
![]()
6.
niedziela postna (Palmarum)
[Boża miłość]
I objawiłem im imię Twoje, i objawię, aby miłość, którąś Mnie umiłował,
w nich była, i Ja w nich.
Ewangelia św. Jana 17, 26.
KOŃCOWE słowa modlitwy arcykapłańskiej Jezusa należałoby na progu
Wielkiego Tygodnia umieścić na świeczniku. Dla nas bowiem, chrześcijan
ewangelickich, jest to najważniejszy i najpoważniejszy czas w całym roku
kościelnym. W tych dniach towarzyszymy Panu naszemu na drodze Jego
cierpienia i męki, idziemy z Jezusem od stacji do stacji Jego pasji, aż na
wzgórze Golgoty, gdzie Jezus w południowych godzinach Wielkiego Piątku
wypowiedział słowo, które było największym słowem, jakie kiedykolwiek w
historii ludzkości było wypowiedziane, mianowicie: "Wykonało się".
Wielki Tydzień jest dla nas nie tylko dlatego Wielkim Tygodniem, że w nim
żywiej niż kiedykolwiek stoi przed nami obraz niewinnego cierpienia Jezusa
i Jego śmierci męczeńskiej i że możemy współczuć, współcierpieć,
współubolewać nad najsmutniejszym wydarzeniem w dziejach świata, lecz
dlatego, że w tym, co wykonało się na krzyżu Golgoty, okazała się
niewypowiedziana miłość Boża. Nigdzie na globie ziemskim nie ma takiego
miejsca, gdzie by się tak można było nauczyć wierzyć w Bożą miłość, jak
właśnie na tym miejscu, gdzie Syn Boży zawisł na krzyżu.
Cała trudność dla człowieka, który chce wierzyć, tkwi w tym, że nie widzi
Bożej miłości. Istnieją na świecie rzeczy, które doskonale widzimy.
Widzimy piękną pogodę, słotne i burzliwe dni, zimę i lato, zdrowie lub
chorobę, korzyści lub straty, zamożność lub ubóstwo. Rzeczy te nie tylko
widzimy, lecz one udzielają się naszemu sercu i wywołują w nas uczucia
radości lub smutku, czasem nawet gniewu, w zależności od tego, w jakim
związku z nami one stoją.
Nieraz widzimy więcej. Widzimy, czy lub jak nas drudzy miłują i kochają,
widzimy, jak nas nienawidzą, widzimy, czy okazują nam życzliwość, czy
myślą o nas dobrze, czy źle. Te rzeczy udzielają się naszemu sercu i
wywołują w duszy naszej zrozumiałą reakcję. Choćbyśmy nawet nie wiedzieli
o tym, czy ludzie, o których myślimy, są nam życzliwi czy nie, czy nas
miłują czy nie, ta niewiedza nasza jest tylko kwestią czasu i faktyczny
stan rzeczy wcześniej czy później wychodzi na światło dzienne i staje się
nam jasny. Inaczej jednak ma się sprawa z miłością Bożą. Jeśli chcemy
widzieć Bożą miłość, wówczas otwieranie oczu nic nam nie pomoże. Można
patrzeć na cudowny, piękny kwiat i w zachwycie swym długo go podziwiać i
dostrzegać w nim rękę Bożej miłości, która stworzyła ten kwiat dla
człowieka, lecz gdy kwiat zwiędnie i ginie, wówczas wraz z podziwem dla
kwiatka ginie uczucie zachwytu dla miłości Bożej. Można dopatrzeć się
Bożej miłości w małym, żółtym kurczątku, co się ledwo z jajka wykluje,
lecz, gdy ono padnie ofiarą drapieżnego zwierzęcia lub jastrzębia, który
je uniesie pod obłoki, wówczas blednie uczucie zachwytu dla miłości Bożej.
Może jesteś miłośnikiem gwiazd i lubisz im się przyglądać wieczorną porą,
jak migocą na niebie. Któż by ich nie podziwiał, skoro jedna od drugiej
jest piękniejsza! Wpatrujesz się w przestworza, patrzysz w niezmierzoną
dal, a serce twoje jest jakoś dziwnie spokojne i mówi o Bożej miłości,
która stworzyła te niedostępne dla człowieka ciała niebieskie. Nadejdą
jednak dni, w których nie możesz opuszczać swego łoża z powodu choroby, a
uczucia twoje zmienią się trochę. Jeśli ponadto lekarz nie zostawi wiele
nadziei, gdy najbliższa rodzina stanie nad twoim łóżkiem bezradna, gdy
czujesz, że stan twego zdrowia się pogarsza, wtedy zupełnie innymi oczami
patrzysz przez okno na gwiazdy. Wtedy jest człowiekowi tak, jak gdyby
gwiazdy patrzyły na nas obojętnie i niemal niemiłosiernie. Przy tym znika
zachwyt dla miłości Bożej, która te gwiazdy stworzyła. Gdy człowiek nosi w
swym sercu jakiś poważny ból, gdy umiera ktoś bliski z rodziny i chciałbyś
widzieć choć cokolwiek z Bożej miłości, a tymczasem nic z tego nie
widzisz, jak tylko swoje własne łzy, wówczas jesteś gotów zwątpić w
istnienie Bożej miłości i mówienie o niej przypisać bujnej fantazji
ludzkiej. Zdumienie zaczyna cię ogarniać dopiero wtedy, gdy Spotykasz
człowieka wierzącego lub grono wierzących ludzi, którzy twierdzą, że widzą
miłość Bożą i że widzą ją nawet wtedy, gdy zostali ciężko doświadczeni i
gdy przeszły nad ich głowami wielkie burze. Tajemnica leży w tym, że Boża
miłość najpierw objawiła im się w Jezusie Chrystusie i dlatego ujrzeli ją
w swoich bolesnych przeżyciach i przykrościach oraz we wszystkich
wydarzeniach na świecie. Gdyby miłości Bożej nie poznali w Jezusie, nie
znaleźliby jej ani na słońcu, ani na księżycu, ani na gwiazdach.
To zgadza się najdokładniej z tym, co Jezus powiedział i co jest wyrażone
w naszym tekście, gdzie czytamy: I objawiłem im imię Twoje, i objawię, aby
miłość, którąś Mnie umiłował, w nich była, i Ja w nich. Na to się Jezus
narodził, po to żył i po to umierał, aby objawić nam imię Boże i
powiedzieć nam, że Bóg jest naszym Ojcem wiecznym przez wiarę, aby nam
wskazać Bożą miłość i abyśmy mogli ją rzeczywiście widzieć. Jezus stawiał
stale przed oczy Swych słuchaczy Bożą miłość. Odmalowywał ją ciągle w
nowych kolorach i przedstawiał ją w coraz nowych obrazach. I czy myślimy o
licznych podobieństwach Jezusowych o Królestwie Niebieskim, lub o istocie
Bożej na tle kazania Jezusa na górze, czy myślimy o złotych słowach
Jezusowych, rozrzuconych, jak gwiazdy po niebie, w Ewangeliach, albo czy
myślimy o historii, która jest wyjątkową historią na świecie, mianowicie o
synu marnotrawnym; wszystko mówi tylko o tym jednym; "Tak Bóg umiłował
świat".
Naturalnie, najjaśniej i najwyraźniej widać Bożą miłość tam, gdzie, mówiąc
po ludzku, jest na j ciemnie j w stosunkach ludzkich, widać ją w miłości,
która cierpiała niewinnie dla nas grzesznych, w Wielki Tydzień, w noc
zdrady Judaszowej, w godzinie, kiedy Jezus zwiesił na krzyżu Swą głowę i
skonał. Niejedno można tu widzieć i niejednego można się tu nauczyć,
zwłaszcza zaś możemy niejedno widzieć z tych spraw, na które nie zawsze
zwracamy uwagę, możemy widzieć wiele z ludzkiej niewdzięczności,
niewierności, niesprawiedliwości, wiele ze ślepej nienawiści i głupiej
ludzkiej pychy. Najistotniejsze jednak na Golgocie jest światło, które
świeci od nocy niewinnego cierpienia i męczeńskiej śmierci Jezusowej. "Tak
Bóg umiłował świat...".
Nie wystarczy jednak na Bożą miłość tylko patrzeć, trzeba ją przyjąć i
mieć w swoim sercu. Dopiero ten, kto jest w posiadaniu Bożej miłości, ten
ma podstawę do tego, aby być dziecięciem Bożym i dziedzicem Królestwa
Niebieskiego. Jakiż pożytek dla człowieka z patrzenia na Bożą miłość,
jeśliby jej człowiek nie miał w sercu swoim? Na ów najściślejszy związek,
jaki zachodzi pomiędzy patrzeniem a posiadaniem Bożej miłości wskazuje
właśnie Niedziela Palmowa, która każe nam badać samych siebie i pytać się:
Czy patrzysz tylko na Bożą miłość, czy też ją już masz? Chodzi bowiem o
to, aby nie było u nas tego, co było za czasów Jezusowych u Żydów, którzy
na niewinne cierpienie Jezusa i na Jego śmierć nie tylko patrzyli i
widzieli je, ale dla których miłość Boża w ogóle nie mogła być bliższa, a
jednak -- widząc głowę pełną ran i krwi -- w zaślepieniu swoim nie poznali
miłości Bożej, nie przyjęli jej i dlatego też jej nie mieli. Moglibyśmy
Wielki Tydzień obchodzić na sposób żydowski i wtedy nie przyniósłby nam
żadnego pożytku i byłby dla nas daremny; moglibyśmy patrzeć na ostatnią
drogę Jezusa i na Jego męczeńską śmierć, a pomimo to nie widzieć Bożej
miłości i zupełnie jej nie mieć. To bowiem zależy od nas samych. Za mało
troszczymy się o Ewangelię, w której nam Pan objawił imię Boże i ciągle je
jeszcze pragnie objawiać. Zaniedbujemy się w tym, że przez Ewangelię nie
usiłujemy poznać swego Pana, abyśmy byli Mu znani i mieli społeczność z
Nim. Więc przechodzi nieraz niedziela Palmowa, przemija Wielki Tydzień a
nasze serca nie przyjmują miłości Bożej, choć na nią patrzą. Na tym polega
jeden z błędów w życiu naszego ewangelickiego społeczeństwa. Wielu nazywa
się ewangelikami i wielu się szczyci przynależnością do ewangelickiego
Kościoła, lecz nie żyją z Ewangelii, a tylko z jej wspomnień, ze wspomnień
o Ewangelii, o której dowiedzieli się kiedyś w szkole niedzielnej czy na
nauce konfirmacyjnej. To jednak absolutnie nie wystarcza. Wspomnienia
zatracają się w pamięci i bledną, a w końcu pozostaje z nich tyle, co
pajęczyn w kącie izby. Czy możemy się przeto dziwić, że z takich
zakurzonych wspomnień nie chce wyrosnąć nowe życie na chwałę Boga i na
pożytek ludziom i że u wielu nie ma zrozumienia dla pracy misyjnej, a więc
dla zdobywania innych dla Chrystusa?
Gdy więc dzisiaj towarzyszymy Jezusowi w Jego ostatniej drodze do
Jerozolimy i z Nim wstępujemy w Wielki Tydzień, w którym objawiła nam się
w szczególny sposób miłość Boża, prosimy Go, żeby choć cząstka tej
miłości, jaką nas Pan umiłował, wstąpiła w nasze serca, byśmy nią żyli nie
tylko w rozpoczętym Wielkim Tygodniu, ale w całym swoim życiu ku
objawieniu chwały Pana i swojemu zbawieniu.
Amen.
"Postylla - Zbiór kazań na rok kościelny", Wydawnictwo Strażnica
ewangeliczna, Warszawa 1960. (praca zbiorowa)
[Biblioteka - Kazania i rozważania]
E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2002 r.