
![]()
[Duży
Katechizm]
ks. dr Marcin Luter
CZĘŚĆ TRZECIA - OJCZE NASZ
Słyszeliśmy już, co trzeba czynić i w co wierzyć, aby wieść najlepsze i
najświątobliwsze życie. Teraz następuje część trzecia, która nas uczy, jak
należy się modlić. Skoro bowiem tak się ma z nami sprawa, że żaden
człowiek nie może całkowicie zachować dziesięciu przykazań, choćby nawet
zaczął wierzyć, i skoro diabeł z całą mocą, wraz ze światem i naszym
własnym ciałem, sprzeciwia się temu, przeto niczego bardziej nie trzeba,
jak tego, abyśmy ustawicznie uciekali się do Boga, do Niego wołali i
prosili Go, żeby nam dał, zachowywał i pomnażał wiarę i spełnienie
dziesięciu przykazań oraz usuwał wszystko, co stoi temu na drodze i
przeszkadza. Abyśmy jednak wiedzieli, o co i jak się modlić mamy, sam
Chrystus, Pan nasz, nauczył nas sposobu i słów modlitwy, jak to zobaczymy.
Zanim jednak objaśnimy kolejno części Ojcze nasz, trzeba wpierw koniecznie
napomnieć i pobudzić ludzi do modlitwy, jak to również czynili Chrystus i
apostołowie. Pierwszą przeto rzeczą jest wiedzieć, że zgodnie z Bożym
przykazaniem naszą powinnością jest modlić się. Słyszeliśmy to bowiem. w
drugim przykazaniu: — „Nie bierz imienia Pana, Boga twego, nadaremno". W
słowach tych domaga się Bóg, aby Jego święte imię chwalić, wzywać Go we
wszelkiej potrzebie, czyli — modlić się. Wzywać bowiem imienia Bożego, nie
znaczy nic innego, jak modlić się. Modlitwa jest więc również surowo i
bezwzględnie nakazana, jak wszystkie inne przykazania: nie mieć innych
bogów, nie zabijać, nie kraść itd. Niechaj więc nikt nie sądzi, że jest
obojętne, czy się modlą, czy nie, jak to sobie myślą nierozsądni prostacy,
którzy powiadają: na cóż nam się modlić? Któż to wie, czy Bóg zważa ma
moją modlitwę i czy jej słucha? Jeśli ja się nie modlę, to modli się ktoś
inny. W ten sposób przyzwyczajają się nie modlić się nigdy, a zasłaniają
się twierdzeniem, jakobyśmy uczyli, ponieważ odrzucamy modlitwy fałszywe i
obłudne, iż nie trzeba i nie należy się modlić.
Rzeczywiście jest to prawdą: modlitwy, jak je dotychczas odprawiano, gdy
ludzie paplali i zawodzili w kościołach, nie były oczywiście żadnymi
modlitwami. Takie bowiem zewnętrzne rzeczy, gdy się je właściwie
praktykuje, mogą być uważane jedynie za ćwiczenia dla małych dzieci,
uczniów i prostaczków, za śpiewanie lub czytanie, lecz nigdy za prawdziwe
modlenie się. Modlić się bowiem — znaczy, jak uczy drugie przykazanie:
„Wzywać Boga we wszelkich potrzebach". Tego żąda On od nas i nie
pozostawia naszemu widzi mi się: powinniśmy i musimy się modlić, jeżeli
chcemy być chrześcijaninami, podobnie jak powinniśmy i musimy być
posłuszni ojcu, matce i zwierzchności. Przez wzywanie i prośby oddawana
jest cześć imieniu Bożemu i imię to bywa dobrze używane. O tym też przede
wszystkim winieneś pamiętać, że trzeba stłumić i odrzucić wszelkie myśli,
które mogłyby nas od tego powstrzymać lub odstraszyć. Bo jak nie wolno
powiedzieć synowi do ojca: — „Cóż ci zależy na moim posłuszeństwie? Pójdę
sobie i zrobię, co zechcę, to przecież wszystko jedno", gdyż obowiązuje
przykazanie: powinieneś i musisz to uczynić, tak też i tu nie od mojej
woli zależy uczynić to lub zaniechać tego, lecz człowiek powinien i musi
się modlić.
Z tego więc, że modlitwa jest tak usilnie zalecana, należy wyciągnąć
wniosek i uznać, iż nikt nie powinien jej lekceważyć, lecz winien mieć o
niej wysokie mniemanie; trzeba również zawsze szukać tu porównań z innymi
przykazaniami. Dziecię nie powinno za nic w świecie pogardliwie traktować
swego posłuszeństwa względem ojca i matki, pamiętając zawsze o tym: czyn
ten jest czynem posłuszeństwa, a to, co czynię, czynię jedynie dlatego, iż
chcę trwać w posłuszeństwie i spełnić przykazanie Boże, na którym mógłbym
się oprzeć i stanąć; uważam to za wielką rzecz nie ze względu na moją
zasługę, lecz ze względu na przykazanie. Podobnie i tu — to, o co prosimy,
winniśmy uważać za żądanie Boże, spełniane w posłuszeństwie w stosunku do
Niego, i myśleć: gdyby o mnie chodziło, modlitwa moja byłaby niczym; ma
ona jednak swoje znaczenie, gdyż ją Bóg nakazał. Dlatego każdy, o
cokolwiek by prosił, będąc posłuszny temu przykazaniu, winien zawsze
przychodzić przed oblicze Boże.
Prosimy i napominamy dlatego najusilniej każdego, aby to wziął do serca i
w żadnym razie nie gardził modlitwami. Dotychczas bowiem uczono w imieniu
diabła w ten sposób, iż nikt nie zważał na te sprawy; mniemano, że jest
wystarczające, gdy się odprawia modły jako takie, bez myśli o tym, czy Bóg
tego słucha, czy nie. Jest to modlenie się na chybił trafił i hazardowe
klepanie pacierzy, a zatem modlitwa próżna. Są także myśli, które nas
prowadzą na bezdroża i odstraszają nas: „Nie jestem dość święty ani godny;
gdybym był tak pobożny i święty, jak św. Piotr lub Paweł, rzuciliśmy
modlitwy mnichów i klechów, którzy dniem i nocą ponuro zawodzą i mamroczą,
a żaden z nich ani na chwilkę nie pomyśli, by o coś prosić. I gdyby zebrać
wszystkie Kościoły wraz z duchownymi, musieliby wyznać, iż nigdy nie
prosili z serca nawet o kropelkę wina. Nikt bowiem z nich nie zamierzał
kiedykolwiek modlić się z posłuszeństwa względem Boga i z wiary w Jego
obietnicę, ani też z potrzeby — w najlepszym zaś wypadku, gdy ktoś dalej
patrzył, z myślą o spełnieniu dobrego uczynku, aby zapłacić Bogu; są oni
tymi, którzy od Niego nie biorą, tylko chcą Mu dać.
Gdzie ma być prawdziwa modlitwa, tam musi być powaga. Człowiek musi
odczuwać nędzę swoją i to taką nędzę, która uciska i zmusza do wołania i
krzyku. Wówczas przychodzi modlitwa samorzutnie, jak być powinno, i nie
potrzeba żadnej nauki, jak się do niej przygotować i jak zdobyć odpowiedni
nastrój. Potrzeby, które i nas, i drugich obchodzić powinny, znajdziesz
obficie wymienione w Ojczenaszu; ma on również posłużyć do tego, aby nam
je przypomnieć, byśmy je rozważali i brali sobie do serca oraz nie słabli
w modlitwie. Wszyscy bowiem dość mamy niedostatków, brak nam tylko
uświadomienia sobie tego i uprzytomnienia. Bóg chce zatem, abyś wyznawał i
wypowiadał te potrzeby i sprawy; nie dlatego, jakoby On o nich nie
wiedział, lecz po to, abyś ty rozpalił swoje serce, tym mocniej i więcej
pożądał, rozwarł i otworzył szeroko płaszcz swój, aby dużo otrzymać. .
Z tego powodu każdy z nas winien przyzwyczajać się od młodości codziennie
przedkładać Bogu w modlitwie wszystkie swoje potrzeby, które tylko
odczuwa, a które dolegają jemu lub innym ludziom z jego otoczenia, jak np.
kaznodziejom, zwierzchności, sąsiadom, domownikom — i równocześnie (jak
powiedziano) przedkładać zawsze Bogu Jego przykazanie i obietnicę,
wiedząc, że On tym nie pogardzi. Mówię o tym w celu ponownego
zaprowadzenia między ludźmi tego, aby się nauczyli prawdziwie modlić i nie
odnosili się do modlitwy tak zimno i obojętnie, stając się z każdym dniem
coraz bardziej do niej niezdolni; tego właśnie pragnie również diabeł i
zmierza do tego wszelkimi siłami. Jest bowiem świadomy tego, jak wielką
ponosi stratę i szkodę, gdy modlitwa bywa pielęgnowana.
Powinniśmy więc wiedzieć, iż cała osłona i obrona nasza jest jedynie w
modlitwie. Jesteśmy bowiem zbyt słabi, aby sprostać diabłu wraz z całą
jego mocą i zastępami, które napierają na nas, aby nas zdeptać swoimi
nogami. Dlatego musimy baczyć i sięgać po broń, w jaką chrześcijanie winni
być uzbrojeni, aby dać odpór diabłu. Cóż bowiem, sądzisz, sprawiło tę
wielką rzecz, że dotychczas zostały odparte i stłumione knowania wrogów,
zamysły, mordy i niepokoje, którymi diabeł zamyślił zniweczyć nas i
Ewangelię, jeśli nie modlitwy kilku pobożnych ludzi, które niby żelazny
mur stanęły po naszej stronie? Gdyby nie te modlitwy, ujrzeliby oni
jeszcze zupełnie inne widowisko — jak diabeł całe Niemcy byłby utopił w
ich własnej krwi. Niech sobie teraz beztrosko kpią i szydzą z tego, my
jednak chcemy stawać w szranki z nimi i z diabłem jedynie z modlitwą,
jeśli tylko w niej wytrwamy i nie ustaniemy. Gdziekolwiek bowiem jakiś
pobożny chrześcijanin mówi: — „Drogi Ojcze, niech się dzieje Twoja wola",
On mu na wysokości odpowiada:— „Tak, drogie dziecię, tak będzie z
pewnością i stanie się na przekór diabłu i całemu światu".
Niech to tedy posłuży jako napomnienie, by się ludzie nauczyli modlitwę
nade wszystko szanować, wysoko cenić i dobrze odróżniać paplaninę od
prawdziwej prośby. Nie odrzucamy bowiem modlitwy, lecz tylko czcze
zawodzenie i klepanie pacierzy, podobnie jak sam Chrystus, który odrzuca
długie gadulstwo i zakazuje go. A teraz chcemy krótko i w jak najprostszy
sposób omówić Ojcze nasz. Są w tej modlitwie ujęte w siedmiu artykułach,
czyli prośbach wszystkie potrzeby, które nieustannie mają dla nas
znaczenie, a każda z nich jest tak wielka, iż powinna skłaniać nas do
proszenia o nią przez całe życie.
Edycja za: Wybrane Księgi Symboliczne Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przekład z jęz. łacińskiego przez ks. bp dr Andrzeja Wantułę oraz ks. prof. dr hab. Wiktora Niemczyka. Wydawnictwo Zwiastun - Warszawa 1980
(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl