
![]()
[Pozdrowienie
dla chorych i cierpiących]
Janina Kisza-Bruell (fragmenty)
Drodzy chorzy Przyjaciele!
Chorobę, zwłaszcza przewlekłą, trwającą latami, możemy porównać do jednego z
najtrudniejszych egzaminów życiowych. Na największą próbę zostaje wystawiona
nasza cierpliwość. Jakże trudno pogodzić się z tym, że wokół nas są ludzie
zdrowi i zadowoleni.
Lecz czy naprawdę każdy zdrowy człowiek jest zadowolony i szczęśliwy? Wiemy, że
tak nie jest. O dobrym samopoczuciu psychicznym decyduje nie tylko stan zdrowia.
Decydujący jest nasz stosunek, postawa wobec Boga oraz miejsce Pana w naszym
życiu.
Jakże głęboka prawda kryje się w słowach wielkiego filozofa i ojca Kościoła —
Augustyna: "Stworzyłeś nas, Boże, dla Siebie i niespokojne jest serce nasze,
dopóki nie spocznie w Tobie". Oby te krótkie myśli oparte na Słowie Bożym
wniosły promyk światła nawet do najbardziej smutnych i osamotnionych dusz i
serc!
»Nie troszczcie się wiać o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał
własne troski" — Mat. 6, 34.
Może ktoś przyniósł Ci dzisiaj bukiet kwiatów i postawił na stoliku koło łóżka.
Te kwiaty są pozdrowieniem z tych miejsc, dokąd sami, jako chorzy, pójść nie
możemy.
Nasz Zbawiciel kochał kwiaty i
zachwycał się ich pięknem. Wskazywał również na ptaki, które powinniśmy
naśladować w ich beztrosce.
Nasze życie byłoby o wiele pogodniejsze, gdybyśmy się nie zamartwiali. Sama
troska i tak nam nie pomoże. Nie pomoże i na łożu choroby!
Z jaką trzeźwością patrzył Pan Jezus na nasze życie! On wie, że słońce nie
zawsze nam świeci, a każdy dzień przynosi zmartwienia. Pan nakazuje abyśmy nie
upadali na duchu pod ciężarem spraw, jakie nas czekają jutro. Postawa lęku i
troski podcina nasze siły duchowe i fizyczne.
Prośmy raczej w modlitwie o siłę, abyśmy się mogli cieszyć najmniejszym
promykiem radości, jaki nam przyniesie dzień dzisiejszy.
Czy miłe odwiedziny, szczere, współczujące słowo i ręka gotowa do pomocy nie są
dowodem, że Bóg jednak pamięta i troszczy się o nas dotkniętych chorobą?
Czy twarz, na której stale wyryte jest znamię troski, goryczy i żalu, nie jest
typowym znakiem naszej małej wiary?
Prośmy wspólnie o ducha ufnej dziecięcej wdzięczności, którą może darować Pan i
Zbawiciel i dzisiaj przez Swego Ducha Św.
Jedynie mocą Boga zwycięski stoczysz bój.
I tylko z Jego woli wytryśnie szczęścia zdrój.
Ni troską, ni zgryzotą nie zmożesz przygód złych.
We wszystkim Doń się zwracaj: On czeka modłów twych!
Tak mówi Pan i Bóg nasz:
"Nie bój się, bo cię odkupiłem, nazwałem cię twoim imieniem" — Izaj. 43. l
Powyższe Słowo zapewnia nas, że Bóg zna każde spośród niezliczonych imion na
świecie. Zna więc i Twoje!
Co więcej, znał nasze imiona już wtedy, gdyśmy jeszcze nic nie wiedzieli o Nim.
Bóg nie tylko zna nasze imiona, On chce kierować naszym życiem. Nawet gdy
jesteśmy złożeni chorobą, pamięta o nas, choć tak często myślimy, że nas opuścił
i zapomniał o nas.
Jest jedna droga, wskazuje nam ją powyższe Słowo naszego Pana. Droga, na której
w modlitwie możemy się spotkać z Nim, by wyznać z całego serca wszystko, co nas
trapi i obciąża, by chwalić i dziękować na przekór wszystkim przeciwnościom.
Na tej drodze przeżyjemy pokój i bezpieczeństwo w poczuciu miłości Bożej.
Módl się, mój bracie, z poranku,
Módl się i w jasny dzień,
Módl się, mój bracie, wieczorem,
Rozproszysz duszy cień.
Bóg odpowiada z poranku,
Bóg słyszy w jasny dzień,
Bóg odpowiada wieczorem,
Rozprasza duszy cień.
Zmiłuj się nade mną, bo jestem
słaby — Ps. 6, 3
Krótka to prośba, raczej westchnienie. Przypominajmy sobie te słowa, kiedy
czujemy się bardzo źle.
Wiem, że są takie chwile, gdy czujemy się tak słabi, że nie potrafimy się nawet
skupić do modlitwy, pozostaje wówczas tylko westchnienie. Takie westchnienie
płynące z serca wystarczy, aby nawiązać kontakt ze źródłem pomocy, która
"przychodzi z góry" (Ps. 121). Zwracamy się wtedy w naszej bezsilności do Tego,
którego siła okazuje się w naszej słabości.
Słyszałam o pewnym człowieku, który utracił w wypadku obie ręce i wzrok.
Człowiek ten usłyszał o Jezusie Chrystusie i zrozumiał, że tylko On może nadać
sens jego życiu. Pragnął czytać Jego Słowa, ale jak? Odwiedzający go przyjaciel
ujrzał niezapomniany obraz. Oto wokół łóżka były ułożone drewniane tabliczki ze
słowami Nowego Testamentu w piśmie Braille'a, a chory klęcząc z głową nisko
pochyloną, wargami wyczuwał te znaki. Z tego Słowa czerpał odwagę, nadzieję i
siłę do swego, jakże trudnego, życia. Stał się wzorem człowieka, któremu Bóg był
nocą w słabości.
I Wy, drogi Bracie i Siostro, spróbujcie nawiązać kontakt z Panem, który dla nas
stał się słabym, abyśmy przez Niego stali się mocnymi.
Pana Boga naszego naśladujcie i przy Nim trwajcie — V Mojż. 13, 4
Pamiętajmy, że wśród cierpienia, niedoli i czekania na zmianę należymy do
wielkiej rodziny udręczonych. Co prawda świadomość ta nie zmienia naszej
sytuacji, ale uczy nas myśleć o tym, że nie tylko my jesteśmy szczególnie źle
potraktowani.
Słusznie ktoś powiedział: "Pomyśl o tych, którym jest gorzej niż tobie".
W chorobie i utrapieniu Bóg wystawia na próbę wytrzymałość naszej wiary, jak
człowiek bada wytrzymałość liny, materiału. Popatrzmy na naszą chorobę z tej
perspektywy.
Bóg i ty! Nawet w zewnętrznym osamotnieniu nie jesteśmy zdani na siebie, w tym
kryje się bogactwo żywej wiary, która pozwala przeżywać prawdę Słowa o Mojżeszu,
który znalazł się w wyjątkowo trudnym położeniu. Czytamy o nim: "Przez wiarę
(...) trzymał się Tego, który jest niewidzialny, jak gdyby Go widział" (Hebr.
11, 27).
Skądże oprócz Ciebie siły czerpać mam?
Kto swe brzemię z siebie zrzucić zdoła sam?
Świat bez Ciebie marą złudną, pełną mgły,
Mą nadzieją, wiarą wszystkim jesteś Ty.
Fragmenty pochodzą z: "Pozdrowienie dla chorych i cierpiących", Wydawnictwo "Zwiastun", Warszawa 1991.
e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2002 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP