
![]()
[Duży
Katechizm]
ks. dr Marcin Luter
SZÓSTA PROŚBA
— „I nie wódź nas na pokuszenie".
Nasłuchaliśmy się już dość o tym, ile to trudu i wysiłku wymaga, aby to
wszystko, o co się prosi, zachować i w tym pozostać; mimo to nie może się
przy tym obyć bez ułomności i chromania. Ponadto, jakkolwiek uzyskaliśmy
odpuszczenie i spokojne sumienie i zostaliśmy oczyszczeni, to jednak w
życiu tak się układa, że dziś ktoś stoi, a jutro upada. Dlatego, mimo że w
danej chwili jesteśmy usprawiedliwieni i ze spokojnym sumieniem stoimy
przed Bogiem, musimy ponownie prosić, aby nam nie pozwolił odpaść i cofnąć
się przed ciężkimi próbami i pokuszeniami. Pokuszenia zaś (albo, jak to od
dawna nasi Sasi nazywali: Bekörunge) są trojakie: ciała, świata i diabła.
W ciele bowiem mieszkamy i dźwigamy na karku starego Adama. On to rozpiera
się i codziennie pobudza nas do wszeteczeństwa, lenistwa, obżarstwa i
pijaństwa, skąpstwa i oszustwa, do okłamywania i wyzyskiwania bliźniego,
słowem, do wszelkich niskich pożądliwości, właściwych naszej naturze,
które ponadto podniecane bywają przez towarzystwo i przykład innych ludzi
oraz przez to, co słyszymy i widzimy, które to rzeczy nieraz nawet
niewinne serce mogą zranić i zapalić.
Następnie przychodzi świat, który nas gorszy słowami i uczynkami oraz
pobudza do gniewu i niecierpliwości, słowem, nie ma w nim nic innego, jak
tylko nienawiść i zazdrość, wrogość, gwałt i nieprawość, niewierność;
mściwość, klątwa, łajanie, obmowa, duma i. pycha wraz z przepychem,
wygórowaną ambicją, żądzą chwały i potęgi, tak, iż nikt nie chce być
najmniejszym, lecz pragnie zajmować pierwsze miejsce i być widziany przed
innymi.
Do tego dochodzi diabeł, podniecając i pobudzając na wszystkie strony.
Chodzi mu szczególnie o sumienie i duchowe sprawy, a zwłaszcza o to, aby
odwieść nas od Słowa i dzieła Bożego i wzbudzić do nich pogardę oraz aby
oderwać nas od wiary, nadziei i miłości i przywieść nas do fałszywej
wiary, fałszywej zarozumiałości i zatwardziałości albo też do zwątpienia,
zaparcia się Boga i bluźnierstwa oraz do niezliczonych innych
obrzydliwości. Takie to są sieci i sidła, zaiste— prawdziwe „ogniste
strzały", którymi nie ciało i krew, ale diabeł strzela w najjadowitszy
sposób do serc naszych.
Wielkie i ciężkie, zaprawdę, są owe niebezpieczeństwa i pokuszenia, którym
każdy chrześcijanin musi stawić czoło, nawet wówczas, gdyby każde z nich
występowało osobno; sprawiają one, iż dopóki żyjemy tym sromotnym życiem,
w którym bywamy atakowani ze wszystkich stron, ścigani i pędzeni — trzeba
każdej godziny wołać i prosić, aby Bóg nie pozwolił nam słabnąć i upadać
ze zmęczenia i wpaść na nowo w grzech, hańbę i niewiarę. W przeciwnym
bowiem razie niepodobna przezwyciężyć nawet najmniejszego pokuszenia.
Zatem „nie wodzić na pokuszenie" znaczy: gdy nam Bóg daje siłę i moc do
stawienia oporu, wszakże bez uchylenia i ustania pokuszenia. Dopóki bowiem
żyjemy w ciele i diabeł się pląta wokoło nas, nie może nikt ujść
pokuszeniu i ponętom; i nie może być inaczej: musimy znosić pokuszenia, a
nawet tkwić w nich. Ale właśnie dlatego prosimy, abyśmy nie upadli i nie
utonęli w nich. Co innego jest bowiem doznawać pokuszeń, a co innego
godzić się na nie lub przytakiwać im. Doświadczać musimy ich wszyscy, choć
nie wszyscy w równym stopniu, niektórzy bowiem doświadczają ich więcej i
ciężej, jak np. młodzi, którzy są narażeni szczególnie na pokuszenia ze
strony ciała, dalej dorośli i starzy narażeni na pokuszenia ze strony
świata, inni wreszcie, którzy zajmują się sprawami duchowymi, to jest
zdecydowani chrześcijanie, narażeni na pokuszenia ze strony diabła. Lecz
takie odczuwanie pokuszenia — ponieważ jest ono wbrew naszej woli i
chętnie byśmy się go pozbyli — nie może nikomu szkodzić. Gdybyśmy go nie
odczuwali, nie mogłoby się zwać pokuszeniem. Godzenie się na nie ma wtedy
miejsce, gdy się mu popuszcza cugli, nie stawia oporu i nie walczy z nim w
modlitwie.
Dlatego my, chrześcijanie, musimy być uzbrojeni i codziennie przygotowani
na to, iż każdej chwili możemy być narażeni na pokuszenie; niechaj nikt
nie będzie zbyt pewny siebie i niebaczny, sądząc, że diabeł jest daleko od
nas; przeciwnie, każdej chwili powinniśmy oczekiwać napaści i odpierać ją.
Bo chociaż w danej chwili jestem czysty, cierpliwy, łagodny i mocno stoję
w wierze, diabeł może tej właśnie godziny ugodzić takim pociskiem w serce,
że się z trudem ostoję. Jest on bowiem takim wrogiem, który nigdy nie
ustaje ani się nie utrudzi, gdy jedno pokuszenie mija, powstają zaraz inne
i nowe.
Z tego powodu nie ma innej rady ani innego lekarstwa, jak uciec się do
modlitwy Pańskiej, uchwycić się jej i tak mówić z serca do Boga: — „Miły
Ojcze, Ty kazałeś mi modlić się, nie daj mi odpaść z powodu pokuszenia".
Wtedy przekonasz się, że ono musi ustąpić i uznać się za zwyciężone.
Jeżeli jednak spróbujesz dopomóc sobie własnymi myślami i sposobami,
pogorszysz tylko sprawę i dasz diabłu więcej sposobności. Ma on bowiem
głowę węża, który, gdzie tylko znajdzie dziurę, do której może ją wetknąć,
tam niepowstrzymanie wciągnie za sobą całe ciało; jedynie modlitwa może mu
przeszkodzić i odpędzić go.
Edycja za: Wybrane Księgi Symboliczne Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przekład z jęz. łacińskiego przez ks. bp dr Andrzeja Wantułę oraz ks. prof. dr hab. Wiktora Niemczyka. Wydawnictwo Zwiastun - Warszawa 1980
(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl