
![]()
|
|
[Maria Panna] ks. Ryszard Trenkler Ordynowany w 1936 r. Proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Toruniu, Grudziądzu, przejściowo służy także w Lublinie. Od 1959 r. pracował w Parafii św. Trójcy w Warszawie. W 1966 r. wybrany na seniora diecezji warszawskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Odbudowywał wnętrze kościoła św. Trójcy w Warszawie. Autor m.in. "Z Bogiem przez życie", "Zwyciężyłeś, Galilejczyku", "Powołani do wolności", "Małego śpiewnika kościelnego" (1945). |
A Maria wybrała się w onych dniach w drogę i udała się spiesznie do górskiej krainy, do miasta judzkiego i weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. A gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Marii, poruszyło się dzieciątko w jej łonie i Elżbieta napełniona została Duchem Świętym i zawołała donośnym głosem i rzekła: Blogosławionaś ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota twego. A skądże mi to, że matka mojego Pana przyszła do mnie? Bo oto, gdy dotarł do uszu moich głos pozdrowienia twego, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. I błogosławiona, która uwierzyła, że nastąpi wypełnienie słów, które Pan do niej wypowiedział. I rzekła Maria: Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżoność służebnicy swojej. Oto bowiem odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia.
Łuk. 1,39--48
Kościół Ewangelicki przewiduje na czwartą niedzielę Adwentu tekst kazalny przed chwilą odczytany. Traktuje on o Marii, matce Jezusa. Mogłoby to więc być kazanie maryjne, które to określenie szczególnie w ostatnich czasach tak często w naszym kraju dochodzi do naszych uszu. Możemy się śmiało nim posłużyć, boć przecież w kazaniach mówimy nie tylko o Bogu, o Chrystusie, lecz często również o apostołach i innych świadkach Jezusa Chrystusa. Czemu więc nie mielibyśmy mówić o tej, która pod sercem swoim nosiła ucieleśnionego Boga?
Od Bożego Narodzenia dzieli nas zaledwie jeden dzień i znów obchodzić będziemy w szczególnym nastroju pojawienie się wśród ludzi Tego, który był oczekiwany przez wieki, którego wyglądali mali i wielcy, prostaczkowie i królowie, a na kartach Biblii, od jej początku aż po ostatnią stronę Starego Testamentu, odczytujemy proroctwa, mówiące o przyjściu Mesjasza. On objawi nam wolę Boga, więcej, ukaże ucieleśnionego Boga. Ów niewidzialny, nieuchwytny Bóg, będący być może tylko myślą, przyjmie postać ludzką, a przez to stanie się nam wszystkim tak bliski, że bratem zwać go będziemy. Odczytane Słowo jest poniekąd ostatnim aktem w dziele proroctwa.
Działo się to za czasów cesarza Augusta, w małym miasteczku, zwanym Nazaret. Mieszkała tam młoda panna imieniem Maria, zaręczona z ubogim cieślą, lecz wywodzącym się z domu króla Dawida, a któremu na imię było Józef. Z tego, co o Marii w Biblii jest napisane, można wnioskować, że była to niezwykle pobożna, pokorna dziewczyna, która, właśnie ze względu na te piękne cnoty, znalazła szczególną łaskę u Boga. Bóg bowiem podjął decyzję zrealizowania odwiecznego postanowienia swego i w tym celu wysłał posłańca, zwanego aniołem, do ubogiego domku w Nazarecie, aby niczego nie spodziewającej się pannie Marii zakomunikować brzemienną w skutki decyzję Boga: "Oto poczniesz w łonie i urodzisz syna, i nazwiesz imię jego Jezus. Ten będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego". Przychodząc z tą wiadomością, posłaniec pozdrowił Marię tymi słowy: "Bądź pozdrowiona, łaską udarowana, Pan z tobą. Błogosławionaś ty między niewiastami". Reakcja Marii była całkowicie ludzka i zrozumiała. Zatrwożyła się wielce i spytała, jak to się stać może, skoro nie poznała męża, a posłaniec jej powiedział, że Ten, którego urodzi, będzie realizacją odwiecznej myśli Bożej w Duchu Świętym, będzie po prostu Synem Bożym. Dziwna to sprawa, ale wiedz, że u Boga wszystko jest możliwe. A Maria, żyjąca w Bożym posłuszeństwie i pokorna, mówi:
"Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego". I wtedy wyśpiewała swój pełen pokory hymn, zwany Magnificatem, którego początku wysłuchajmy jeszcze raz: "Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżenie służebnicy swojej".
To, co tu napisano o Marii i jej spotkaniu z Elżbietą, matką Jana Chrzciciela, jest Ewangelią par excellence adwentową, bo znamionuje ją oczekiwanie. Stoją bowiem naprzeciwko siebie dwie niewiasty, Elżbieta i Maria, obie w błogosławionym stanie, obie oczekujące dziecięcia. Wy, umiłowane w Panu matki, dobrze rozumiecie, jaki to osobliwy stan, szczególnie gdy oczekiwałyście same przyjścia na świat pierwszego potomka. To nie jest takie zwyczajne i proste. Poczęcie, ciąża i urodzenie śmiało nazwać można wielkim misterium życia,
świadczącym o cudowności stworzenia Bożego. Jakież uczucia, jakie myśli rodzą się w umyśle tej, która jest narzędziem twórczym w rękach Boga, która czuje pod sercem odruchy tworzącego się życia, życia nowego człowieka. Czy może być ściślejszy związek, istniejący pomiędzy matką a dzieckiem?
W danym przypadku mamy do czynienia z czymś osobliwym. Dwie niewiasty, Elżbieta i Maria, oczekują pierwszego dziecka i to dziecka obietnicy. Syn Elżbiety, Jan, ma zgodnie z proroctwem gotować drogę Mesjaszowi. Syn Marii, Jezus, ma być tym obiecanym od wieków Zbawicielem. Zrozumiałe stają się wtedy słowa Elżbiety: "A skądże mi to, że matka mojego Pana przyszła do mnie?"
Elżbieta natchniona Duchem Świętym zdaje sobie sprawę z tego, że ma przed sobą tę, której owoc żywota będzie przyobiecanym Mesjaszem, będzie Zbawicielem świata i ludzi. I dlatego, widząc Marię w domu swoim, zawołała głosem wielkim: "Błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławion owoc żywota twojego". Jakżeż chrystocentryczna jest ta Ewangelia maryjna!!!
Umiłowani! Już jutro obchodzić będziemy radosne święto Bożego Narodzenią. Będziemy znów mieli przed oczyma ducha żłobek, a w nim to cudowne Dziecię, będące wcieleniem Boga samego. Nigdy nie potrafimy sobie wyobrazić samego żłobka z Dzieciątkiem. Nad żłobkiem i nad Dziecięciem bowiem czuwa przemiła postać, przynajmniej w owej chwili, tej najszczęśliwszej Matki, Marii Panny.
I my, ewangelicy, nie potrafimy sobie inaczej wyobrazić żłobka, jak z Marią, tak jak to czynią inni wyznawcy Jezusa Chrystusa. A jednak musimy to z żalem skonstatować, że istnieje w łonie chrześcijaństwa jako takiego spór o matkę Jezusa, spór o jej pozycję w życiu religijnym chrześcijanina. Ten spór jest jedną z największych przeszkód na drodze do zjednoczenia wszystkich wyznawców Chrystusa. Czy to, co się pod hasłem kultu maryjnego dzieje, szczególnie w naszym kraju, ale nie tylko, i co zmusza nas do postawienia pytania, czy chrześcijaństwo jest wyznawaniem w Trójcy Świętej jedynego Boga, czy też kultem Matki Bożej -- czy to może u nas znaleźć aprobatę? Sposób przedstawiania oraz przypisywanie jej szczególnej roli w życiu chrześcijanina niemal całkiem odbiega od tego obrazu, jaki nam o Marii pozostawiła Biblia. Już słowa jej hymnu pochwalnego: "Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżenie służebnicy swojej" -- stawiają przed oczyma naszymi wprawdzie miłą, a jednak inną od tam czczonej Marii. Umiłował tę postać z całego serca nasz Reformator, dr Marcin Luter, czemu dał wyraz w szczególnie ciepły sposób w wykładzie owego hymnu pochwalnego Marii, zwanego Magnificatem, oraz w wielu pieśniach, skomponowanych przez siebie na święta Bożego Narodzenia.
Trzeba przyznać, że nasz stosunek nawet do tej Marii biblijnej jest często pozbawiony ciepła, serdeczności, czego drastycznym dowodem jest m.in. to, że po Reformacji nie nazwano chyba żadnego nowo wybudowanego kościoła ewangelickiego imieniem Marii Panny, choć zaszczytu tego dostąpiło nawet wiele postaci pozabiblijnych. Zbyt rzadko i nieśmiało nawołuje się wiernych naszego Kościoła do naśladowania przepięknych cnót tej, która przecież była ziemską matką naszego Zbawiciela, najpiękniejszą i najświętszą, choć nie pozbawioną ludzkich cech, postacią biblijną. Jaka jest tego przyczyna? Tak już jest, że przerost kultu Marii i jego zniekształcenia na niekorzyść chwały Boga w Trójcy Świętej jedynego, któremu jedynie cześć boska się należy, sprawił, że ta pewnego rodzaju niechęć czy w pewnym stopniu obojętność do tej przepięknej postaci, a nie kiedy nawet spotykana gdzieniegdzie niczym nie uzasadniona mariofobia, była i jest częściowo uzasadnionym protestem przeciwko nadużywaniu tego kultu. I to, co się dzieje poza naszym Kościołem wokoło tej przemiłej postaci, skłania nas poniekąd również do przesadnej powściągliwości w tej mierze, choć tak być nie powinno. To, co się tam dzieje pod tym względem, nie powinno wpływać na nasz stosunek do Marii Panny, do Matki Bożej, jak Luter ją nazywa. Nasza przesadna wstrzemięźliwość w ukazywaniu prawdziwej, biblijnej Marii Panny, unikanie jej imienia, oziębły, powiedzmy, do niej stosunek dopomaga tylko tamtej stronie do urabiania fałszywej opinii o naszej rzekomej do niej wrogości, czego u nas w zasadzie nie ma, a przynajmniej być nie powinno.
Uprawianemu przez naszych braci z innego Kościoła przesadnemu kultowi Marii, którego nie podzielamy ze względu na prawdę biblijną, należy przeciwstawić w sposób wyraźniejszy nasz pozytywny, ewangelicki kult takiej Marii, jaką nam przekazała Biblia, i to bez niedomówień.
Dzięki Bogu, że w każdym niedzielnym nabożeństwie ewangelickim imię Marii Panny jest wymieniane w wyznaniu wiary, ale to jest stosunkowo za mało, bo ono jest wymieniane tylko w kontekście historycznym. A Maria Panna, jak wiemy z Biblii, uwierzyła w swego Syna jako Zbawiciela i należała do apostolskiego grona Jego najwierniejszych wyznawców. Jest więc najwyższy czas, aby do modlitwy kommemoracyjnej w naszej liturgii komunijnej imię Marii Panny, matki Jezusowej, zostało włączone, skoro tam mowa jest o świadkach sprawy Chrystusowej, o apostołach, prorokach i męczennikach. Pierwszym i bodaj najważniejszym świadkiem sprawy Chrystusowej była niewątpliwie ta, która to darowane nam Dziecię Boże pod sercem swoim nosiła, która była świadkiem Jego ukrzyżowania i zmartwychwstania. Jej imię nie powinno być ukryte w ogólnikowym określeniu "świadkowie sprawy Chrystusowej".
Marię Pannę znamy z Pisma Świętego. Jest tylko jedna. Innej Marii, o innych niż tam wymienionych właściwościach, nie ma. I tę jedyną Marię biblijną chcemy kochać całym sercem, tę Marię podziwiamy, że uwierzyła tak niesłychanej obietnicy, a przy tym zachowała niecodzienną pokorę, że nigdy swej osoby nie wysuwała na pierwszy plan, że w obliczu wielkiej tajemnicy wcielenia Boga w jej Syna potrafiła chwalić wielkość i miłosierdzie Boże, śpiewając:
"Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżenie służebnicy swojej".
Postać tej Marii Jest nam niezwykle droga. Będzie nam podwójnie droga, gdy jutro, w wieczór wigilijny, w duchu ją ujrzymy szczęśliwą i uśmiechniętą nad żłobkiem, w którym Bóg złożył "najdroższe ciało swe". I do tej pobożnej, pokornej służebnicy Pańskiej słać będziemy słowa pozdrowienia anielskiego i Elżbiety: "Bądź pozdrowiona, łaską udarowana. Pan z tobą; błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławion owoc żywota twojego". Amen.
Kazanie pochodzi z postylli "Powołani do wolności", Wydawnictwo Zwiastun, Warszawa 1991, s. 15-18.
[Biblioteka - Kazania i rozważania]
[Biblioteka - Teologia: Mariologia]
E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.