Witryna Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP

[Kazanie: Święto Reformacji - Ecclesia Semper Reformanda]

ks. bp Zygmunt Michelis

Biskup-adiunkt Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Długoletni proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Warszawie, współtwórca i pierwszy prezes Polskiej Rady Ekumenicznej (1946-1960). Przed wojną opiekun Diakonatu Warszawskiego, inicjator i budowniczy Domu Macierzystego sióstr diakonis "Tabita" w Skolimowie (1930). Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Znaku", "Więzi" i innych. Zmarł 2 grudnia 1977 r.


Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie; lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi. On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi.

Ew. Jana 16,12-14

Pierwsza teza reformacyjna brzmi: "Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus mówi: Pokutujcie, to chce, aby całe życie wiernych było nieustanną pokutą".

Nie chodzi mi w tej chwili o istotną treść tej tezy, lecz o jej sformułowanie. Jeżeli całe życie nasze ma być pokutą, to oznacza to, że człowiek ma się nieustannie zmieniać i doskonalić. Nie mogę być następnego dnia zupełnie takim samym, jakim byłem w dniu poprzednim. Zasada ewolucji jest podstawowym prawem przyrody i wszelkiego stworzenia. Ziarno gorczyczne nie pozostaje nim na zawsze, lecz musi się przemienić w krew i przez tę przemianę przynieść obfity plon. Podobny proces obowiązuje człowieka. Być człowiekiem znaczy stawać się nim jako niemowlę, potem jako dziecię, następnie jako młodzieniec, a potem dopiero jako człowiek dojrzały.

Jeszcze wyraźniej występuje prawo ewolucji w historii rozwoju ludzkiego: od prymitywnego dzikusa do nowoczesnego naukowca lub geniusza. Gdy się już ten proces skończy i gdy się osiągnęło to, do czego nas Stwórca indywidualnie przeznaczył, wtedy następuje rozwój wsteczny, nadchodzi wieczór życia, starość i w końcu śmierć. Możemy więc powiedzieć, że człowiek, który przestaje się rozwijać, zaczyna umierać, jest trupem, choć ma jeszcze pozory życia. Jego miejsce jest na cmentarzu. To może u niejednego nastąpić w młodym wieku, w szczególności w zakresie życia duchowego.

l to właśnie chce powiedzieć w swojej pierwszej tezie Luter. Dotyczy to nie tylko jednostki, lecz w większym jeszcze stopniu społeczności, w naszym wypadku Kościoła. I właśnie w świetle tej prawdy. Reformacja jest legalnym etapem w historii rozwoju Kościoła Chrystusowego na ziemi, objawem i przejawem tego zasadniczego, podstawowego prawa ewolucji. Kościół przecież nie mógł pozostać ani wewnętrznie, ani zewnętrznie w swoim rozwoju duchowym zawsze takim, jakim był za czasów apostołów. Musiał rosnąć, rozwijać się i dojrzewać, l ten proces trwać będzie aż do końca dni tego świata, aż do dnia sądu ostatecznego.

l dlatego nie mówimy o czynie Lutra jako o rewolucji, lecz jako o Reformacji, czyli o legalnej, przez prawo Boskie nakazanej ewolucji i przemianie. A gdybyśmy jeszcze-mieli w tym względzie jakiekolwiek wątpliwości, że tak jest i tak być musi, to rozproszy te wątpliwości dzisiejsze słowo Zbawiciela. Przecież On sam powiedział w swej mowie pożegnalnej do apostołów: "Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale byście tego dziś, na swoim etapie duchowym nie "znieśli", tzn. nie zrozumieli. A następnie Jezus dodaje: Ześlę wam Ducha Prawdy i On stopniowo tę prawdę będzie wam objawiał i jej uczył, l ten Duch Prawdy będzie wam mówił prawdę Bożą. Otrzymają ode mnie, a ja wziąłem ją od Ojca.

To zrozumiał Luter, to zrozumieli nasi Ojcowie wiary i dlatego mówili o swoim Kościele, używając ówczesnej terminologii łacińskiej, "ecclesia semper reformanda", a więc Kościół nieustannie reformujący się, podlegający przemianom udoskonalającym, czyli Kościół prawdziwie reformacyjny.

I z chwilą, kiedy Kościół nasz przestałby być Kościołem realizującym pierwszą tezę Lutrową, przestałby być Kościołem, który pamięta o słowach Chrystusa zawartych w dzisiejszej Ewangelii.

Nie można więc powiedzieć, że się jest człowiekiem pełnym, doskonałym, gdyż wszyscy stajemy się takimi powoli, nieustannie, aż do końca życia. O ileż więcej nie można tego powiedzieć o chrześcijaninie. Rozwój ziemski człowieka jest ograniczony w czasie. Rozwój duchowy jest nieograniczony w czasie, prowadzi nie do grobu, lecz na niebotyczne wyżyny świętości Chrystusa. A więc być chrześcijaninem to nie znaczy być posiadaczem prawdy, lecz jej nieustannym poszukiwaczem. Wierzyć w Boga, to nie znaczy posiadać Boga, znać go i rozumieć, lecz szukać Boga, szukać Go coraz żarliwiej i nieustannie. A im więcej się Go poznaje, im bliżej się Go czuje, tym gorliwiej, tym ofiarniej zagłębiać się w tajniki Jego prawdy i łaski.

Chrześcijanin musi być podobny do poszukiwacza złota. Poszukiwacz złota kopie w ziemi, a gdy znajdzie pierwsze ziarno złota, nie mówi: dość mi tego, lecz kopie jeszcze żarliwiej, jeszcze głębiej. I im więcej znajduje, tym więcej rośnie jego wysiłek i gorączka poszukiwania. Chrześcijanin musi być podobny do taternika, a więc do człowieka wybierającego się w góry. Byliście zapewne wszyscy w górach. Po każdym osiągniętym pagórku wchodzi się na następny, po każdym osiągniętym szczycie, choćby z największym wysiłkiem wspinamy się na następny, aż do najwyższego, póki starczy nam sił i czasu.

Ale dusza nasza jest silniejsza niż ciało i dlatego musi nieustannie posuwać się naprzód. Można się zmęczyć, można usiąść na chwilę, można odpocząć, ale tylko po to, żeby nabrać nowych sił i z nową żarliwością, z nowym entuzjazmem piąć się wyżej, wciąż bliżej do Boga.

I dlatego prawdziwy Kościół Chrystusowy musi być "ecclesia semper reformanda". Jakie z tego płyną konsekwencje? Bardzo wyraźne i dalekosiężne.

Ci, którzy mówią, że tak było i tak musi pozostać, którzy wracają do okresu niemowlęctwa lub dzieciństwa Kościoła i tam pozostają, mogą być szczerymi chrześcijanami i pobożnymi ludźmi, ale nie są prawdziwymi luteranami. Co gorsza, nie są apostołami pełnej, cudownej prawdy Chrystusowej i wolności dzieci Bożych. Zapierają się w ten sposób swego Reformatora i nie pojmują najgłębszej i najwspanialszej prawdy, o której Chrystus mówi w dzisiejszej Ewangelii.

Każde wyznanie może stać się gettem, a przynależący do niego powiedzieć: Nie wychodzimy do nikogo, z nikim nie rozmawiamy o sprawach naszego Kościoła, z nikim nie utrzymujemy społeczności, z nikim się nie modlimy, z nikim nie zasiadamy do Stołu Pańskiego. Właśnie wtedy mamy do czynienia z gettem chrześcijańskim, a nie Kościołem biblijnym, ewangelicznym, świętym Kościołem Powszechnym, w którym głowa Kościoła, biskup dusz naszych, Jezus Chrystus, ma nam jeszcze wiele do powiedzenia. On będzie mówił do nas wiek po wieku, pokolenie po pokoleniu, aż do .końca świata. I każde pokolenie będzie głębiej wtajemniczone w prawdę Bożą.

Na tym właśnie polega istota Reformacji. Całe życie człowieka, życie każdego pokolenia musi być nieustanną pokutą, nieustanną przemianą, nieustannym pięciem się wzwyż, nieustannym kopaniem coraz głębiej w kopalni prawdy Boga żywego.

Mówisz, że jesteś chrześcijaninem? Jeżeli ktoś kładzie nacisk na słowo "jestem", to nim na pewno jeszcze nie jest. Jeżeli zaś nim był, to już na pewno teraz jest umarłym. Być chrześcijaninem to znaczy stawać się nim dzień po dniu, rok po roku.

Kościół Chrystusowy to nie jest otoczone murami getto, To brama dla wszystkich na zewnątrz i dla wszystkich wewnątrz, to droga do Boga, do prawdy, otwarta dla wszystkich. I to jest wspaniałą cechą dzisiejszych czasów. Oto Kościół, który był najbardziej bronioną twierdzą, zamkniętym gettem, nie wpuszczającym bez specjalnej "przepustki" nikogo do siebie i nie przekraczającym progu żadnego "innego Kościoła", dziś zaczyna otwierać swoje bramy dla "odłączonych braci" i idzie w gościnę do bratnich sąsiadów!

Czyżbyśmy my, ewangelicy, światli i postępowi członkowie Kościoła nieustannie reformującego się, mieli teraz z kolei stać się sekciarskim gettem w rodzinie ludów Bożych? To przecież byłoby nie tylko przekreśleniem tez reformacyjnych, lecz także sprzeczne z prawdą dzisiejszej Ewangelii. Chrystus nie będzie mówił tylko do zamkniętego getta, Chrystus mówi do całego świata, do wszystkich ludzi i wszystkich ludów, tym bardziej do wszystkich wyznań chrześcijańskich.

l to jest wielkość naszych czasów, że zaczynamy Go wspólnie słuchać i jednakowo rozumieć. Ludzie narzekają na nasze czasy, na bezbożnictwo, na walkę z religią. Jest to objaw słabości i niewiary w prawdę Bożą. Ja się nie boję żadnej dyskusji w sprawach religii, bo jestem pewny prawdy ewangelicznej, biblijnej i jej ostatecznego zwycięstwa. Dlatego jestem gotów iść do wszystkich, którzy szukają prawdy Chrystusowej, choćby to czynili w odmienny sposób, żeby z nimi dyskutować, a jeszcze lepiej, jeżeli się zgodzą, żeby się z nimi modlić. Jestem pewien, że w ten sposób wypełniam testament Reformacji, który jest testamentem samego Chrystusa: "Idźcie tedy na cały świat, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego". Ja wierzę w swoją prawdę nie dlatego, że jest moją prawdą, lecz że jest prawdą Słowa Bożego.

Dzisiaj znów na świecie trwa wielkie szukanie Boga. Dawno już nie było takich czasów, kiedy sprawa wiary była tak aktualna, jak w obecnej dobie. Jedni Boga szukają, a drudzy Go zwalczają, ale wszyscy o Nim mówią. Jedni idą do Boga, a inni uciekają przed Bogiem. Pierwsi idą, bo Go miłują, bo wierzą, że w Nim znajdą szczęście i zbawienie. A ci drudzy? Oni Boga zgubili, wątpią. Serdecznie im współczuję. Gdyby istotnie tak myśleli, jak mówią, że nie ma Boga, to po co by Go zwalczali? To, co oparte jest na fikcji, na iluzji, samo się załamie. Słusznie więc i mądrze mówią ci, którzy głoszą, że nie trzeba walczyć z religią, że w świetle nauki i wiedzy rychło po niej śladu nie będzie. Ja także wierzę, że jeżeli Kościół nie jest prawdą Bożą, to zniknie, a religia zamrze na wieki. Lecz czy to aby jest pewne? Wszak już prawie dwa tysiące lat temu założyciela Kościoła i Jego prawdę powieszono na krzyżu i zakopano w grobie. Grób przywalono wielkim kamieniem, kamień zaś opieczętowano urzędowymi pieczęciami i zabezpieczono uzbrojoną strażą. A oto Ten zamordowany i pogrzebany. Ten strażą chroniony zmarły powstał z grobu i wciąż żyje; wciąż na nowo, ku zdumieniu, a czasami ku przerażeniu swoich przeciwników powstaje z grobu.

Powtarzano ten zabieg wielokrotnie, aż po dzień dzisiejszy. I jak dotąd wciąż z tym samym skutkiem. On powstaje wciąż na nowo i to coraz światlejszy i piękniejszy w swoich uczniach, w swoich wyznawcach, gdyż oni się przemieniają i doskonalą, otrzymując od Niego Ducha Świętego. A tam, gdzie Go nie ma, mimo wysiłków, pracy, poświęcenia i ofiary nie ma pokoju, nie ma radości, nie ma szczęścia.

Dziś wielu zaczyna rozumieć, przede wszystkim w Kościele, właśnie w Kościele reformującym się -- "ecclesia semper reformanda" -- który wyrasta ponad wszystkie Kościoły doskonałe i nieomylne, że prawda Chrystusowa, to nie prawda, która można zamknąć w tabernaculum i przed nią klęknąć. To nie prawda, którą można zamknąć w Kościele, jak w kasie ogniotrwałej, otoczyć poświęconym murem i tam będzie ona trwała niezmiennie. To jest jedna z najszkodliwszych iluzji.

Prawda Chrystusowa to prawda bytu, a nie formułek teologicznych. Prawda Boża to wołanie Boga, któremu nie można się oprzeć, przed którym trzeba albo uciekać, choć ucieknie się tylko do grobu, albo trzeba Go usłuchać i za Nim pójść! To jest wezwanie zwrócone do całej ludzkości, a zarazem do każdego człowieka. Tak, jak Jezus na początku swojej działalności imiennie powoływał pierwszych apostołów, mówiąc: "Pójdź za mną", tak dziś Duch Święty mówi do każdego człowieka, w szczególności do każdego chrześcijanina i do każdego Kościoła: Wstań i wyjdź ze swego getta, ze swych form i obrzędów, i bądź świadkiem i światłością mojej prawdy! To jest dziś nasze nowe, acz pierwotne, reformatorskie, ale na nowo do życia przywrócone, zrozumienie Ewangelii!

Wierzyć to znaczy szukać Boga, nie wierzyć to znaczy uciekać od Boga. Cały świat należy do Chrystusa, wszystkie pokolenia, wszystkie sprawy i wszyscy ludzie. Dlatego musimy dla tych poszukiwaczy, ale także dla tych uciekinierów być niewzruszonym, jasnym drogowskazem do Zbawiciela. To są zadania, to są reformacyjne i reformatorskie nakazy, które Pan Kościoła, Jezus Chrystus, postawił w dobie Reformacji przed swoim Kościołem, Kościołem Powszechnym, nie tylko zaś przed Kościołem Ewangelickim. Stawia to samo zadanie przed wszystkimi Kościołami. I śmiem dodać, że w pierwszym rzędzie przed Kościołem Ewangelicko-Augsburskim, Luterańskim, który twierdzi, że jest "ecclesia semper reformanda". Ten Kościół zrozumiał JUŻ dawno, że prawdy Chrystusowej nie można zamknąć w tabernakulum na ołtarzu, że nie można sobie z Biblii wybierać tylko pewnych słów, które się nam indywidualnie, czy grupowo najbardziej podobają, ale trzeba nieść światu wszystkie słowa Ewangelii.

Słuchajmy więc uważnie i w skupieniu, co mówi Duch Święty, gdyż On szczególnie dziś ma nam wiele do powiedzenia. To jest dzisiejsza wielka szansa naszego Kościoła. Pamiętajcie jednak, że Chrystus nie mówił: Chodźcie tylko do świątyni w Jerozolimie. On sam szedł do ludzi, szedł do Mateusza, który siedział na cle, szedł do Szymona z sieciami, pływając z nim po morzu, szedł do chorych i umarłych, bywał na weselach i ucztach, nawet w domach grzeszników i wrogów. A najchętniej wołał ludzi do siebie na spokojne miejsca, z dala od gwaru i spraw tego świata. Jeżeli pozyskał człowieka dla Boga i Jego prawdy to człowiek ten potem sam szukał społeczności z Bogiem w świątyni, względnie w zborach chrześcijańskich.

Dziś ludzie masowo opuszczają Kościół i unikają jego nabożeństw. Kościół musi ich szukać. Musimy iść do nich ze świadectwem Chrystusa o Bogu. A gdy im pomożemy znaleźć Boga, wtedy oni sami znajdą drogę do Kościoła i do ołtarza. Nie dajmy się w tym ubiec innym!

Kościół Rzymskokatolicki przejmuje dziś wiele reformacyjnych prawd i dróg w akcji ewangelizacyjnej i pracy kościelnej, a w swoim radykalizmie metod pracy nas nieraz wyprzedza. Dlatego powtarzam: Nie marnujmy tej szansy, którą ma nasz Kościół wolny od krępujących więzów dyscypliny kościelnej i przepisów kanonicznych, od wiary w nieomylność swojej formy i niezmienność swoich obrzędów. Nasze czasy potrzebują fanatyków i nie znoszą inkwizycyjnych stróżów formalistycznej prawowierności. Nowoczesnego człowieka nie nawrócą scholastyczne referaty teologiczne, ani sztuczny patos religijny. Nasze czasy żądają języka codziennego i prawdy życiowej. Uznają apostołów wiary, a nie krasomówców kościelnych i retorów filozoficznych.

Dziś potrzeba w Kościele, na kazalnicach i w nauce religii, czy w praktykach duszpasterskich ducha inicjatywy, dynamicznej siły, twórczych idei. Dziś trzeba ludzi z odwagą do decyzji i śmiałością do wzięcia na siebie odpowiedzialności we własnym Kościele i wobec własnych współwyznawców. Takim był nasz wielki Reformator i takimi muszą być jego uczniowie; także i dziś. Takich musimy mieć wyznawców w swoim Kościele, jeżeli chcemy się ostać, jeżeli chcemy na nowo zajaśnieć biblijnym, reformatorskim i reformacyjnym światłem prawdy: prawdy o Bogu, prawdy o Kościele Chrystusowym. Jeżeli mamy mieć prawo powiedzieć o sobie w duchu dzisiejszej Ewangelii, że jesteśmy "ecclesia semper reformanda", że jesteśmy Kościołem wciąż się reformującym według Ewangelii Chrystusowej, tej wiecznej, niezmiennej prawdy Bożej, to musimy pamiętać, że tylko taki Kościół: święty, apostolski, powszechny ma obietnicę ostatecznego zwycięstwa i wiecznego trwania. Amen.

Fragment postylli "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo Zwiastun, Warszawa 1988, s.181-186


[Biblioteka - Kazania i rozważania]


 E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.