Witryna Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP


Przybicie 95. Tez[Duży Katechizm]

ks. dr Marcin Luter

CZĘŚĆ TRZECIA - OJCZE NASZ

Słyszeliśmy już, co trzeba czynić i w co wierzyć, aby wieść najlepsze i najświątobliwsze życie. Teraz następuje część trzecia, która nas uczy, jak należy się modlić. Skoro bowiem tak się ma z nami sprawa, że żaden człowiek nie może całkowicie zachować dziesięciu przykazań, choćby nawet zaczął wierzyć, i skoro diabeł z całą mocą, wraz ze światem i naszym własnym ciałem, sprzeciwia się temu, przeto niczego bardziej nie trzeba, jak tego, abyśmy ustawicznie uciekali się do Boga, do Niego wołali i prosili Go, żeby nam dał, zachowywał i pomnażał wiarę i spełnienie dziesięciu przykazań oraz usuwał wszystko, co stoi temu na drodze i przeszkadza. Abyśmy jednak wiedzieli, o co i jak się modlić mamy, sam Chrystus, Pan nasz, nauczył nas sposobu i słów modlitwy, jak to zobaczymy.

Zanim jednak objaśnimy kolejno części Ojcze nasz, trzeba wpierw koniecznie napomnieć i pobudzić ludzi do modlitwy, jak to również czynili Chrystus i apostołowie. Pierwszą przeto rzeczą jest wiedzieć, że zgodnie z Bożym przykazaniem naszą powinnością jest modlić się. Słyszeliśmy to bowiem. w drugim przykazaniu: — „Nie bierz imienia Pana, Boga twego, nadaremno". W słowach tych domaga się Bóg, aby Jego święte imię chwalić, wzywać Go we wszelkiej potrzebie, czyli — modlić się. Wzywać bowiem imienia Bożego, nie znaczy nic innego, jak modlić się. Modlitwa jest więc również surowo i bezwzględnie nakazana, jak wszystkie inne przykazania: nie mieć innych bogów, nie zabijać, nie kraść itd. Niechaj więc nikt nie sądzi, że jest obojętne, czy się modlą, czy nie, jak to sobie myślą nierozsądni prostacy, którzy powiadają: na cóż nam się modlić? Któż to wie, czy Bóg zważa ma moją modlitwę i czy jej słucha? Jeśli ja się nie modlę, to modli się ktoś inny. W ten sposób przyzwyczajają się nie modlić się nigdy, a zasłaniają się twierdzeniem, jakobyśmy uczyli, ponieważ odrzucamy modlitwy fałszywe i obłudne, iż nie trzeba i nie należy się modlić.

Rzeczywiście jest to prawdą: modlitwy, jak je dotychczas odprawiano, gdy ludzie paplali i zawodzili w kościołach, nie były oczywiście żadnymi modlitwami. Takie bowiem zewnętrzne rzeczy, gdy się je właściwie praktykuje, mogą być uważane jedynie za ćwiczenia dla małych dzieci, uczniów i prostaczków, za śpiewanie lub czytanie, lecz nigdy za prawdziwe modlenie się. Modlić się bowiem — znaczy, jak uczy drugie przykazanie: „Wzywać Boga we wszelkich potrzebach". Tego żąda On od nas i nie pozostawia naszemu widzi mi się: powinniśmy i musimy się modlić, jeżeli chcemy być chrześcijaninami, podobnie jak powinniśmy i musimy być posłuszni ojcu, matce i zwierzchności. Przez wzywanie i prośby oddawana jest cześć imieniu Bożemu i imię to bywa dobrze używane. O tym też przede wszystkim winieneś pamiętać, że trzeba stłumić i odrzucić wszelkie myśli, które mogłyby nas od tego powstrzymać lub odstraszyć. Bo jak nie wolno powiedzieć synowi do ojca: — „Cóż ci zależy na moim posłuszeństwie? Pójdę sobie i zrobię, co zechcę, to przecież wszystko jedno", gdyż obowiązuje przykazanie: powinieneś i musisz to uczynić, tak też i tu nie od mojej woli zależy uczynić to lub zaniechać tego, lecz człowiek powinien i musi się modlić.

Z tego więc, że modlitwa jest tak usilnie zalecana, należy wyciągnąć wniosek i uznać, iż nikt nie powinien jej lekceważyć, lecz winien mieć o niej wysokie mniemanie; trzeba również zawsze szukać tu porównań z innymi przykazaniami. Dziecię nie powinno za nic w świecie pogardliwie traktować swego posłuszeństwa względem ojca i matki, pamiętając zawsze o tym: czyn ten jest czynem posłuszeństwa, a to, co czynię, czynię jedynie dlatego, iż chcę trwać w posłuszeństwie i spełnić przykazanie Boże, na którym mógłbym się oprzeć i stanąć; uważam to za wielką rzecz nie ze względu na moją zasługę, lecz ze względu na przykazanie. Podobnie i tu — to, o co prosimy, winniśmy uważać za żądanie Boże, spełniane w posłuszeństwie w stosunku do Niego, i myśleć: gdyby o mnie chodziło, modlitwa moja byłaby niczym; ma ona jednak swoje znaczenie, gdyż ją Bóg nakazał. Dlatego każdy, o cokolwiek by prosił, będąc posłuszny temu przykazaniu, winien zawsze przychodzić przed oblicze Boże.

Prosimy i napominamy dlatego najusilniej każdego, aby to wziął do serca i w żadnym razie nie gardził modlitwami. Dotychczas bowiem uczono w imieniu diabła w ten sposób, iż nikt nie zważał na te sprawy; mniemano, że jest wystarczające, gdy się odprawia modły jako takie, bez myśli o tym, czy Bóg tego słucha, czy nie. Jest to modlenie się na chybił trafił i hazardowe klepanie pacierzy, a zatem modlitwa próżna. Są także myśli, które nas prowadzą na bezdroża i odstraszają nas: „Nie jestem dość święty ani godny; gdybym był tak pobożny i święty, jak św. Piotr lub Paweł, rzuciliśmy modlitwy mnichów i klechów, którzy dniem i nocą ponuro zawodzą i mamroczą, a żaden z nich ani na chwilkę nie pomyśli, by o coś prosić. I gdyby zebrać wszystkie Kościoły wraz z duchownymi, musieliby wyznać, iż nigdy nie prosili z serca nawet o kropelkę wina. Nikt bowiem z nich nie zamierzał kiedykolwiek modlić się z posłuszeństwa względem Boga i z wiary w Jego obietnicę, ani też z potrzeby — w najlepszym zaś wypadku, gdy ktoś dalej patrzył, z myślą o spełnieniu dobrego uczynku, aby zapłacić Bogu; są oni tymi, którzy od Niego nie biorą, tylko chcą Mu dać.

Gdzie ma być prawdziwa modlitwa, tam musi być powaga. Człowiek musi odczuwać nędzę swoją i to taką nędzę, która uciska i zmusza do wołania i krzyku. Wówczas przychodzi modlitwa samorzutnie, jak być powinno, i nie potrzeba żadnej nauki, jak się do niej przygotować i jak zdobyć odpowiedni nastrój. Potrzeby, które i nas, i drugich obchodzić powinny, znajdziesz obficie wymienione w Ojczenaszu; ma on również posłużyć do tego, aby nam je przypomnieć, byśmy je rozważali i brali sobie do serca oraz nie słabli w modlitwie. Wszyscy bowiem dość mamy niedostatków, brak nam tylko uświadomienia sobie tego i uprzytomnienia. Bóg chce zatem, abyś wyznawał i wypowiadał te potrzeby i sprawy; nie dlatego, jakoby On o nich nie wiedział, lecz po to, abyś ty rozpalił swoje serce, tym mocniej i więcej pożądał, rozwarł i otworzył szeroko płaszcz swój, aby dużo otrzymać. .

Z tego powodu każdy z nas winien przyzwyczajać się od młodości codziennie przedkładać Bogu w modlitwie wszystkie swoje potrzeby, które tylko odczuwa, a które dolegają jemu lub innym ludziom z jego otoczenia, jak np. kaznodziejom, zwierzchności, sąsiadom, domownikom — i równocześnie (jak powiedziano) przedkładać zawsze Bogu Jego przykazanie i obietnicę, wiedząc, że On tym nie pogardzi. Mówię o tym w celu ponownego zaprowadzenia między ludźmi tego, aby się nauczyli prawdziwie modlić i nie odnosili się do modlitwy tak zimno i obojętnie, stając się z każdym dniem coraz bardziej do niej niezdolni; tego właśnie pragnie również diabeł i zmierza do tego wszelkimi siłami. Jest bowiem świadomy tego, jak wielką ponosi stratę i szkodę, gdy modlitwa bywa pielęgnowana.

Powinniśmy więc wiedzieć, iż cała osłona i obrona nasza jest jedynie w modlitwie. Jesteśmy bowiem zbyt słabi, aby sprostać diabłu wraz z całą jego mocą i zastępami, które napierają na nas, aby nas zdeptać swoimi nogami. Dlatego musimy baczyć i sięgać po broń, w jaką chrześcijanie winni być uzbrojeni, aby dać odpór diabłu. Cóż bowiem, sądzisz, sprawiło tę wielką rzecz, że dotychczas zostały odparte i stłumione knowania wrogów, zamysły, mordy i niepokoje, którymi diabeł zamyślił zniweczyć nas i Ewangelię, jeśli nie modlitwy kilku pobożnych ludzi, które niby żelazny mur stanęły po naszej stronie? Gdyby nie te modlitwy, ujrzeliby oni jeszcze zupełnie inne widowisko — jak diabeł całe Niemcy byłby utopił w ich własnej krwi. Niech sobie teraz beztrosko kpią i szydzą z tego, my jednak chcemy stawać w szranki z nimi i z diabłem jedynie z modlitwą, jeśli tylko w niej wytrwamy i nie ustaniemy. Gdziekolwiek bowiem jakiś pobożny chrześcijanin mówi: — „Drogi Ojcze, niech się dzieje Twoja wola", On mu na wysokości odpowiada:— „Tak, drogie dziecię, tak będzie z pewnością i stanie się na przekór diabłu i całemu światu".

Niech to tedy posłuży jako napomnienie, by się ludzie nauczyli modlitwę nade wszystko szanować, wysoko cenić i dobrze odróżniać paplaninę od prawdziwej prośby. Nie odrzucamy bowiem modlitwy, lecz tylko czcze zawodzenie i klepanie pacierzy, podobnie jak sam Chrystus, który odrzuca długie gadulstwo i zakazuje go. A teraz chcemy krótko i w jak najprostszy sposób omówić Ojcze nasz. Są w tej modlitwie ujęte w siedmiu artykułach, czyli prośbach wszystkie potrzeby, które nieustannie mają dla nas znaczenie, a każda z nich jest tak wielka, iż powinna skłaniać nas do proszenia o nią przez całe życie.

[Spis treści]


Edycja za: Wybrane Księgi Symboliczne Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przekład z jęz. łacińskiego przez ks. bp dr Andrzeja Wantułę oraz ks. prof. dr hab. Wiktora Niemczyka. Wydawnictwo Zwiastun - Warszawa 1980


(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl