
![]()
|
|
[Kazanie: Pamiątka Umarłych - Przez śmierć do życia] ks. bp Zygmunt Michelis Biskup-adiunkt Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Długoletni proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Warszawie, współtwórca i pierwszy prezes Polskiej Rady Ekumenicznej (1946-1960). Przed wojną opiekun Diakonatu Warszawskiego, inicjator i budowniczy Domu Macierzystego sióstr diakonis "Tabita" w Skolimowie (1930). Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Znaku", "Więzi" i innych. Zmarł 2 grudnia 1977 r. |
Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba, jeśli tylko przyobleczeni, a nie nadzy będziemy znalezieni. Dopóki bowiem jesteśmy w tym namiocie, wzdychamy, obciążeni, ponieważ nie chcemy być zewleczeni, lecz przyobleczeni, aby to, co śmiertelne, zostało wchłonięte przez życie. A tym, który nas do tego właśnie przysposobił, jest Bóg, który nam też dał jako rękojmię Ducha.
(2 Kor 5,1-5)
O śmierci mówi się w Kościele rzadko, może tylko raz w roku, właśnie dzisiejszej niedzieli. Poza tym wtedy, gdy musimy stanąć przy śmiertelnym łożu kogoś bliskiego, albo nad otwartą mogiłą. Unikamy wszyscy nie tylko rozmowy, ale nawet myśli o śmierci. Mówienie o śmierci w towarzystwie uchodzi nieomal za nietakt. Bo po co ludziom przytłumiać radość życia i przypominać o tym, o czym każdy najchętniej by zapomniał? I tak też jest. Ludzie usiłują i potrafią zapomnieć o tym, że śmierć czeka na każdego z nas. Jeżeli to czyni młodzieniec, jest to zrozumiałe. Jeżeli to czyni człowiek w dojrzałym wieku, pełen sił i ducha życiowego, jest to do pewnego stopnia wybaczalne. Ale jeżeli tak się zachowuje i tak postępuje człowiek, któremu siwizna pokryła głowę, a zmarszczki twarz, człowiek, którego słońce życia chyli się już ku wieczorowi, to jest to niewybaczalna lekkomyślność. To tak, jak gdyby ktoś wybierał się w daleką podróż i do ostatniej chwili nie czynił żadnych przygotowań, o tym nie mówił i nie myślał.
Wyznaję, że myślę często o śmierci, ale jestem człowiekiem nazbyt współczującym, ażebym nie rozumiał tej ucieczki ludzi przed myślą o śmierci. A przecież przed śmiercią nie uciekniemy. A więc nie uciekajmy także od myśli o niej. Spróbujmy raczej rozwiązać ten problem, aby opuścił nas wszelki lęk przed śmiercią.
Stałem już przy wielu łożach śmiertelnych, ludzi nieznanych lub mało znanych, a także bliskich. Jakież to jest przygnębiające, gdy się widzi to
przerażenie w oczach umierającego. A jakie to jest budujące, gdy się widzi odblask pokoju, jak gdyby jakiegoś zwycięstwa, który z serca poprzez oczy umierającego pada na nas. Takiej śmierci pragnę dla siebie i życzę wam wszystkim.
Co mówi na temat śmierci apostoł Paweł? Zacznijmy od tego, co łatwo zrozumiemy i bezpośrednio odczujemy. Mówi o tym, że "wzdycha" pod ciężarem grzechu, ugina się pod ciężarem życia, a także pod ciężarem grozy śmierci, która zagląda mu w oczy. Wzdycha, to znaczy smuci się, to znaczy lęka się. Rozumiemy to i cieszymy się, że Apostoł staje obok nas, aby podzielić z nami to tak powszechne uczucie, które każdy człowiek odczuwa w obliczu śmierci. Ale Apostoł zarazem dodaje do tego stwierdzenia i wyznania inne słowo, które nam się wydaje dziwnym. Wzdycham -- ale mam ufność. A więc przezwyciężam swój lęk ufnością mego serca.
W ciągu długiego życia każdego człowieka, a zwłaszcza człowieka pełniącego służbę publiczną, pracującego dla szerokiego ogółu, nazbiera się często wiele ciężaru, goryczy, rozczarowania i niechęci. A potem przychodzi to najcięższe: trzeba z tym wszystkim iść do grobu. Po co żyłem, po co się trudziłem i męczyłem, walczyłem i cierpiałem? Czy po to, aby umrzeć?
I to jest to najcięższe, co Apostoł ujmuje w te słowa: Wiemy, że nasze życie to nasz dom ziemski, to jest nędzna lepianka, w której mieszka nasze ciało i nasze życie doczesne. I do tej nędznej lepianki, naszego doczesnego ciała i życia tak jesteśmy przywiązani, że myśl lub cień możliwości, że trzeba będzie tę lepiankę opuścić napawa nas najwyższym lękiem i przerażeniem.
Nie chodzi więc tylko według słów Apostoła o samą śmierć. Przecież my umieramy przez całe życie. Życie zabiera nam powoli wszystko: entuzjazm, wiarę młodości, a potem w wieku dojrzałym powoli zdrowie, wiarę w ludzi, zabiera nam naszych najbliższych przyjaciół, skazuje nas, zwłaszcza w wieku podeszłym na rosnącą wciąż samotność. Rówieśnicy i przyjaciele kolejno odchodzą, jest nas coraz mniej i pusto robi się wokół nas. A z tymi młodszymi już nie mamy wspólnego języka. A do tego przychodzą jeszcze cierpienia, nieszczęścia, choroby i dolegliwości starości. I to wszystko składa się według słów Apostoła na naszą śmierć, na nieustanne umieranie dla życia doczesnego, dla tego życia, w którym tkwimy wszystkimi nerwami swego ciała, swojej istoty. I to stwarza lęk, przed którym uciekamy i od którego chcielibyśmy się uwolnić i wyzwolić.
Znamy więc teraz źródło naszego "wzdychania", jak to nazywa Apostoł. To ta nędzna "lepianka", która nie dopiero w godzinie śmierci, ale nieustannie i nieuchronnie i powoli się rozpada, przestaje nam służyć. Nie czujemy się już w niej ani tak szczęśliwi, ani tak radośni, jak to było w
czasach naszej młodości. I dlatego ludzie starzy tak mało się uśmiechają. Gasną światła w ich oczach, bo gasną światła w ich życiu.
Ale Apostoł powiada do nas: Ludzie kochani, mylicie się! Nie znacie samych siebie i nie rozumiecie istoty życia. "Lepianka" wcale nie jest ważna, a śmierć wcale nie jest kresem ludzkiego życia. Mogiła wcale nie jest naszym ostatnim mieszkaniem.
"Wiemy bowiem, powiada Apostoł, gdy ta lepianka się rozpadnie, mamy dom nie rękoma zbudowany, mieszkanie w niebie". A my o tym może wcale nie wiemy albo i nie chcemy wiedzieć. A może wiedząc, nie wierzymy? I teraz Apostoł powiada dalej: tu właśnie leży ta najgłębsza, ostateczna przyczyna tego waszego lęku, waszego uciekania przed myślą o śmierci.
Istotą życia ziemskiego jest śmierć. Ta lepianka ziemska jest przeznaczona prędzej czy później do rozpadnięcia się. Ale istotą ludzką jest życie wieczne. To tak jak się burzy jakieś stare rudery, które trzeba usunąć, bo inaczej nie można by na tym miejscu postawić nowego wspaniałego domu. Burzymy je bez wahania i bez żalu, bo cieszymy się -na myśl o nowym domu, który na tym miejscu powstanie. Apostoł powiada. Wiemy, że mamy przygotowany dom, nie rękoma zbudowany w niebie, dom wieczny, dom żywota wiecznego, radości doskonałej i szczęśliwości wiecznej.
Czy my to wiemy? Czy w to naprawdę wierzymy? Apostoł Paweł także "wzdychał". Ale przyszła w życiu jego taka chwila, gdy
spotkał się z Chrystusem na drodze swego życia i to spotkanie z żywym Chrystusem stało się przełomem i nową epoką w jego życiu. Był tak urzeczony tą wizją, był tak wpatrzony tęsknotą swego serca w żywego Chrystusa na drodze do Damaszku, że stracił sprzed oczu swoją ziemską lepiankę, przeznaczoną na zburzenie. I dlatego idąc na śmierć męczeńską może powiedzieć: Wzdychamy, ale jesteśmy pocieszeni, jesteśmy pełni ufności. Wzdychamy, ale oczekujemy radośnie na cudowną chwilę przeobleczenia, przeprowadzki do nowego mieszkania. A wiemy, że każda przeprowadzka jest uciążliwa. Jak okropnie wygląda opuszczone i ogołocone mieszkanie, gdy człowiek się z niego wyprowadzi; Takim jest obraz człowieka, gdy spojrzy na siebie w obliczu śmierci. Ile tam grzechów, błędów, ile zwiędłych kwiatów, zgniłych owoców, połamanego sprzętu...
Otóż apostoł Paweł zapomniał o tym, gdy Chrystus zmartwychwstały, Chrystus wniebowzięty ukazał mu się na jego drodze do Damaszku. Ale i pierwsi chrześcijanie oczyma duszy widzieli zmartwychwstałego Chrystusa, gdy szli na śmierć, nie tylko bez obawy, ale i z niepojętym dziś dla nas entuzjazmem; na śmierć na stosach, na areny cyrkowe, na śmierć w paszczach lwów i tygrysów. Wiedzieli, że dla nich jest przygotowany dom nie rękoma zbudowany, dom w niebiesiech, dom wieczny, dom cudowny, dom
wspaniały u Boga.
I ci wszyscy, którzy umierali z takim męstwem i z takim spokojem, a nawet z taką radością, widzieli Zmartwychwstałego. Nie ma więc zwycięstwa, nie ma pociechy i radości bez wiary Pawłowej, bez jego wyznania: "Wiemy, że dla nas jest zbudowany dom nie rękoma zbudowany". My wiemy, że śmierć jest przebraniem w nowe niebiańskie szaty. My wiemy, że śmierć jest potrzebna, abyśmy stali się uczestnikami prawdziwego, wiecznego, doskonałego i szczęśliwego życia. My w to wierzymy i dlatego się nie lękamy ani myśli o śmierci, ani samej śmierci. "Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę mówi Duch, odpoczną po pracach swoich; uczynki ich bowiem idą za nimi". Amen.
Fragment postylli "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo Zwiastun, Warszawa 1988, s.195-198
[Biblioteka - Kazania i rozważania]
E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.