak żywa staje ona przed oczyma naszemi, gdy słyszymy słowo anielskie do niej zwrócone: „Bądź pozdrowiona, łaską udarowana!" nie „łaskiś pełna," jak podaje Vulgata, a za nią inne tłómaczenia katolickie; wyrażenie greckie, którego tu używa Pismo Święte, znaczy: „łaską obdarzona, udarowana." A wyrażenie to jakże dokładnie określa nam całą tajemnicę życia Marji! W bezustannej pobożności, w ciągłem zetknięciu z historją przodków, złożoną w księgach Starego Testamentu, w ścisłej łączności z Bogiem, spłynęła na nią łaska: nie jest łaski szafarką, lecz otrzymała ją od Boga i przyjęła z pokorą najgłębszą. Dlatego też odpowiada aniołowi: „Oto, ja służebnica Pańska." Najpiękniejsza to aureola Marji — ta pokora służebnicy Bożej.

Dlatego też Bóg ją poczytał za godną stać się matką Chrystusa Pana. Z całym kościołem chrześcijańskim i my ewangelicy ż głębi przekonania wyznajemy: „narodził się z Marji panny." Święta ta tajemnica wcielenia Syna Bożego jest podstawowym artykułem i naszej wiary. Nie stała się atoli Mar ja „matką Boską" według pojęć kościoła rzymskiego — nigdzie też Pismo Święte tak jej nie nazywa, — lecz matką Jezusa, matką Boga - człowieka. Podobnie jak Syn Boży się poniżył, stawszy się człowiekiem i przyjąwszy naturę ludzką, tak też Marja, mimo całą chwałę, jakiej dostąpiła, pozostała służebnicą Pańską. Jakże biedne, jest jej szczęście macierzyńskie, gdy czytamy, że „Syna swego owinęła w pieluszki i złożyła w żłobie;" jakże pokorna jest jej wiara: „A Marja zachowywała wszystkie te słowa, rozważając je w sercu s wojem." Cichość serca i umysłu cechują ją na każdym życia kroku.

Marja od początku wierzyła, że syn jej Jezus jest Synem Bożym. Lecz wiara ta była u niej w zarodku, podlegała prawom rozwoju i później dopiero stała się wewnętrznem jej doświadczeniem. Musiała, stracić Jezusa jako matka, aby go posiąść na nowo jako wyznawczyni. I Marja z biegiem czasu dopiero doszła do żywej, odradzającej wiary. Walka ta pomiędzy, miłością matki a wiarą wyznawczyni — oto cała treść jej życia. I nie jest to urojeniem naszem, i nie są to poglądy, które wkładamy w historję jej żywota, ale nić tę złotą wyraźnie przeprowadza Pismo Święte. Symeon mówi do niej: „Duszę twoją miecz przeniknie," — a cała droga matki od żłobka aż do krzyża stwierdza prawdę tych słów proroczych. Jakże przeszyć musiało serce jej pierwsze słowo, które słyszymy z ust Jezusowych: „Czyż nie wiecie, że w tein, co jest Ojca Mego, Ja być muszę?" Jakże ostre jest inne słowo, z którem na weselu w Kanie Galilejskiej do niej się zwraca: „Co Ja mam z tobą, niewiasto?" Lub, gdy w Kapernaum stała przed domem w chwili, kiedy najbliżsi i powinowaci mówili o Nim, że odszedł od rozumu, i gdy Jezusowi doniesiono, iż matka Jego i bracia Go szukają, — jakże boleśnie ranić musiało serce matczyne, kiedy Jezus zawołał: „Któż jest matką Moją, albo braćmi Moimi?" i kiedy ręką wskazał na tych, którzy koło Niego siedzieli, z wiarą słuchając Go, i rzekł: „Oto matka Moja i bracia Moi!" A kiedy innym razem pewna kobieta z ludu, przejęta słowem Chrystusowem, zawołała z zapałem: „Błogosławiony żywot, który cię nosił!" a Jezus na to odrzekł, mitygując niewczesne uniesienie: „Błogosławieni są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go," — jakimże ciężarem słowa te musiały paść na serce Marji, matki! ;Któż wreszcie odczuje cały bezmiar jej boleści, gdy stanęła pod krzyżem Chrystusowym, kiedy Jezus słowami: „Niewiasto, oto syn twój," poruczył pieczę o niej ulubionemu uczniowi Swemu Janowi, kiedy w tej tak bolesnej, chwili nazywa ją nie matką, lecz niewiastą! Po zmartwychwstaniu Swem nie ukazywał się Jezus matce. Słyszymy tylko jeszcze raz o niej w Dziejach apostolskich (1, 14), że jednomyślnie trwała z uczniami Chrystusowymi na modlitwie i prośbach.

Oto wszystko,, co nam o Marji opowiada Pismo Święte: mało a jednak dość, aby ją serdecznie uczcić jako matkę, pełną miłości, jako służebnicę Pańską, pełną pokory. Tak, „służebnica Pańska" — oto cała dusza Marji, jakby w czystem ukazana zwierciadle. Służebnica nie ma swej woli, służebnica słucha i działa podług rozkazu panów, służebnica robi ofiarę z własnych upodobań i chęci — to też taki jest stosunek Marji do Boga i do jej Syna.

Cóż jednak z Marją uczyniła tradycja kościelna! "W pierwotnym kościele nie oddawano jej czci nadmiernej. Dopiero później, począwszy od V wieku ery chrześcijańskiej, zaczynają ku czci jej wznosić ołtarze i kościoły, a 'wnet staje ona na czele wszystkich świętych i męczenników. Z biegiem czasu stała się Marja „królową niebios i ziemi," „córą Ojca, matką Syna, oblubienicą Ducha Świętego," niepokalanie poczętą, bez grzechu w życiu, bez skazy w niebo wziętą, która w niebie modli się za grzeszników i przyczynia się przed Ojcem i Synem za nami. To też przed tygodniem kościół rzymsko-katolicki z wielką ostentacją obchodził pięćdziesięciolecie ogłoszenia jako dogmatu niepokalanego poczęcia Marji panny.

Cóż my ewangelicy na to rzeczemy? Trzymamy się ściśle Słowa Bożego. Z wyżyn niebieskich, na które Marję postawiła tradycja oraz pobożność średniowieczna, sprowadzamy ją na ziemię. Niechaj zrzuci z siebie płaszcz królewski i zdejmie koronę złotą, a stanie ona przed oczyma naszemi jako matka dobra i pokorna, taka, jak ją kreśli Pismo Święte,— a i wtedy pozostanie w Marji majestat ku niebiosom sięgający.

Wspomnij na swoją matkę! Matka — ileż miłości przy słowie tem budzi się w sercu twojem! I czujesz jej rękę na twojej ręce, rękę jej spracowaną, która pracy się oddawała, często w ukryciu, w nędzy nawet, aby tylko dziecku zapewnić przyszłość jaśniejszą. I słyszysz głos jej, którym tak słodko do cię przemawiała. I dosięga serca twego jej westchnienie — wszak dzieliła ona z tobą ciężary i troski twoje! A gdy niedola cię przygniatała, gdy. źli ludzie cię krzywdzili a świat tobą pomiatał — do matki wtedy udawałeś się ze swem utrapieniem. I wołałeś: Matko, matko! — a wołanie to znajdowało odgłos w jej duszy, pełnej poświęcenia bez granic. Gzem bylibyśmy bez matek dobrych i wiernych!...

A teraz spojrzyj na matkę Chrystusową. Od niej Syn Boży nauczył się modlić i wznosić się sercem do Ojca Swego. Ona wskazywała Mu drogę, która wiedzie do Boga. Miłością i bólem matczynym otaczała Go. Ona uwierzyła weń i przezeń łaski dostąpiła. Serce jej po ciężkiej walce wreszcie odczuło, że syn jej to jej Pan i Zbawca. A choć po owej wielkiej drodze krzyżowej, którą On kroczył, pójść nie mogła,— stanęła jednak pod krzyżem, wprawdzie bólem złamana, de mimo to pełna pokoju Bożego. Z Nim cierpiała, z Nim umarła, przezeń ożyła, I stała się w całem znaczeniu słowa „służebnicą Pańską..."

Idąc do Syna, sercem wdzięcznem spoglądamy na Marję, matkę Jego, a wieniec z niewiędnącej miłości i czci serdecznej uwity składamy ku jej pamięci.


Tekst pochodzi ze "Zwiastuna Ewangelicznego", nr 12/1904, s. 356-359. Zachowano oryginalną pisownię.


e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2002 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP