Witryna Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP

[Kazanie: Niedziela Wieczności - Sąd Ostateczny]

ks. bp Zygmunt Michelis

Biskup-adiunkt Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Długoletni proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Warszawie, współtwórca i pierwszy prezes Polskiej Rady Ekumenicznej (1946-1960). Przed wojną opiekun Diakonatu Warszawskiego, inicjator i budowniczy Domu Macierzystego sióstr diakonis "Tabita" w Skolimowie (1930). Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Znaku", "Więzi" i innych. Zmarł 2 grudnia 1977 r.


A gdy przyjdzie Syn człowieczy w chwale swojej, i wszyscy święci Aniołowie z nim, tedy usiądzie na stolicy chwały swojej, I będą zgromadzone przed niego wszystkie narody, i odłączy je, jedne od drugich, jako pasterz odłącza owce od kozłów. A postawi owce zaiste po prawicy swojej, a kozły po lewicy. Tedy rzecze król tym, którzy będą po prawicy jego: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego! odziedziczcie królestwo wam zgotowane od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść; pragnąłem, a daliście mi pić; byłem gościem, a przyjęliście mię; Byłem nagim, a przyodzialiście mię; byłem chorym, a nawiedziliście mię; byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. Tedy mu odpowiedzą sprawiedliwi, mówiąc: Panie! kiedyżeśmy cię widzieli łaknącym, a nakarmiliśmy cię? albo pragnącym, a napoiliśmy cię? I kiedyśmy cię widzieli gościem, a przyjęliśmy cię? albo nagim, a przyodzialiśmy cię? Albo kiedyśmy cię widzieli chorym, albo w więzieniu, a przychodziliśmy do ciebie? A odpowiadając król, rzecze im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiekieście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili. Potem rzecze i tym, którzy będą po lewicy: Idźcie ode mnie, przeklęci! w ogień wieczny, który zgotowany jest dyjabłu i Aniołom jego. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść; pragnąłem, a nie daliście mi pić; Byłem gościem, a nie przyjęliście mię; nagim, a nie przyodzialiście mię; chorym i w więzieniu, a nie nawiedziliście mię. Tedy mu odpowiedzą i oni, mówiąc: Panie! kiedyśmy cię widzieli łaknącym, albo pragnącym, albo gościem, albo nagim, albo chorym, albo w więzieniu, a nie służyliśmy tobie? Tedy im odpowie, mówiąc: Zaprawdę powiadam wam, czegościekolwiek nie uczynili jednemu z tych najmniejszych, i mnieście nie uczynili. I pójdą ci na męki wieczne; ale sprawiedliwi do żywota wiecznego.

(Mt 25,31-46)

Wizja końca świata i sądu ostatecznego natchnęła artystów średniowiecza do stworzenia wstrząsających grozą obrazów gniewu Bożego i ludzkiego cierpienia. Były także czasy, gdy myśl o sądzie ostatecznym odgrywała w pewnym stopniu rolę hamulca dla staczającego się w przepaść człowieka.

Wątpię, aby dziś, nawet wśród gorliwych chrześcijan, wielu liczyło się realnie z faktem sądu ostatecznego. A przecież Nowy Testament tak na ogół, z wyjątkiem Apokalipsy, powściągliwy w sprawach eschatologicznych, w tym punkcie jest kategoryczny i wyraźny. Sądzę, że także rozum i sumienie mówią nam, że bez ostatecznego obrachunku i wyrównania, idea sprawiedliwości byłaby fikcją i sama nawet moralność zawisłaby w próżni. Ktokolwiek i w jakimkolwiek celu stworzył świat i człowieka, wyposażając go przy tym w tak cudowny i hojny sposób, kiedyś przecież jako włodarz musi przyjść i zażądać obrachunku z tego, cośmy z tym światem i na tym świecie uczynili, jaki zrobiliśmy użytek z powierzonych nam skarbów ciała, ducha i duszy. Bez takiej wiary życie nie miałoby głębszego sensu i większej wartości. Koniec świata, podział na potępionych i zbawionych. Czyż wszechmocny Stwórca nie mógł przewidzieć i przygotować lepszego zakończenia wszelkiego procesu i dramatu życia? Czy wieczne potępienie za grzechy doczesne, a więc przejściowe, nie jest karą niewspółmierną do winy człowieka? I jak pogodzić tę straszliwą karę z miłosierdziem Ojca w niebiesiech? Czyż ofiara Zbawiciela była daremna i Jego orędownictwo odnosi tylko częściowy skutek w stosunku do grupy wyznawców?

A z drugiej strony, któż śmiałby spodziewać się lub zgoła domagać, aby wszystkich ludzi czekał tu i tam jednakowy szczęśliwy los, niezależnie od ich postawy wobec Boga i Chrystusa, wobec życia i śmierci?

Sądzę, że wystarczy tych kilka pytań dla podkreślenia doniosłości i trudności zagadnienia. Posłuchajmy więc, co nam w tej sprawie mówi dzisiejsza Ewangelia, a rączej wpatrzmy się uważnie w niezwykły obraz przyszłości, jaki maluje przed oczyma duszy.

Na sąd składają się trzy rzeczy: sędzia, prawo, wyrok. A więc w pierwszym planie sędzia. Jest nim Chrystus Pan, Zbawiciel świata, kapłan miłości, zwiastun łaski i przebaczenia w roli sprawiedliwego, lecz nieubłaganego sędziego żywych i umarłych. Czyż to harmonizuje z obrazem Jezusa Chrystusa w ewangeliach, zwanym dobrym pasterzem, który życie oddaje za owce, także, a nawet przede wszystkim, za zbłąkane owce? Jest to jednak tylko pierwsze powierzchowne wrażenie, które musi ustąpić po głębszym namyśle. Każdy wybitniejszy człowiek, który naucza, prowadzi, rozkazuje, staje się automatycznie rozjemcą i sędzią ludzi oraz czasów. Przez sam fakt, że jest i że jest takim, jakim jest, dzieli ludzi na zwolenników i przeciwników. Im większą jest indywidualnością, tym większy według głębi i zakresu jest ten jego pozornie destrukcyjny, czy zgoła rewolucyjny wpływ. Nasze czasy, które dały światu wybitne, genialne jednostki, są tego przykładem i potwierdzeniem. Widzimy, że genialna jednostka wyciska piętno na swojej epoce, dzieli społeczeństwa i narody na przyjazne i wrogie obozy, staje się poza znaczeniem i losem jednych i drugich. I miałby nim nie być Ten, o którym sądzimy, że był, jest i będzie po wsze czasy największym wśród narodzonych z niewiasty, o którym natchniony Duchem Świętym mąż powiedział, że "przeznaczony jest, aby przezeń powstało i upadło wielu", który sam o sobie świadczył, że kto w Niego nie wierzy, już jest osądzony? Zaprawdę powiadam wam, jeśli będzie sąd ostateczny nad światem i człowiekiem to sędzią będzie Chrystus Pan.

Wiemy także według jakiego prawa Chrystus będzie sądził żywych i umarłych. Decydującą okolicznością sądu ostatecznego niż będzie nic złego, co zazwyczaj odgrywa tak wielką rolę w życiu ludzkim także i w życiu kościelno-religijnym. Jedyną bowiem miarą sądową będzie stosunek do samego sędziego i to stosunek najbardziej życiowy, praktyczny, prozaiczny. "Nie ci, którzy wołają do mnie: Panie, Panie, lecz ci, którzy czynią wolę Ojca mego, wejdą do Królestwa Bożego", zapewnia Pan Jezus w innym miejscu Ewangelii. A ta wola Boża, kieruje nas do ludzi i mówi nam, że nasze posłuszeństwo wobec Boga ma się przejawiać w naszym stosunku wobec człowieka. "Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem nagim, a przyodzialiście mnie, byłem chory i w więzieniu, a przychodziliście do mnie. Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych
najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście".

Może to dla nas, tzw. "praktykujących chrześcijan", dbałych o swoją kościelną i dogmatyczną prawowierność, nie być zrozumiałym. Faktem jest jednak, że nasze pobożne praktyki, mające zresztą skądinąd niewypowiedzianie większe znaczenie niż to się wydaje, że jednak ostatecznie i bezpośrednio nie one zadecydują o naszym losie na sądzie ostatecznym. To też jeden ze znanych kaznodziei ewangelickich z początku naszego stulecia wypowiedział w tej sprawie następującą opinię: Jeżeli się dostaniemy do nieba, to na początku ogarnie nas wielkie zdumienie. Będziemy się dziwili, że nie znajdziemy tam wielu spośród tych, którzy tu na ziemi uchodzili za najpierwszych kandydatów do nieba. Bardziej jeszcze będziemy się dziwili, że znajdziemy tam też sporo takich, o których nigdy nie przypuszczaliśmy, że mogą się dostać do nieba. A najbardziej będziemy się dziwili, że się sami znaleźliśmy w niebie.

Na zakończenie kilka słów o wyroku sądu ostatecznego: "Wtedy powie tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo przygotowane dla was od założenia świata (...) Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom (...) I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego". Nie taję, że mnie ten straszliwy wyrok przejmuje grozą i lękiem. Można go rzeczywiście nie brać dosłownie. Ale jeżeli się wierzy w Boga nie można nie wierzyć w absolutną sprawiedliwość Bożą. I każde lekceważenie tej rzeczy mści się prędzej czy później już tu, na ziemi i zemści się straszliwie na sądzie ostatecznym. Czy ktoś z nas dziś o tym wątpi? Ten Sędzia będzie sądził nieomylnie. Nie będzie Mu tajnym żaden czyn, żadne słowo, żadna myśl. Wyobraźmy sobie, że byłby wśród nas ktoś, kto potrafiłby na wskroś umysł i serce, sumienie i duszę jakimiś duchowymi promieniami Roentgena prześwietlić. Czyż nie ucieklibyśmy przed nim do najciemniejszej nory? I czy w końcu nie zamordowalibyśmy go bezlitośnie, aby się pozbyć nieznośnego uczucia wstydu i upokorzenia, jakie musielibyśmy może stale odczuwać w obecności tego męża? Takiego przedsmak sądu ostatecznego ludzie doznawali, gdy Jezus chodził po tej nieszczęsnej, grzesznej ziemi. Doznają go i dziś przy spotkaniu z Jezusem w Jego Słowie lub w Jego prawdziwych uczniach, lub w sakramencie Komunii Świętej.

I czyż wyrok tego doskonałego pod względem sprawiedliwości nieomylności, i wyrozumiałości Sędziego może być innym, aniżeli ostatecznym? I czyż nie mamy wszyscy bez wyjątku aż nadto powodów, aby się tego wyroku mimo wiary w miłosierdzie Boże obawiać?

Może uczestnicy dzisiejszego nabożeństwa nie wyjdą z kościoła podniesieni i pokrzepieni na duchu. Żałuję tego. Tym więcej, że w tych ciężkich czasach człowiek pragnie i potrzebuje pokrzepiającego słowa. Ale może w bardzo ciężkich czasach ludzie potrzebują nagiej, acz gorzkiej prawdy, podobnie jak często chory, gdy ma się poddać przykremu leczeniu lub bolesnej operacji. Koniec roku kościelnego, niedawne "Zaduszki", niedziela poświęcona w naszym Kościele pamięci umarłych -- to wszystko na tle szarej i smutnej jesieni skłania nas do powagi, skupienia i obrachunku sumienia. Wszystko przypomina nam to, o czym człowiek zazwyczaj tak chętnie i łatwo zapomina, a co Słowo Boże wypowiada krótko, a wyraziście i twardo: "Postanowione jest człowiekowi raz umrzeć, a potem sąd". Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu! Amen.

Fragment postylli "Panie, mów do mnie", Wydawnictwo Zwiastun, Warszawa 1988, ss. 199-202.


[Biblioteka - Kazania i rozważania]


 E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.