Witryna Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP


ks. Waldemar Gabryś

[Niedziela Laetare]

Ks. Waldemar Gabryś (Wisła)
Niedziela Laetare, 21.03.2004 r.

Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za grzechy nasze, aby nas wyzwolić z teraźniejszego wieku złego według woli Boga i Ojca naszego, któremu chwała na wieki wieków. Amen. (Gl 1, 3-5)

Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Który pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym, abyśmy tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszać mogli taką pociechą, jaką nas samych Bóg pociesza. Bo, jak liczne są cierpienia Chrystusowe wśród nas, tak też i przez Chrystusa obficie spływa na nas pociecha. Jeśli tedy utrapienie nas spotyka, jest to dla waszego pocieszenia i zbawienia; jeśli zaś pocieszenie, jest to ku waszemu pocieszeniu, którego doświadczacie, gdy w cierpliwości znosicie te same cierpienia, które i my znosimy; A nadzieja nasza co do was jest mocna, gdyż wiemy, iż jako w cierpieniach udział macie, tak i w pociesze.

2 Kor 1,3-7

Każdy człowiek posiada wizję własnego istnienia. Posiadamy jakiś obraz życia, wykorzystywania darowanego nam czasu. Mówimy, że chcemy ułożyć sobie życie. Planujemy przyszłość, staramy się odpowiednio dobierać przyjaciół, zawrzeć związek małżeński z odpowiednią osobą, osiągnąć pewien poziom edukacji, otrzymać stosowną pracę. Planujemy, stawiamy sobie cele i staramy się je osiągnąć. Za pomocą dostępnych nam narzędzi staramy się odpowiednio kształtować nasze życie. Nie wszystko jednak od nas zależy. Są czynniki ingerujące w nasze istnienie, zupełnie od nas niezależne. Niektóre działają wbrew naszej woli, są niechciane, często uniemożliwiają kreowanie przyszłości zgodnie z wytyczonymi szlakami. Jednym z takich właśnie niechcianych instrumentów kształtujących człowieka jest cierpienie.

Cierpienie zawsze towarzyszyło człowiekowi. Bóg stworzył człowieka, jako istotę zdolną do cierpienia. Uczynił stworzeniem, które może cierpieć. Od upadku pierwszych ludzi, od wygnania z ogrodu Eden cierpienie znalazło swój udział w kształtowaniu ludzkości. Rodzi się w ludzkim istnieniu, aby ujawniać i zarazem nadawać kształtu charakterowi człowieka. W tym zadaniu cierpienie jest jednak bardzo ostrym narzędziem. Często zbyt ostrym, zbyt mocno odciskającym swoje piętno. Jest jak ostre dłuto, które bezlitośnie wbija się delikatny materiał, proch, w który Stwórca włożył życiodajne tchnienie. W sposób nieubłagany zmienia i przewartościowuje to wszystko, co jeszcze przed chwilą wydawało się być pięknym i dobrym. Przewartościowuje istnienie, myślenie, pragnienie…

Gdy cierpienie zaczyna stawiać ślady na życiu człowieka rzeczy ważne stają się bezwartościowymi, zmienia się punkt widzenia rewidują się plany i dążenia.

Cierpienie dotykało i dotyka każdego człowieka, bez wyjątku. Ono jest wpisane w każdą osobę a poprzez nią w małżeństwo, rodzinę i naród. Cierpiał Izrael, gdy dotykał go bicz egipskich naganiaczy. Cierpiał mąż bogobojny i sprawiedliwy, Hiob, wylewający swój żal: „... o, gdyby tak dokładnie zważono moją udrękę i włożono na szale całe moje cierpienie, to byłoby ono cięższe niż piasek morski” (Hi 6,2n). Cierpienie jednego staje się udziałem wielu, a boleść narodu urzeczywistnia się na jego obywatelach.

Jednym z rezultatów cierpienia jest to, że stajemy się egocentryczni. Gdy boli, przestajemy widzieć świat wokoło. Nasza krótkowzroczność jest w stanie dostrzec jedynie własne ego. Cierpienie alienuje nas od świata. Jednocześnie cierpienie zatacza szeroki krąg obejmujący całą ludzkość. Obejmuje bowiem wszystkich, bogatych i biednych, mądrych i mało roztropnych, spokrewnionych i zupełnie obcych. Tworzy szczególny dla siebie język, tworzy swój gorzki świat. W tym objawia się jeden z paradoksów cierpienia.

W kręgu cierpienia stawia nas fragment Pawłowego listu. Apostoł ukształtowany przez niedawne cierpienie, którego znamię wydaje się jeszcze nosić na swoim ciele, wysławia Stwórcę. Wielbi Ojca, od którego pochodzi miłosierdzie i pociecha we wszelkim utrapieniu. Cierpienie było udziałem Pawła lecz mocniejsze od niego było doświadczenie Bożej pociechy. Boże pocieszenie przyćmiło fizyczny ucisk i ból, jaki apostoł przeżywał.

Prawdziwe pocieszenie dać może tylko Bóg, któremu cierpienie nie jest obce. Starotestamentowi prorocy ukazują Boga cierpiącego z powodu ludzkiej pychy, zatwardziałości serca, buntu przeciwko woli dobrej i doskonałej. Pasja Chrystusa jest Bożym sposobem na przezwyciężenie biedy ludzkich grzechów. Całe życie Jezusa, od betlejemskiej stajni po krzyż Golgoty, jest drogą cierpienia. Jest niesieniem ludzkich win, aby na końcu drogi przybić je do drzewa hańby. Przeżywając czwartą niedzielę pasyjną stoimy u podnóża Golgoty, nasz wzrok sięga krzyża. W Chrystusie Bóg jest tam, gdzie dzieje się ludzki dramat, jest gotów wejść w największy człowieczy ból.

Ksiądz dr Marcin Luter w Dużym Katechizmie, objaśniając drugi artykułu Wyznania Wiary, podkreśla, jak wiele Jezus wycierpiał dla naszego zbawienia. Zbawiciel „...przywiódł (nas) od szatana do Boga, z śmierci do życia, z grzechu do sprawiedliwości, i w tym utrzymuje. Poszczególne zaś części, które w tym artykule następują po sobie, służą temu celowi, aby to zbawienie objaśnić i wyłożyć, w jaki sposób i przez co zostało ono dokonane, to znaczy, ile Go ono kosztowało, ile dał i na co się odważył, aby nas pozyskać i przywieść pod swoje panowanie, mianowicie, że stał się człowiekiem, począł się i narodził z Ducha Świętego i z dziewicy bez żadnego grzechu, aby się stać Panem grzechu; ponadto że cierpiał, umarł i został pogrzebany, aby za mnie zadośćuczynić i zapłacić za to, com ja zawinił, nie srebrem ani złotem, lecz swoją własną drogą krwią”.

Za mnie zadośćuczynić i zapłacić. W tych słowach jest najgłębsza pociecha i nadzieja chrześcijanina. Chrystus cierpiał i zmarł na drzewie krzyża, aby mnie odkupić, wybawić i pozyskać od grzechu, śmierci i władzy szatana. Każdy, kto wiarą uchwycił się Chrystusa, kto za Nim podąża, kto znosi cierpienia Chrystusowe, bierze krzyż swój i naśladuje Chrystusa na tego obficie spływa pociecha. Gdzie ludzka pociecha jest zbyt słaba, gdzie staje się ona niewystarczająca tam przez Chrystusa wkracza Bóg ze swoim balsamem. Tam otuchy dodaje Ten, który jest bogaty w miłosierdzie i wszelką pociechę.

Poprzez cierpienie Bóg obdarza nas owocem Ducha, którym jest wytrwałość. Wytrwałość w dążeniu do celu, do zbawienia. Wytrwałość w cierpieniu nie jest biernym przyjmowaniem tego, co na nas przychodzi. To jest zmaganie się z przeciwnościami, to pokonywanie trudności i bólu. Ona prowadzi do triumfu i zwycięstwa. Jak srebro wypala się w ogniu, aby było czyste, tak też trudne dni czynią chrześcijanina mocniejszym, czystszym, bardziej wytrwałym i odważnym. Jak Izraelici musimy usłyszeć nieraz Boży głos: „... oto wytapiałem cię sobie jak srebro, próbowałem cię w piecu cierpienia” (Iz 48,10).

Tym krótkim fragmentem listu, ap. Paweł uczy nas także, w jaki sposób mamy wykorzystywać cierpienie, które na nas przychodzi. Nie idzie bowiem jedynie o to aby przez nie przejść, aby je przezwyciężyć lecz, aby je wykorzystać w służbie bliźniego. Powinniśmy wykorzystywać je tak, aby mogło posłużyć naszym bliźnim ku pokrzepieniu i zbudowaniu. W doświadczeniach Bóg przychodzi nam z pociechą, abyśmy mogli dodawać otuchy tym którzy także cierpią. Nasze cierpienia i smutki mają nas uczyć, jak mamy pocieszać i wspierać tych, którzy także przez doświadczenia przechodzą. Autor listu do Hebrajczyków mówi o Jezusie: „A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą” (Hbr 2,18). Tak też i my, którzy jesteśmy naśladowcami Chrystusa musimy iść tą samą drogą. Za Chrystusem przez cierpienie, ku Bogu, który jest źródłem wszelkiej pociechy. Z otrzymaną Bożą pociechą do służby bliźniemu. To jest jakże ważne wyzwanie szczególnie teraz, w roku diakonii, który wzywa nas i zachęca do wyciągnięcia pomocnej dłoni w stronę drugiego człowieka. Ważne to jest dla nas, dla których miłość bliźniego to największe przykazanie. Pięknie ujęła to Rene Nelli: Umieć kochać - do tego trzeba ukończyć szkołę cierpienia”.

Czas Pasyjny w szczególny sposób uświadamia, że droga za Zbawicielem to częstokroć droga przez cierpienie, to wprost niesienie krzyża. Uczmy się kroczyć przez cierpienie w pokorze, w modlitwie i nadziei zwycięstwa w Jezusie Chrystusie. Pamiętajmy, że ona prowadzi nas do wytrwałości i doskonałości. „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios” (Mt 5,10). Niechaj nasze cierpienie będzie tym, które służy ku pociesze i zbudowaniu bliźniego.

A gdy w naszego życia zawodzie

krzyż nas obarczy, a cierń ubodzie,

godnie przebywać drogi cierniste,

pomóż nam, Chryste! (ŚE 169,4)

Amen.


(c) 2004 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl