
![]()
[Duży Katechizm]
ks. dr Marcin Luter
PIĄTE PRZYKAZANIE
— „Nie zabijaj".
Omówiliśmy dotąd władzę duchowną i świecką, to jest boską i ojcowską
zwierzchność i posłuszeństwo. Teraz zaś wyjdziemy z naszego domu między
sąsiadów, aby uczyć się, jak współżyć ze sobą, każdy z osobna ze swoim
bliźnim. Przykazanie to zatem nie odnosi się do Boga i do zwierzchności,
ani też nie odejmuje im władzy karania śmiercią. Albowiem Bóg przekazał
swe prawo karania złoczyńców zwierzchności zamiast rodzicom, którzy
dawnymi czasy (jak to czytamy u Mojżesza) sami musieli swoje dzieci
stawiać przed sądem i skazywać na śmierć. Dlatego to, co tu zabroniono,
jest zabronione nie zwierzchności, lecz pojedynczym ludziom w stosunku do
siebie.
Przykazanie to jest łatwo zrozumiałe i bywa często rozpatrywane, bo się je
co roku słyszy w Ewangelii Mateusza, r. 5, gdzie je sam Chrystus wykłada i
streszcza, mianowicie, że nie należy zabijać ani ręką, sercem, ustami,
gestami, miną, ani też przez udzielanie pomocy lub rad. Zakazany więc jest
tu każdemu gniew, z wyjątkiem (jak się rzekło) tych, którzy są na miejscu
Boga, to jest rodziców i zwierzchności. Bogu bowiem i tym, którzy
utrzymują porządek Boży, wolno się gniewać, łajać i karać tych, którzy to
i inne przykazania przestępują.
Lecz przyczyna i konieczność tego przykazania kryje się w tym, iż Bóg
dobrze wie, jak ten świat jest zły, a życie pełne nieszczęść; dlatego
postawił to i inne przykazania między dobrem a złem. Jak więc rozliczne
bywają pokuszenia przeciwko wszystkim przykazaniom, tak i tu bywa, że
skoro musimy żyć wśród wielu ludzi, którzy nam krzywdę wyrządzają, mamy
powód, aby być wrogo usposobieni do nich. Na przykład, gdy twój sąsiad
widzi, że masz lepszy dom i gospodarstwo, więcej dóbr i szczęścia od Boga
niż on, to go to martwi, zazdrości ci i nic dobrego o tobie nie mówi. Tym
sposobem za poduszczeniem diabła mnożą się twoi nieprzyjaciele, którzy ci
nie życzą ani cielesnych, ani duchowych dóbr. Gdy się potem takich widzi,
z kolei nasze serce zapala się gniewem, krwawi się i chce się mścić. Tak
dochodzi do obrzucania się przekleństwami i do bójek, których następstwem
są w końcu boleści i mord. Tu właśnie chce nam wyjść naprzeciw ze swoim
pośrednictwem Bóg i, jak łaskawy ojciec, załagodzić waśń, aby z niej nie
powstało nieszczęście i aby jeden drugiego nie przywiódł do zguby. Krótko
mówiąc, chce On przez to każdego osłonić, uchronić od napaści,
zabezpieczyć przed wszelkim występkiem i gwałtem oraz otoczyć bliźniego
tym przykazaniem, niby obronnym murem, twierdzą i opieką, aby mu nie
wyrządzono na ciele krzywdy ani szkody.
Przykazanie to zmierza więc do tego, aby nikomu nie czynić
krzywdy z powodu jakiegoś złego wybryku, choćby na to sowicie zasłużył, gdyż
tam, gdzie zakazane jest zabójstwo, zakazana jest też wszelka przyczyna, z
której może ono powstać. Niejeden bowiem, chociaż nie zabija, tak przeklina i
złorzeczy, iż ten, na którego plecach by to spocząć miało, nie uniósłby tego
daleko. Ponieważ tedy tkwi to w naturze każdego człowieka i jest w powszechnym
zwyczaju, że nikt nie chce znosić krzywdy wyrządzone mu przez drugiego. Bóg
pragnie usunąć korzenie i źródło, z których rodzi się gorzkość w sercu przeciwko
bliźniemu, i przyzwyczaić nas do tego, abyśmy zawsze to przykazanie mieli przed
oczyma i w nim się sobie przyglądali, uświadamiali sobie wolę Bożą i Bogu
poruczali krzywdę, jaką znosimy, z serdeczną ufnością, wzywając Jego imienia;
tym sposobem będziemy mogli znosić krzyki i gniewy przeciwników, pozwalając im
czynić, co im się podoba. Tak nauczy się człowiek uśmierzać gniew i będzie mieć
cierpliwe, łagodne serce, zwłaszcza w stosunku do tych, którzy mu dają powód do
gniewu, to jest w stosunku do wrogów.
Skróconą treść tego przykazania, którą należy dokładnie wbić prostaczkom do
głowy, aby wiedzieli, co znaczy „nie zabijać", można Więc. Ująć tak: po pierwsze
— nie należy nikomu wyrządzać krzywdy, zwłaszcza ręką lub czynem; następnie —
nie powinniśmy używać języka do doradzania lub namawiania do złego; ponadto —
nie należy stosować ani też zezwalać na żadne środki lub sposoby, przez które
ktoś mógłby być obrażony; wreszcie niczyje serce nie powinno być wrogo
usposobione do kogoś i czy to z gniewu, czy z nienawiści nikomu nie życzyć
złego, tak aby ciało i dusza były czyste względem każdego, szczególnie zaś
względem tego, który ci źle życzy lub zło ci wyrządza; wyrządzać bowiem zło
temu, kto ci dobrze życzy i dobrze czyni, znaczy postępować nie po ludzku, lecz
po diabelsku.
Po wtóre, przykazanie to przestępuje nie tylko ten, kto wyrządza zło drugiemu,
lecz również ten, kto mogąc bliźniemu wyświadczyć coś dobrego, zapobiec czemuś,
obronić, osłonić i wyratować go, aby nie poniósł krzywdy lub szkody na ciele,
nie czyni tego. Jeżeli więc nagiego, którego mogłeś odziać, odeślesz z niczym —
ty pozwoliłeś mu zmarznąć; jeżeli widzisz, iż ktoś cierpi głód, a nie nakarmisz
go — ty dopuściłeś do tego, iż umarł śmiercią głodową. Podobnie, jeżeli widzisz
niewinnie skazanego na śmierć lub w podobnej potrzebie, a nie ratujesz go,
chociaż znasz drogi i środki po temu, ty go tedy zabiłeś. I nic nie pomogą twoje
wymówki, że nie przyczyniłeś się do tego pomocą, radą lub czynem, albowiem
odmówiłeś mu miłości swojej i ograbiłeś go z dobrodziejstw, dzięki którym mógł
być zachowany przy życiu.
Z tego powodu Bóg słusznie nazywa mordercami tych wszystkich, którzy w potrzebie
i niebezpieczeństwie ciała i życia nie udzielają rady ani pomocy; wyda też na
nich straszliwy wyrok w dniu ostatecznym, jak sam Chrystus zapowiada i mówi: —
„Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić.
Byłem przychodniem, a nie przyjęliście mnie, nagim, a nie przyodzialiście mnie,
chorym i w więzieniu i nie odwiedziliście mnie". To znaczy, wyście mnie i moim
pozwolili umrzeć z głodu, pragnienia i mrozu, rozrywać nas przez dzikie
zwierzęta, gnić w więzieniu i ginąć w nędzy. Cóż jest to innego, jeśli nie
nazwanie nas mordercami i okrutnikami? Bo chociaż nie dopuściłeś się tego
czynem, to jednak ty pozwoliłeś mu pozostać w nieszczęściu i zginąć. Jest to tak
samo, jak gdybym ujrzał kogoś płynącego po głębokiej wodzie, zmagającego się z
żywiołem lub wpadającego w ogień; mogłem mu podać rękę, wyrwać go i uratować, a
jednak nie uczyniłem tego; czymże innym byłbym nawet w oczach całego świata,
jeśli nie mordercą i złoczyńcą?
Dlatego taki jest właściwy zamysł Boży, abyśmy żadnemu człowiekowi krzywdy nie
wyrządzali, lecz okazywali mu wszystko dobre i miłość; jest on, jak powiedziano,
zwrócony szczególnie do tych, którzy są naszymi nieprzyjaciółmi. Bo to, że
przyjaciołom dobrze czynimy, jest zwykłą, już pogańską cnotą, jak mówi Chrystus
w Ewangelii Mateusza w 5 rozdziale.
Oto jest znowu Słowo Boga, przez które chce nas zachęcić i pobudzić do prawych,
szlachetnych, wzniosłych uczynków, jak łagodność, cierpliwość, krótko mówiąc, do
miłości i dobroczynności naszych nieprzyjaciół, oraz chce nam zawsze
przypominać, abyśmy myśleli o pierwszym przykazaniu, że On jest naszym Bogiem,
to jest, że nas chce wspierać, wspomagać i strzec, aby stłumić w nas chęć
zemsty. Gdybyśmy tak postępowali i gruntownie to wpajali, mielibyśmy pełne ręce
roboty ze spełnianiem dobrych uczynków. Lecz to nie byłoby właściwe kazanie dla
mnichów; sprawiłoby to stanowi duchownemu zbyt wielki uszczerbek, naruszyło
świętość Kartuzów i byłoby zrozumiane jako nieomal zakazywanie dobrych uczynków
i życia klasztornego. W ten sposób bowiem zwykły stan chrześcijański byłby
uważany za równy duchownemu, a nawet za znacznie wyższy i każdy mógłby ujrzeć,
jak zwodzili i okpiwali świat fałszywym i obłudnym pozorem świętości, lekceważąc
i uważając za niepotrzebne to i inne przykazania, jak gdyby one nie były
przykazaniami, a tytko zwykłymi radami; zobaczono by też, jak oni bezwstydnie
wysławiali swój obłudny stan i uczynki, ogłaszając je za najdoskonalszy tryb
życia, aby móc wieść łatwy i wygodny żywot, bez krzyża i dolegliwości. Dlatego
właśnie uciekli do klasztorów, aby nic nie ucierpieć od drugich, ale też nic
dobrego nikomu nie wyświadczyć. Ale ty wiedz, że prawdziwe, święte i boskie
uczynki są te, z których Bóg wraz z wszystkimi aniołami się raduje; natomiast
wszelka ludzka świętość jest jedynie fetorem i paskudztwem i nie zasługuje na
nic innego, jak tylko na gniew i potępienie.
Edycja za: Wybrane Księgi Symboliczne Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przekład z jęz. łacińskiego przez ks. bp dr Andrzeja Wantułę oraz ks. prof. dr hab. Wiktora Niemczyka. Wydawnictwo Zwiastun - Warszawa 1980
(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl