
![]()
|
|
[Kazanie: O Marii] ks. bp Zygmunt Michelis Biskup-adiunkt Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Długoletni proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Warszawie, współtwórca i pierwszy prezes Polskiej Rady Ekumenicznej (1946-1960). Przed wojną opiekun Diakonatu Warszawskiego, inicjator i budowniczy Domu Macierzystego sióstr diakonis "Tabita" w Skolimowie (1930). Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Znaku", "Więzi" i innych. Zmarł 2 grudnia 1977 r. |
A w miesiącu szóstym posłany jest Anioł Gabryjel od Boga do miasta Galilejskiego, które zwano Nazaret, Do Panny poślubionej mężowi, któremu imię było Józef, z domu Dawidowego, a imię Panny Maryja. A wszedłszy Anioł do niej, rzekł: Bądź pozdrowiona, łaską udarowana, Pan jest z tobą; błogosławionaś ty między niewiastami. Ale ona ujrzawszy go, zatrwożyła się na słowa jego, i myślała, jakie by to było pozdrowienie. I rzekł jej Anioł: Nie bój się, Maryjo! albowiem znalazłaś łaskę u Boga. A oto poczniesz w żywocie i porodzisz syna, i nazwiesz imię jego Jezus. Ten będzie wielki, a Synem Najwyższego będzie nazwany, i da mu Pan Bóg stolicę Dawida, ojca jego; I będzie królował nad domem Jakóbowym na wieki, a królestwu jego nie będzie końca. Zatem Maryja rzekła do Anioła: Jakoż to będzie, gdyż ja męża nie znam? A odpowiadając Anioł, rzekł jej: Duch Święty zstąpi na cię, a moc Najwyższego zacieni cię; przetoż i to, co się z ciebie święte narodzi, nazwane będzie Synem Bożym. A oto Elżbieta, pokrewna twoja, i ona poczęła syna w starości swojej, a ten miesiąc jest szósty onej, którą nazywano niepłodną. Bo nie będzie niemożne u Boga żadne słowo. I rzekła Maryja: Oto służebnica Pańska; niechże mi się stanie według słowa twego. I odszedł od niej Anioł. Tedy wstawszy Maryja w onych dniach, poszła w górną krainę z kwapieniem do miasta Judzkiego. A wszedłszy w dom Zacharyjaszowy, pozdrowiła Elżbietę. I stało się, skoro usłyszała Elżbieta pozdrowienie Maryi, skoczyło niemowlątko w żywocie jej, i napełniona jest Elżbieta Duchem Świętym. I zawołała głosem wielkim, i rzekła: Błogosławionaś ty między niewiastami, i błogosławiony owoc żywota twego! A skądże mi to, iż przyszła matka Pana mego do mnie? Albowiem jako doszedł głos pozdrowienia twego do uszów moich, podskoczyło od radości niemowlątko w żywocie moim. A błogosławiona, która uwierzyła: Gdyż się wykonają te rzeczy, które jej są opowiedziane od Pana. Tedy rzekła Maryja: Wielbi dusza moja Pana; I rozradował się duch mój w Bogu, zbawicielu moim, Iż wejrzał na uniżenie służebnicy swojej; albowiem oto odtąd błogosławioną mię zwać będą wszystkie narody. Bo mi uczynił wielkie rzeczy ten, który mocny jest, i święte imię jego; I którego miłosierdzie zostaje od narodu do narodu nad tymi, co się go boją.
Łukasza 1,26-50 (Biblia Gdańska)
Bądź pochwalon Panie Jezu Chryste!
Malarze, którzy przedstawiają na obrazie stajenkę betlejemską ze żłobkiem i Dzieciątkiem, zazwyczaj czynią to Dzieciątku źródłem przedziwnej światłości, która promieniami swymi wypełnia całą stajenkę, przy czym pierwsze i najsilniejsze promienie padają na twarz i postać matki, troskliwie nachylonej nad swoim świętym synem, leżącym w żłobku. I lak miału już potem pozostać w pamięci i tradycji Kościoła Chrystusowego. I stąd ta tradycja w naszym Kościele Ewangelickim, ze w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu mówimy i wspominamy Tę, która przez Boga została wybrana na matkę Syna Bożego na ziemi, a tym samym na matkę duchową nowotestamentowego Izraela, ludu Bożego Nowego Przymierza po wszystkie czasy, aż do końca dni lęgu świata.
Godzi się przeto, że i my, którzy obchodzimy pamiątkę narodzenia naszego Zbawiciela, którzy byliśmy przy żłobku i śpiewaliśmy na cześć Dzieciątka radosne kolędy, że i my z czcią wspominamy wybraną przez Boga matkę Zbawiciela świata.
"Błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia" -- tak patrząc w przyszłość i patrząc na tę wielką doznaną łaskę -- sama o sobie powiedziała Maria Panna. I to się w całej pełni ziściło. Po dzień dzisiejszy, poprzez wszystkie wieki Kościół Katolicki i Prawosławny czci matkę Jezusa, jako Matkę Bożą w sposób szczególny. Także Kościół Ewangelicko-Augsburski ma wyraźną, słuszną i biblijną naukę o Marii, Mamy na przykład w naszej Agendzie święta maryjne, oparte na tych wydarzeniach, o których wspomina Pismo Św. A wszak Biblia jest źródłem nauki Kościoła Ewangelickiego.
Ale, niestety, niebiblijna jest często i niezrozumiała praktyka niektórych naszych braci. Są bowiem ewangelicy, którzy uważają za swój obowiązek, jeżeli już nie lekceważenie, to przynajmniej obojętność wobec matki Zbawiciela. matki Syna Bożego i, odwracają się z niechęcią od nieraz, niewątpliwie przesadnej formy kultu, którym otaczają matkę Jezusa, może wbrew temu, co o Niej wiemy z opowieści ewangelicznych, w innych Kościołach chrześcijańskich.
Dziś ta sprawa w nurcie i duchu ruchu ekumenicznego nabrała znowu niezmiernego znaczenia. Teolodzy katoliccy dokopali się w dawnych księgach reformatorskich, że reformatorzy, a więc nie tylko Luter i Kalwin, odnosili się z największą czcią: do Matki Bożej, co uważani za słuszne i zrozumiałe. Ale tego po nich nie przejęły już późniejsze pokolenia.
I oto obecnie, także ewangeliccy teolodzy w Europie, z inicjatywy swoich Kościołów piszą na ten temat książki i szukają także w starych księgach reformacyjnych historycznej prawdy w sprawie okazywania czci Matce Bożej.
Ale dla nas nie są ważne głosy tych lub innych teologów. Dla nas jest ważne to, co znajdujemy o tej sprawie w tej najważniejszej i nieomylnej dla nas księdze -- Biblii. A tam Jest wyraźne świadectwo o Marii. Najpiękniejsze słowa o Marii słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii Łukasza. Pomyślmy o tym. Oto Bóg chce darować światu Zbawiciela i jeżeli Jezus ma tę misję wypełnić, musi być wyposażony w pełnię Ducha Świętego. Musi być obrazem człowieka stworzonego na obraz samego Boga, które to podobieństwo ma trwać, rozwijać się i doskonalić.
Mówię o tym po ludzku, bo przecież to jest tajemnica tak samo dla najmądrzejszych, jak i najprostszych, dla dorosłych i dla dzieci. Oto Bóg postanowił przed wiekami, że Mesjasz wyjdzie spośród ludu, który w Starym Testamencie został naznaczony stygmatem wybrańca, by stać się prorokiem Boga jedynego, prostując Mu ścieżki, najpierw wśród siebie, a także poprzez siebie i swoją wiarę wszystkim innym narodom świata.
Ten narodzony z niewiasty miał być nazwany Synem Bożym, miał być wolnym od wszelkiej skazy grzechu pierworodnego. Wśród tylu tysięcy dziewic izraelskich, Bóg wybrał tę jedną, która miała zostać matką, a potem opiekunką w latach dzieciństwa, najwyższego wybrańca Bożego. Tego, który miał stać się Zbawicielem świata, tego, który miał być nazwany pierworodnym i jedynym Synem Boga żywego.
Zastanówmy się tylko na chwilę, co to za laska, co to za niesłychane wydarzenie. Jaką wagę Bóg do tego przywiązywał i jak chciał tę wybraną przez siebie i przeznaczoną do tej szlachetnej i świętej misji wyróżnić. Ukazuje nam to poselstwo Boże skierowane do Marii. Bóg posyła do tej ubogiej dziewicy w małym miasteczku Nazaret nie kapłana i nawet nie proroka. Nie znalazł na ziemi godnego człowieka, aby mu powierzyć tę tajemnicę, tę wieść niepojętą i cudowną. Anioł, wystany przez Boga przychodzi, aby jej powiedzieć to, co Bóg o niej postanowił. "I rzekł do niej anioł; "Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z tobą, błogosławić n as ty między niewiastami".
Jeżeli Bóg wybrał tę dziewicę, jeżeli posłał do niej z nieba anioła, jeżeli ten anioł ją w ten sposób pozdrowił i uczcił, czyż my nie powinniśmy tej wybranej przez Boga oddawać czci i miłości? Każda matka jest w pewnym sensie dla swego dziecka świętością. To my wszyscy czujemy. I nic nas tak nie oburza (i słusznie), jak to, gdy dziecko okazuje brak szacunku i miłości dla swojej matki, przez której cierpienie ofiarował mu życie Bóg. Uważamy to za zwyrodnienie. A tu mamy macierzyństwo przez Boga w wyjątkowy sposób uświęcone, a tu mamy matkę Syna Bożego i macierzyństwo w największej i doskonałej świętości!
Dlatego cieszę się, że nauka naszego Kościoła szanując Biblię, szanuje i miłuje także tę Ewangelię, która mówi o Matce Bożej i daje temu wyraz w swojej nauce i w swojej Agendzie. Cieszę się z tego, ale zarazem i smucę, że praktyka kościelna daleka jest od lej nauki biblijnej i kościelnej. To jest jeden z przykładów rozdźwięków między teorią a praktyką pobożności, czego nie brak w żadnym Kościele, Twierdzimy, że Nowy Testament jest jedynym źródłem prawdy biblijnej (i tak wierzymy i nauczamy), lecz to, co nam nie odpowiada, to z tych lub innych względów uchodzi naszej uwadze.
Do tych właśnie miejsc pomijanych i zapominanych należą odczytane słowa Ewangelii Łukasza o Marii, To nas bynajmniej nie usprawiedliwia, że ktoś w tej sprawie przesadza, albo nie postępuje według łych stów biblijnych. To jest jego rzecz. A naszą rzeczą jest, żebyśmy byli w ugodzie z Biblią, a nie ze swoimi upodobaniami lub tradycjami.
A Biblia mówi jeszcze więcej. Mówi nam o tym, co spotyka tych, którzy są wybrańcami Boga. Znacie i pamiętacie los nieomal wszystkich proroków. Byli prześladowani, niektórzy mordowani. Znacie i pamiętacie los wszystkich ludzi, którzy poprzez wszystkie wieki dziejów kościelnych byli obdarowani i przez Boga wyróżnieni jakąś specjalną łaską. Za swoje przekonania szli często na stos! Tak działo się nie tylko w Kościele Katolickim, lecz i w Ewangelickim.
Próbę musiała przejść i matka naszego Zbawiciela. Przecież czytamy w Ewangelii Mateusza, że zacny i szlachetny małżonek, z którym żyła w czystości, chciał ją opuście, jako skalaną i trzeba było interwencji anioła, by uznał jej świętą tajemnicę, której nie wolno było powierzyć ogółowi. l dlatego Maria może potem powiedzieć: "Wielbi dusza moja Pana, który wejrzał na uniżoność służebnicy swojej".
Pierwszym bowiem skutkiem wybraństwa było poniżenie wśród ludzi. I dlatego Bóg krzepi Marię także radością, z której zrodził się ten piękny hymn: "I rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, iż wejrzał na uniżoność służebnicy swojej. Odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia".
l tu przychodzi mi na myśl mimo woli nasz własny naród, polski naród, który w szczególny, nieraz przesadny sposób oddaje hołd Marii, I ten przesadny kult przyćmiewa często postać Chrystusa, jak gdyby odsuwa Go w cień. na drugi plan, ku niewątpliwej boleści i Marii.
Czyż ona sama nie powiedziała w Kanie Galilejskiej sługom: "Co On wam powie, to czyńcie"? Prosiła Go już wtedy a nie nakazywała o uczynienie cudu. bo uważała Go zawsze za swego Pana.
On, już jako dwunastoletni chłopiec powiedział do Niej, gdy robiła Mu wyrzuty, że się zagubił: "Czyż nie wiecie, że w tym, co jest ojca mego. Ja być muszę?" Ona przyjęta te słowa do serca, choć ich jeszcze wtedy w pełni nie rozumiała, nie uświadamiając sobie do końca, że to jest nie tylko Jej syn. ale Syn Boży, Mesjasz ludu wybranego. Musiała się tego dopiero uczyć i z matki zamienić się jakby w uczennicę, i widzieć w Nim tytko Syna Bożego, l uczyniła to w pokorze! A potem stanęła pod krzyżem. Tego my sobie nie możemy wyobrazić. W naszych czasach i naszym narodzie, a także i w naszym mieście, niejedna matka w czasie powstania stała nad grobem swego syna, może nawet stała pud szubienica. Może nawet był to jej jedyny syn, którego oddała na świętą ofiarę na ołtarzu Ojczyzny. A, tu Syn Boży, zwiastowany przez anioła, wysłannik Boga, także musi umierać...
Czyżby to wszystko, te cudowne przepowiednie, to Jego poświęcenie, Jego cuda, czyżby to wszystko miało się załamać? Nie wiem, co Maria czuła pod krzyżem i nie ma człowieka, który mógłby to sobie wyobrazić, bo takiego nieszczęścia nie można opłakać nawet krwawymi łzami. Taka cenę płaci się za to, jeżeli chce się być sługą Chrystusa, a nie sługą człowieka; sługą Królestwa Bożego. Płaci się, jeżeli chce się być godnym i zachować klejnot laski Bożej.
Wiemy, co Marię wzmocniło pod krzyżem Syna, Pierwsze słowo krzyżowanego dotyczyło całej ludzkości, a przede wszystkim tych, którzy Go krzywdzili, gdyż oni najwięcej potrzebowali Jego orędownictwa: "Ojcze, odpuść im, bo nie, wiedzą co czynią". I tak spełnił misję Zbawiciel świata.
Następne słowa są już jednak poświęcone Jej,
matce, której samotny los leżał Jezusowi na sercu "Niewiasto, oto Syn Twój". Ten najukochańszy uczeń, który najjaśniej przejrzał tajemnicę boskości. Tym synem miał być apostoł Jan, który do końca będzie się opiekować matką Zbawiciela. Był to dowód wielkiego zaufania, wyraz największej miłości do Jana, że właśnie
jemu Pan Jezus tę misję powierzył.
l czy ta prośba i te słowa Ukrzyżowanego nie nakazują nam dziś wszystkim Jego
wyznawcom miłość i cześć dla świętej matki Syna Bożego? Amen.
Fragment postylli "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo Zwiastun, Warszawa 1988, s.32-37.
[Biblioteka - Kazania i rozważania]
[Biblioteka - Teologia: Mariologia]
E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.