
![]()
[W
imię Jezusa]
ks. bp dr Juliusz Bursche
Łuk. 2,21: "I gdy się wypełniło ośm dni, aby obrzezano Dzieciątko, tedy imię Jego nazwane jest Jezus, którem było nazwane od anioła, pierwej niż się w żywocie poczęło."
Przestąpiliśmy próg nowego
roku, kilka już zrobiliśmy kroków w tej nieznanej, przed nami leżącej krainie.
Dźwięczą nam jeszcze w umyśle wyrazy powinszowań, jakie odbieraliśmy i
rozdzielaliśmy w dniu pierwszym stycznia, których treścią było zdrowie,
pomyślność, dobrobyt w nowym przez nas rozpoczętym okresie czasu. Nasłuchaliśmy
się do syta życzeń szczęścia, jakie były na ustach wszystkich. A pod szczęściem
ludzie po większej części rozumieją zaspokojenie potrzeb doczesnych; szczęśliwym
zazwyczaj, mianują tego, kto będąc przy siłach i zdrowiu, ma byt zapewniony,,
kto nie potrzebuje zbytnio troszczyć się o chleb powszedni, kto bez głębszych
wstrząśnień przechodzi przez życie.
O cierpieniach zaś i bólach, bądź co bądź związanych z życiem naszem tu na
ziemi, zapomniano w dniu Nowego Roku, z rozmysłem pominięto tę smutną prawdę, że
życie ludzkie to nie igraszka, lecz ciężka, a częstokroć przygniatająca serce
walka. Większość nawet starała się odpędzić zadumę, która mimo woli siada na
duszy człowieka, gdy zegar wieczności nową bije godzinę, próbowała usunąć obawę,
która sama przez się wszczepia się w umysł w chwili, gdy rok cały tonie w
otchłani czasu.
A jednak, jeżeli kiedykolwiek, to szczególnie przy zmianie roku cała niemoc
nasza żywo staje przed oczyma naszej duszy. W chwili takiej sam Bóg wygłasza do
nas groźne, majestatyczne i dreszczem przejmujące kazanie o nędzy naszej,
kazanie, któremu nikt oprzeć się nie zdoła.
Nędza nasza! Któżby o niej nie pamiętał na początku nowego roku!
Jakże przelotne są dni życia ludzkiego! Jako cień, który za chwilę znika, jako
woda wartko płynąca i nigdy nie wracająca, jako kwiat, który krótko kwitnie i
szybko więdnie, tak i życie nasze uchodzi, dzień po dniu ginie w morzu
wieczności. Gośćmi i pielgrzymami tylko jesteśmy na ziemi. Gdy stanęliśmy u
progu tego roku? który minął, jakże długiem wydawało się nam jego trwanie, jakże
daleką droga, leżąca przed nami; a teraz, gdy rok ten leży pogrzebany za nami,
czyż nie zdumiewamy się nad szybkim jego lotem? Czyż nie przeraża ciebie ta
okoliczność, że wszystko to, coś czuł i myślał przed tak niedawnym czasem, że
wszystko, co cię radowało lub bolało, tak prędko minęło i zniknęło? Pędzi krucha
łódź twego życia na burzliwych falach czasu, pędzi w szalonym rozpędzie, nikt
jej zahamować ani zatrzymać nie zdoła,— czas wszystko porywa z sobą.
A dokąd? Gdzież koniec?
Kresem jest śmierć. Pismo św. mówi: „Wszelkie ciało jest jak trawa i wszelka
chwała człowieka jak kwiat trawy; uwiędła trawa i kwiat jej opadł" (1 Piotra 1,
24). Prędzej, czy później dla każdego z nas nastanie ostatnia godzina, każdy
dzień zbliża nas do grobu, każdy Nowy Rok zwraca się do nas z głośnem
napomnieniem: „Memento mori," to znaczy: pamiętaj, że musisz umrzeć! Podług
obliczeń, trzysta trzydzieści i trzy miliony ludzi umiera rocznie na całym
świecie. Jedna czwarta część umiera przed siódmym rokiem życia, połowa przed
siedemnastym; na. tysiąc ludzi zaledwie jeden żyje sto lat, na pięćset — jeden
osiemdziesiąt lat, na stu ludzi jeden tylko doczeka się lat sześćdziesięciu.
Czyż nie wymowne są te cyfry!
I gdyby przynajmniej to krótkie
życie nasze było bez mgły i cieniu, jasne i świetlane! Ale tak nie jest.
Przychodzą wprawdzie i chwile radosne, ale jakżeż one są rzadkie! "Więcej w
życiu jest chwil smutnych i ciężkich. Wszystko, co jest wzniosłem i dobrem,
wymaga wysiłku i częstokroć nadmiernej pracy. Serce ludzkie ciągle się niepokoi,
zadowolenia prawdziwego nie masz na świecie. Walka i kłopoty związane są z
doczesnością.
Któż wie, czy noworozpoczęty rok nie przyniesie nam karań Bożych? czy nie będzie
brzemienny gromami wojen, chłostą głodu, rózgą ognia i zalewów, albo oddechem
zarazy? Grzechy nasze o pomstę wołają do Boga, niewiara1 i obłudny faryzeizm
zasłużyły na gniew Pana. Miałby prawo dosięgnąć nas karzącą prawicą Swą i
upomnieć się o Swoją cześć.
Ciężkie są myśli nasze!... A jednak ręka nam nie opada i serce nie zamiera z
obawy. Nad nowym rokiem jaśnieje jedno Imię, które blaskiem swym opromienia nam
przyszłość, a światłem swem przenika tajemnicze mroki i rozpędza wszelką mgłę.
Życie ludzkie ulatuje, lata mijają, wieki całe toną, jedno pozostaje i trwać
będzie na wieki: imię Jezus. Imię to świeci ludzkości, świeci i nam,—precz więc
z bojaźnią, precz z ponuremi myślami o przyszłości!
Imię Jezus śród nędzy ludzkiej — to otucha, to radość nasza, to pieśń i hymn
nasz noworoczny, który słodkim swym dźwiękiem koi wszelkie żale serca
człowieczego. Imię to nazwane było od anioła, pierwej niż się począł Ten, które
je miał nosić, bo w imieniu tem i przez nie miłość niebiańska objawiła się
grzesznym synom ludzkim.
Imię Jezus—to zbawienie! Bo Ten, który je nosił i nosi, pojednał nas z Bogiem i
przez niewinnie przelaną krew Swoją zmazał grzechy nasze. On przestępstwa nasze
pogrążył w głębie zapomnienia i wybawił nas ze stanu potępienia. W Nim Ojcem
Ten, który światy stworzył. Przezeń Pan dni, lat i wieków stał się Bogiem
naszym, Bogiem łaskawym i pełnym pobłażania dla błądzących.
W imieniu Jezusa niechaj znajduje swój sztandar kościół, nie tylko nasz, kościół
ewangelicki, ale wszystkie wyznania, cały kościół chrześcijański.
Ciężkie dla niego nastały czasy: ze wszystkich stron walą taranami w jego mury
obronne i usiłują zburzyć odwieczne w nim przechowane prawdy. Jedni głoszą
zwierzęcą walkę o byt, jako niezachwianą zasadę, kierującą postępkami ludzi;
drudzy wznawiają kult złotego cielca, któremu biją pokłon; inni wreszcie jawnie
każą gwałt i anarchizm, rujnujący podwaliny społeczne; najlepsi nawet, błądząc
po omacku, szukają nowych haseł, w zamian za dawne, które im jakoby nie
wystarczają. A u wszystkich imię Jezusa jest w poniewierce. Co chwila podnosi
się okrzyk tysięcy: nie chcemy Go. Uczeni i prostaczkowie, faryzeusze i
saduceusze, uczeni w Piśmie i Pisma wrogowie radzą, jakby imię to wykreślić z
ksiąg i serc.
Walka ta szczególnie widoczną, jest w naszym kościele. Gdy w innych wyznaniach
choć w części powstrzymuje zło autorytet, któremu ludzie przywykli się poddawać,
i formy zewnętrzne, do których w biegu wieków się przyzwyczajono; gdy w innych
kościołach jad niewiary więcej działa w skrytości i niewidocznie dla pobieżnie
patrzącego oka: u nas wszystko dzieje się i rozstrzyga wobec tłumów; powołani i
niepowołani biorą udział w walce i każdy z nich czuje się w prawie wypowiadać
głośno swe zdanie. "Wszakeśmy do tego nawet doszli, że pastorowie z ambon i
profesorowie z katedr znieważają imię Tego, którego wyznawać powinno być świętym
obowiązkiem każdego, a tem bardziej tych, którzy nauczają innych,
Prawda, że w ostatnich czasach nieco zmieniło się ku lepszemu. Przyszła reakcja,
szukają ludzie znowu ożywczego, świeżego powietrza, odpychając zabójcze prądy.
Nazwano to „powrotną falą" wiary, a porywa ona co raz to liczniejsze zastępy
tych, którym nie mogło się podobać nurzanie się w błocie materjalistycznem,
którzy tęsknią do Boga, do Boga żywego.
Ach, oby ta „fala" czystej, krynicznej wody coraz szerszem płynęła korytem, oby
wokoło imienia Jezusa szeregowali się wierzący, gotowi do boju z niewiarą i
połowiczną wiarą, oby w kościele naszym święte to "Imię coraz głośniej
rozbrzmiewało! Bo gdzie Imienia tego nie wielbią, gdzie obok niego inne stawiają
imiona, gdzie go ludzkiemi obstawiają światełkami, tam nie masz zbawienia, tam
noc panuje w głowach, noc w sercach.
Imię Jezus—to miłość! Cuda nam bowiem opowiada, o niezgłębionej miłości Ojca w
niebiesiech, który zesłał syna Swego dla dobra ludzkości, cuda o bezbrzeżnej
miłości Syna, który nie wahał się poświęcić Swej chwały wiecznej, by szukać i
zbawić to, co było zaginęło. Imię to, otoczone aureolą świętą, krwią z Golgoty
nakreśloną, ciepłem swem nakryło świat i wznieciło w nim płomienie miłości,
których żadna potęga złego zagasić nie zdoła.
W imię Jezusa, niechaj kroczy w nowym roku nasze społeczeństwo!
Cieszy nas i dziękujemy Bogu za to, że w niemal na każdym kroku widać postęp, że
zerwano po części z dawną niezaradnością i zapleśniałą rutyną, że we wszystkich
dziedzinach życia duchowego narodu spostrzedz się daje energiczne krzątanie się
i pełna wysiłku chęć pomagania tym, co pomocy potrzebują. Bośnie liczba
instytucyj dobroczynnych, wzmaga się ofiarność, a co najważniejsza, potężnieje
uczucie solidarności w naszem społeczeństwie. Tej solidarności nam szczególnie
potrzeba, nam, którzy przez zbieg okoliczności zanadto przywykliśmy do chodzenia
samopas, do oglądania się li tylko na siebie i na najbliższych, do szukania celu
życia we własnych rodzinach, w otoczeniu najściślejszem. Pojedyncze warstwy
społeczeństwa u nas za mało jeszcze się łączą, dziwny częstokroć zauważyć się
daje rozłam pomiędzy dziećmi jednej ziemi. Brak u nas ludzi, wyrównywających
różnice, pojmujących, że poglądy mogą i muszą być różnorodne, — że w jednym
narodzie mieścić się może wiele bardzo różnych pojęć, interesów społecznych i
religijnych. Tysiące śród nas wciąż jeszcze sądzą, że wyznanie stanowi podstawę
narodowości, i podejrzliwie odnoszą się do tych, którzy różnią się religją, choć
.wspólnej zażywają mowy ojczystej. Ewangelikowi-polakowi trudno częstokroć
przychodzi obronić się od niesprawiedliwych zarzutów, a nieraz boleśnie mu się
daje we znaki dziwna zaściankowość pojęć pod tym względem, nawet śród warstw
inteligentniejszych.
Czegóż nam potrzeba? Miłości, łączącej nas wszystkich w imię Jezusa, w imię
wspólnej podstawy wiary; miłości prawdziwie chrześcijańskiej, która jednoczy a
nie dzieli, wiąże a nie rozluźnia węzłów, zespala a nie rozłącza; miłości
Jezusowej, która otwiera serca, zaparte ryglami pychy i samolubstwa, zawalone
gruzami nawyknień, ciemnoty i bezmyślności. Tej miłości oby Bóg udzielił naszemu
społeczeństwu!
Imię Jezus — to nadzieja! W tem Imieniu niechaj znajdzie podporę każdy z osobna.
Służąc uczciwym sprawom, wedle możności, każdy w swojem kółku; czynem i słowem,
w życiu publicznem i domowem, możemy być pewni, że Bóg nas me zostawi bez
pomocy, bo imię Jezus jest imieniem, w którem strapieni pociechę, słabnący
pokrzepienie, uciśnieni ulgę, umierający zwycięstwo odnoszą.
Niechaj więc imię Jezus nam, słabym i grzesznym ludziom, przyświeca na drodze
żywota w noworozpoczętym roku. A chociaż blask jego przyćmi niejedna łza drżąca
w oku, niejedna troska żrąca serce, niechaj ono jaśnieje nam w duszy, a wtedy
nie będziemy pohańbieni na wieki.
W imię Jezusa!
Tekst pochodzi ze "Zwiastuna Ewangelickiego", nr 1/1899, Warszawa.
e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2002 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP