|
[Niedziela Palmowa] Ks. Michał Kühn Takiego bądźcie względem
siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w
postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz
wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a
okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do
śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i
obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało
się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią i aby wszelki język
wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca. Lecz na razie lud wiwatuje na Jego cześć krzycząc na powitanie, kiedy wjeżdża do Jerozolimy „Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, Hosanna na wysokościach”. Tego dnia całe miasto żyło w oczekiwaniu tryumfu, witało, bowiem w swych murach oczekiwanego od wieków Mesjasza, który miał spełnić najśmielsze nadzieje. Wszyscy byli przekonani, iż Jezus nie zawiedzie pokładanych w Nim nadziei. On, który nauczał jako moc mający, który sprawiał, że ślepi widzą, a głusi słyszą, który trędowatych oczyszczał, tysiące głodnych nakarmił kilkoma chlebami, w końcu mąż, który nigdy nikomu zawodu nie sprawił, nie mógł zawieść miasta i narodu. Nastał dzień wielkiego tryumfu, dzień ostatecznego wyzwolenia z jarzma wrogów i zwycięstwa Królestwa Bożego na ziemi. Tak myślał lud, ale nikt z nich nie widział twarzy kapłanów i duchowych przewodników i nie znał ich zamiarów, jakie knuli przeciwko Jezusowi. I tylko On jeden wiedział, jak dalece myśli Ojca Jego w niebiesiech inne były niż myśli ludzi na ziemi. Syn Dawida nie zasiądzie na tronie swego praojca, a obawy kapłanów, że naród swego Ulubieńca nie opuści i pójdzie za Nim, też są płonne. Będzie wręcz przeciwnie, spełni się to, czego pragną, ale to spełnienie nie będzie ich chwałą, ale ich hańbą! Słowa Apostoła Pawła mówiące o Chrystusie „który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi” odnoszą się do faktu narodzin Jezusa w Betlejemie. To wtedy porzucił On Boskie życie i zrezygnował z chwały, którą miał od wieczności u Ojca (Jan 17,5), by przyjąć formę egzystencji biednych, na przekleństwo skazanych ludzi. Wyzbycie się chwały przez Jezusa można także pojąć w ten sposób, iż nie oznacza ono jakiegoś jednorazowego aktu, lecz wciąż istniejącą formę bytu. Należy rozumieć te słowa w ten sposób, iż Jezus był przez całe życie „ w postaci Bożej”, w rzeczywistym posiadaniu Boskiej mocy, i tam gdzie wymagała tego Jego mesjanistyczna misja, mógł objawić Swoją chwałę, by przez to służyć ludziom (Jan 2,11). Trzeba zdać sobie sprawę, ze Jezus w Swoim osobistym życiu, we wszystkich duchowych i cielesnych przeżyciach działał dla nas zastępczo i był nam przykładem, zwłaszcza w Swoich pokusach i cierpieniach, w niczym nie miał przewagi nad nami, chociaż był „w postaci Bożej”. Tutaj wyparcie się samego siebie doprowadziło do tego, że mogła go ogarnąć śmiertelna trwoga, więcej czuł się opuszczony przez Boga i szukał wsparcia i pociechy w słowach Psalmu 22 Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił...? Czemuś tak daleki od wybawienia mego, od słów krzyku mojego?. To, że wolno przyjąć, iż wyrażenie „postać Boża” ma właśnie taką treść, wynika z przeciwnego wyrażenia, „postać sługi”, które określa nie tylko Jego widzialną formę obecności i życia, lecz także wszelką udrękę i boleść, jakie zgotowało Mu życie ziemskie. My jako ludzie nie możemy wprawdzie wyczerpująco wniknąć w istotę takiego wyparcia się samego siebie, lecz Pan oczekuje od nas takiego nastawienia jakie przez to wyraża (Flp. 2,5). W służbie miłości mamy się uczyć rezygnować z osobistych korzyści w sprawach własności, stanowiska, honoru, i to do tego stopnia jakby wcale nie istniały. Odczytać zatem tę służbę mamy jako przykład pokory. Jezus jest tym przykładem pokory. Można, by zadać pytanie czym jest pokora, i jak my dziś ją rozumiemy? Pokora w znaczeniu potocznym nie jest cechą budzącą popularność. Jest rozumiana najczęściej jako poczucie własnej „małości”, czy niższości. Osoba pokorna kojarzy się wszystkim z kimś potulnym, uległym, skromnym i nie sprzeciwiającym się wobec poglądów, czy postaw innych ludzi. Obecnie stawia się na ludzi o silnej osobowości, idących przebojowo przez życie, którzy podkreślają swoją ważność i wartość. Pokora staje się niemodna. Przykład Pana Jezusa wskazuje, że można być osobą zdecydowaną, świadomą swoich przekonań i broniącą ich oraz wytrwale dążącą do zrealizowania określonego celu, a jednak noszącą w sobie łagodność i pokorę. Prawdziwa pokora w życiu człowieka polega przede wszystkim na uznaniu swojej grzeszności i przyjęciu daru przebaczenia od Boga, jak również przyjęciu Bożej perspektywy postrzegania problemów i doświadczeń w życiu. Prawdziwa pokora oznacza gotowość przyjęcia Bożej woli dla swojego życia. Pokora to pełna świadomość faktu, że kimkolwiek jesteśmy i cokolwiek w życiu osiągnęliśmy, jest darem Bożej łaski, a nie naszą wyłączną zasługą. Ileż jednak ludzi reprezentuje inny sposób bycia, który raczej trzeba nazwać fałszywą pokorą, czyli pychą, ale ona się szybko ujawnia. Płaszczenie się i podlizywanie także nie jest pokorą. Można zająć miejsce na „ławie biednych grzeszników”, albo nawet siedzieć pod stołem i w ten sposób udawać pokorę, ale wnet się zauważy, że to tylko zakapturzona pycha. Można mówić pobożnie, swoim sposobem wyrażania się poruszać się na szczytach życia chrześcijańskiego; można wiele rzeczy mówić i czynić, a w głębi serca pozostać nadal pysznym. Słowo Boże mówi, iż „Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje”. Ten hymn Chrystologiczny jakim jest niewątpliwie rozważany fragment, to przykład pokory Chrystusa, którą Paweł spodziewa się znaleźć u Filipian. W takim rozumieniu pouczenie Pawła skierowane do Filipian jest bardziej oczywiste. Chrystus nie pozwolił unieść się pysze i szukaniu samego siebie, ale w pokorze i miłości, do której zachęca Apostoł narodów, przeszedł przez całe swe życie. Nie stał się Chrystus wielkim i wspaniałym władcą, ale zwyczajnym człowiekiem, podobnym do wielu innych. I w ten sposób niejako „ukrył” rzeczywiście „odłożył na bok” to czym był jako Syn Boży. Oby rozważana pokora i miłość miały stałe miejsce w naszych sercach, a my jako Ci grzeszni, potrafili naśladować naszego Mistrza Pana Jezusa Chrystusa. Amen. (c) 2004 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl |