
![]()
[Duży
Katechizm]
ks. dr Marcin Luter
ÓSME PRZYKAZANIE
— „Nie mów fałszywego Świadectwa przeciw bliźniemu swemu".
Oprócz własnego ciała, ślubnej małżonki i dóbr doczesnych, mamy jeszcze
jeden skarb, bez którego również obejść się nie możemy, mianowicie honor i
dobre imię. Chodzi bowiem o to, abyśmy nie żyli między ludźmi w jawnym
pohańbieniu i pogardzeniu przez wszystkich. Dlatego Bóg chce, żeby dobre
imię, honor i uczciwość bliźniego, podobnie jak to jest z pieniądzem i
mieniem, nie były naruszane ani umniejszane, aby każdy mógł się ostać
przed swoją żoną, dziećmi, czeladzią i sąsiadem jako człowiek prawy. Toteż
najprostsze znaczenie słów tego przykazania (Nie mów fałszywego świadectwa
przeciw bliźniemu swemu) odnosi się przede wszystkim do publicznej
instytucji sądu, przed którym oskarża się biednego, niewinnego człowieka i
obciąża zeznaniami fałszywych świadków, aby go ukarać na ciele, majątku i
honorze.
Wydaje nam się obecnie, jakoby nas to niewiele obchodziło, ale wśród Żydów
zdarzało się to zgoła nagminnie. Lud ten bowiem miał znakomicie
zorganizowane rządy, a tam, gdzie jeszcze takie rządy istnieją, nie
obejdzie się bez owego grzechu. Przyczyną tego jest fakt, że gdzie władzę
sądową sprawują sędziowie, burmistrzowie, książęta i inna zwierzchność,
tam sprawy niezawodnie toczą się drogą tego świata: ludzie, nie chcąc
nikogo obrażać, mówią obłudnie, pragnąc zdobyć pieniądze, szansę lub
przyjaźń; w wyniku tego biedny człowiek i jego sprawa doznają ucisku,
niesprawiedliwości i ponoszą karę. Jest powszechną plagą w świecie, iż w
sądach rzadko zasiadają ludzie prawi. Aby być sędzią, trzeba przede
wszystkim być prawym mężem, a nie tylko prawym, lecz także mężem mądrym,
rozsądnym, nawet odważnym i śmiałym; tak samo na świadka nadaje się
szczególnie mąż prawy. Kto bowiem chce wszystkie sprawy sprawiedliwie
sądzić i wydać wyrok, ten nieraz pobudzi do gniewu dobrych przyjaciół,
krewnych, sąsiadów, bogatych i możnych, którzy mogą mu wyświadczyć wielkie
przysługi lub też zaszkodzić. Dlatego musi być ślepy, zamknąć oczy i uszy,
nie widzieć ani nie słyszeć nic prócz tego, co ma przed sobą, i zgodnie z
tym wydawać wyrok.
W przykazaniu tym chodzi więc najpierw o to, aby człowiek okazywał swemu
bliźniemu pomoc w jego prawach i nie pozwalał ich naruszać i przekręcać,
popierając je i czuwając nad nimi bez względu na to, czy jest sędzią, czy
świadkiem i do czego się one odnoszą. Szczególnie stawia ono przed naszymi
prawnikami zadanie: pilnować, aby sprawy rozpatrywano sprawiedliwie i
bezstronnie, aby prawda pozostawała prawdą oraz aby jej nie przekręcano,
nie naciągano i nie przemilczano, nie brano względu na pieniądz, stan
majątkowy, honor lub stanowisko osoby. To jest jedna cząstka i najprostszy
sens tego przykazania odnośnie do tego, co się dzieje w sądzie.
Przykazanie to sięga jednak o wiele dalej, jeśli je odniesiemy do
dziedziny duchownych sądów i rządów; zdarza się tu również, że niejeden
fałszywie świadczy przeciwko bliźniemu swemu. Gdziekolwiek bowiem są
pobożni kaznodzieje i chrześcijanie, to w opinii świata są oni kacerzami,
odszczepieńcami, a nawet buntowniczymi i desperackimi złoczyńcami. Ponadto
musi Słowo Boże znosić, że się je w najhaniebniejszy i najjadowitszy
sposób prześladuje, znieważa, zadaje mu kłam, przekręca, fałszywie naciąga
i wykłada. Ale niech i tak będzie; taka jest bowiem droga zaślepionego
świata, że potępia i prześladuje prawdę i dzieci Boże, w dodatku zaś nie
uważa tego za grzech.
Po trzecie — dotyczy to nas wszystkich — przykazanie to zabrania wszelkich
grzechów języka, którymi można wyrządzić bliźniemu szkodę lub go dotknąć.
„Mówienie fałszywego świadectwa" bowiem nie jest niczym innym, jak dziełem
języka; cokolwiek więc językiem przeciwko bliźniemu czynimy, tego właśnie
zabrania Bóg, czy to chodzi o fałszywych kaznodziejów, wraz z ich nauką i
bluźnierstwami, czy o fałszywych sędziów i świadków i wyroki sądowe, czy
wreszcie o kłamstwo i obmowę poza sądem. Tu należy zwłaszcza niecny,
haniebny występek obmawiania za plecami i zniesławiania, do którego nas
pobudza diabeł, o czym byłoby wiele do powiedzenia. Jest bowiem pospolitą
i szkodliwą plagą, iż każdy chętniej słucha o bliźnim złego niż dobrego. A
chociaż sami jesteśmy na tyle źli, iż jakkolwiek nie możemy ścierpieć, gdy
ktoś o nas źle się odezwie, i każdy chętnie chciałby, aby cały świat mówił
o nim złotymi słowy, to jednak sami nie możemy znieść, aby o drugich
mówiono jak najlepiej.
Aby się wyzbyć tej wady, powinniśmy pamiętać, iż nikt nie jest upoważniony
publicznie osądzać i ganić bliźniego, nawet gdyby widział, że grzeszy,
jeżeli nie ma nakazu go sądzić i karać; albowiem zachodzi duża różnica
między tymi dwiema sprawami: osądzać grzech, a wiedzieć o grzechu. Możesz
wprawdzie o nim wiedzieć, ale osądzać nie powinieneś. Mogę tedy widzieć i
słyszeć, że mój bliźni grzeszy, ale nie mam prawa rozpowiadać o tym.
Jeżeli więc wdaję się w to; osądzam i wyrokuję, popadam w grzech, który
jest większy od poprzedniego. Jeżeli coś doszło do twojej wiadomości,
zachowaj to sobie i zakop niby w grobie, dopóki nie zostaniesz ustanowiony
sędzią, aby z urzędu wymierzyć karę.
Potwarcami nazywamy więc tych, którzy nie zadowalając się samą
wiadomością, rozpowiadają ją i przedzierzgają się w sędziego, a gdy się
czegoś złego o drugim dowiedzą, roznoszą to po wszystkich kątach, znajdują
w tym radość i zadowolenie, że mogą w czyichś brudach ryć jak świnie,
które się tarzają w gnoju i grzebią w nim swoim ryjem. Nie jest to nic
innego, jak wtrącanie się Bogu w Jego sąd i prawa i wydawanie wyroków i
kar w najsurowszy sposób. Żaden sędzia bowiem, wymierzając wyższą karę,
nie może posunąć się dalej ponad to, iż orzeknie: ten jest złodziejem,
mordercą, zdrajcą itp. Kto więc przywłaszcza sobie prawo powiedzenia tego
o bliźnim, ten sięga tak daleko, jak cesarz lub inna zwierzchność. Bo
chociaż nie posiadasz władzy miecza, to jednak używasz swego jadowitego
języka ku hańbie i szkodzie bliźniego.
Dlatego Bóg zakazuje, aby ktokolwiek obgadywał drugiego, nawet gdyby ten
był winny, chociażby całkowicie był tego pewny; tym mniej, gdy tego nie
wie lub wie o tym jedynie ze słyszenia. Może powiesz: — „Dlaczego nie mam
tego powiedzieć, jeżeli to jest prawda?" Odpowiadam: — „Dlaczego nie
doniesiesz tego powołanemu sędziemu?" — „Tak, ale nie mogę tego publicznie
dowodzić, gdyż mogliby mi zbić gębę i potraktować mnie w brzydki sposób".
Oj, kochanku, czujesz swąd? Jeżeli nie dowierzasz sobie, że potrafisz
stanąć przed powołanymi osobami i wziąć na siebie odpowiedzialność, tedy
stul gębę! Jeżeli zaś coś wiesz, wiedz to dla siebie, a nie dla drugiego.
Jeżeli to podasz dalej, choćby to było prawdą, wyjdziesz na kłamcę,
ponieważ nie możesz tego udowodnić, a prócz tego postąpisz jak łobuz. Nie
wolno bowiem nikogo pozbawić czci i dobrej sławy, dopóki nie zostaną mu
odebrane oficjalnie.
Fałszywym świadectwem jest więc wszystko, czego nie można należycie
udowodnić. Dlatego też tego, co nie jest oparte na wystarczającym
dowodzie, nie powinien nikt wyjawiać ani też podawać za prawdę. Krótko
mówiąc, cokolwiek jest tajne, trzeba pozostawić tajnym lub w danym
wypadku, gdy usłyszymy, potajemnie skarcić. Jeżeli więc się natkniesz na
jakąś gadatliwą gębę, która obgaduje i oczernia drugiego, rozmów się z nim
zaraz w cztery oczy, aż się ze wstydu zaczerwień!; tym sposobem niejeden
powściągnie swój język; mógłby on bowiem biednego człowieka narazić na
obmowę, z której trudno byłoby mu się wydostać. Łatwo bowiem pozbawić
kogoś czci i dobrego imienia, lecz trudno je zwrócić.
Widzisz więc, że nie wolno w ogóle mówić o bliźnim niczego złego; wyjątek
stanowią: świecka zwierzchność, kaznodzieje, ojciec i matka; przykazanie
to winno być jednak rozumiane w ten sposób, iż zło nie pozostaje bez kary.
Podobnie jak według piątego przykazania nie należy nikomu wyrządzać na
ciele szkody, a jednak kat stanowi wyjątek i na mocy swego urzędu nie
wyświadcza bliźniemu niczego dobrego, lecz szkodę i zło, nie grzesząc przy
tym przeciwko Bożemu przykazaniu, jako że sam Bóg taki urząd ustanowił,
zastrzegając dla siebie karę według upodobania swego, jak mówi w pierwszym
przykazaniu — tak samo, chociaż nikt nie ma osobiście prawa kogoś sądzić i
potępiać, to jednak, jeżeli-tego nie czynią ci, którym to zostało
nakazane, na równi grzeszą z tym, kto by to czynił z siebie samego, nie z
urzędu. Tu bowiem zachodzi potrzeba mówić o złem, oskarżać, zeznawać,
pytać i świadczyć. Tu sprawa ma się nie inaczej jak z lekarzem, który
niekiedy, aby kogoś leczyć, musi zajrzeć do jego miejsc ukrytych i dotknąć
ich. Do tego właśnie są wspólnie zobowiązani zwierzchność, ojciec i matka,
a nawet bracia i siostry oraz inni dobrzy przyjaciele, aby karać zło,
gdzie zajdzie potrzeba i gdzie to jest z korzyścią.
Najwłaściwsze wszakże byłoby zachowywać porządek ustanowiony w Ewangelii
Mateusza w 18 r., gdzie Chrystus mówi: „A jeśliby zgrzeszył brat twój,
idź, upomnij go sam na sam". Oto jest drogocenna, znakomita nauka
dotycząca właściwego kierowania językiem, którą należałoby dobrze
zapamiętać jako środek przeciwko temu nieszczęsnemu nadużyciu. Trzymaj się
tego, abyś nie obgadywał zaraz bliźniego swego i nie obmawiał go, lecz
abyś go potajemnie upomniał, by się poprawił. Podobnie też, jeśli ci ktoś
doniesie, co ten lub ów zrobił, poucz go, by poszedł l upomniał go sam,
jeżeli widział; jeżeli nie, powinien zamknąć gębę.
Tego samego możesz się również nauczyć z codziennego zarządzania domem.
Pan domu bowiem postępuje w ten sposób: jeżeli widzi, że sługa nie
wykonuje swoich powinności, osobiście go upomina. Gdyby jednak był tak
głupi, iż zostawiwszy sługę w domu, poszedłby na ulicę poskarżyć się
sąsiadom, usłyszałby niezawodnie: — „Głupcze, cóż nas to obchodzi, czemuż
jemu samemu tego nie powiesz?" Widzisz, to znaczyłoby postąpić prawdziwie
po bratersku i zaradzić złemu, nie pozbawiając twego bliźniego honoru. Tak
mówi również Chrystus w tym samym miejscu: — „Jeśliby cię usłuchał,
pozyskałeś brata swego". Wtedy spełniłeś wielki i znakomity uczynek. Bo
czy myślisz, że to mała rzecz pozyskać brata? Niech wystąpią wszyscy mnisi
i święte zakony ze wszystkimi swymi uczynkami zebranymi razem, a
zobaczymy, czy będą się mogli chlubić, iż pozyskali jednego brata?
Dalej uczy Chrystus: — „Jeśliby zaś nie usłuchał, weź z sobą jeszcze
jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwu lub trzech świadków była oparta
każda sprawa". Należy więc zawsze układać się z tym, kogo to dotyczy, a
nie obmawiać go poza jego plecami. Jeżeli to jednak nie pomaga, to
przedłóż to publicznie wobec ogółu, czy to w sądzie świeckim, czy
duchownym. Tu bowiem nie stoisz osamotniony, lecz w towarzystwie tych
świadków, przez których możesz dowieść winy oskarżonego, sędzia zaś,
opierając się na tym, może wydać wyrok i wyznaczyć karę. W ten sposób
można na drodze legalnej i słusznej zaradzić złemu lub złych naprawić.
Jeżeli jednak obgaduje się kogoś po wszystkich kątach i grzebie się w jego
brudach, nikogo się przez to nie poprawi, gdy zaś następnie przyjdzie do
tego, że trzeba składać świadectwo, zaprzecza się, że się coś powiedziało.
Słuszną przeto jest rzeczą karać takich gadułów i ich skłonności do
zniesławiania — ku przestrodze innym. Gdyby ci bowiem chodziło o poprawę
bliźniego lub kierowała tobą miłość prawdy, nie chodziłbyś cichaczem ani
też nie unikał dnia i światła.
Wszystko to odnosi się do tajnych grzechów. Jeżeli jednak grzech jest
całkowicie jawny i wie o nim dobrze sędzia, jak również inni, wówczas
wolno ci bez narażania się samemu na grzech unikać winnego i pozostawić go
sobie jako tego, co sam siebie do hańby przywiódł, i wolno ci też składać
o nim publicznie świadectwo. Gdy coś jest jawne, nie może być mowy o
oczernianiu, fałszywym osądzaniu lub świadczeniu — na przykład, jeżeli
karcimy obecnie papieża wraz z jego nauką, która jest publicznie ogłoszona
w książkach i rozszerzana po całym świecie. Gdzie bowiem grzech jest
jawny, tam i nagana powinna być też jawna, aby wszyscy mogli się mieć
przed nim na baczności.
A oto skrót i ogólny sens tego przykazania: nikt nie powinien swemu
bliźniemu, czy to przyjacielowi, czy nieprzyjacielowi, wyrządzać szkody
językiem ani też źle o nim mówić, bez względu na to, czy to prawda, czy
kłamstwo, chyba że dzieje się to na polecenie lub chodzi o jego poprawę;
każdy powinien używać języka i tak się nim posługiwać, aby o bliźnim mówić
najlepsze rzeczy, przemilczać jego grzechy i ułomności, usprawiedliwiać,
upiększać i osłaniać je własną dobrą sławą. Głównym motywem tego rodzaju.
postępowania powinny być przytoczone w Ewangelii słowa Chrystusa, które
streszczają w sobie wszystkie przykazania odnoszące się do bliźniego: — „A
więc wszystko, co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im
czyńcie".
Również natura uczy nas tego na naszym własnym ciele, jak mówi św. Paweł w
l Kor. 12: — „Wprost przeciwnie: Te członki ciała, które zdają się być
słabszymi, są potrzebniejsze, a te, które w ciele uważamy za mniej zacne,
otaczamy większym szacunkiem, a dla wstydliwych członków naszych dbamy o
większą przyzwoitość". Nikt nie zakrywa twarzy, oczu, nosa i ust, gdyż one
tego nie potrzebują, jako że same w sobie są najszlachetniejszymi
członkami. Lecz te, które są najbardziej wątłe, których się wstydzimy,
zakrywamy pilnie, a ręce, oczy i całe ciało muszą pomagać je zakrywać i
osłaniać. Tak właśnie powinniśmy wszyscy między sobą zasłaniać to, co u
naszego bliźniego jest nieczcigodne i słabe, i służyć mu wszystkim, czym
możemy, w celu zachowania jego dobrej sławy, pomagać mu i popierać go; z
drugiej zaś strony powinniśmy go bronić przed tym, co by mu mogło
przynieść niedobrą sławę. Jest to szczególnie doskonałą i szlachetną
cnotą, gdy ktoś wszystko, co słyszy o bliźnim (a co nie jest jawnym złem),
wykłada i tłumaczy na jego korzyść lub też uniewinnia go na przekór
jadowitym językom, które starają się gorliwie znaleźć i wydobyć, co tylko
mogą, aby bliźniego zganić, wykładając i przekręcając to w najgorszy
sposób, jak się to teraz dzieje, zwłaszcza z drogim Słowem Bożym i z jego
zwiastunami.
Dlatego też w przykazaniu tym mieści się wielkie mnóstwo dobrych uczynków,
które się Bogu niezwykle podobają i przynoszą ze sobą przeobfite dobra i
błogosławieństwo, gdyby tylko zaślepiony świat i fałszywi świętoszkowie
chcieli je poznać. Człowiek bowiem nie ma nic ani na sobie, ani w sobie,
co by mogło sprawić więcej dobrego, ale też i wyrządzić w zakresie spraw
duchowych i świeckich większą szkodę na język, chociaż jest najmniejszym i
najsłabszym członkiem.
Edycja za: Wybrane Księgi Symboliczne Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przekład z jęz. łacińskiego przez ks. bp dr Andrzeja Wantułę oraz ks. prof. dr hab. Wiktora Niemczyka. Wydawnictwo Zwiastun - Warszawa 1980
(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl