
![]()
[Nowonarodzenie
z wody i z ducha]
ks. dr Piotr Szarek
Narodzenie na nowo jako temat spotkania Jezusa z Nikodemem
Określenia: „nowonarodzenie" oraz człowiek „nowonarodzony" stały się
charakterystyczne dla kręgów chrześcijan związanych z ruchami bliskimi
tradycji dziewiętnastowiecznego ruchu religijnego przebudzenia.
Pozostawiając sprecyzowanie współczesnego znaczenia tych słów piszącym
słowniki języka polskiego (jak dotąd, słów tych tam nie ma), pragnę zacząć
prawie od źródła, to jest od trzeciego rozdziału Ewangelii Jana. Zgodnie z
reformacyjną zasadą lektury Pisma Świętego interesować nas będzie przede
wszystkim Jezus, jego spotkanie z Nikodemem, a potem dopiero „nowonarodzenie"
jako temat ich rozmowy. Jednocześnie będziemy unikać prowadzenia w trzecim
rozdziale Czwartej Ewangelii typowych dla krytyki literackiej powiązanej z
„teorią warstw" wykopalisk literacko-archeologicznych". Dla tego pomijamy
problem autorstwa, kolejność redaktorów, oraz niespójność chronologiczną i
geograficzną narracji. Zrezygnujemy nawet z tak smakowitego kąska jak
próba wyodrębnienia z tekstu „ipsissima verba" (własnych słów) Jezusa.
Będziemy raczej szukać sensu i treści tekstu jako całości. To trudne
zadanie, teksty Ewangelii Jana bowiem stanowią w pewnym stopniu zwarty,
hermetyczny krąg, do którego trudno się dostać autsajderom. Muszą oni
zrozumieć całość Ewangelii, zanim pojmą jej część. A jak zrozumieć całość
nie rozumiejąc poszczególnych części? Oto rebus i zagadka dla czytelników
tej księgi.
Zacznijmy zatem od pytania z powodu którego napisane zostały wszystkie
Ewangelie: Kim był Jezus? Czwarty Ewangelista tak określa cel swojej
pracy:
„... abyście uwierzyli, że Jezus jest Chrystusem,
Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot
w imieniu jego." — J 20,3
Tyle
dosłowna Janowa prezentacja Jezusa. Dla pierwszych czytelników tej Ewangelii
Jezus był albo preegzystującym Logosem Boga, albo gnostyckim Zbawicielem, magiem
lub „Bogo-człowieklem". Dla chrześcijańskich czytelników Czwartej Ewangelii
Jezus to przede wszystkim Syn Boży, który jest Wysłannikiem swego niebieskiego
Ojca. Został posłany, aby objawić ludziom Ojca. Drugie pytanie, jakie pewnie
zadawali sobie pierwsi czytelnicy oczekujący pierwszego „wydania" Ewangelii
brzmiało: Jakim był ten Wysłannik Ojca? Zagęszczoną odpowiedzią tradycji Janowej
na to pytanie była wyrażana na różne sposoby myśl o Jego inności. Bo przecież,
choć przyszedł do swoich, jednak oni go nie przyjęli. Swoi okazali się być
obcymi albo to Jezus był dla nich obcy. Odnosimy nawet wrażenie, że swoją
obcością celowo prowokował współczesnych. Jezus — według Czwartej Ewangelii —
nie spoufala się z ludem, utrzymuje dystans nawet w stosunku do tych, którzy
uwierzyli „w imię Jego, widząc cuda, których dokonywał". Jezus „nie miał do nich
zaufania" (J 2,23n).
O niedostępności Jezusa świadczy także Jego rozmowa z Nikodemem. Rozmowa, a może
należałoby powiedzieć dwa monologi, bo choć pomiędzy rozmówcami dochodzi do
wymiany słów, pozostaje ona tylko dwoma „mono-logami". Przyczyną takiego stanu
rzeczy jest to, że Nikodem nie jest w stanie zrozumieć o czym naprawdę mówi
Jezus.
Na pierwszy rzut oka jesteśmy świadkami „rozmowy dwóch rabinów", którzy prowadzą
nocną, typową dla żydowskich nauczycieli, dyskusję. Komplementy po obu stronach
każą przypuszczać o obopólnej sympatii l uznaniu. Są to jednak mylące pozory.
Nikodem jest „z faryzeuszów" i bardziej niż pogawędki z Jezusem potrzebuje
wypowiedzianego z wielkim autorytetem pouczenia Wysłannika Ojca. Kłopot polega
na tym, że takie pouczenie jest dla Nikodema zupełnie niezrozumiałe: „Jeśli się
kto nie narodzi na nowo (gennethe anothen) nie może wejść do Królestwa Bożego".
Dodatkowo, i my nie rozumiemy, dlaczego ta Instrukcja Jezusa jest niepojęta dla
Nikodema? Dlaczego taka dziwna i naiwna — jak na żydowskiego uczonego — jest
reakcja Nikodema: „Czy może (człowiek) powtórnie wejść do łona matki swojej i
urodzić się?"
Przecież Nikodem powinien wiedzieć, że „narodzić się na nowo" stanowi dobro
myśli starotestamentowej. Myśl ta miała w judaizmie długą i wyrażoną na różne
sposoby tradycję. Należała do niej idea powrotu do utraconego stanu pierwotnego
(zob. „sub sabut" u Hi 42,10; Oz 7,1; Am 9,14) oraz myśl o stworzeniu na nowo
(dostępna także u Jeremiasza 31,31 i Ezechiela 36,26). Judaizm chętnie korzystał
z tej tradycji przyrównując nawrócenie na żydostwo do rozpoczęcia nowego życia w
sytuacji przyrównanej do stanu niemowlęcia. Dlatego dopiero co nawrócony poganin
bywał zwalniany przez prawo żydowskie ze zobowiązań podjętych w „poprzednim"
pogańskim życiu. Nie obowiązywały go wcześniej zawarte kontrakty, w tym nawet
te, które świadczą o wiarogodności i wierności człowieka: małżeństwo, przysięgi,
służby wojskowe, państwowe, długi — wszystko traciło swoją moc. Taki człowiek
zaczynał życie „od nowa". Był „nowonarodzony". Był w oczach rabinów jak biała,
niezapisana karta. Bez przeszłości l z całą przyszłością w swej nowej wspólnocie
i religii. Trudno stwierdzić na ile takie stanowisko młodej Synagogi było
ułatwieniem żydowskiej pracy misyjnej. Nie próbujemy ocenić czy takie
postępowanie jest uczciwe.
Natomiast Filon Aleksandryjski jako narodzenie na nowo określił przeżycie
Mojżesza przy płonącym krzewie. Powołanie Mojżesza na proroka będzie dla Fllona
„powtórnym narodzeniem" na skutek „powołania z góry". Literatura na temat myśli
o „nowonarodzeniu" w judaizmie jest doprawdy ogromna. Rzecz jest więc źródłowo
udokumentowana.
Nikodem musiał zatem wiedzieć o czym naprawdę mówi Jezus. Czwarty Ewangelista
podkreśla jednak, że tak nie jest! Umysł Nikodema musiał być zaćmiony. A może
było tak dlatego, że „genethe anothen" oznacza także narodzić się „z góry", a „z
góry" pochodzi jedynie Jezus, Posłaniec niebieskiego Ojca. Być może Nikodem wie
zatem dobrze o czym mówi Jezus, ale jednocześnie uświadamia sobie tę brutalną
prawdę, że takie narodzenie „z góry" jest dla niego niemożliwe. Pyta zatem
Jezusa o sposoby: „Jakże to się stać może?"
Dziwimy
się „niepojętości" Nikodema, ale tylko jako ludzie patrzący na tę scenę z
pozycji wtajemniczonych insajderów, uczniów Jezusa, którzy razem z nim
odpowiadają Nikodemowi:
„Jesteś nauczycielem w Izraelu, a tego nie wiesz?" Niewiedza Nikodema,
przedstawiciela faryzeuszów, kontrastuje z wiedzą Jezusa, który bez niczyjego
świadectwa „wiedział, co było w człowieku" (J 2,25b). Wiedział bardzo dobrze, co
znaczy „narodzić się z góry" („anothen"), ponieważ sam jest tym, który
„przychodzi z góry" (J 3,3 la). Nikodem zaś nie tylko, że nie może tego
zrozumieć, ale odrzuca wyjaśnienia Jezusa.
Mówiąc w trzecim rozdziale Ewangelii Jana o narodzeniu z góry, Jezus mówi
właściwie tylko o sobie samym. Tylko on jest „narodzonym na nowo" czy lepiej „z
góry". Dla innych jest to niemożliwe. Tymczasem niemożliwe. Niemożliwe zwłaszcza
dla „tych", którzy są „z faryzeuszów".
A tak na marginesie: fascynujące jest śledzenie losów tego najsympatyczniejszego
faryzeusza Janowej Ewangelii. Choć sprzeciwia się na Radzie swoim towarzyszom,
którzy bez przesłuchania, wbrew Prawu wydają na Jezusa skazujący wyrok i
przynosi na pogrzeb Jezusa mirrę i aloes, to jednak cały czas pozostaje „jednym
z nich". Sto funtów (!) mirry i aloesu dobitnie świadczy o tym, że „Jezus
Nikodema" po ukrzyżowaniu jest tylko martwym ciałem wymagającym zabalsamowania.
Nie jest Tym, który rzeczywiście „przychodzi z góry" i „jest ponad wszystkimi"
(J 3,31).
Inność Jezusa od faryzeuszów jest w Czwartej Ewangelii nieprzezwyciężalna. Takie
stanowisko musiało być bardzo ważne dla młodego Kościoła i dla jego
ustosunkowania się do — także młodej — Synagogi. Bo przecież problem odmienności
może być rozwiązany inaczej, jak w judaizmie wyjaśniony został tradycyjny
przekaz o małżeństwie Józefa — nazwanego „Synem Bożym" — z pogańską księżniczką
Asenet (JosAs). Akt zaślubin możliwy jest jedynie po konwersji do judaizmu
opisanej jako odrodzenie. Księżniczka Asenet musi pokutować, nawrócić się,
spożyć chleb otrzymany od Anioła i upodobnić się duchowo do Józefa poprzez
otrzymane od niego przekazane w trzech miłosnych pocałunkach duchy: ducha
mądrości, ducha życia i ducha prawdy. W ten sposób przechodzi ze świata
ciemności do obszaru jasności.
Podobna czy jakakolwiek inna transformacja Nikodema jest w Czwartej Ewangelii
niemożliwa. Bo Jezus mu w tym nie pomógł. Dlaczego tak właśnie zredagowana
została rozmowa o „narodzeniu z góry" w trzecim rozdziale Ewangelii według św.
Jana? Być może historyczna postać tego faryzeusza została przez Ewangelistę tak
wykorzystana, aby przez subiektywną interpretację historii pokazać wieczne
prawdy o niezwykłej inności tego co „z góry" i tego co „z ziemi". Do przekazania
tych prawd potrzebna była Ewangeliście literacka forma nieporozumienia i
nierozwiązywalnej czyli tak zwanej pozornej zagadki. Ta „Sondersprache", mowa
niezrozumiała w tym jak i w wielu innych miejscach Ewangelii Jana, ma ułatwić
zrozumienie przez utrudnienie, wytłumaczyć przez wprowadzenie w błąd i objawić
przez zasłonięcie.
Często mówimy o prostocie języka Ewangelii w porównaniu do zawiłości naszych
teologicznych i filozoficznych sformułowań. Prawdą jest też, że w Ewangeliach
spotykamy się z językiem opisującym tajemnicę Boga w Chrystusie. Już dawno
zauważony został w Ewangelii według św. Marka motyw określony jako „tajemnica
mesjańska". Prawda o mesjańskiej tożsamości Jezusa musiała być w pewnym stopniu
i do pewnego czasu ukryta. Tak samo w Czwartej Ewangelii mamy do czynienia z
podobnymi zagadkowymi rozwiązaniami dotyczącymi życia i nauki Syna Bożego.
Język-szyfr, pozorne zagadki, zdania wzajemnie sprzeczne, i inne wypowiedzi
alogiczne mogą prawdziwie opisywać rzeczywistość. Przekonujemy się o tym na co
dzień. Pragniemy jasności języka, ale czujemy, że bez paradoksów powiedzieć
można o wiele mniej. Bóg, który posłał do nas Jezusa, jest święty. Wysłannik
Ojca też jest święty. Jest tak inny, że nie da się opisać jednoznacznie.
Uszanujmy to.
A przecież do dziś pozostaje zagadką, dlaczego właśnie ta Ewangelia ta
najtrudniejsza l przypominająca swoją tajemniczością egipskiego sfinksa i
właśnie ten fragment będący rozmową z Nikodemem l podkreślający niemożliwość
przyłączenia się człowieka do Syna w Jego drodze spowodował tak wielką część
wszystkich nawróceń do Jezusa.
Bo On jednak chce, aby wielu „narodziło się na nowo" i „z góry". „Nie z krwi,
ani z cielesnej woli (...) lecz z Boga".
Tekst pochodzi z rocznika "Kalendarz Ewangelicki 1994", Wydawnictwo Augustana, Bielsko-Biała 1993.
(c) 2003 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl