
![]()
[Modlitwa]
Anna Sikorska
Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą
wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze,
temu otworzą. Czy jest między wami taki człowiek, który, gdy go syn będzie
prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy go będzie prosił o rybę, da mu węża?
Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż
więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.
A więc wszystko, co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie;
taki bowiem jest zakon i prorocy. (Ew. Mat. 7,7-12)
I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu. (Ew. Jana 14,13)
Religia i modlitwa należą do siebie i są tak stare, jak człowiek myślący. Nie ma religii bez modlitwy. Niektórzy ludzie, słysząc o modlitwie, natychmiast stawiają pytanie: Czy jest ona skuteczna? Takie pytanie może oczywiście interesować tylko tego, dla którego istnienie Boga nie podlega wątpliwości. Inni znów uważają modlitwę za czynność bezskuteczną, nawet jeżeli nie negują istnienia Boga. A jeśli tak, to czy niemożliwą jest rzeczą nawiązanie łączności z Bogiem? W czasach, kiedy przy pomocy drutu potrafimy się porozumieć na ogromną odległość, ba nawet bez drutu przesyłać mowę ludzką i muzykę na księżyc, kiedy doświadczenia wykazały, że są ludzie szczególnie uzdolnieni, którzy potrafią myśli swoje przekazywać innym, oddalonym od siebie, lub odgadywać cudze myśli, to wszystko dowodzi w pewnym stopniu, w sposób empiryczny, że przy pewnym wysiłku myślowym emanuje z nas niewidzialny fluid, umożliwiający nawiązanie kontaktu z 'duchem Wszechbytu, którego nazywamy Bogiem.
Dlaczego tak często wątpimy w skuteczność modlitwy? Przede wszystkim dlatego, że nie wiemy, czym właściwie jest modlitwa. Co wiemy o modlitwie? Jeżeli sami się nie modlimy, to wyrażamy sąd o niej jedynie na podstawie tego, co inni o modlitwie mówią. Dla wielu modlitwą jest odmawianie pacierza rano i wieczorem, dla innych - bezmyślne poruszanie wargami, jeszcze inni pojmują modlitwę jako pokutę, czyli zadośćuczynienie za popełnione grzechy, niektórzy zaś posługują się zastępczymi znakami jak machinalne zgięcie kolana lub znak krzyża. To wszystko są praktyki religijne, które z modlitwą mają niewiele wspólnego, a szczególnie gdy nie towarzyszy im pobożność serca. Wartość i skutek takich praktyk, które same w sobie nie są czymś złym, równa się niekiedy skutkowi młynków modlitewnych, używanych przez mnichów buddyjskich. A niestety życie religijne milionów chrześcijan ogranicza się właśnie do tych zewnętrznych praktyk i dlatego też pobożność tych ludzi jest powierzchowna, bo nie mają owej spójni duchowej z Bogiem, jaką osiągnąć można tylko w prawdziwej modlitwie, będącej rzeczywistym wzniesieniem myśli i serca do Boga.
Od kogo więc mamy się uczyć prawdziwej modlitwy? O Jezusie słyszymy, że chcąc się modlić, odchodził najczęściej do samotni, aby móc nawiązać kontakt z Ojcem. Bo też do prawdziwej modlitwy konieczne są odpowiednie warunki. Potrzebna jest cisza i skupienie, skoncentrowanie myśli tylko na Bogu. Gdy Jezus się modlił w Getsemane, pot spływał mu z czoła niby krople krwi, bo to nie było zwyczajne wypowiadanie pobożnych słów, to nie było tylko poruszanie wargami, to był ogromny wysiłek, to była ciężka walka, ciężka praca. I za każdym razem po takiej modlitwie Jezus czuł się wzmocniony, odczuwał natychmiastowy odzew swojej rozmowy z Ojcem. Tak więc prawdziwa modlitwa jest całkowitym oderwaniem się od otaczającego świata. Czuje się wtedy tylko Boga i siebie samego. I kto tak się modlić potrafi, ten wie, jak wspaniałą rzeczą jest móc się modlić, ten wie, jakie błogosławieństwo spływa z takich chwil modlitewnych, jaki spokój w najkrytyczniejszych momentach naszego życia.
A to, co Jezus powiedział o modlitwie, jeszcze bardziej nas utwierdza w tym przekonaniu: „Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który jest w ukryciu, odpłaci tobie". I ponadto: „A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie, albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani. Nie bądźcie do nich podobni".
Nie jest wcale tak ważne, jak długo się modlimy. Słowa o poganach są wyraźnym sądem negatywnym przeciwko dłużyznom modlitewnym, „gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie". Nie jest nawet tak bardzo ważne, jak często się modlimy, lecz najważniejsze, jak się modlimy. Człowiek staje się homo religiosus, człowiekiem religijnym, w całym tego słowa znaczeniu dopiero wtedy, gdy w modlitewnej ekstazie — może to za dużo powiedziane — a więc raczej w uniesieniu, potrafi odczuć bliskość Boga i doświadczyć na sobie mocy tego, co w naszym ludzkim języku nazywamy Duchem Świętym.
Był czas, gdy modlitwa była prawdziwą potęgą, bo wyzwalała w człowieku nie znane dotąd moce. Czasy proroków, apostołów, wielkich ojców Kościoła, reformatorów - to były czasy wspaniałych modlicieli. Pod tym względem wszyscy mocno się cofnęliśmy. O dzisiejszym chrześcijaństwie można często powiedzieć za prorokiem Pańskim: „Lud ten czci mnie wargami, lecz serce jego dalekie jest ode mnie". A dlaczego? Bo źle się modlimy od dzieciństwa. Matki uczą wprawdzie dzieci pacierza, to znaczy powtarzania modlitwy Pańskiej lub innej, wszczepiając w nie, najczęściej nieświadomie, przekonanie, że modlitwa to wypowiadanie pobożnych słów. Gdy dziecko pozna tylko tego rodzaju modlitwę, której zupełnie zresztą wyeliminować się nie da, bo i nie należy, dochodzi ono do przekonania, że modlitwa jest czynnością bezcelową, i wtedy przestaje się w ogóle modlić albo wierzy w konieczność dalszego oszukiwania siebie i Boga. Jak więc należy postąpić? Trzeba dziecko wprowadzić w cudowny świat modlitwy prawdziwej, a tego nie zrobi nikt inny, tylko najbliższe otoczenie, na którym spoczywa odpowiedzialność za wychowanie młodego pokolenia. Drogą zaś do osiągnięcia tego celu jest modlitwa indywidualna, płynąca wprost z serca. W chwilach trwogi śmiertelnej o życie chorego ojca, w chwilach radości niezmiernej z powodu cudownego ocalenia, w poczuciu wdzięczności za doznaną łaskę winnaś, matko, wprowadzić dziecię do komory modlitewnej, gdzie nie dobiega gwar ulicy, otworzyć w gorącej modlitwie serce przed Bogiem i zademonstrować dziecięciu, jak się prawdziwie modlić należy. A dziecię, które baczniej obserwuje niż dorosły, szybko pojmie, co to znaczy prawdziwa modlitwa i na czym polega jej potęga. Tymczasem w wielu wypadkach dziecko nigdy nie widzi dobrego przykładu, bo rodzice traktują modlitwę albo jako odrobienie pewnej powinności, albo w ogóle jej nie znają. A życie religijne bez modlitwy jest jak posucha dla rośliny, jest życiem na duchowej Saharze.
To prawda, że nie zawsze jesteśmy dysponowani, by móc tak się modlić, aby dusza nasza w Bogu się zatopiła. Ale wtedy nie wolno nam czekać bezczynnie, aż natchnienie na nas spłynie, bo moglibyśmy się go nigdy nie doczekać. Musimy ustawicznie czuwać i nie pozwolić duszy naszej zasnąć. A środkiem do tego będzie czytanie Słowa Bożego i regularny udział w nabożeństwie, gdzie wspólnie przed Bogiem występujemy, i to nie jako obserwatorzy pewnych ceremonii i znaków, lecz w nabożeństwie, które jest słuchaniem Słowa, uwielbianiem Boga i społeczną modlitwą. Ale i to wiedzieć musisz, że choćbyś się najlepiej modlił, Bóg nie zawsze wysłuchuje naszych próśb, bo też modlitwa nie jest instrumentem wymuszania na Bogu czegokolwiek. W każdej modlitwie rozbrzmiewać muszą słowa: „Bądź wola Twoja".
Wiele można znaleźć reguł,
według których się modlić należy. Ale zasadniczo jedna jest tylko reguła, której
nas Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii uczy: modlić się w imieniu Jezusa. Znaczy
to, modlić się w wierze w Tego, który nas z Bogiem pojednał, w ufności w Jego
bezcenną ofiarę i w Jego arcykapłańskie
wstawiennictwo u Ojca.
Modlą się wprawdzie również wyznawcy innych religii, którym imię Jezus nic nie
mówi lub w ogóle jest nie znane. Boże miłosierdzie, być może, ich modlitw także
wysłuchuje. Chcemy w to» wierzyć. Ale modlić się ufnie, skutecznie, z pewnością
wysłuchania można tylko w imieniu Jezusa. Dla Jego zasługi Bóg nas przyjmuje.
Dlatego chrześcijanie, gdy się modlą, mówią: Wysłuchaj nas dla Jezusa Chrystusa.
Albowiem bez wiary w Niego nie mamy prawa zbliżyć się do Boga. Uczmy się
modlitwy od Jezusa!
W modlitwie bowiem tkwi szlachectwo człowieka. Ona jest oddechem nieśmiertelnej
duszy. Bez dopływu tlenu duchowego, jakim jest modlitwa, życie duchowe zamiera.
Wprowadzając dorastające pokolenie w cudowną krainę prawdziwej modlitwy, dajemy
mu odtrutkę na wszelkie wpływy zła i grzechu oraz wskazujemy mu źródło pokoju,
radości i szczęścia, o czym niewierzący nawet pojęcia nie mają.
Aby móc to szczęście przekazać drugim, sami musimy tkwić mocno w cudownym
świecie modlitwy, modlitwy prawdziwej, która jest wysiłkiem wielce
błogosławionym. Amen.
Tekst pochodzi ze zbioru kazań ks. R. Trenklera "Zwyciężyłeś, Galilejczyku!", Wydawnictwo Zwiastun, Warszawa 1981.
(c) 2001-2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl