[Módlcie
się]
5. Niedziela po Wielkanocy (Rogate)
Proście, a będzie wam dano,
szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam otworzono.
Ewang. św. Mateusza 7,7
Rogate znaczy: módlcie się. Modlitwa w pobożności chrześcijańskiej zajmuje
poczesne miejsce, toteż modlitwie poświęcona jest jedna niedziela roku
kościelnego. Modlitwa to rozmowa człowieka z Bogiem, dziecka z ojcem. Czy jest
do pomyślenia, żeby dziecko szło obok ojca i nie przemówiło do niego ani słowa?
To byłoby anormalne. Tymczasem takie anormalne stosunki powstały między
człowiekiem a Bogiem.
Nie modlimy się i nie rozmawiamy z naszym Ojcem w niebie. Nie uwielbiamy Boga w
modlitwie. Nie prosimy Go o błogosławieństwo dla naszego życia i naszych
poczynań. Nie dziękujemy Mu za Jego miłosierdzie, za wszystkie Jego
dobrodziejstwa, jakie nam okazuje. Nic więc dziwnego, że życie religijne
zamiera. Dlatego niedziela dzisiejsza napomina nas: rogate! módlcie się! A nasz
Pan i Zbawiciel daje nam obietnicę:
Proście, a będzie wam dano, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam
otworzono.
Słowa te wypowiedział Pan Jezus w kazaniu na górze. Pan chce nas przekonać, że
kto prosi, ten dostaje. Bo czy jest taki człowiek, który dziecku swemu da
kamień, gdy ono prosi o chleb? Jeśli tedy, my będąc ludźmi złymi i grzesznymi,
dajemy dobre dary dzieciom naszym — tym bardziej Ojciec nasz, który jest w
niebiesiech, da rzeczy dobre tym, którzy Go proszą.
Zbawiciel nie tylko tak nauczał, lecz nadto dał nam przykład własnym Swoim
życiem. Często uchodził On na miejsca ustronne, modlił się i rozmawiał ze Swoim
Ojcem w niebie.
Modlił się, gdy dotknięciem ręki
uzdrawiał chorych. Modlił się, gdy karmił głodnych na pustyni. Modlił się w
ogrodzie Getsemane tak żarliwie, że pot, niby krople krwi, spływał Mu z czoła. A
ostatnie Jego słowo na krzyżu również było modlitwą.
Żyjąc na ziemi, pozostawał Pan Jezus w stałej łączności z Bogiem. Tej jedności
nie zachwiała ani nienawiść tego świata, ani niewdzięczność ludzka. Jedności tej
nie zniweczyły cierpienia i męki ani śmierć na krzyżu. Jezus wszędzie widzi
Boga, bez którego woli nic się nie dzieje. W najcięższych chwilach Swego życia
modli się: "Ojcze, nie jako Ja chcę, ale jako Ty chcesz". Jeśli życie ludzkie
jest dziś taką szarpaniną, jeśli tyle niepokoju jest w sercu człowieka, to
dlatego że oderwaliśmy się od Boga i zerwaliśmy z Nim łączność.
W wierszu pt. „Idę szukać serca Bożego" opisuje poeta dzieje swego życia.
Chodził on różnymi drogami i błądził. Szukał tego, co jest bez wartości, co nie
daje nam zadowolenia. Ale w pewnej chwili przekonał się, że wszystko zawodzi.
Nie można polegać na ludziach. Nie można życia budować na tym, co się posiada.
Nie można liczyć na swoje siły i zdrowie. I w takiej chwili zrodziło się w nim
postanowienie: idę szukać serca Bożego.
Wiele mogą powiedzieć ci, którzy szmat drogi życiowej mają już za sobą. Oni
wiedzą, jak często plany i nadzieje człowieka zostają przekreślone; przekonali
się, jacy jesteśmy nieraz samotni i bezradni. Oni wiedzą, jak trudno żyć bez
Boga, bez światełka w ciemności, bez pomocy w niedoli i utrapieniu, bez pociechy
w smutku i cierpieniu, bez podtrzymania w chwilach słabości. Takie przeżycie
sprawia, że rodzi się w nas postanowienie: idę szukać Boga.
Rogate! — módlcie się! Czy to jest potrzebne? Czy modlitwami możemy wpłynąć na
bieg naszego życia? Czy naszymi modlitwami możemy cośkolwiek zmienić na świecie?
Jedni są zdania, że to jest strata czasu. Bóg już nie rządzi światem, tylko
jakieś nieznane moce i potęgi, a my jesteśmy tylko igraszką w ich ręku. Nie
należy się niczym przejmować, bo to nic nie pomaga, tylko żyć z dnia na dzień,
aby dalej. Ci ludzie nie modlą się celowo i świadomie. Drudzy są przekonani, że
wszystko jest z góry postanowione i rozwija się według ustalonego planu. Nasza
ingerencja niczego tu nie zmieni. A więc modlitwa jest zbędna.
To jest to samo, jak by nam powiedziano: przestańcie oddychać, a bez tego nie ma
przecież życia. Jak ptak rozpościera skrzydła i leci do gniazda; jak kwiat pnie
się do słońca, by się rozwinąć — tak dusza na skrzydłach modlitwy unosi się do
Boga. Modlitwa jest naszą wewnętrzną potrzebą, potrzebą duszy, która łaknie
Boga. Jest potrzebna, abyśmy Bogu powiedzieli, co nas cieszy i raduje, a co
smuci, boli, niepokoi i trwoży.
Taka szczera, z głębi serca płynąca modlitwa wiele może zdziałać. Znane jest
imię św. Augustyna, jednego z największych ojców Kościoła chrześcijańskiego.
Jego ojciec był poganinem. Matka, Monika, pobożna chrześcijanka, przez 16 lat
modliła się o nawrócenie swego męża. I przez 16 lat wydawało się, że modli się
daremnie. Wreszcie jednak doczekała się tej chwili, kiedy jej mąż przyjął
chrześcijaństwo. A potem walczyła Monika o duszę swego syna, który zszedł na
bezdroża. I w tym wypadku modlitwa jej osiągnęła zwycięstwo: Augustyn udał się
do biskupa Ambrożego w Mediolanie i z jego rąk przyjął chrzest. Mogą coś o tym
powiedzieć ci wszyscy, którzy się modlą. Podobnych przykładów można przytoczyć
wiele. Są one dla nas napomnieniem; rogate! — módlcie się! A Jezus mówi:
"proście, a będzie wam dano."
Musimy jednak wiedzieć, jak mamy prosić i modlić się. Ludzie różnie zapatrują
się na modlitwę. Są tacy chrześcijanie, dla których modlitwa jest pewnego
rodzaju nakazem. Spełnienie tego nakazu jest zasługą, a zaniechanie — grzechem.
Inni modlą się z przyzwyczajenia, tak bowiem zostali wychowani. Ci modlą się
wargami, ale serce ich jest z dala od Boga, Są też tacy, którzy modlą się tylko
w potrzebie: "Jak trwoga, to do Boga". :
Pan Jezus mówi nam: ,,Wy módlcie się inaczej". Uczniowie Jego na pewno się
modlili. Mieli przecież wzory modlitw Abrahama, Mojżesza, Dawida i innych
natchnionych proroków. Ale gdy widzieli i słyszeli Jezusa modlącego się, prosili
Go: Panie, naucz nas modlić się". I Pan Jezus nas nauczył. Powiedział, w jakim
nastroju mamy się modlić. Z jakimi myślami i uczuciami mamy zbliżać się do Boga.
Powiedział nam, że nasze modlitwy nie mają być rozpaczliwym wołaniem rozbitków
życiowych. Mają płynąć z serca, które wierzy i wie, że nie jesteśmy Bogu dalecy
i obcy, ale bardzo bliscy. Że Bóg lepiej od nas wie, czego nam potrzeba. Że
znacznie więcej daje nam, aniżeli my Go prosimy. Wystarczy tylko porównać nasze
modlitwy z tym, co Bóg nam daje, aby zarumienić się ze wstydu.
Natomiast jeśli Bóg nie spełnia zaraz naszych próśb, to nie obrażajmy się na
Boga i nie przestawajmy się modlić. Bóg bowiem inaczej wysłuchuje nasze
modlitwy. Przecież my też tak robimy. Nie dajemy naszym dzieciom wszystkiego, o
co nas proszą. Dajemy im tylko to, co jest potrzebne i pożyteczne. Tak samo
postępuje Bóg z nami, Swoimi dziećmi. Często nie wysłuchuje naszych modlitw, bo
byłoby to dla nas zgubą, a nie błogosławieństwem. Toteż każda nasza modlitwa
niechaj kończy się słowami: „Bądź wola Twoja".
Musimy również wiedzieć, o co mamy się modlić. Zasadniczo mamy ze wszystkim
przychodzić do Boga. Tego uczy nas Zbawiciel w Swojej modlitwie. Mamy więc
modlić się, aby imię Jego święciło się wśród nas, aby Królestwo Boże szerzyło
się coraz bardziej na ziemi, aby wola Jego działa się wśród nas. Mamy Boga
prosić, aby nie odmawiał nam niczego, co jest niezbędne do życia, aby w Swej
łasce przebaczył nam nasze winy i grzechy, aby chronił nas przed wszelkimi
pokusami i aby nas wybawił od złego na duszy i ciele. A więc przede wszystkim
mamy Boga prosić o dary wieczne. I takie modlitwy Bóg zawsze wysłucha.
Niestety, u nas przeważnie inaczej się dzieje. Nasze modlitwy krążą dokoła
przyziemnych spraw i osobistych potrzeb. Nasze modły, jak dym z ofiary Kaina,
zalegają ziemię i nie wznoszą się ku niebu. Jeśli oczy nasze zabłąkają się
czasami w górne krainy usiane gwiazdami, to blask ich razi nas i znowu spadamy
na ziemię. Ten ciasny krąg naszych modlitw musimy przełamać! Musimy wznieść się
na wyżyny i modlić się: "Przyjdź Królestwo Twoje"! Dopiero potem możemy pójść do
Boga z naszymi troskami i bolączkami, przykrościami i kłopotami. A Bóg nie
odmówi nam Swej pomocy.
Przed rozstaniem się z uczniami, powiedział Pan Jezus: Zaprawdę, zaprawdę
powiadam wam, o cokolwiek byście prosili Ojca w Moim imieniu, da wam. Mamy więc
modlić się w imieniu Chrystusa. On zgładził nasze grzechy, został wywyższony i
zasiadł po prawicy Bożej. Tam przyczynia się za nami. On jest naszym jedynym
pośrednikiem. Modlić się w Jego imieniu, znaczy również modlić się tak, jak
modlił się Jezus: z taką samą wytrwałością, z taką samą wiarą, że Bóg nas
wysłucha, i z takim samym poddaniem się woli Bożej.
Nasze modlitwy są odbiciem naszej duszy. Po naszych modlitwach można poznać, do
czego dążymy, czego szukamy, w czym upatrujemy cel naszego życia. I dlatego
najpierw muszą się zmienić nasze serca. Musimy spełnić pierwsze żądanie, z jakim
zwrócił się Pan Jezus do ludzi: Upamiętajcie się! nawróćcie się! Musimy stać się
takimi, jakimi zostaliśmy powołani: dziećmi Bożymi. A wówczas nasze modlitwy
będą inne, gdyż będziemy modlić się według woli Bożej.
A wola Boża jest nam znana. Bóg nie chce zguby człowieka, ale pragnie, aby
człowiek się nawrócił i żył. Musimy prosić Boga o zbawienie. Musimy modlić się,
żeby Bóg oświecił nas przez Ducha Św., abyśmy poznali nasze grzechy i szukali
tego, u którego mamy odpuszczenie i przebaczenie. Musimy modlić się o to, abyśmy
szukali przede wszystkim Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego.
Nie wolno nam również zapominać, że żyjemy na ziemi i że już tutaj mamy być
świadkami Jezusa Chrystusa. Musimy modlić się o moc z góry, abyśmy temu naszemu
powołaniu sprostali i wyznawali Chrystusa przed światem i ludźmi, abyśmy
kroczyli drogą, którą On nam wskazał, i przestrzegali Jego świętych przykazań,
abyśmy stali się solą ziemi i światłością świata. To znaczy modlić się według
woli Bożej. Taką modlitwę Bóg na pewno wysłucha, bo taka jest Jego święta i
dobra wola.
Do takiej modlitwy nakłania nas dzisiejsza niedziela i napomina: Rogate! —
módlcie się! Do tego wzywa nas Jezus Chrystus: Proście, a będzie wam dano,
szukajcie, a znajdziecie kołaczcie, a będzie wam otworzono.
Amen.