|
[Ciemność i światło] Ks. Krzysztof Cieślar (Sopot-Tczew) Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, I chodźcie w miłości, jak i Chrystus umiłował was, i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności. A rozpusta i wszelka nieczystość lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was, jak przystoi świętym, Także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty, które nie przystoją, lecz raczej dziękczynienie. Gdyż to wiedzcie na pewno, iż żaden rozpustnik albo nieczysty, lub chciwiec, to znaczy bałwochwalca, nie ma udziału w Królestwie Chrystusowym i Bożym. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowy, z powodu nich bowiem spada gniew Boży na nieposłusznych synów. Nie bądźcie tedy wspólnikami ich. Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Ef 5, 1-8a Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie! Ciemność. To słowo wyraża pewien stan, który na pewno doskonale znamy i którego często doświadczamy. Obojętnie, czy jest to ciemność bezksiężycowej nocy, mrok zamkniętego pomieszczenia, czy też chwila, kiedy sami przymykamy oczy i tracimy obraz otaczającego świata. Czym jest ciemność? Wiążemy z nią określone odczucia. Ciemność jest czymś, co zubaża nasz ogląd świata, co w znacznym stopniu ogranicza ludzkie możliwości. W ciemności, której nie rozprasza nawet najsłabszy promyk światła, trudno jest się poruszać, trudno też znaleźć właściwą drogę. W ciemności każdy krok jest ryzykowny, każdy gest wiąże się z niepewnością. Trudno jest cokolwiek rozpoznać i znaleźć. W ciemności wszystkie przedmioty są doskonale ukryte, wszystkie kształty, wszystkie kontury stają się niewidoczne i nierozpoznawalne. Nasz wzrok, mimo wysiłków, nie potrafi ich rozróżnić ani wśród nich się poruszać. Człowiek nigdy nie czuł się w ciemności zbyt pewnie. W przekonaniu naszych przodków, w mrokach nocy skrywały się tajemnicze, groźne siły, niebezpieczne demony i złe duchy, których należało się wystrzegać. Często także i dziś, ludzka wyobraźnia, podszyta strachem, często widzi w ciemności coś nieprzyjaznego, coś, co wywołuje niepokój. I choć w przyrodzie żyją stworzenia, dla których ciemność jest naturalnym środowiskiem życia, to jednak człowiek nie zalicza się do nich. Człowiek potrzebuje światła, aby z jego pomocą móc normalnie funkcjonować. Człowiek nie jest stworzony do życia w mroku. Do tego motywu często nawiązuje Biblia, która używa pojęcia ciemności, kiedy opisuje stan ludzkości żyjącej bez znajomości Boga. Jest to bardzo sugestywny obraz, który uzmysławia nam, że bez Boga nasz ogląd świata i samego siebie jest niepełny. Bez Bożego światła jesteśmy zdani wyłącznie na samych siebie. Przez to jednak widzimy tylko tyle, na ile pozwalają nam nasze niedoskonałe mechanizmy poznawcze, które są często zbyt słabe, by ująć złożoność i głębię wielu rzeczy. W wielu kwestiach wciąż gubimy się w domysłach i natrafiamy na granicę poznania. I nie dotyczy to tylko wielkich, fundamentalnych kwestii, takich jak pochodzenie życia i człowieka. Niepewność objawia się także w konkretnych sytuacjach z życia codziennego, które dotyczą nas osobiście. Ludzie często pytają samych siebie i innych, co tak naprawdę jest słuszne i co jest dobre. Pytają o to, jak postępować i jak żyć. Ale jednoznacznej odpowiedzi często nie otrzymują. Padają różne, nierzadko sprzeczne ze sobą sugestie. Gdzieś wśród nich żyjemy my, ze swoim własnym zdaniem i własnymi przekonaniami. Ale wiemy też, że to, co nam wydaje się czasem złe, dla innych może być zupełnie normalne, dobre i nawet pożądane. I jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że w wielu sprawach nasze poglądy różnią się od punktu widzenia innych. Czy nie przypomina to życia w ciemności, w której nic nie jest jednoznaczne? W której wszystko jest szare i nieokreślone, w której każdy polega na sobie, mierzy wszystko własną miarą, każdy szuka po omacku własnej drogi, każdy ma rację i jednocześnie jej nie ma? Pamiętajmy jednak, że w tej ciemności kiedyś zajaśniało wyraźne i ostre światło Bożego objawienia. Jest to światło, które padło na świat i na ludzkość z wielką mocą i przenikliwością. Jego moc polega na tym, że ukazuje wiele rzeczy z perspektywy, której nam brakuje, z punktu widzenia Boga, który chce uporządkować obraz naszej rzeczywistości. Syn Boży, Jezus Chrystus, Ten, który dla nas przyszedł na świat, nazwał siebie przecież „światłością świata”. On przybył na świat nie tylko jako Zbawiciel, ale także jako ktoś, kto chciał ludziom coś uświadomić i czegoś nauczyć. Znamy z Ewangelii wiele przykładów, kiedy Jezus zdecydowanie i odważnie prezentował swoją naukę, piętnował zakłamanie i obłudę, potępiał zło i niesprawiedliwość. I czynił to zawsze w taki sposób, który nie pozwalał na żadne kompromisy. To, co robił, nie było popularne, nie zgadzało się ze zdaniem większości i lokalnych autorytetów, dlatego zapłacił za to odrzuceniem i wrogością. Ale mimo to wzywał nieustannie do przemiany i odnowienia ludzkich serc, do naśladowania Go i do postępowania w duchu miłości. W ten sposób uświadomił nam, że człowiek, na którego drodze stanął Bóg, nie pozostaje już takim samym. Światło, które Bóg skierował na świat, w pewien sposób w człowieku pozostaje. Człowiek wierzący przyjmuje je do siebie i dba o to, aby ono szło za nim i jaśniało w jego życiu. Dzięki Chrystusowi, człowiek staje się „nowym stworzeniem”, który chce w swoim życiu realizować swoje powołanie. Tę myśl kontynuuje w liście do Efezjan apostoł Paweł, który swych adresatów nazywa „naśladowcami Boga” i „światłością w Panu”. Poprzez to uświadamia im i przypomina, że na chrześcijanach spoczywa ciężar tego, aby dalej nieść światło Bożego poznania poprzez świat. W ten sposób życie wierzących staje się swego rodzaju odpowiedzialną służbą, w której ma urzeczywistniać się to wszystko, co przekazał nam Jezus Chrystus. Apostoł Paweł przestrzega przed tym, by przez własną lekkomyślność nie zmarnować dzieła, które dokonuje w człowieku Bóg. Nawołuje do tego, aby nasze chrześcijaństwo było czymś prawdziwym i szczerym, aby było konsekwentne i miało pewną wyrazistość, która nie powinna rozpłynąć się w morzu obojętności i dowolności. Dziś bowiem to my jesteśmy adresatami tych słów; my, którzy mamy być „światłością w Panu”. Nasze postępowanie ma być jasnym i wyraźnym komunikatem wobec świata, i odważną manifestacją naszych przekonań, mimo że bycie świadkiem Chrystusa nie jest łatwe. Świat często nie chce dostrzec światła do którego zostaliśmy powołani. W świetle wszystkie rzeczy są bowiem doskonale widoczne, i dzięki niemu można dostrzec i ocenić ich prawdziwy charakter. Jako chrześcijanie powinniśmy mieć w sobie odwagę, aby złe i negatywne zjawiska nazywać po imieniu i przeciwko nim występować. W przyrodzie żyją organizmy, które w naturalny sposób lękają się światła. Możemy je spotkać tam, gdzie ono nie dociera, na przykład podnosząc kamień, pod którym się schroniły. Ale kiedy tylko padnie na nie światło, zrobią wszystko, by jak najszybciej przed nim się ukryć. Być może podobnie dzieje się wokół nas. Jest może wiele takich rzeczy, nawet w naszym najbliższym otoczeniu, które w głębi naszego sumienia wydają się nam niewłaściwe i złe, których według nas być nie powinno. One jednak są obecne, choć udają nieistnienie, i starają nie rzucać się w oczy. Są obecne, ale korzystają z tego, że nikt na nie zwraca już uwagi, nikt nie reaguje i nie odważy się im przeciwstawić, chociaż w głębi duszy wielu ocenia je właściwie. Jakże często widzimy, że w obliczu zła nikt nie chce zareagować. I także w nas samych jest często wiele zniechęcenia, jest poczucie wszechobecnej niemocy, bezsilności wobec różnych smutnych zjawisk, i przyzwyczajenie do tego, że trudno jest cokolwiek zmienić. Ten brak zdecydowania, brak wyrazistości ludzie tłumaczą sobie w różny sposób, ale to nie zmienia faktu, że jest on naszą porażką, jest świadectwem słabości wiary. Bycie światłem w ciemności, bycie wyjątkiem, który przeciwstawi się większości – to na pewno duże wyzwanie, to coś, co wymaga odwagi. I wielu z nas zadaje sobie być może często pytanie „Dlaczego to ja mam być tym światłem? Dlaczego to ja mam się wychylać, dlaczego mam się narażać?”. To prawda, że ten, kto występuje przeciwko złu, wbrew większości, wbrew środowisku, nieuchronnie zwraca na siebie uwagę. Jednak Chrystus nie powołał nas do tego, byśmy byli jego świadkami tylko z nazwy. Naśladowanie Jezusa Chrystusa to na pewno kwestia wierności naszemu powołaniu, zwłaszcza dziś, kiedy czyny liczą się o wiele bardziej niż słowa. Jest to jednak także kwestia szczerości oraz uczciwości względem siebie i innych. I dziś są przecież ludzie, którzy szukają ideałów i wzorów do naśladowania, którzy chcą wierzyć w to, że są wśród nas jeszcze ludzie bezkompromisowi, odważni i wyraziści. To właśnie dla nich my możemy my być źródłem inspiracji. To dla nich nasze światło, które świeci w ciemności, nawet słabe i ledwo widoczne, może być źródłem nadziei i ważnym punktem odniesienia. Oby Bóg dał nam wiele odwagi i sił, abyśmy z Jego pomocą potrafili żyć w zgodzie z naszym sumieniem, abyśmy w naszym codziennym życiu pamiętali o naszym powołani i realizowali je, jako wierni naśladowcy Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Amen. (c) 2004 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl |