
![]()
[Diakonia
i służba diakonacka]
ks. dr Alfred Jagucki
Synod naszego Kościoła uznał, że rok 1984 powinien w zwiastowaniu i w życiu
naszych parafii być poświęcony diakonii i służbie diakonackiej, żeby nie
sprawdziło się słowo o nieużytecznych sługach. W naszym społeczeństwie zaznacza
się ruch przebudzeniowy, wzrost zainteresowania sprawami wiary. Widoczne stają
się przemiany światopoglądowe, powiew religijności, zwrot ku transcendencji i ku
bytowi absolutnemu.
To wszystko stawia Kościół przed obowiązkiem dawania świadectwa o Jezusie
Chrystusie, zwiastowaniem i służbą diakonacką. Diakonia, służenie - jest według
Nowego Testamentu znamieniem Kościoła chrześcijańskiego. Pierwsi chrześcijanie
chcieli być Kościołem usługującym.
Obok apostołów, którzy mieli „pilnować modlitwy i służby Słowa", postawiono
diakonów, aby w codziennym usługiwaniu nikt nie był zaniedbywany (Dz. Ap.
6,1-7). Pamiętano o słowach Jezusa: „Nowe przykazanie daję wam, abyście się
wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście
uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie" (Jan 13,34-35). Gdy
żydowski uczony w zakonie zapytał Jezusa: „Kto jest moim bliźnim?" usłyszał
historię o człowieku, który wpadł w ręce zbójców i leżał poraniony przy drodze.
Przedstawiciele Kościoła, kapłan i lewita, przeszli mimo. Pomocy udzielił mu
Samarytanin, choć należał do innego narodu i wyznawał inną religię.
Naszym bliźnim jest każdy człowiek znajdujący się w biedzie i potrzebujący
pomocy. Na zakończenie tej historii powiedział Jezus zdanie wskazujące na istotę
diakonii: „Idź, i ty czyń podobnie".
Jezus był pierwszym diakonem, bo powiedział o sobie: „Ja jestem wśród was jako
ten, który usługuje" (Łuk. 22,27). Diakonia wynika ze zbawczego czynu Chrystusa.
„Miłujmy więc, gdyż On nas pierwej umiłował" - wzywa ap. Jan (I Jan 4,19).
W przedsionku Diakonatu Alten Eichen wisi obraz Rudolfa Schäfera przedstawiający
Chrystusa jako miłosiernego Samarytanina. „Gospoda" przedstawiona jest jako dom
macierzysty diakonis, „Gospodarzem" jest Teodor Fliedner, nazywany „odnowicielem
apostolskiego urzędu diakonii". W drzwiach domu stoi pierwsza diakonisa,
Gertruda Reichardt. Przez otwarte drzwi widać leżącego w łóżku człowieka z
obandażowaną głową. Odchodzący Samarytanin - Jezus wręcza gospodarzowi dwa
denary i jakby słyszy się Jego słowa:
„Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci".
Diakonia jest manifestacją miłości Chrystusa w tym świecie. Pionier diakonii w
Kościele Ewangelickim, Wilhelm Löhe, powiedział: „Zbawienie świata stoi wśród
tysięcy ze świętym słowem na ustach, trzymając w ręku chleb". Chrystus objawiał
swoją miłość w słowie, a urzeczywistniał ją w czynach. Miłość objawiona w
Chrystusie jest motywem diakonii i znamieniem Kościoła. Usługujący Chrystus
objawia się w usługującym Kościele.
Reformacji nie udało się praktycznie odnowić diakonii. Renesans diakonii
nastąpił dopiero w XIX wieku. Nasuwa się pytanie: Dlaczego diakonia została
zapomniana? Czy ma to jakiś związek z nauką, że człowiek bywa usprawiedliwiony
nie z uczynków zakonu, ani przez własne zasługi, lecz bywa zbawiony z łaski
przez wiarę, przez zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa? Przecież reformatorowie
mocno podkreślali, że do życia chrześcijańskiego należą też owoce wiary, bez
których wiara jest martwa. Luter zaznaczył, że chrześcijanin nie żyje dla
siebie, lecz dla Boga i bliźniego. W wierze żyje Chrystusowi, a w miłości -
bliźniemu. Dosłownie powiedział: „Bogu nie są potrzebne nasze dobre uczynki, ale
bliźniemu. Uczynkami naszymi nie możemy Boga ani
wzbogacić, ani posilać, natomiast możemy w ten sposób ubogacić i posilić
człowieka. Jemu są nasze uczynki potrzebne i ku niemu mają być skierowane, a nie
ku Bogu. Ponieważ Bóg nie potrzebuje naszych uczynków, dlatego chrześcijanin
poświęca się całkowicie bliźniemu, jemu służy i pomaga".
W XIX wieku powstała diakonia zakładowa, skoncentrowana w zakładach
charytatywnych i związana z domami macierzystymi diakonii. Tam były
przygotowywane do służby diakonackiej siostry zborowe i wtedy rozwinęła się też
diakonia zborowa. Miłość bliźniego musi w diakonii zachować takie miejsce, jakie
miała od początku. Diakonia ma służyć i pomagać bliźniemu. Jest manifestacją
miłości Chrystusowej. Brak miłości w zakładach charytatywnych Kościoła jest
największym mankamentem, ponieważ ludzie tam szukają miłości i oczekują czynów
miłości. W praktykowaniu miłości zaznacza się właściwe powołanie diakonii, gdyż
wtedy prowadzi ludzi do Boga. Doświadczenie atmosfery pełnej szczerej
życzliwości w organizacjach diakonackich, w kontakcie z domami diakonis i
diakonów, jest najlepszą formą misji. Kościół musi urzeczywistniać diakonię tak,
jak ją urzeczywistniał Chrystus.
Diakonia była i też jest związana z misją. To zaznacza się wyraźnie w naszym
Diakonacie w Dzięgielowie, gdzie odbywają się coroczne Tygodnie Ewangelizacyjne,
szkolenia pracowników misyjnych, pracowników szkół niedzielnych, pracowników
młodzieżowych, pracowników służby odwiedzinowej i tych, którzy czynni są w akcji
ratowania nałogowych alkoholików. Tu powstał też ośrodek ewangelizacyjno-misyjny
naszego Kościoła prowadzony przez Synodalną Komisję Ewangelizacyjno-Misyjną.
„Kościół nie tylko uprawia misję i diakonię, lecz Kościół
jest misją i diakonią" (Erkki Kansanaho).
Słusznie powiedział Fryderyk Bodelschwingh: .Jeżeli chcemy ludzi przygotować do
ojczyzny wiecznej, musimy im przedtem dać ojczyznę tu, na
ziemi". Dlatego błędne okazały się alternatywy: zbawienie czy pomyślność, pomoc
indywidualna Czy diakonia społeczna. Dziś nie mówi się: albo — albo, lecz stawia
się jedno na równi z drugim, bo zarówno jedno jak i drugie jest potrzebne.
Człowiek potrzebuje pomocy, w której uwzględnia się całą osobowość, potrzeby
ciała, duszy i ducha. Tu zaznacza się duszpasterska funkcja diakonii. We
wszystkim powinna być widoczna czerwona nić prowadząca od miłości Chrystusowej
do miłości bliźniego. Tym samym pokazuje się też błędność alternatywy:
naśladowanie Chrystusa nastawione na wieczność czy doczesność, modlitwa czy
praca. Jeżeli nie chcemy stracić z oczu właściwego celu, musimy pamiętać o
jednym i drugim, musimy iść na spotkanie Pana w czynnym oczekiwaniu. „Gdzie
chrześcijanin angażuje się w obie służby, nie musi liczyć, jak często
wypowiadane jest imię Chrystusa. Nie o to chodzi, żeby możliwie często wymawiać
to imię. Chodzi o to, żeby tak żyć i tak radzić, żeby nas często o to imię
pytano" (Schober).
Dlatego też pomoc musi być całościowa i obejmować nie tylko duszpasterstwo lecz
także troskę o ciało (Seelsorge i Leibsorge). „Pasterstwo ciała zajmujące się
tylko potrzebami ciała, skazuje na głód duszy. Duszpasterstwo, które nie dba o
bóle cielesne i defekty fizyczne, jest niemiłosierne i zaciemnia całe świadectwo
zbawiającego Chrystusa". Dlatego niesłuszne jest pytanie:
Czy diakonia jest jeszcze na czasie? Ci, którzy tak pytają, wskazują na to, że
przecież istnieje tak dużo państwowych zakładów, instytucji, domów opieki
społecznej, gdzie wykonuje się tę samą pracę mniej lub więcej dobrze. Tak jest
rzeczywiście. Zapomina się tylko o jednym, że diakonia jest służbą wykonywaną
według słów i przykładu Jezusa Chrystusa. Jest pracą w służbie miłości i
miłosierdzia. Jezus powiedział: „Dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja
wam uczyniłem" (Jan 13,15).
W diakonii przekazujemy miłość, jaką Chrystus nas obdarzył. Tylko taka miłość
działa na dłuższą metę kojąco i uzdrawiająco.
„Diakonia, która jest przekazywaniem doznanej miłości Chrystusa, nie jest
służbą, jaką człowiek sam z siebie podejmuje, lecz owocem wiary ludzi
uwolnionych przez Chrystusa od samolubnego działania (...) Diakonia jest
urzeczywistnieniem charyzmatu. To zobowiązuje i umożliwia nowe podejście do
ludzi głodnych, pozbawionych praw i godności, zapomnianych (...) Diakonia szkoli
ludzi, żeby lepiej dostrzegali cielesne, psychiczne i duchowe potrzeby ludzi
szukających pomocy" (Schober).
Dlaczego Synod postanowił ogłosić rok 1984, rokiem diakonii i służby
diakonackiej? W ten sposób uznał, że diakonia jest sprawą Kościoła, jak to było
w zaraniu chrześcijaństwa. Prof. Schober napisał: „W przyszłości nie można sobie
wyobrazić Kościoła bez diakonii", a z drugiej strony: „Diakonia nie może się
obejść bez Kościoła".
Prof. H. Wagner powiedział: „Miłość urzeczywistniona w diakonii Kościoła jest
sprawą najwłaściwszą Kościołowi i nie jest sprawą pojedynczych osób lub
instytucji, lecz życiem Kościoła. Jak misja tak i diakonia — jest i musi stać
się sprawą zborów a przez to i sprawą całego Kościoła". „Temu służy - według
Schobera - włączenie diakonii do życia nabożeństwowego i otwartość nabożeństwa
dla diakonii". I dziś jest aktualne doświadczenie Wicherna: „Co nie wyrasta ze
zboru, to też do zboru nie prowadzi".
Służba diakonacka, która jest niezbędnym przejawem wiary, należy do wszystkich
form i stopni pracy kościelnej, gdyż w ten sposób bierze Kościół czynny w
Chrystusie udział w pomocnym stosunku Boga do tego świata (...) Diakonia
zakładowa jest jako forma pracy darem pietyzmu dla Kościoła Ewangelickiego. Ona
przysporzyła Kościołowi zaufania i Kościół z tego wciąż czerpie" (...) Dlatego
„diakonia nie jest rezerwatem pojedynczych charyzmatyków lecz codziennością,
działającego Kościoła (...) Diakonia jest obecnością Kościoła na polu
społecznym. Kościół tworzy diakonat, żeby tę obecność kształtować zgodnie z
Ewangelią" (Schober).
Fiński teolog Erkki Kansanaho również jest zdania, że „diakonia nie może być
uprawiana tylko przez pojedyncze osoby, lecz musi być sprawą całego Kościoła.
Ona należy do owoców, po których poznaje się drzewo. Bez tych owoców, drzewo
przeznaczone jest na ścięcie". Kościół musi — według niego — mieć na uwadze
trojakie zadanie diakonii. Pierwsze z nich to zadanie charytatywne czyli
praktyczne urzeczywistnianie miłości chrześcijańskiej. Drugie, to zadanie
profetyczne, dążenie do sprawiedliwości i uczciwości. A trzecie: czynić pokój i
szerzyć zgodę w tym świecie pełnym konfliktów. Można to wyrazić trzema
klasycznymi pojęciami: caritas, justitia, pax - czyli miłość, sprawiedliwość i
pokój. Wypełniając je, może Kościół służyć światu i pokazać mu, co potrafi
zdziałać wiara chrześcijańska, gdy chodzi o współżycie ludzi i narodów.
Chodzi o zdiakonizowanie zborów, o uczulenie ich na potrzeby bliźnich, o
podejście do nich w imieniu Boga i zajęcie się nimi tak, jak Chrystus ujął się
za nami. Powiedziano, że temu służy „włączenie diakonii do życia nabożeństwowego
i otwartość nabożeństwa dla diakonii". Niestety, często się zdarza, że
kaznodzieje wykładają teksty mówiące o diakonii w ten sposób, że nic nie mówią o
służbie dla bliźniego. W takim wypadku nie można oczekiwać w zborze zrozumienia
dla diakonii. W nabożeństwach brak modlitw przyczynnych za służbę diakonacka
wykonywaną w domach opieki, w zakładach opiekuńczych, w szpitalach i w diakonii
zborowej. Jeżeli w służbie zwiastowania Słowa Bożego „żniwo jest wielkie, ale
robotników mało", to jeszcze bardziej odczuwa się ten brak w służbie
diakonackiej. Jakże konieczną jest rzeczą prosić Pana żniwa, „aby wyprawił
robotników na żniwo swoje". Tak samo potrzebne jest nawoływanie do służby
diakonackiej, apelowanie do młodych ludzi, szczególnie dziewcząt, żeby rok swego
młodego życia poświęcili tej służbie. Trzeba też wyjaśniać, o jaką służbę tu
chodzi, bo słowo służba ma różne znaczenie. Wielu upatruje w tym coś
poniżającego.
Takie skojarzenia związane są ze słowami „służąca", „uniżony sługa", „służalec",
„służalczość", „służalstwo". W tych wyrażeniach kryje się brak poczucia
godności, uniżoność, płaszczenie się, wysługiwanie się komu.
Wielu rodziców
mówi: „Moje dzieci mają mieć lepiej" i chcą przez to powiedzieć, że ich dzieci
mają należeć do innej kategorii Judzi, do obsługiwanych a nie usługujących. Tego
pragnęła „matka synów Zebedeuszowych (Mat. 20,21). Jezus powiedział wtedy
uczniom swoim: „Ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech-będzie sługą
waszym". Są też inne pojęcia służby, w której nie ma nic poniżającego i
uwłaczającego, na przykład „służba wojskowa" „służba państwowa", „służba dla
społeczeństwa", „służyć prawdzie, sprawiedliwości", „służyć dobrej sprawie".
Czym są te wszystkie służby w porównaniu z tym, że ktoś służy Panu panów i
Królowi królów?
My, luteranie, mówimy o powszechnym kapłaństwie wierzących. Podobnie jak się
mówi o powszechnym obowiązku służby wojskowej, możemy mówić o powszechnej
służbie diakonackiej, do której powołany jest każdy ochrzczony chrześcijanin.
Apostoł Paweł najpierw napomniał chrześcijan w Rzymie, aby .jednomyślnie,
jednymi usty wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa", a potem dodał:
„Przyjmujcie jedni drugich jak i Chrystus przyjął nas ku chwale Boga" (Rzym.
15,6.7). Te słowa były skierowane do całego zboru, a nie tylko do diakonów i
diakonis.
W Austrii wykształcenie na księdza polega nie tylko na studiach uniwersyteckich,
lecz także na ośmiotygodniowej praktyce w jednym z zakładów diakonii. Przez to
budzi się u przyszłych pastorów zrozumienie dla spraw diakonii. Ich nabożeństwa
są otwarte dla diakonii, a diakonia ma swoje miejsce w życiu nabożeństwowym.
M-D. Schneider w swoim referacie „Diakonacki Kościół w życiu zborowym
powiedział": „Kościół Jezusa Chrystusa? jest Kościołem diakonackim, albo nie
jest Kościołem Jezusa Chrystusa (...) Diakonia, która jest uzewnętrznieniem
życia i istoty Kościoła przenika też wszystkie aktywności zborów. Kościół Jezusa
Chrystusa czuje się odpowiedzialny za to, by jego członkowie stali się aktywni
ze swoimi darami i zdolnościami w służbie diakonackiej (...) Zbory żyjące
diakonią wypełniają zadanie powierzone im przez Diakona Jezusa Chrystusa".
Diakonia ma charakter eschatologiczny. Diakonia świadczy o tym, że "jesteśmy
podobni do ludzi oczekujących Pana swego".
Tekst pochodzi z "Kalendarza Ewangelickiego 1984", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1983.
e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2002 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP