
![]()
[Duży Katechizm]
ks. dr Marcin Luter
CZWARTE PRZYKAZANIE
Nauczyliśmy się już pierwszych trzech przykazań, które odnoszą się do
Boga. Po pierwsze, że należy Mu z całego serca ufać, bać się i miłować Go
przez cale życie. Po drugie, ze nie należy nadużywać Jego świętego imienia
w celu okłamywania lub dokonania jakiejś złej rzeczy, lecz że należy
wzywać go ku chwale Boga oraz ku pożytkowi i zbawieniu bliźniego i siebie
samego. Po trzecie, że w dni świąteczne i dni odpoczynku trzeba pilnie
rozpatrywać Słowo Boże i zajmować się nim, aby całe nasze postępowanie i
życie kształtowało się według niego. Teraz następuje pozostałych siedem
przykazań, które odnoszą się do naszych bliźnich, wśród
których pierwsze i najwyższe jest:
— „Czcij ojca swego i matkę swoją".
Stanowi ojcostwa i macierzyństwa dał Bóg szczególne znaczenie pośród
wszystkich stanów, które są niżej od niego, nakazując po prostu nie tylko
kochać rodziców, lecz nawet ich czcić; co się zaś tyczy braci, sióstr i w
ogóle bliźnich, nie nakazuje On niczego więcej, jak kochać ich; ojca i
matkę wyłącza i wyróżnia spośród wszystkich innych osób na ziemi i stawia
obok siebie. Nierównie bowiem wyższe jest czcić niż kochać, gdyż tamto
pojęcie zawiera w sobie nie tylko miłość, lecz także karność, pokorę i
bojaźń, jakby przed jakimś ukrytym majestatem, i wymaga nie tylko tego,
aby się do rodziców zwracać uprzejmie i z szacunkiem, lecz przede
wszystkim, aby zarówno sercem, jak i postawą ciała okazywać, że się ich
wysoko ceni i uważa za najwyżej postawionych po Bogu. Kogo bowiem z serca
czcić mamy, tego trzeba uważać za prawdziwie wysoko postawionego i
wielkiego. Należy przeto młodym wpajać, iż powinni patrzeć na rodziców
jako na tych, którzy są na miejscu Boga, i tak o nich myśleć, choćby byli
niepozornymi, biednymi, ułomnymi i dziwacznymi ludźmi, gdyż mimo wszystko
są ojcem i matką, danymi od Boga. Nie można też z powodu ich prowadzenia
się lub wad odbierać prawa do należnej im czci. Dlatego nie na osoby
baczyć należy, jakimi są, lecz na wolę Bożą, która zarządza i stanowi.
Poza tym, zaiste, jesteśmy wszyscy w oczach Bożych równi; w stosunku
między nami jednak nie może się obejść bez, takich nierówności i
ustanowionych różnic. Dlatego Bóg rozkazuje tego przestrzegać, abyś mi,
jako twojemu ojcu, był posłuszny i abym ja był górą.
Naucz się tedy najprzód, jakiej to czci w stosunku do rodziców domaga się
to przykazanie. Zada ono mianowicie: aby ich na ziemi ponad wszystkie
rzeczy mieć za wspaniały, drogi i największy skarb; następnie, abyśmy
także w słowach zachowywali się w stosunku do nich skromnie, nie fukali na
nich nieprzystojnie, nie pokrzykiwali ani nie hukali, lecz ustępowali im i
milczeli, choćby nawet posuwali się za daleko; po trzecie, abyśmy im
okazywali cześć również czynami, tj. naszym ciałem i majątkiem, abyśmy im
służyli, pomagali i otaczali ich opieką, gdy są starzy, chorzy, ułomni lub
biedni, a wszystko to nie tylko chętnie, lecz pokornie i z szacunkiem, jak
gdybyśmy to czynili w obliczu Boga. Kto bowiem wie, jak należy się do nich
ustosunkować sercem, ten też nie pozwoli im cierpieć niedostatku ani
głodu, lecz postawi ich ponad siebie i obok siebie i podzieli się z
nimi-tym, co posiada i czym może.
Po wtóre, patrz i pamiętaj, jak wielki, dobry i święty czyn postawiony tu
jest wobec dzieci; niestety, bywa on zupełnie zaniedbywany i lekceważony i
nikt nie baczy, że to Bóg nakazał lub że to jest święte Boże Słowo i
nauka. Gdyby bowiem za takie je uważano, mógłby każdy wyciągnąć z tego
wniosek, iż świętymi ludźmi musieliby być ci, którzy żyją zgodnie z tymi
słowami. Gdyby każde dziecię przy tym przykazaniu trwało, nie trzeba by
wymyślać ani życia klasztornego, ani duchownych stanów, gdyż mogłoby się
ono w sumieniu swoim zwrócić do Boga i powiedzieć: jeżeli mam spełniać
dobre i święte uczynki, to nie znam lepszych nad oddawanie czci moim
rodzicom i okazywanie im posłuszeństwa, gdyż sam Bóg to nakazał. Co bowiem
Bóg nakazuje, musi być nierównie szlachetniejsze aniżeli wszystko, co sami
moglibyśmy wymyślić. Ponieważ zaś nie masz wyższego ani lepszego
nauczyciela nad Boga, tedy zaiste nie może być żadnej lepszej nauki nad
tę, jaką On daje. Uczy On też dogłębnie, co trzeba czynić, gdy chce się
spełniać prawdziwie dobre uczynki; nakazując zaś je, ujawnia, że Mu się
one podobają. Skoro zaś sam Bóg je nakazuje i nie umie nakazać nic
lepszego, tedy i ja nie potrafię uczynić tego lepiej.
W ten oto sposób można by dobrze urobić cnotliwe dziecię, wychować je
zbożnie i utrzymać w posłuszeństwie i w usłużności względem rodziców,
mając z tego pożytek i radość. Widocznie jednakże nie zalecano w ten
sposób tego przykazania Bożego, lecz zaniedbywano je lub szybko
przechodzono nad nim do porządku, tak iż dziecko nie mogło się nad nim
zastanowić, tymczasem otwierało z podziwu usta, .gdy widziało to, co myśmy
robili nie biorąc żadnego względu na Boga.
Dlatego nauczmyż się raz wreszcie, na Boga, że młodzież powinna najprzód,
pomijając wszystkie inne, baczyć na to przykazanie; jeżeli chce służyć
Bogu prawdziwie dobrymi uczynkami, niech spełnia to, co jest miłe ojcu i
matce lub tym, którzy są na ich miejscu. Każde bowiem dziecię, które to
wie i spełnia, ma to wielkie zadowolenie w sercu, iż może radośnie
powiedzieć i chlubić się — na przekór i wbrew tym wszystkim, co się
obnoszą z własnymi, przez siebie wymyślonymi uczynkami — „Zaiste, ten oto
uczynek podoba się memu Bogu w niebie, to wiem z pewnością". — Niechże się
zejdą wspólnie wszyscy ci, którzy się chlubią swoimi licznymi, wielkimi,
uciążliwymi i ciężkimi uczynkami; zobaczymy, czy będą mogli pokazać
chociaż jeden większy i zacniejszy nad posłuszeństwo ojcu i matce, które
Bóg najbliżej posłuszeństwa względem Swego Majestatu postawił i nakazał.
Jeżeli Słowo Boże i wola Boża zachowują swą moc i bywają spełniane, tedy
nic nie powinno mieć większego znaczenia nad wolę i słowo rodziców, które,
rzecz zrozumiała, muszą być podporządkowane posłuszeństwu względem Boga i
nie mogą się zwracać przeciwko poprzednim przykazaniom.
Dlatego też powinieneś się z serca radować i Bogu dziękować, że cię wybrał
i uznał za godnego .pełnić tak cenne i miłe Jemu dzieło. Choćby je uważano
za najmniejsze i najpośledniejisze, ty miej je za wielkie i drogocenne,
nie dla naszej zasługi, ale dlatego, iż jest ono zawarte i mieści się w
tym klejnocie i w tym sanktuarium, jakim jest Słowo i przykazanie Boże. O,
ileż by za to dali Kartuzi, mnisi i mniszki, gdyby wśród wszystkich swoich
duchowych praktyk mogli się wykazać przed Bogiem choćby jednym uczynkiem
opartym na Jego przykazaniu i powiedzieć z radosnym sercem przed Jego
obliczem: Teraz wiem, że ten uczynek wielce Ci się podoba". Gdzież skryją
się ci biedni, nędzni ludzie, gdy w obliczu Boga i całego świata staną
pąsowi ze wstydu przed młodziutkim dziecięciem, które żyło zgodnie z tym
przykazaniem, i gdy będą musieli wyznać, iż całym swoim życiem nie są
godni podać Mu wody? Ale dobrze im tak za ich diabelskie przewrotności! Za
to, iż depczą przykazanie Boże, niech się na próżno trapią wymyślonymi
przez siebie uczynkami, a w dodatku, jako zapłatę, niech biorą szyderstwo
i szkodę.
Czyż zatem nie powinno by serce skakać i rozpływać się z radości, gdy idąc
do pracy i czyniąc, co mu nakazano, może powiedzieć: — „Patrz, to lepsze
jest od całej świętości Kartuzów, choćby się zapościli na śmierć i bez
przestanku wznosili modły na kolanach". Tu bowiem masz pewny tekst i
boskie świadectwo, ze to Bóg nakazał, podczas gdy tamtego nie nakazał
żadnym słowem. Lecz tu właśnie leży źródło niedoli i nieszczęsnej ślepoty
świata, że nikt temu nie wierzy: do tego stopnia oczarował nas Szatan
fałszywą świętością i czczym blaskiem własnych uczynków. Z tego powodu,
powtarzam, pragnąłbym bardzo, aby ludzie otworzyli oczy i uszy i wzięli to
do serca, abyśmy znowu nie zostali zwiedzeń! od czystego Słowa Bożego do
nędznego diabelskiego kłamstwa. W ten sposób doszłoby też do tego, iż
rodzice mieliby w domach nierównie więcej radości, miłości, przyjaźni i
zgody, a dzieci zdobyłyby całe serca rodziców. I przeciwnie, gdy są uparte
i nie spełniają tego, co powinny, dopóki kij nie spadnie na ich plecy,
gniewają Boga i rodziców, pozbawiając siebie skarbu i radości spokojnego
sumienia oraz ściągając same na siebie niepowodzenie. Dlatego tak jest
dziś na świecie, na to wszyscy narzekają, iż zarówno młodzi, jak i starzy
są rozbestwieni i rozpuszczeni, że przed niczym nie mają bojaźni ani
szacunku, że bez bicia nie chwytają się pracy, a za plecami obgadują się i
pomniejszają nawzajem. Przeto też Bóg karze ich, tak iż się pogrążają w
brudach i niedoli. Tak samo rodzice zwykle nic nie umieją: nieuk wychowuje
nieuka, a jak oni żyli, tak też ich wzorem żyją dzieci.
To więc, powiadam, powinno by nas najpierw i przede wszystkim pobudzać do
spełniania tego przykazania; dla tego to przykazania powinni byśmy sobie
życzyć — gdybyśmy nie mieli ojca i matki — żeby nam Bóg ustanowił jakiś
kamień lub drzewo, które moglibyśmy nazwać ojcem i matką. O ileż więcej
powinniśmy się radować, że nam dal żyjących rodziców i że możemy okazywać
im cześć i posłuszeństwo, wiedząc, jak bardzo się to podoba najwyższemu
Majestatowi i wszystkim aniołom oraz jak to wszystkich diabłów martwi;
prócz tego zaś jest to najprzedniejsze dzieło, jakie możemy wykonać tuż po
wzniosłej służbie Bożej, objętej poprzednimi przykazaniami, tak iż dawanie
jałmużny i wszystkie inne uczynki w stosunku do bliźniego nie mogą się z
nim porównać. Stan rodzicielski bowiem postawił Bóg na najwyższym miejscu,
zaprawdę, niejako na swoim miejscu na ziemi. Ta wola i upodobanie Boże
powinny być dla nas dostateczną przyczyną i pobudką do czynienia z chęcią
i ochotą, co tylko możemy.
Poza tym jest naszą powinnością wobec świata, abyśmy byli wdzięczni za
dobrodziejstwa i wszelkie dobro, jakie mamy od rodziców. Lecz i tu diabeł
rządzi w świecie, tak iż dzieci zapominają o rodzicach, jak i my wszyscy
zapominamy o Bogu i nikt nie pamięta o tym, że Bóg także nas żywi, strzeże
i ochrania oraz obdarza tyloma darami na ciele i duszy; zwłaszcza zaś, gdy
nieraz przyjdzie zła godzina, gniewamy się i niecierpliwie szemrzemy, nie
pamiętając o tym wszystkim, cośmy w ciągu całego życia dobrego otrzymali.
Tak właśnie postępujemy również względem rodziców, i nie ma dziecięcia,
które by to uznało i uprzytomniło sobie, chyba że da mu to Duch Święty.
Bóg zna dobrze tę przewrotność świata; z tego powodu przypomina i pobudza
przez to przykazanie, aby każdy pamiętał, co rodzice dla niego uczynili;
wtenczas człowiek .poznaje, że ma od nich ciało i życie, że go karmili i
wychowywali, w przeciwnym razie byłby sto razy udusił się w swoich
brudach. Dlatego trafnie i dobrze mówili starzy a mądrzy ludzie: — „Deo
parentibus et magistris non potest satis gratiae rependi", to znaczy:
„Bogu, rodzicom i nauczycielom nie można się nigdy dość nadziękować i
odwdzięczyć". Kto o tym pamięta i nad tym pomyśli, ten będzie okazywał
cześć swoim rodzicom bez pobudzania i będzie ich nosił na rękach jako tych
przez których Bóg darzył ich wszelkim dobrem.
Oprócz tego wszystkiego jest jeszcze inny ważki powód, który winien nas
pobudzać do spełniania tego przykazania — ten, że Bóg łączy z tym
przykazaniem miłą obietnicę mówiąc: —„Abyś długo żył na ziemi, na której
zamieszkasz". Rozważ sam, jak wielką wagę przywiązuje Bóg do tego
przykazania, skoro nie tylko powiada, że jest mu miłe, że ma radość i
upodobanie w nim, lecz że również i dla nas jest nader korzystne, będziemy
mieli bowiem spokojne, słodkie życie wraz z wszelkimi dobrami. Dlatego i
święty Paweł w r. 6 listu do Efezów mocno to podkreśla i zachwala, gdy
mówi:
— „To jest pierwsze przykazanie z obietnicą: Aby ci się dobrze dniało, i
abyś długo żył na ziemi". Bo chociaż inne przykazania zawierają również w
sobie obietnicę, jednak w żadnym z nich nie jest tak wyraźnie i dobitnie
wyrażona.
Oto masz więc owoc i zapłatę: kto przykazanie to zachowuje, będzie miał
dobre czasy, szczęście i powodzenie; przeciwnie zaś, kto jest
nieposłuszny, tego spotka kara: zginie rychlej i nie będzie miał radości z
życia. Bo mieć długie życie, w rozumieniu Pisma Św., nie znaczy tylko
dożyć sędziwego wieku, lecz również mieć to wszystko, co do długiego życia
należy, jako to: zdrowie, żonę i dzieci, pożywienie, pokój, dobry rząd
itp., bez czego nie można ani radować się życiem, ani żyć długo. Jeżeli
więc nie chcesz być posłuszny ojcu i matce i poddać się ich kierownictwu,
tedy słuchaj kata, jeżeli zaś jego nie usłuchasz, tedy słuchaj kostuchy,
to jest śmierci. Bo taka jest stanowcza wola Boga; albo, jeżeli Mu jesteś
posłuszny, usługując Mu w miłości, wynagradza cię obficie wszelkim dobrem,
albo, gdy Go gniewasz, posyła na ciebie śmierć i kata. Skąd bierze się
tylu złoczyńców, których trzeba codziennie wieszać, ścinać i łamać kołem,
jeżeli nie z nieposłuszeństwa, gdyż nie chcąc po dobroci poddać się
dyscyplinie, doprowadzają na skutek skarania Bożego do tego, iż popadają w
nieszczęścia i cierpienia. Zdarza się bowiem rzadko, aby tacy niegodziwcy
umierali naturalną śmiercią lub we właściwym czasie.
Pobożni i posłuszni mają jednak to błogosławieństwo, iż żyją długo w
błogim pokoju i oglądają wnuki swoje (jak powiedziano wyżej) aż do
trzeciego i czwartego pokolenia. Doświadczenie uczy także, że gdzie są
zacne, stare rody, którym dobrze się wiedzie i które mają liczne dzieci,
tam pochodzi to na pewno stąd, że kiedyś dzieci dobrze wychowano i że
szanowały swoich rodziców. Odwrotnie, o bezbożnych jest napisane w psalmie
109: „Potomkowie jego niech z korzeniem wycięci będą, w drugim pokoleniu
niech będzie wygładzone imię ich". Dlatego pozwól sobie powiedzieć, jak
wiele znaczy u Boga posłuszeństwo, skoro je tak wysoko ceni, tak wielkie
ma w nim upodobanie i tak sowicie je wynagradza, a tak surowo karze tych,
którzy postępują przeciwnie. O wszystkim tym mówię dlatego, aby wpoić to
młodym; albowiem mało kto wierzy, jak bardzo potrzebne jest to
przykazanie, na które za papiestwa nie zważano ani go nie uczono. Są to
proste i zwyczajne słowa i każdy myśli, że znał je dobrze przedtem;
dlatego lekko przechodzi się nad nimi do porządku i uporczywie wpatruje
się w inne rzeczy, a nie widzi się i nie wierzy, że tak bardzo obraża się
Boga, gdy się tego przykazania nie przestrzega, oraz że spełnia się
wartościowy i miły uczynek, gdy się je zachowuje.
Mówiąc o czwartym przykazaniu, należy też coś powiedzieć o różnorakim
posłuszeństwie wobec przełożonych, którzy mają prawo rozkazywać i rządzić.
Z władzy bowiem rodziców wypływa i pochodzi wszelka inna władza. Jeżeli
ojciec sam nie może wychować swego dziecka, bierze nauczyciela, który je
uczy; jeżeli jest za słaby, bierze do pomocy swoich przyjaciół lub
sąsiadów; jeżeli zaś umiera, przekazuje i oddaje rządy i zwierzchność
innym, których się do tego wyznacza. Podobnie też musi mu być
podporządkowana czeladź, parobcy i służący, aby mógł zarządzać domowym
gospodarstwem. Takim sposobem wszyscy, których nazywa się zwierzchnikami,
zajmują miejsce rodziców i od nich muszą wywodzić swą moc i władzę.
Dlatego też nazywają się według Pisma ojcami, jako ci, którzy w swych
rządach wykonują funkcje ojca i po ojcowsku względem Swoich podwładnych
postępować powinni. Tak też od dawna Rzymianie i inne narody nazywali
panów i panie domu: Patres et matres familias, to jest ojcami i matkami
domu. Krajowych panujących i zwierzchników nazywali oni również Patres
patriae, tj. ojcami całego kraju, ku wielkiem naszemu wstydowi, gdyż my,
którzy chcemy być chrześcijanami, tak ich nie nazywamy lub przynajmniej za
takich nie uważamy i czci im nie oddajemy.
Zatem to wszystko, co dziecię winne jest ojcu i matce, winni są wszyscy,
którzy należą do domowników. Dlatego słudzy i służące powinni baczyć, aby
nie tylko okazywać posłuszeństwo swym panom i paniom, lecz mieć też ich w
poszanowaniu jak własnych ojców i matki i czynić wszystko, czego się od
nich oczekuje; nie z przymusu i z niechęcią, ale z ochotą i radością,
właśnie z podanej wyżej przyczyny — że takie jest Boże przykazanie i że Mu
się to podoba więcej niż wszystkie inne uczynki. Z tego powodu powinni by
oni jeszcze dopłacić do tego i weselić się, iż mogą mieć panów i panie
oraz radosne sumienia, wiedząc, jak mogą spełniać prawdziwie złote
uczynki, które dotychczas były w zapomnieniu i w pogardzie, gdy wszyscy, w
imieniu diabła, pędzili do klasztorów, pielgrzymek i gonili za odpustami,
tracąc czas i pieniądze, nie pozbywając się złego sumienia.
Gdyby można przekonać o tym biedny lud, wówczas niejedna dziewczyna
skakałaby z radości, chwaliła Boga i dziękowała; przez uczciwą zaś pracę,
za którą otrzymuje zresztą pożywienie i zapłatę, zdobyłaby taki skarb,
jakiego ci wszyscy, których się uważa za najświętszych, nie mają. Nie
.jestże to bowiem znakomitym powodem do chluby wiedzieć i mówić: „Jeżeli
wykonujesz swoją codzienną domową pracę, jest to lepsze niż cała mnisza
świętobliwość i ich surowe życie"?! A do tego masz przyrzeczenie, że
będziesz obfitował we wszystko dobre i że ci się będzie dobrze powodziło.
Jakże chcesz wieść, co się tyczy dobrych uczynków, bardziej błogosławione
lub świętsze życie? Przed Bogiem bowiem uświęca tylko wiara i ona jedynie
mu służy, natomiast uczynki służą ludziom. W Panu masz wszystko dobre,
ochronę i obronę, czyste sumienie, a prócz tego łaskawego Boga, który
.stokrotnie gotów ci odpłacić; jeśli tylko jesteś pobożny i posłuszny,
tedyś prawdziwym mościpanem. W przeciwnym razie czeka cię najpierw tylko
gniew i niełaska Boża, nie będziesz miał w sercu pokoju, następnie dotkną
cię utrapienia i nieszczęście. Kogo to nie porusza i nie pobudza do
pobożności, tego oddajemy katowi i kostusze. Dlatego niech każdy, kto się
pouczyć nie pozwoli, pamięta, iż z Bogiem nie ma żartów, i niechaj wie, że
to Bóg, który do ciebie mówi i posłuszeństwa żąda. Jeśli Mu będziesz
posłuszny, będziesz Jego miłym dziecięciem, jeśli Nim jednak pogardzisz,
tedy bierz jako zapłatę hańbę, nędzę i cierpienie.
To samo można powiedzieć o posłuszeństwie w stosunku do świeckiej
zwierzchności, która — jak powiedziano — do stanu rodzicielskiego należy i
rozciąga się najszerzej. Tu bowiem jest ojcem nie jeden dla pojedynczej
rodziny, lecz ojcem tylu ludzi, ilu ma mieszkańców, obywateli lub
poddanych; przez nich bowiem, jakby przez naszych rodziców, daje nam Bóg
pożywienie, dom i gospodarstwo, ochronę i bezpieczeństwo. Dlatego skoro
mają takie imię i tytuł, jako oznakę ich najwyższej godności, winniśmy ich
czcić i cenić jak najdroższy skarb i drogocenny klejnot na ziemi.
Kto jest posłuszny, chętny i gotowy do usług i spełnia wszystko, co się
tyczy oddawania czci, ten wie, że się podoba Bogu i wesele i szczęście
bierze w nagrodę. Kto tego w miłości nie chce czynić, lecz władzą
pogardza, przeciwstawia się jej lub buntuje, niechaj wie, że nie znajdzie
łaski ani błogosławieństwa. A jeżeli sądzi, że tym sposobem zyska guldena,
z drugiej strony straci dziesięć razy więcej lub wpadnie w ręce kata,
zginie na skutek wojny, zarazy i drożyzny albo nie będzie miał pociechy z
dzieci, będzie znosić szkody, niesprawiedliwość i gwałt ze strony służby,
sąsiadów lub obcych i tyranów; w ten sposób weźmiemy w odwecie zapłatę za
to, czego szukamy i na co zasługujemy.
Gdybyśmy choć raz zechcieli uznać, że uczynki takie są Bogu mile i Bóg je
sowicie wynagradza, mielibyśmy wszystkich dóbr pod dostatkiem i
posiadalibyśmy to, czego nasze serce pragnie. Ponieważ jednak gardzimy
Słowem Bożym i przykazaniem, jak gdyby pochodziły od jakiegoś gaduły,
zobaczymy, czyś ty jest tym mężem, który potrafi się Bogu sprzeciwić. Czy
myślisz, że będzie Mu zbyt trudno tobie odpłacić? Dlatego o wiele lepiej
jest ci żyć z Bożą łaskawością, z Jego pokojem i szczęściem, niż z
niełaską i nieszczęściem. Jak myślisz, dlaczego świat jest obecnie tak
pełny niewierności, hańby, nędzy i mordów, jeżeli nie z tego powodu, iż
każdy chce być swoim własnym panem i nie mieć nikogo nad sobą, z niczym
się nie liczyć i czynić wszystko, co mu się podoba? Dlatego Bóg karze
łotrów łotrami, tak iż jeżeli oszukasz swego pana lub nim pogardzisz,
przychodzi inny, który ci tym samym odpłaca, a nawet w swoim domu
dziesięćkroć więcej ucierpisz od żony, dzieci lub czeladzi.
Zaiste, odczuwamy nasze nieszczęście, szemrzemy i narzekamy na
niewierność, gwałt i niesprawiedliwości, lecz nie chcemy uznać, że sami
jesteśmy łotrami, którzy rzetelnie zasłużyli na karę i niewiele przez to
poprawili się. Nie chcemy łaski i szczęścia, dlatego spotykają nas
słusznie, bez miłosierdzia same nieszczęścia. Muszą być jeszcze gdzieś na
ziemi pobożni ludzie, że nam Bóg udziela tyle dobrego. Gdyby o nas
chodziło, nie powinni byśmy mieć w domu ani grosza, ani jednego źdźbła na
polu. Wszystko to musiałem omówić w tylu słowach w nadziei, że może
przecież ktoś weźmie je do serca i zapragnie wyzwolić się ze ślepoty i
nędzy, do której wpadliśmy tak głęboko, i prawdziwie uzna Boże Słowo i
wolę oraz przyjmie je poważnie. Tylko na tej drodze możemy się nauczyć,
jak znaleźć radość, szczęście i zbawienie docześnie i wiecznie.
Przykazanie to mówi więc o trojakich ojcach: o ojcach krwi, o ojcach domu
i o ojcach kraju. Ponadto są jeszcze ojcowie duchowni; nie tacy, jak w
papiestwie, którzy się wprawdzie tak kazali nazywać, jednak nie sprawowali
wcale ojcowskich funkcji. Ci bowiem tylko są prawdziwie ojcami duchownymi,
którzy nami rządzą i prowadzą nas Słowem Bożym; takim ojcostwem chlubi się
święty Paweł w l liście do Koryntian 4, 15, gdy mówi:
— „Wszak jam was zrodził przez Ewangelię w Chrystusie Jezusie". Ponieważ
więc są ojcami, należy się im cześć, zaprawdę, nawet przed wszystkimi
innymi; choć zdarza się to najrzadziej, gdyż świat oddaje im cześć w ten
sposób, że ich z kraju wypędza i nie życzy im nawet kawałka chleba,
krótko, muszą oni (jak mówi Paweł) być „śmieciem świata i omiecinami u
wszystkich". Jest więc konieczne uczyć prosty lud, iż ci, którzy chcą się
nazywać chrześcijanami, mają przed Bogiem obowiązek uważać za godnych
„podwójnej czci" tych, co mają pieczę o ich duszę, wyświadczać im
dobrodziejstwa i utrzymywać ich. Za to Bóg dobrze cię wynagrodzi i uchroni
od niedostatku. Ale przeciwko temu właśnie wszyscy się opierają i bronią,
obawiając się, że im opadnie brzuch, toteż nie mogą wyżywić teraz ani
jednego prawego kaznodziei, chociaż przedtem żywiliśmy dziesięciu
pasibrzuchów. Toteż zasługujemy na to, by nas Bóg pozbawił swego Słowa i
błogosławieństwa oraz wzbudził na nowo kłamliwych kaznodziejów, którzy nas
prowadzą do diabła, wysysając przy tym nasz pot i krew.
Ci jednak, co mają przed oczyma wolę Bożą i przykazanie, mają obietnicę,
iż będzie im odpłacone sowicie za wszystko, czym obdarzają swych
cielesnych i duchowych ojców i co dla ich czci czynią; nie to, że przez
jeden rok lub dwa będą mięli chleb, odzienie i pieniądze, ale długie
życie, pożywienie i pokój, i że wiecznie będą bogaci i błogosławieni.
Dlatego czyń to, co powinieneś, i pozostaw Bogu staranie o wyżywienie i
opatrzenie. Skóro przyrzekł to i nigdy jeszcze nie skłamał, i ciebie nie
okłamie.
Powinno by to nas pobudzić i przysposobić nasze serca do przychylności i
miłości ku tym, którym winniśmy cześć; powinni byśmy podnieść ręce i
radośnie dziękować Bogu, który dał nam takie obietnice, za którymi winni
byśmy biec aż na koniec świata. Bo choćby zszedł się cały świat, nie
potrafi dołożyć do naszego życia ani jednej godziny, ani dać ziemi jednego
ziarnka. Tymczasem Bóg może i chce udzielić ci wszystkiego sowicie według
pragnienia serca twego. Kto tym pogardza i to lekceważy, ten nie jest
godzien usłyszeć ani jednego Słowa Bożego.
Dość już powiedziano na ten temat wszystkim, których to przykazanie
dotyczy. Godziłoby się jednak nadto pouczyć i rodziców o ich powołaniu,
jak powinni postępować w stosunku do tych, których im powierzono w celu
kierowania nimi. Chociaż o tym wyraźnie nie ma mowy w dziesięciu
przykazaniach, jednak jest to poruszone obszernie w wielu miejscach Pisma
Św. Bóg Chce i to właśnie objąć tym przykazaniem, gdy wymienia ojca i
matkę; nie chce bowiem powierzać tego urzędu i rodzicielskiej władzy
łotrom ani tyranom, również nie dlatego przyznaje im cześć, aby siebie
kazali ubóstwiać; przeciwnie, powinni oni pamiętać, że sami winni są
posłuszeństwo Bogu i że ich obowiązkiem jest przede wszystkim z serca i
wiernie wykonywać swoje powołanie, dbając nie tylko o samo wyżywienie i
cielesne zaopatrzenie swoich dzieci, czeladzi, poddanych itp., lecz nade
wszystko wychowywać ich ku chwale i czci Boga. Dlatego nie myśl, że zależy
to od twego upodobania i własnego widzimisię; przeciwnie, zostało to
surowo nakazane i zlecone przez Boga, przed którym będziesz musiał za to
zdać rachunek.
Lecz i z tym znowu bieda nie lada, bo nikt tego nie widzi i nie
przestrzega, i wszyscy tak żyją, jak gdyby Bóg dawał nam dzieci dla naszej
przyjemności i rozrywki, a czeladź, abyśmy jej używali jak krowy lub osła
wyłącznie do roboty, poddanych zaś, abyśmy postępowali z nimi według
własnego upodobania, pozostawiając ich samym sobie, jak gdyby nas nic nie
obchodziło, czego się uczą albo jak żyją; nikt nie pamięta o tym, że jest
to rozkaz najwyższego Majestatu, który tego surowo będzie się domagał i
mścił za to; nikt też nie pamięta, jak bardzo konieczne jest zajęcie się z
całą powagą młodzieżą. Jeżeli bowiem chcemy mieć tęgich, zdolnych ludzi
zarówno do rządów świeckich, jak i duchownych, to, zaiste, nie wolno nam
szczędzić pilności, trudu ani nakładów, ucząc i wychowując nasze dzieci,
aby mogły służyć Bogu i światu; nie wolno nam też przemyśliwać jedynie nad
tym, jak by dla nich zgromadzić pieniądze i majątek, gdyż Bóg może je
dobrze i bez nas żywić i bogatymi uczynić, jak to codziennie czyni.
Dlatego właśnie dał nam dzieci i rozkaz, abyśmy je według Jego woli
wychowywali i kierowali nimi; bez tego bowiem nie potrzebowałyby w ogóle
ojca i matki. Niechaj tedy każdy wie, iż pod groźbą utraty łaski Bożej
jest jego przednią powinnością wychowywać swe dzieci w bojaźni Bożej i
poznaniu Boga, a gdy są zdolne, również kazać je uczyć i kształcić, aby
można je użyć w miarę potrzeby.
Gdyby to czyniono, błogosławiłby nam Bóg obficie i darzyłby nas łaską,
abyśmy mogli wychować takich ludzi, z których kraj i naród miałby korzyść,
prawych i zdatnych obywateli, cnotliwe i gospodarne niewiasty, które też
wychowywałyby pobożne dzieci i czeladź. Pomyśl więc, jaką straszliwą
szkodę wyrządzasz, jeśli jesteś w tym opieszały i zawodzisz, nie
wychowując swego dziecka ku pożytkowi i zbawieniu; nadto ściągasz na
siebie grzech i gniew i wysługujesz sobie na swoich własnych dzieciach
piekło, choćbyś poza tym sam był pobożny i święty. Ze względu na to, że
pogardzamy tym, Bóg karze świat tak okrutnie, pozbawiając nas karności,
porządku i pokoju, na co też wszyscy narzekamy; nie widzimy jednak, że to
nasza wina, gdyż w jakim duchu je wychowujemy, takich też mamy nieudanych
i nieposłusznych poddanych. Lecz dość tych napomnień, szersze ich
rozwinięcie odkładamy na inny czas.
Edycja za: Wybrane Księgi Symboliczne Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przekład z jęz. łacińskiego przez ks. bp dr Andrzeja Wantułę oraz ks. prof. dr hab. Wiktora Niemczyka. Wydawnictwo Zwiastun - Warszawa 1980
(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl