
![]()
[Duży
Katechizm]
ks. dr Marcin Luter
DZIEWIĄTE I DZIESIĄTE PRZYKAZANIE
— „Nie pożądaj domu bliźniego swego".
— „Nie pożądaj żony, ani sługi, ani służącej, ani bydła, ani żadnej rzeczy
bliźniego swego".
Te dwa przykazania zostały dane, ściśle biorąc, wyłącznie Żydom,
aczkolwiek mimo to częściowo i nas dotyczą. Nie wykładali bowiem oni tych
przykazań z punktu widzenia nieczystości ani kradzieży, ponieważ te są
powyżej w wystarczający sposób wzbronione; sądzili oni, że zachowali je
wszystkie, jeżeli zewnętrznie spełnili dany uczynek lub też go nie
popełnili. Dlatego Bóg dodał te dwa przykazania, aby również pożądanie
żony i dóbr bliźniego oraz nastawanie na nie w jakikolwiek bądź sposób
uważane było za grzech i za rzecz wzbronioną, zwłaszcza z tego powodu, że
pod rządami Żydów słudzy i służące nie byli wolnymi ludźmi jak teraz i nie
służyli, jak długo chcieli, za zapłatą, lecz byli własnością pana z ciałem
i wszystkim, co posiadali, jak bydło i inne dobra. Oprócz tego każdy miał
prawo otwarcie oddalić, żonę od siebie, dając jej list rozwodowy, i pojąć
inną. Toteż każdy wystawiony był na niebezpieczeństwo,: że jeżeli komuś
spodobała się cudza żona, mógł wynaleźć jakąś przyczynę, aby zarówno
pozbyć się swojej żony, jak też odstręczyć cudzą i zdobyć ją pod pozorem
prawa. Nie uważał tego za grzech ani hańbę, podobnie jak dzieje się
obecnie odnośnie do służby, gdy gospodarz zwolni swojego sługę albo
służącą, lub gdy jeden drugiemu ich zabierze.
Dlatego (mówię) wykładali oni słusznie to przykazanie w ten sposób
(aczkolwiek sięga ono nieco dalej i wyżej), iż nikt nie powinien nosić się
z zamiarem ani coś przedsiębrać, by drugiemu zabierać to, co jest jego,
jak żonę, służbę, dom i gospodarstwo, rolę, łąki, bydło — nawet z
zachowaniem pozorów i pod jakimś pretekstem, jednak w gruncie rzeczy ze
szkodą bliźniego. Powyżej bowiem, w siódmym przykazaniu, zakazany jest
występek zagarniania lub nieprawnego zatrzymywania mienia bliźniego, gdy
się do tego nie ma prawa. Tu jednak wzbronione jest pozbawienie bliźniego
czegokolwiek, chociażby można to uczynić z zachowaniem dobrego imienia
wobec świata, tak iż nikt nie może cię oskarżać ani ganić, że zdobyłeś to
niesprawiedliwie. Natura ludzka bowiem jest taka, że nikt nie życzy
drugiemu tyleż, co sobie samemu, i każdy nabywa tyle, ile tylko może, bez
względu na to, jak się drugiemu powodzi. A mimo to chcemy uchodzić za
pobożnych, potrafimy znakomicie się maskować i ukrywać szelmę, który w nas
siedzi, szukać i wymyślać chytre sztuczki, zręczne fortele (jakie się dziś
codziennie w najlepsze wynajduje), jak gdyby miały pokrycie w prawie; mamy
też czelność powoływać się na nie zuchwale i zadzierać nosa, a nie chcemy,
aby się to nazywało łotrostwem, lecz sprytem i mądrością. Dopomagają temu
także prawnicy i wykładowcy prawa, którzy przekręcają i naciągają prawo,
jak im w danym razie potrzeba, wyciskają słowa i używają ich za osłonkę,
nie mając względu na słuszność i potrzebę bliźniego. Krótko mówiąc: kto w
tych sprawach jest najprzebieglejszy i najchytrzejszy, temu prawo
najlepiej służy, jak zresztą sami mówią: „Vigilantibus iura subveniunt".
Dlatego też ostatnie przykazanie dane jest nie dla znanych powszechnie
światu łotrów, lecz właśnie dla najpobożniejszych, którzy chcą być
chwaleni i uważani za ludzi uczciwych i prawych, za takich, którzy
przeciwko poprzednim przykazaniom nie zawinili, jak zwłaszcza Żydzi, a
nawet i obecnie wielu jeszcze wielkich, szlachetnie urodzonych panów i
książąt za takich chce uchodzić. Szersze bowiem pospólstwo, które niewiele
pyta o to, czy doszło do owego majątku uczciwie i prawnie, należy znacznie
niżej, do siódmego przykazania.
Najczęściej ma to miejsce w sprawach załatwianych w sądzie, kiedy to
zamierza się od bliźniego coś wydostać i coś mu odebrać. Na przykład, gdy
toczy się spór i kłótnia o wielki spadek, nieruchomości itp., przytacza
się i ucieka się do wszystkiego, co tylko może mieć pozór prawa, naciąga
się je i dopasowuje tak, aby stanęło po ich stronie i aby mogli zatrzymać
dobra na podstawie takiego tytułu prawnego, którego nikt nie mógłby
zaskarżyć ani rościć do niego pretensji. Podobnie, jeżeli ktoś pragnie
posiąść zamek, miasto, hrabstwo lub inną wielką posiadłość i posługuje się
za pośrednictwem przyjaciół przekupstwem i innymi środkami, aby drugiemu
zostało to odebrane, a jemu przyznane, w dodatku zaś potwierdzone na
piśmie i pieczęcią, aby nazywało się, że zostało nabyte na mocy prawa i
uczciwie.
Podobnie dzieje się w zwykłym handlu, gdzie jeden drugiemu coś zręcznie z
ręki wywinie, iż ten musi odejść z kwitkiem, albo go podejdzie i oszuka w
tym, w czym upatruje swój zysk i korzyść, tak iż ów ze względu na
konieczność lub długi nie może przy swoim obstawać ani bez straty
sprzedać, w wyniku czego tamten zarobił połowę lub nawet więcej. A mimo to
nie uważa się tego za niesłusznie nabyte lub skradzione, lecz za nabyte
uczciwie. Tu zwykło się mówić: — „Kto pierwszy, ten lepszy" i „Każdy musi
myśleć o sobie", niech sobie każdy radzi jak może. Któż zresztą jest aż
tak mądry, że potrafiłby odgadnąć, ile to można nazgarniać za pomocą
wszystkich nadobnych pozorów, których świat nie uważa za niesprawiedliwe
ani też nie chce wiedzieć, że bliźni zostaje poszkodowany i musi wyrzec
się tego, bez czego obejść się nie może. Czy jest ktoś, kto by chciał, aby
go to spotkało? Wynika z tego, że owe preteksty i pozory są kłamliwe.
Podobnie działo się przed czasy i z kobietami: znane były takie chwyty, że
jeżeli podobała się komuś inna, sam lub przez drugich (a było sporo
środków i pomysłowych sposobów) starał się wzbudzić w mężu niechęć do niej
lub też ją podjudzić i nastawić przeciwko niemu, iż musiał ją oddalić od
siebie i pozostawić jemu. Ten stan rzeczy był niewątpliwie
rozpowszechniony wśród starozakonnych, jak to czytamy w Ewangelii o królu
Herodzie, że poślubił żonę swego własnego brata jeszcze za jego życia, a
mimo to chciał uchodzić za czcigodnego, pobożnego człowieka, jak świadczy
o tym i święty Marek. Tego rodzaju fakt, mam nadzieję, nie będzie miał u
nas miejsca, ponieważ Nowy Testament zabrania małżonkom rozwodzić się, z
wyjątkiem przypadku, gdy jeden drugiemu podstępnie uwiedzie bogatą
oblubienicę. Zdarza się za to u nas nierzadko, że jeden drugiemu odmówi
sługę lub służącą i odstręczy lub zwabi ich pochlebnymi słowy.
W jakikolwiek bądź sposób zdarzają się takie rzeczy, powinniśmy wiedzieć,
że Bóg nie chce, abyś pozbawił bliźniego czegoś, co do niego należy, przez
co poniósłby stratę, ty zaś zaspokoiłbyś swoją chciwość, choćbyś mógł niby
to uczciwie w oczach świata zatrzymać daną rzecz. Jest to bowiem
potajemnym, skrytym oszustwem, dokonanym, jak się to mówi, pod czapką —
niewidką, aby tego nie spostrzeżono. Chociaż bowiem uchodzisz za
człowieka, który nikomu nie uczynił nic złego, to jednak skrzywdziłeś
swego bliźniego. A jakkolwiek nie nazywa się to kradzieżą i oszustwem, to
jednak nazywa się pożądaniem dobra bliźniego, jest nastawaniem na nie i
przywłaszczaniem go sobie bez jego woli, i zazdroszczeniem mu tego, czym
go Bóg obdarzył. I chociaż sędzia i bliźni musi ci to pozostawić. Bóg
jednak ci tego nie przepuści. On bowiem widzi dobrze złe serce i
złośliwość świata, który, gdy mu ustąpisz o palec, zabierze o łokieć
więcej, to zaś prowadzi do jawnego bezprawia i gwałtu.
Pozostajemy więc przy ogólnym sensie tego przykazania, iż nakazuje ono
najpierw, aby nie nastawać na szkodę bliźniego, nie dopomagać ani nie
przyczyniać się do jej powstawania, lecz dobrze mu życzyć i pozostawić mu
to, co posiada, być mu pomocnym do rozwoju i zachowania tego, co jest dla
niego korzystne i co może mu wyświadczyć usługę, tak jak byśmy chcieli,
aby nam czyniono. Tak więc przykazanie to skierowane jest szczególnie
przeciwko nieżyczliwości i nieszczęsnej chciwości, gdyż Bóg chce usunąć
przyczynę i korzeń, z których wyrasta wszelka szkoda, jaką bliźniemu
wyrządzamy. Wyraża On to dobitnie w słowach: — „Nie pożądaj" itd. Pragnie
bowiem przede wszystkim czystości serca, jakkolwiek, dopóki tu żyjemy, nie
dojdziemy do niej nigdy. Tak więc i to przykazanie, podobnie jak wszystkie
inne, będzie nas nieustannie oskarżało i. okazywało, jak pobożni przed
Bogiem jesteśmy.
Edycja za: Wybrane Księgi Symboliczne Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przekład z jęz. łacińskiego przez ks. bp dr Andrzeja Wantułę oraz ks. prof. dr hab. Wiktora Niemczyka. Wydawnictwo Zwiastun - Warszawa 1980
(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl