"O niewolnej woli" (De Servo Arbitro) - cd.

ks. dr Marcin Luter

 

Przełożył z jęz. łacińskiego oraz wstępem opatrzył ks. prof. Wiktor Niemczyk.


Czcigodnemu mężowi Panu Erazmowi z Rotterdamu

MARCIN LUTER
życzy łaski i pokoju w Chrystusie

1. WSTĘP

(600) Że ze znacznym opóźnieniem odpowiadam na twoją rozprawę o wolnej woli, czcigodny Erazmie, to przytrafia się wbrew nadziei wszystkich i wbrew mojemu obyczajowi, gdyż dotychczas uchodziłem za człowieka, nie tylko chętnie wykorzystującego tego rodzaju sposobność do pisania, ale nawet poszukującego ich. Zdziwi się może ktoś tam tej nowej i niezwykłej u Lutra czy to cierpliwości, czy obawie, u Lutra, którego nie pobudziło nawet tyle chełpliwych głosów i pism wrogów, winszujących zwycięstwa Erazmowi i nucących peany, że oto ten Makabejczyk i niezwykle uparty polemista znalazł wreszcie godnego przeciwnika, przed którym pyska nie ośmieli się otworzyć. Zaiste, tych ja nie tylko nie oskarżam, lecz sam tobie palmę pierwszeństwa ustępuję, której dotąd nikomu nie ustąpiłem, nie tylko dlatego, że wymową i talentem znacznie mnie przewyższasz, a którą my wszyscy słusznie tobie przyznajemy, o wiele więcej ja, barbarzyńca, który zawsze wśród barbarzyństwa się obracałem, lecz także dlatego, że powstrzymałeś moją zapalczywość i moje natarcie, i jeszcze przed walką sił mnie pozbawiłeś, to zaś z dwóch przyczyn:

Po pierwsze, swoją umiejętnością, że dziwnie łagodnie i stale w sposób umiarkowany prowadziłeś tę sprawę, w której przeciwko mnie wystąpiłeś, abym nie mógł przeciwko tobie być zapalczywym; a następnie, że czy to zbiegiem okoliczności, czy z przypadku, czy wreszcie jakimś dziwnym (601) zrządzeniem losu w sprawie tak ważnej nie powiadasz nic, co by już poprzednio nie było powiedziane, owszem, tak dalece mniej powiadasz, ale za to więcej znaczenia przypisujesz wolnej woli, niż dotychczas sofiści (scholastycy) powiadali i jej przypisywali, (o czym obszerniej poniżej będzie mowa, tak iż nawet zbytecznym wydawać się może odpowiadać na tamte twoje argumenty, które już przedtem tylekroć przeze mnie były zbijane , zdeptane zaś i po prostu starte zostały przez niezwyciężoną książką Filipa Melanchtona o "podstawowych tezach teologicznych", moim zdaniem godną nie tylko nieśmiertelności, lecz także kościelnego kanonicznego uznania, z którą porównana twoja książka tak mi obmierzła i lichą się wydała, że głęboko z tobą współczuję, iż nader piękny swój i talentu pełen wykład tymi brudami skalałeś, i niechęć czuję do tego zupełnie bezwartościowego tematu, który w tak cenne ozdoby krasomówstwa jest ujęty, jak gdyby śmiecie i gnój noszono w złotych i srebrnych naczyniach.

I to jest właśnie to, co zdaje się ty sam wyczuwałeś, który tak niechętnie podjąłeś się zadania napisania tej rozprawy , bez wątpienia dlatego, że sumienie twoje może ci szeptało, iż niezależnie od tego, z jak wielkimi zasobami krasomówstwa do rzeczy tej byś się zabrał, jednak nie mógłbyś zamydlić mi oczu, bym ja, usunąwszy powaby słów, nie dostrzegł gnoju, ja, który aczkolwiek w mowie jestem niewprawny, jednak z łaski Bożej w znajomości tematu jestem wprawny (II.Kor.11.w.6). Tak bowiem, wraz z Pawłem, ośmielam się sobie przypisać znajomość tematu, a tobie z pełnym prawem jej odmówić; aczkolwiek chętnie i z obowiązku tobie przyznaję krasomówstwo i talent, a sobie ich odmawiam.

Dlatego pomyślałem tak: Jeżeli są tacy, którzy obwarowaną tak wyraźnymi słowami Pisma naszą nauką, głębiej nie przesiąkneli i nie trzymają się jej mocno, wrażenie wywierają na nich owe słabe i nijakie, chociaż bardzo ozdobne, argumenty Erazma, to nie są oni godni, abym im z moją odpowiedzią śpieszył na pomoc. Takim bowiem niedość jest słów, mówionych czy pisanych choćby i w wielu tysiącach książek, nawet po tysiackroć powtórzonych; taki sam bowiem byłby wynik jeślibyś orał wybrzeże morskie i obsiewał pustynię piaszczystą, albo i dziurawą beczkę wodą napełniał. Tym zaś, którzy z książek naszych zaczerpnęli ducha i przyjęli go za swego nauczyciela, dość obficie usłużyliśmy, i ci twoją nauką z łatwością pogardzą; co do tych zaś, którzy bez ducha czytają, to nic dziwnego, że wszelaki wiatr nimi miota jakby trzciną; tym nawet Bóg nie dosyć by powiedział, choćby i wszystkie stworzenia w języki się zamieniły.

Stąd prawie że narzucałoby się postanowienie, by pozostawić w spokoju tych, których książeczka twoja zgorszyła, razem z tymi, którzy się nią szczycą i tobie triumf przyznają. Przeto ani mnogość zajęć ani trudność zagadnienia, ani wybitne twoje krasomówstwo, ani obawa przed tobą nie stanowiły dla mnie przeszkody, by ci dosadnie odpowiedzieć lecz tylko odraza, niechęć i pogarda, czyli - by tak rzec - mój sąd o twojej rozprawie; bo na razie pragnę przemilczeć to, czego ty, zawsze do siebie podobny, z dostatecznym uporem się trzymasz, mianowicie, że zawsze chcesz być gładkim i dwuznacznym, i chytrzejszym niż Ulisses , i płyniesz, jak ci się zdaje, między Scyllą i Charybdą , i niczego nie chcesz wyraźnie twierdzić, a jednak znowu chcesz uchodzić za "stawiającego twierdzenie". (602) Pytam, co z tym gatunkiem ludzi można porównać lub zestawić ? Chyba żeby ktoś umiał schwytać Proteusza . A co pod tym względem potrafię, i jaką korzyść ty z tego mieć możesz, później z pomocą Chrystusa pokażę.

Że więc teraz odpowiadam, nie jest całkiem bez przyczyny: Napierają na mnie wierni bracia w Chrystusie i przedkładają mi, że wszyscy odpowiedzi tej oczekują, ponieważ autorytetu Erazma nie należy zlekceważyć, i ponieważ prawda nauki chrześcijańskiej w sercach wielu jest zagrożona. Także i mnie doprawdy przyszło wreszcie na myśl, że moje milczenie nie było dostatecznie szczere i że to moja cielesna roztropność a może i złość mnie zwiodły, tak iżem nie dość pamiętał o obowiązku moim, który czyni mnie dłużnikiem zarówno mądrych jak i niemądrych, zwłaszcza że prośby tylu braci mnie do niego nawołują. Chociaż bowiem sprawa nasza jest tego rodzaju, iż nie wystarcza co do niej tylko zewnętrzny nauczyciel, lecz oprócz tego, który zewnętrznie sadzi i podlewa, z utęsknieniem domaga się także Ducha Bożego, który daje wzrost I Kor.3.w.7 i jako żywy spraw żywych wewnętrznie naucza - myśl, która bardzo leżała mi na sercu jednak, skoro Duch ten jest wolny i wieje, nie gdzie my chcemy, ale gdzie on chce, Jan 3 w.8, jednak należało uwzględnić ową regułę Pawła: "nalegaj wczas, albo nie wczas" II Tym.4.w.2. nie wiemy bowiem, o której godzinie Pan przyjdzie. Mat.24.w.42. Niech i tak będzie, że są tacy, którzy dotychczas jeszcze nie zauważyli, że w moich pismach Duch jest nauczycielem, i zostali przez ową Diatrybę Erazma po prostu do ziemi przytłoczeni, może dlatego, że jeszcze nie nadeszła ich godzina.

A kto wie, najlepszy Erazmie, czy Bóg nie uzna za rzecz właściwą, by ciebie nawiedzić przeze mnie, nędzne i kruche narzędzie swoje, iżbym w szczęśliwej godzinie (o co z serca proszę Ojca miłosierdzia przez Chrystusa, Pana naszego) przez tę książeczkę do ciebie przyszedł i bardzo drogiego brata pozyskał. Albowiem, chociaż ty na temat wolnej woli mylnie myślisz, i piszesz, jednak nie małe należą ci się ode mnie dzięki, że mnie w moim poglądzie jeszcze bardziej utwierdziłeś, i gdy wiedziałem, że na temat wolnej woli rozprawiał taki i tak wielki umysł, i to z takim nakładem sił, a jednak do niczego nie doprowadził, tak iż przedstawia się on dziś gorzej niż poprzednio, to jest to wyraźnym dowodem na to, że wolna wola to wierutne kłamstwo, i że sprawa z nią ma się podobnie, jak z ową niewiastą z ewangelii, że im więcej lekarze ją leczyli, tym gorzej się miała. Mar.5.w.26. Głęboką więc okażę ci wdzięczność przez to, gdy ty dzięki mnie staniesz się pewniejszym, a ja dzięki tobie mocniejszym. Lecz i jedno i drugie jest darem ducha, a nie wynikiem naszej służby. Dlatego należy prosić Boga, aby mnie otworzył usta, a tobie i wszystkim serca, i aby On Sam był wśród nas nauczycielem, któryby w nas mówił i słuchał.

Pozwól mi zaś, mój Erazmie, uzyskać od ciebie to, byś tak, jak ja znoszę twoją nieznajomość w tych sprawach, ty nawzajem znosił mój brak sztuki krasomówstwa. Bóg nie daje jednemu wszystkiego. I nie wszystko każdy z nas potrafi, a raczej - jak powiedział Paweł -. "Różne są dary, ale jeden duch" I Kor. r.12, w.4. Pozostaje więc przy tym: aby obdarowani nawzajem świadczyli sobie usługi, i aby jeden przy pomocy swojego daru niósł brzemię i wyrównywał braki drugiego, a tak wypełnimy Zakon Chrystusowy, Gal. r.6, w.2.

2. PEWNOŚĆ WIARY

(603) Na początek chcę przejść niektóre rozdziały twojej przedmowy, którymi nie mało naszą pozycję utrudniasz, a swoją umacniasz. Najpierw to, że także w innych książkach ganisz u mnie uporczywe obstawanie przy swoich twierdzeniach, w tej książce zaś powiadasz, iż tak dalece nie zachwycasz się obstawaniem przy twierdzeniach, że skłonny byłbyś nawet godzić się na zdanie Sceptyków wszędzie tam, gdzie tylko byłoby to dopuszczalne, ze względu na nietykalny autorytet Pism świętych i dekrety Kościoła, którym chętnie podporządkowujesz swoje zdanie, niezależnie od tego, czy pojmujesz, czy nie pojmujesz, co on (=Kościół) przepisuje. Takie usposobienie ci odpowiada.

Przyjmuję, (jak godzi się to uczynić), że tak powiadasz w uczciwym zamiarze i jako człowiek, który lubi spokój. Gdyby to jednak ktoś inny powiedział, bez wątpienia - jak to mam we zwyczaju - rzuciłbym się na niego. Lecz nie powinienem także tolerować, byś ty, choćby w jak najlepszym zamiarze, podzielał mylne poglądy. Nie jest to bowiem właściwością chrześcijańskiego usposobienia nie radować się z wyraźnych twierdzeń, owszem powinno się radować się z wyraźnych twierdzeń, inaczej nie jest się chrześcijaninem. Wyraźnym twierdzeniem zaś nazywam, (by nie bawić się w słówka) to, gdy się nieugięcie przy czymś obstaje, coś twierdzi, wyznaje, przestrzega i niewzruszenie przy tym trwa, i nie co innego, jak myślę, słowo to oznacza w języku łacińskim, przynajmniej w naszym współczesnym zastosowaniu. Następnie, mówię tu o tych rzeczach, przy których trzeba obstawać, bo są nam one przekazane od Boga w Pismach świętych. Zresztą nie potrzeba nam ani Erazma, ani żadnego innego jakiegoś tam nauczyciela, któryby nauczał, że w sprawach wątpliwych lub bezużytecznych i niepotrzebnych twierdzenia i walki, i spory są nie tylko głupie, ale także bezbożne, i te Paweł na niejednym miejscu potępia. Lecz ty, jak sądzę, w tym miejscu nie o tych rzeczach mówisz, chyba że zwyczajem jakiegoś śmiesznego mówcy zamierzasz o czym innym rozprawiać niż pierwotnie myślałeś i zapowiadałeś, jak ów osławiony mówca Rhombusa , albo opanowany przez głupotę jak bezbożny pisarz, chcesz twierdzić, że artykuł o wolnej woli jest rzeczą wątpliwą albo i niepotrzebną.

Niech trzymają się zdala od nas, chrześcijan, Sceptycy i Akademicy , niech staną przy nas ci, którzy dwakroć zapalczywiej niż sami Stoicy głoszą swoje zapatrywania. Wieleż to razy, pytam się, Paweł Apostoł daje wyraz owej zupełnej pewności, I Tesal.l.w.5. to jest owemu bardzo pewnemu i bardzo mocnemu twierdzeniu sumienia ? W liście do Rzymian r.10.w.9.n. powiada o wyznawaniu, że "ustami wyznaje się ku zbawieniu". A Chrystus powiada w ew. Mat.10.w.32.: "Kto mnie wyzna przed ludźmi, tego ja wyznam przed Ojcem moim". Piotr w r.3,w.15 nakazuje zdawać sprawę z tej nadziei, która jest w nas. Na cóż tu wiele słów ?

U chrześcijan nie ma nic bardziej znanego i częściej stosowanego, jak "twierdzenie - wiążące teologicznie zdanie". Znieś twierdzenia, a zniesiesz i Chrześcijaństwo ! Doprawdy, i Duch święty dany im jest z nieba po to, aby Chrystusa uwielbiał i wyznawał aż do śmierci. Czy to nie oznacza "twierdzić", a nawet "umrzeć za swoje wyznanie i za swoje twierdzenie ?" Wreszcie, Duch św. tak daleko posuwa się w stawianiu twierdzeń, iż także sam z siebie zaczyna oskarżać świat o grzech, jak gdyby wyzywając do walki. A Paweł nakazuje Tymoteuszowi napominać i trwać w tym nawet "niewczas". Jak dowcipnym wydałby mi się ten kaznodzieja moralista, który by sam nie bardzo wierzył w to, do czego napomina i mocno przy tym nie obstawał; jabym takiego posłał do Antycyry .

(604) Lecz ja jestem doprawdy najgłupszy, że w sprawie, która jest jaśniejsza niż słońce, jeszcze tracę słowa i czas. Kto z chrześcijan zniósłby takie zdanie, że twierdzeniemi można pomiatać ? Nie byłoby to niczym innym, jak zaprzeczeniem raz na zawsze wszelkiej religii i pobożności, albo twierdzeniem, że niczym jest religia, czy pobożność, czy jakiś dogmat. Jakże więc także ty obstajesz przy tym, iż nie radujesz się z twierdzeń, i że wolisz takie usposobienie, niż odmienne ?

Lecz ty zapewne będziesz chciał stworzyć pozór, że tutaj wcale nie miałeś na myśli i nic nie mówiłeś o wyznawaniu Chrystusa i jego nauk. I słusznie mi się to przypomina. A ja, by pójść ci na rękę, odstępuję od mego prawa i od mego przyzwyczajenia, i nie chcę wypowiadać sądów o twoim nastawieniu; pozostawiam tę rzecz na inny czas względnie innym ludziom. Na razie jednak wzywam i upominam cię, abyś poprawił swój język i swoje pióro, i abyś odtąd powstrzymał się od takich wypowiedzi; albowiem, choćby nawet serce było nienaganne i czyste, jednak mowa, która wszak uchodzi za wyraziciela serca takową nie jest. Jeżeli bowiem sądzisz, że o sprawie wolnej woli nie potrzeba wiedzieć, i że ona do Chrystusa się nie odnosi, to słusznie mówisz, ale jednak pogląd twój jest bezbożny. Jeżeli zaś sądzisz, że potrzeba, to bezbożnie mówisz, ale pogląd twój jest słuszny. I w tym wypadku nie było właściwie powodu tyle biadać nad nieużytecznymi twierdzeniami i sporami i tak się unosić. Bo cóż to może mieć za wpływ na stan sprawy ? Lecz co powiesz na temat tych twoich słów, gdzie wypowiadasz się nie o jednej tylko sprawie wolnej woli, lecz ogólnie o dogmatach całej religii, że jeśliby pozwolił nienaruszalny autorytet Pism świętych i dekrety kościelne, tobyś się przyłączył do stanowiska Sceptyków, tak dalece nie cieszą cię wyraźne twierdzenia. Jakiż to Proteusz kryje się w tych słowach: "nienaruszalny autorytet" i "dekrety kościelne", że mianowicie z jednej strony masz wielki szacunek dla Pisma i Kościoła, a jednak dajesz do zrozumienia, że chciałbyś, by ci pozwolono być sceptykiem. Któż z chrześcijan może tak mówić ? Jeżeli to mówisz o nieużytecznych i niepotrzebnych, i obojętnych dogmatach, to cóż nowego tu wnosisz ? Któż nie życzyłby sobie, by mu wolno było sceptycznie się wypowiadać ? Owszem, któryż chrześcijanin istotnie nie korzysta z wielką swobodą z takiego zezwolenia i nie potępia tych, którzy są poprostu niewolnikami czyjegoś zdania ? Chyba, że wszystkich chrześcijan masz za takich, (jak twoje słowa prawie że brzmią), których dogmaty są bezużyteczne, a oni jednak o nie głupio się swarzą i walczą przy pomocy twierdzeń. Jeżeli zaś mówisz o rzeczach potrzebnych, to cóż bardziej bezbożnego mógłby ktoś twierdzić ponad to, niż domagać się, by mu wolno było nie mówić nic wiążącego w takich sprawach ?

Chrześcijanin powie raczej tak: Tak dalece nie odpowiada mi zdanie Sceptyków, iż gdziekolwiekby przy całej słabości ciała wolno było, ja wszędzie i we wszystkim nie tylko trzymałbym się stale Pism świętych i obstawałbym przy nich, lecz także życzyłbym sobie nawet w sprawach niekoniecznych i znajdujących się poza obrębem Pisma mieć jak największą pewność. Bo cóż jest nędzniejszego niż niepewność ?

A cóż jeszcze mamy powiedzieć na to, gdzie Ty dodajesz: "Ja im (= Kościołowi i Pismu) wszędzie chętnie umysł mój podporządkowuję, czy pojmuję to, co one przepisują, czy nie pojmuję". Cóż to powiadasz, Erazmie ? Czyż nie wystarcza podporządkować rozum Pismu św. ? Ty podporządkowujesz go także posłanowieniom Kościoła ? Cóż może on (=Kościół) rozstrzygnąć, co nie było by już rozstrzygnięte w Pismach ? Następnie, gdzież pozostaje wolność i moc osądzania tych, którzy wyrokują ? jak to naucza Paweł w I Kor.14,29 "Inni niech rozsądzają". (605) Czy nie podoba ci się być sędzią nad rozstrzygnięciami Kościoła, co Paweł zatem jednak nakazuje ?

Cóż to za nowa jakaś pobożność i uniżoność, iż swoim przykładem chcesz nam odebrać moc osądzania postanowień ludzkich, i bez sądu podporządkowujesz ludziom ? Gdzie nam to zaleca Pismo Boże ? Następnie, któż z chrześcijan chciaby przepisy Pisma i Kościoła tak zdać na łaskę wiatru, iżby powiedział: "czy pojmuję, czy nie pojmuję" ? Ty siebie podporządkowujesz, a nie dbasz o to, czy rozumiesz czy nie ? Niech zaś będzie przeklęty chrześcijanin, jeżeli nie ma pewności i nie rozumie tego, co mu jest przepisane; jakim bowiem sposobem może wierzyć w to, czego nie rozumie ? Albowiem ty tutaj nazwiesz "rozumieniem" to, że ktoś na pewno pojmie, a nie, że zwyczajem sceptyków wątpi. W przeciwnym razie, jeżeli "rozumieć" znaczy to, że się to doskonale zna i widzi, to cóż mógłby jakiś człowiek zrozumieć z jakiegoś stworzenia ? Wtedy bowiem nie byłoby żadnej wątpliwości co do tego, że ktoś mógłby jednocześnie pewne rzeczy zrozumieć a pewnych nie zrozumieć, lecz jeśliby jedno jakieś zrozumiał, to wszystko by zrozumiał, mianowicie w Bogu, którego jeśli ktoś nie zrozumie, to nigdy też nie zrozumie żadnej cząstki stworzenia. Streszczając powyższe powiemy: Te twoje słowa brzmią tak, jakby ci nic na tym nie zależało i nic cię nie obchodziło, w co ktoś gdzieś tam wierzy, byle tylko pokój na świecie był utrzymany, i że wolno, dla zabezpieczenia sobie życia, dobrego imienia, majątku i przychylności naśladować tego, który mówi: Jeżeli oni mówią tak, to i ja mówię tak, a jeżeli oni mówią nie, to i ja mówię nie, i że chrześcijańskie dogmaty nic nie są lepsze niż mniemania filozofów i innych ludzi, o które spierać się, walczyć i przy nich obstawać, jest chyba rzeczą najgłupszą, bo z tego właśnie wywodzą się wszelkie niesnaski i zakłócenia zewnętrznego pokoju. I że to co jest ponad nami, nas niewiele obchodzi. I tak oto występujesz jako neutralny celem rozładowania naszych starć, aby i jednych i drugich poskromić i niejako przekonać, że my walczymy o rzeczy głupie i nieużyteczne. Tak, powiadam, brzmią twoje słowa.

A sądzę, że domyślasz się, mój Erazmie, co na razie z tych słów przemilczę. Lecz jak już powiedziałem, mniejsza z tym, jakie są te twoje słowa; tymczasem właściwą twą myśl ci wybaczam, tylko ty nie zdradzaj się z nią szerzej, a lękaj się Ducha Bożego, który bada nerki i serca, i nie da się zwieść sztucznymi słowy. Powiedziałem to także z tego powodu, abyś odtąd zaprzestał stanowisko nasze przypisywać uporowi i krnąbrności. Gdyż przez takie stawianie tej sprawy nic innego nie zdziałasz, jak to, że ukażesz, iż w sercu swoim karmisz Lucjana albo innego jakiegoś wieprza ze stada Epikura , który sam nie wierząc w ogóle, że Bóg jest, potajemnie wyśmiewa wszystkich, którzy w niego wierzą i Go wyznają. Pozwól nam być ludźmi o stałych poglądach, zabiegającymi o wiążące wypowiedzi teologiczne i cieszącymi się z nich, ty zaś schlebiaj twoim Sceptykom i Akademikom, aż Chrystus także ciebie powoła. Duch święty nie jest sceptykiem, nie wypisał też w naszych sercach rzeczy wątpliwych lub zdań zmiennych, lecz wiążące wypowiedzi, pewniejsze i mocniejsze niż samo życie i niż wszelkie doświadczenie.

3. JASNOŚĆ PISMA ŚWIĘTEGO

(606) Przechodzę do drugiego rozdziału, który z tamtym się wiąże. Gdzie rozróżniasz dogmaty chrześcijańskie, tam utrzymujesz, że niektóre trzeba wiedzieć, niektórych nie trzeba, i mówisz, że niektóre są zawikłane, a niektóre wyraźne. I tak, albo posługując się słowami innych igrasz, albo też sam jakgdyby kunsztem krasomówczym się zabawiasz. A na potwierdzenie tego zdania przytaczasz owo słowo Pawła z listu do Rzymian w 11: w.33 "O głębokości bogactwa mądrości i znajomości Bożej"..., a zarazem owo z Izajasza r.40, w.13.: "Któż dopomógł Duchowi Pana, albo któż był doradcą jego ?" Wypowiedzieć to przyszło ci łatwo, gdyż albo wiedziałeś, że nie piszesz do Lutra, lecz dla prostego ludu, albo nie myślałeś o tym, że piszesz przeciwko Lutrowi, którego, jak się spodziewam, jednak raczyłeś uznać za posiadającego pewną wiedzę i pewien sąd co do ksiąg świętych. A jeżeli go za takiego nie uznajesz, to ja jednak wymuszę to na tobie. Moje rozróżnianie, żeby już także nieco zastosować retorykę lub dialektykę - jest tego rodzaju: Bóg i Słowo Boże to dwie rzeczy - nie mniej niż dwiema rzeczami są Stwórca i stworzenie Boże. Nikt nie wątpi o tym, że w Bogu jest wiele rzeczy zakrytych, których nie znamy, jak On Sam powiada o dniu ostatecznym: "O dniu tym nikt nie wie, tylko Ojciec" (Marek 13 w.2.) a w Dziejach Apostolskich 1.w.7: "Nie waszą rzeczą jest znać czasy i chwile". I znowu Jan 13.w.18: "Ja wiem, których wybrałem". A Paweł powiada II Tymot.2.w.19: "Wie Pan, którzy są jego" i tym podobne. Lecz ten pogląd, że w Piśmie Świętym są pewne rzeczy niejasne i że nie wszystko jest jasno wyłożone, jest wprawdzie rozpowszechniony przez bezbożnych sofistów (scholastyków), których ustami i ty, Erazmie, tutaj przemawiasz, lecz oni nigdy ani jednego artykułu nie przytoczyli ani też przytoczyć nie mogą, którym by ten swój nierozumny pogląd udowodnili. Takimi to zmyślonymi baśniami odstręczył Szatan ludzi od czytania Pisma Świętego i uczynił je rzeczą wzgardzoną, aby sprawić, że w Kościele panować będą jego z filozofii się wywodzące zarazy. Oczywiście przyznaję to, że w Pismach Świętych są liczne miejsca ciemne i niejasne, nie z powodu wzniosłości rzeczy, lecz z powodu nie zrozumienia słów i nieznajomości gramatyki, lecz one nie mogą przeszkodzić zrozumieniu wszystkich rzeczy zawartych w Pismach świętych. Cóż bowiem wznioślejszego może jeszcze pozostać zakrytym w Pismach, jeśli po złamaniu pieczęci i po odwaleniu kamienia od drzwi grobowych Mat.27.w.66, 26,w.2 odsłoniona została owa najważniejsza tajemnica, że Chrystus, Syn Boży, stał się człowiekiem, że Bóg jest w Trójcy jedyny, że Chrystus za nas cierpiał i że będzie panował na wieki ? Czy nie jest to znane nawet na rozstajnych drogach i czy tam się o tym nie śpiewa ? Jeżeli usuniesz Chrystusa z Pisma Świętego, to co więcej jeszcze w nim znajdziesz ? Więc te rzeczy, które są w Piśmie zawarte, wszystkie są ujawnione, choć oczywiście niektóre miejsca dotychczas z powodu nie zrozumiałych słów są ciemne. Jest zaś rzeczą głupią i bezbożną, chociaż się wie, że wszystkie "tematy" Pisma Świętego są przedstawione w jak najjaśniejszym świetle, mówić z powodu kilku niejasnych słów, że to są tematy niejasne, bo, jeżeli w jednym miejscu słowa są niejasne, to w drugim są jasne. Ta sama rzecz zaś, podana całemu światu jak najwyraźniej, raz wypowiedziana jest w Piśmie Świętym w słowach jasnych, drugi raz jest jeszcze dotychczas ukryta w słowach ciemnych. Nic to już nie znaczy, że, jeżeli rzecz jakaś jest w świetle dziennym, jakiś jej szczegół jest jeszcze w mroku, gdy tymczasem wiele innych jej szczegółów jest w świetle dziennym. Któż powie, że publiczna studnia nie jest w świetle dziennym dlatego, że ci, którzy są w zaułku, jej nie widzą, skoro widzą ją wszyscy, którzy są na placu.

(607) Nie należy więc do sprawy to, co ty przytaczasz na temat groty korycyjskiej . W Piśmie Świętym rzeczy tak się nie mają. A co dotyczy najwyższego majestatu i najskrytszych tajemnic, to one nie są już w ukryciu, lecz na samym przedzie i otwarcie przedstawione i wyjaśnione. Chrystus bowiem odsłonił nam ich znaczenie, byśmy rozumieli Pisma. A Ewangelia głoszona jest wszelkiemu stworzeniu i na całej ziemi rozległ się jej głos. "Wszystko zaś, co jest napisane, ku pouczeniu naszemu jest napisane (Rzym.10,w.18; 15,w.4.) I zasię: "Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauczania", (II Tym.3,w.16). Nuże więc, ty i wszyscy sofiści (scholastycy), nuże, przytoczcie jedną jakąś tajemnicę, któraby dotychczas w Pismach była niejasna ! Że żaś dla wielu wiele rzeczy pozostaje niejasnych, to nie pochodzi z niejasności Pisma, lecz z ślepoty lub z opieszałości tych, którzy nie zabiegają o to, by dojrzeć najjaśniejszą prawdę. Tak Paweł wypowiada się o Żydach w II liście do Koryntian 3,w.14: "Zasłona pozostaje na sercu ich" i znowu.: "Jeżeli ewangelia nasza jest zakryta, zakryta jest w tych, którzy giną, których serca Bóg tego wieku (=szatan) oślepił". (II Korynt.4,w.3.) Z tą samą bezczelnością mógłby obwiniać słońce i mroczny dzień ten, kto sam sobie oczy zakrywa lub z światła idzie do mroku i siebie przed światłem zakrywa. Niech więc zaprzestaną nędzni ludzie przypisywać w bluźnierczej przewrotności swego serca ciemność i niejasność bardzo jasnym Pismom Bożym. Ty zaś, gdy przytaczasz Pawła, który mówi: "Niepojęte są wyroki jego", Rzym.11,w.33 odniosłeś, zdaje się, ten zaimek "jego" do Pisma. Paweł zaś nie mówi: "Niepojęte są wyroki Pisma", lecz "Boże". Tak i Izajasz w r.40,w.13. nie mówi: "Któż poznał zamysł Pisma" lecz "zamysł Pana", chociaż Paweł zapewnia, że chrześcijanom znany jest zamysł Pana, I Kor.2,w.16, lecz co do tych spraw, które nam są darowane, jak w tym samym miejscu powiada, I Kor.2,w.12. Widzisz więc, jak niedbale przejrzałeś te miejsca Pisma a tak zręcznie przytoczyłeś, jak zręcznie prawie wszystko przytaczasz na korzyść wolnej woli. Tak i przykłady twoje, które dołączasz (608) nie bez zręczności i nie bez uszczypliwości, nic nie wnoszą do sprawy, mianowicie te, które traktują o rozróżnianiu osób, o zjednoczeniu natury boskiej i ludzkiej, o grzechu niedopuszczalnym, których dwuznaczność - jak powiadasz - jeszcze nie została usunięta. Jeżeli myślisz przy tym o snutych wokół tych zagadnień rozważaniach sofistów, (scholastyków) to cóż ci zrobiło najniewinniejsze w tym względzie Pismo, iż ty jego wyrazistości zarzucasz to, co stanowi nadużycie zbrodniczych ludzi. Pismo Święte w sposób prosty i wyraźny głosi Trójcę Bożą i człowieczeństwo Chrystusa i grzech niedopuszczalny. W tym nie ma nic ciemnego ani dwuznacznego. Jak zaś sprawy te się mają, Pismo nie mówi, jak ty to zmyślasz, ani też nie potrzeba tego wiedzieć. To sofiści (=scholastycy) tutaj rozwodzą się nad swoimi majakami, ich więc oskarżaj i potępiaj, a (609) Pisma pozostaw w spokoju. Jeżeli zaś masz tu na myśli samą istotę rzeczy, to znowu nie Pismo oskarżaj, lecz Arian i tych, dla których Ewangelia tak jest zakryta, iż za sprawą szatana, swego boga, nie widzą nawet najwyraźniejszych świadectw dotyczących Trójcy Bożej i człowieczeństwa Chrystusowego.

I - by krótko to ująć - dwojaka jest zarówno jasność Pisma jak i dwojaka jego niejasność. Jedna zewnętrzna, powiązana ze służbą Słowa, druga wewnętrzna tkwiąca w poznaniu serca. Jeżeli mówisz o tej wewnętrznej jasności Pisma, to żaden człowiek nie dostrzeże w nim ani jednej joty, chyba tylko ten, który ma Ducha Bożego, wszyscy mają serce zaciemnione, tak iż - jeśli nawet mówią i umieją wypowiedzieć wszystko, co w Piśmie jest, jednak nic z tego nie rozumieją i prawdziwie tego nie poznają, ani nawet nie wierzą w Boga, ani że są jego stworzeniami, ani nic innego, zgodnie z owym Psalmem 13 (=14): "Głupi rzekł w sercu swoim, nie masz Boga" (dosłownie: Bóg jest niczym). Duch bowiem jest potrzebny do zrozumienia całego Pisma oraz każdej, jakiejkolwiek jego części. Jeżeli zaś mówisz o zewnętrznej (scl jasności Pisma), to w ogóle nic w nim nie pozostało ciemnego lub dwuznacznego, lecz wszystko, cokolwiek jest w Pismach, zostało przez Słowo wyprowadzone na najjaśniejsze światło dzienne i całemu światu zwiastowane.

Ciąg dalszy>>>

(c) Luteranie Online, 28.04.2001